praca

Rekruterzy opowiadają o najgorszych rozmowach o pracę, jakie przeprowadzili

Zakrwawione głowy, przypadkowe pokazy porno, chore żółwie i inne okropne historie

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US

Nieudana rozmowa o pracę niejednemu z nas spędza sen z powiek. To wyzwanie, do którego przygotowujesz całymi dniami; może nawet ćwiczysz swoje odpowiedzi przed lustrem. To chwila, która może zmienić całe twoje życie. Jednak niezależnie od tego, jak wiele włożyłeś w to wysiłku, może się zdarzyć, że ze stresu wszystko zawalisz – będziesz się jąkać i zacinać, zaczniesz się pocić jak świnia i zapomnisz o genialnym przemówieniu, które sobie wcześniej przygotowałeś. Może się też okazać, że rozmowa pójdzie świetnie, ale i tak usłyszysz najgorsze słowa na świecie: „Będziemy w kontakcie”.

Reklama

Głowa do góry. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że nawet twoja najgorsza rozmowa o pracę w rzeczywistości nie była tak wielką katastrofą, jak sądzisz. Może nie znalazłeś wspólnego języka z rekruterem albo nie udzieliłeś najlepszej odpowiedzi na pytanie, gdzie się widzisz za pięć lat, ale uwierz nam, daleko ci do prawdziwej katastrofy.

Jednak rekruterzy przeprowadzają naprawdę wiele rozmów o pracę i widzieli sporo dziwnych rzeczy. Zadzwoniliśmy do kilku agencji rekrutacyjnych i zapytaliśmy ich o kandydatów, którzy naprawdę odstawili niezły cyrk.

NIE

Rozmawiam z facetem, który ma na sobie tzw. garnitur pogrzebowy (czyli jedyny garnitur, jaki masz, który na ciebie nie pasuje, ale i tak zakładasz go na każde oficjalne spotkanie) oraz wełnianą czapeczkę. Pięć minut po rozpoczęciu rozmowy uświadamia sobie, że nadal siedzi w czapce, więc ją zdejmuje. Zapomina jednak, że do czoła ma przyklejony olbrzymi kawałek papieru toaletowego, którym próbował zatamować krwawienie z wielkiego pryszcza. Najwyraźniej wycisnął go tuż przed rozmową. No więc próbuje go zedrzeć, ale krew już dawno zakrzepła, więc papier nie chce się odkleić. Siedzę naprzeciwko niego i nie wiem, co zrobić. Z całych sił staram się nie roześmiać (niestety często śmieję się w nerwowych sytuacjach). W końcu facet się poddaje, a ja zaczynam z nim rozmawiać, mimo że na czole wciąż ma zakrwawiony kawałek papieru toaletowego. Przez cały czas trzyma w dłoni resztkę papieru, którą wcześniej udało mu się oderwać. Bardzo dziwna rozmowa.

BOŻE, NIE

Jedna kobieta nawet nie musiała przyjść na rozmowę, żeby ją zawalić. Na pół godziny przed tym, jak powinna była się z nami spotkać, wysłała maila o treści: „To prawdopodobnie zabrzmi dziwnie, ale mój żółw niespodziewanie się rozchorował i musiałam pojechać do weterynarza”. Powiedziała, że zadzwoni następnego dnia, aby ustalić, kiedy będzie mogła znowu przyjść. Godzinę po tej dziwnej wiadomości napisała do nas z nowymi wieściami: „Nie martwcie się! Właśnie idę z moim żółwiem do parku, żeby trochę posiedział na słońcu”.

Reklama

NIE, DO CHOLERY NIE

Przeprowadzam rozmowę z projektantem aplikacji multimedialnych i animacji. Rozmawiamy o jego doświadczeniu i wszystko wydaje się w porządku, więc przechodzimy do następnego etapu. On wyciąga iPada, aby pokazać mi swoje animacje, ale gdy włącza odtwarzanie, na ekranie pojawia się porno. Analne porno. Jakiś facet brutalnie pieprzy laskę w dupę i widzimy mnóstwo zbliżeń jej odbytu. Projektant po prostu mówi „ups” i wyłącza film. Nie, no do cholery nie. Nie muszę dodawać, że go nie zatrudniliśmy.

DAWAJ MAŁA, ALE NIE

To były końcowe rozmowy, w których brali udział najlepsi kandydaci. Pewna kobieta starała się o fuchę, która polegała na zaprojektowaniu wnętrza całego domu. Przedstawiamy jej ofertę i informujemy, że ostatnim krokiem jest sprawdzenie jej przeszłości. Nagle w słuchawce zapada martwa cisza, a kobieta po chwili mówi: „No cóż, mogę od razu uprzedzić, że nie dostanę zaświadczenia o niekaralności, ponieważ kiedyś przyłapałam mojego faceta na zdradzie, więc spaliłam dom tego skurwysyna”.

CO? NIE!

Pewnego razu kandydatka miała przyjść na rozmowę kwalifikacyjną tuż po lunchu, w okolicach 12:30 lub 13. To nic wielkiego, robimy to cały czas, a większość ludzi decyduje się zjeść przed lub po rozmowie. Jednak ta kobieta przyniosła ze sobą jedzenie i próbowała się nim raczyć podczas spotkania. I to nie było coś łatwego do jedzenia, powiedzmy kanapka. Zapomniałam już, co dokładnie przyniosła, ale chyba coś w rodzaju kurczaka z rożna. Jestem oczywiście zszokowana, więc pytam, co to o niej mówi jako o potencjalnym pracowniku jednego z naszych klientