FYI.

This story is over 5 years old.

Interviews

Wcielając się w mordercze istoty

„Dając wywiady za granicą, usłyszałam pytania, czy my w Polsce jeszcze możemy kręcić filmy?" – rozmawiamy z Michaliną Olszańską, grającą syrenę w „Córkach dancingu" oraz tytułową rolę w filmie „Já, Olga Hepnarová"

Z Michaliną Olszańską po raz pierwszy spotkałem się na konferencji prasowej podczas 21 Międzynarodowego Festiwalu Kino Pavasaris w Wilnie. Młoda aktorka reprezentowała tam dwa filmy; w Córkach dancingu wcieliła się w rolę syreny, natomiast w Já, Olga Hepnarová zagrała prawdziwą postać – młodą Czeszkę, która za zabicie 8 osób i zranienie 12 (dziewczyna z premedytacją wjechała ciężarówką w tłum ludzi), została skazana na karę śmierci, którą wykonano 12 marca 1975 roku.

Obie z powyższych produkcji triumfowały na tegorocznym festiwalu; Já, Olga Hepnarová zdobył statuetkę za Najlepszy Film, natomiast Agnieszka Smoczyńska na Córki dancingu wygrała w kategorii Najlepszy Reżyser. Udało mi się porozmawiać z Michaliną, by dowiedzieć się więcej o przygotowaniach do tak trudnych ról, gdy wcielała się w mordercze istoty.

Reklama

VICE: Na konferencji prasowej wspomniałaś, że granie obu tych ról było do siebie podobne – jak się do nich przygotowywałaś?
Michalina Olszańska: Troszeczkę ironizowałam, że one są podobne, bo faktycznie tak się złożyło, że obie bohaterki są morderczymi istotami i są lesbijkami. Ale poza tym jedna z postaci była autentyczna, druga raczej nie miała prawa istnieć w realnym świecie. Wracając do twojego pytania, w przypadku syreny chodziło o stworzenie nowej istoty, połączeniu zwierzęcia z człowiekiem. Jednak jest to też film o dorastaniu i stawaniu się kobietą. W przypadku Olgi praca wyglądała zupełnie inaczej.

To znaczy?
Tutaj musiałam zdecydować, czy chcę skopiować prawdziwą postać – na co też nie miałam za bardzo szans, jako że nie wiemy o niej zbyt dużo, oprócz tego, co sama o sobie pisała; mogłam też stworzyć Olgę bardziej współcześnie i oto mi chodziło. Chciałam, żeby ona przedstawiała sobą te wszystkie nastolatki, które się tną albo popełniają samobójstwo oraz wszystkich skrzywdzonych ludzi, którzy są traktowani jak dziwadła.

Czy czułaś ciężar tych ról, pozostawały w tobie po skończonych zdjęciach, czy potrafiłaś to z siebie zrzucić po dniu pracy?
To na pewno we mnie zostawało, bo moje życie toczyło się wtedy wokół obu tych planów – natomiast nie było ciężkich konsekwencji, wręcz mam wrażenie, że gdy się wciela w postać z tak wieloma problemami, to staje się swojego rodzaju katharsis. Dzięki temu można się zastanowić nad wieloma rzeczami z boku.

Reklama

Którą z tych postaci grało ci się ciężej?
Na pewno w przypadku Olgi to była znacznie większa odpowiedzialność, chociażby wobec samej osoby – przy syrenie mogłam wymyślić cokolwiek, o ile to pozostawało naturalnym. W przypadku Olgi ograniczeń było więcej, poza tym towarzyszyło mi uczucie, że trzeba coś oddać tej osobie, która kiedyś żyła. Dla mnie najważniejsze w tej roli było to, co symbolizuje ta historia; czyli nie sam dokument o czynie, tylko o tym, dlaczego do niego doszło. Dlatego, że to się może stać także teraz, jeżeli nie będziemy wystarczająco dbali o ludzi, którzy w jakiś sposób czują się inni i mają problemy.

A co dało ci większą satysfakcję?
Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie, jako że obie z tych ról dotknęły dwóch różnych potrzeb mojej duszy młodej aktorki. Zagranie syreny było moim spełnieniem marzenia o zagraniu w filmie fantastycznym, co w polskim kinie raczej się nie zdarza. Natomiast Olga jest wymarzoną postacią dla aktora, bo chociaż jest to film bardzo ryzykowny, niesamowicie wiele człowiek się na tym uczy i to daje szansę pokazania rzeczy, których w innych filmach może nie byłoby dane pokazać. Dalej marzą mi się projekty z ludźmi, którzy będą mieli pasję, robiąc swoje rzeczy całym serduchem – tak jak to było do tej pory, co było najlepszym szczęściem dla młodej aktorki.

Dlaczego zrezygnowałaś z przemowy, wychodząc na scenę, by odebrać nagrodę dla Agnieszki Smoczyńskiej?
Byłam kompletnie zaskoczona, bo Agnieszka nie dała mi cynku. Poza tym wydaję mi się, że kiedy odbiera się wygraną dla kogoś, to nie potrzeby, że kraść show.

Reklama

A jak się czułaś, kiedy tak bardzo doceniono twoją pracę?
Tak naprawdę ja bardzo nie lubię wchodzić na scenę prywatnie, o wiele lepiej się czuję w każdej odważnej scenie w filmie, niż jak ja mam wyjść na scenę. To jakoś mnie niesamowicie deprymuję. Radość z werdyktu przychodzi później. Zwłaszcza cieszę się z filmu Já, Olga Hepnarová – dlatego, że to jednak jest główna nagroda za najlepszy film. Oczywiście równie bardzo się cieszę, że nasze polskie filmy są coraz bardziej dostrzegane i nagradzane – myślę, że dużo w tej sprawie ruszyło się po filmie Ida.


Więcej o filmach i nie tylko znajdziecie na naszym nowym fanpage'u VICE Polska


Mimo to, wspomniany przez ciebie film spotkał się nie tak dawno ze sporą krytyką pośród niektórych środowisk.
Rzeczywiście, dając wywiady za granicą, usłyszałam pytania, czy my w Polsce jeszcze możemy kręcić filmy…

I jak to skomentujesz?
Wydaję mi się, że nie ma takiej siły, żebyśmy przestali robić filmy. Nikt nie sprawi, że Agnieszka Holland przestanie kręcić filmy. Nie wierzę w to. To jakiś świat, do którego nie należę.

Dziękuję ci za rozmowę.