FYI.

This story is over 5 years old.

Sport

​Więzienna joga pomaga w resocjalizacji

Najważniejsze czynniki wywołujące traumę to brak poczucia bezpieczeństwa, brak przewidywalności i kontroli. Wyobraź sobie więzienie
6.10.15

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Stany Zjednoczone.

Jeżeli tak jak 25 mln Amerykanów ćwiczyliście niedawno jogę, to robiliście to pewnie w klubie fitness. Może było w nim ciepło oświetlone lobby z uspokajającą fontanną pluskającą przy recepcji. Gdzieś w tle leciała muzyka, kojąca gra na chińskim flecie. Przejrzeliście nową kolekcję kwiecistych toreb na karimaty i antypoślizgowe ręczniki w sklepiku. Może nawet kupiliście wodę kokosową. A może jesteście fanami power jogi, kiedy to możecie posłuchać swoich ulubionych hitów podczas rozciągania i napinania mięśni. A może nawet już to przerabialiście, a teraz podjęliście nowe wyzwanie i chcecie uprawiać jogę na desce pływającej wśród turkusowych wód Morza Śródziemnego.

Reklama

A może byliście wtedy sami w małej celi bez okien w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Zapoczątkowany w 2002 roku w więzieniu w San Quentin w Kalifornii Prison Yoga Project (Projekt Więzienna Joga) zapewnia sprzęt i trenuje setki instruktorów każdego roku, aby mogli oni prowadzić zajęcia w zakładach zamkniętych w całych Stanach. Zapotrzebowanie na zajęcia rośnie. Pomysłodawcy projektu zostali nawet zaproszeni, aby wprowadzić podobne programy w więzieniach w Norwegii, Gwatemali i Indiach – kolebce jogi. VICE przeprowadził rozmowę z Jamesem Foxem, inicjatorem tego projektu, aby dowiedzieć się, dlaczego Amerykanie noszący pomarańczowe kombinezony więzienne potrzebują jogi nawet bardziej niż ci ubrani w ciuchy z Lululemon (modnego sklepu z ubraniami do jogi).

VICE: Skąd wziął się pomysł, bo stworzyć Prison Yoga Project?
James Fox: Po latach ćwiczenia jogi w 2000 r., zostałem instruktorem. Zrozumiałem, że oprócz fizycznych korzyści doświadczyłem również emocjonalnych i psychologicznych zmian. Ale nie chciałem uczyć w studiu. Chciałem dać jogę ludziom, którzy normalnie by się z nią nie zetknęli, a którym naprawdę by pomogła. Dlatego zacząłem pracować z młodzieżą z biednych dzielnic w ośrodku dla chłopców w Bolinas w północnej Kalifornii. Oni pochodzili z rodzin, w których występowała przemoc, byli zaniedbani. Większość z nich brała leki, nie wyglądało to dobrze. I wtedy zrozumiałem, że praca nad ich ciałami była dużo bardziej efektywna niż sama praca nad ich umysłami [w gabinecie psychologa]. Zacząłem postrzegać jogę jako uzupełnienie terapii. Aby uleczyć umysł, trzeba zaangażować też ciało. Pracownicy ośrodka mówili: „Rany, po tych dwóch czy trzech miesiącach jogi widać, że ci chłopcy są bardziej pewni siebie i mają większe poczucie własnej wartości". Naprawdę widzieli zmianę.

Reakcje, z którymi się zetknąłem, były mniej więcej takie: „Pewien koleś męczył mnie przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie już zaczynaliśmy skakać sobie do gardeł – i wtedy przypomniałem sobie, że powinienem pooddychać, ochłonąć. Pamiętałem, jak się od tego odciąć".

Potem, w 2002 roku, poproszono mnie, bym wprowadził podobny program w San Quentin, razem z Insight Prison Project. Tworzyli oni program resocjalizacji dla więźniów, którego podstawą było zrozumienie, że aby zmienić czyjeś negatywne zachowanie, trzeba pracować nad psychiką, emocjami, rozmawiać o agresji. Każdy więzień, nieważne, czy sam był agresywny, czy nie, dobrze zna świat agresji. A zadaniem projektu było połączenie ciała i rozumu i to ja miałem się tym zająć.

Czym różnią się zajęcia jogi w więzieniu od tych w studiu sportowym?
Kładziemy dużo większy nacisk na świadomość, jest to podstawą ćwiczeń. Pracujemy w środowisku, w którym wielu ludzi cierpi przez traumę. Najważniejsze czynniki wywołujące traumę to brak poczucia bezpieczeństwa, brak przewidywalności i kontroli. Wyobraź sobie więzienie. Życie w nim może być bardzo nieprzewidywalne. Nie wydaje mi się, żeby zwykłe zajęcia jogi w ogóle miały na celu zajmowanie się angażowaniem układu przywspółczulnego, wywoływaniem relaksacyjnych reakcji organizmu.

My tymczasem chcemy dać więźniom narzędzia, których będą mogli potem używać, aby w razie potrzeby umieć się uspokoić. Reakcje, z którymi się zetknąłem, były mniej więcej takie: „Pewien koleś męczył mnie przez dłuższą chwilę. W pewnym momencie już zaczynaliśmy skakać sobie do gardeł – i wtedy przypomniałem sobie, że powinienem pooddychać, ochłonąć. Pamiętałem, jak się od tego odciąć". Gdy ci kolesie znajdują się w takiej sytuacji albo gdy dochodzi do konfrontacji ze strażnikiem, co mogą zrobić? Stanąć w drugiej pozycji wojownika [pozycja z ćwiczeń jogi]? Nie. Skorzystają z najważniejszej części treningu, czyli nauki odcięcia się, zahamowania swojej reakcji.

Gdy pracuje się nad jakąkolwiek traumą, to trzeba też zająć się ciałem.

Jak joga i świadomość pomagają więźniom przezwyciężyć traumę?
Złożone traumy biorą się z traumy pierwotnej, która pojawiła się wcześniej w ich życiu. Mogą ją wywołać porzucenie przez rodzica, śmierć rodzica, wykorzystywanie seksualne albo przemoc fizyczna. Jeżeli nie jesteś w stanie skutecznie sobie poradzić z tym bólem, to wpłynie on na twoje całe życie. Tak jest ze wszystkimi ludźmi. Ta niewygojona rana sprawia, że w życiu pojawia się więcej bólu. Więc młoda osoba zaczyna się źle zachowywać, używać narkotyków, potem może brać udział w przestępstwach. To narasta.

Pracowaliśmy z mężczyznami po trzydziestce, którzy po zastanowieniu się nad swoim życiem stwierdzali: „O Boże, te wszystkie wykroczenia i tor, jakim potoczyło się moje życie, były spowodowane moim pierwotnym bólem. Teraz to rozumiem". W grę wchodzi tu świadomość, ale jak udowodnił psychiatra Bessel van der Kolk, ciało pamięta skutki takich traumatycznych wydarzeń. Umysł może zrozumieć o co chodzi, ale umysł jest też podstępny i zna mechanizmy dysocjacji, których używa, by się bronić. Podstawą badań van der Kolka była praca z weteranami wojennymi. Ale gdy pracuje się nad jakąkolwiek traumą, to trzeba też zająć się ciałem. A najbardziej podstępną traumą jest trauma złożona, mająca źródła we wczesnym etapie życia.

Reklama

Świadomość oznacza samoświadomość. Nie chodzi jednak tylko o zajęcie się swoimi myślami. W świadomości chodzi o zrozumienie, że zamieszkujemy swoje ciało. Asany umożliwiają rozładowanie traumy, którą trzymamy w ciele. Pracuje się ze swoim organizmem. Nie musisz nagle stwierdzić: „Ach, kiedyś uczestniczyłem w strzelaninie w południowym Los Angeles i nie rozumiałem, że przez to miałem traumę". Nie, nie trzeba tego robić. Ciało samo to uwolni. Rozładuje napięcie podczas regularnego ćwiczenia jogi. Myślę, że to jeden z powodów, dla których joga ludzi naprawdę wciąga. Nawet jeśli myślą, że robią to tylko dla korzyści fizycznych. Czują się o wiele lepiej, bo uwalniają wiele lęków, które siedzą w ich ciele.

Czy trudno jest zainteresować więźniów jogą?
Na początku było trudno, ale teraz już nie. Zaakceptowali jogę i mam nadzieję, że jakoś się do tego przyczyniliśmy. W pewnym sensie jest ona idealnie przystosowana do więzień, bo do jej uprawiania nie potrzeba wiele miejsca. Więc jeśli siedzisz w celi, albo nawet izolatce, wciąż możesz ćwiczyć jogę i odnosić korzyści z regularnych ćwiczeń. Wysłałem mnóstwo książek do więzienia o zaostrzonym rygorze Pelican Bay, do ludzi siedzących w izolatkach. Potem dostałem listy od więźniów, którzy je czytali i byli zachwyceni. Nasi instruktorzy działają w całym kraju i uczą w ponad stu więzieniach i aresztach, projekt nabiera rozpędu.

Czy chciałbyś coś dodać?
Chciałbym powiedzieć, że mam wielu przyjaciół w podłych miejscach. Przez wręcz przemysłową skalę więziennictwa w tym kraju i prowadzoną od lat wojnę z narkotykami, media pokazują więźniów jakby byli nieludzcy. A oni są tacy jak my. Dali ciała, ale nadal są ludźmi. Wydajemy miliardy dolarów na utrzymanie ludzi w więzieniach, ale ciężko może być zebrać pieniądze na pracę z nimi, bo ludzie myślą sobie: „Pieniądze na więźniów? Jeszcze czego. Zasłużyli sobie na odsiadkę". A 93 proc. z nich wróci do społeczeństwa. W jakim stanie chcecie ich spotkać, gdy wrócą?

W ciągu ostatnich 30 lat resocjalizacja tych ludzi nie bardzo się udała. Wszystko się zmieniło wraz z wojną z narkotykami i ustanowieniem wysokich wyroków minimalnych. Teraz wszyscy skupiają się na karaniu. W więzieniach w USA siedzi 2,25 mln ludzi, a prawdopodobieństwo, że ponownie popełnią przestępstwo, wynosi 60 proc. To ponura statystyka. Więc skoro już ich trzymamy w zamknięciu, myślę, że powinniśmy inaczej rozdzielić fundusze, aby dać skazańcom narzędzia, dzięki którym nie wrócą już do więzienia. Takie jest moje zadanie.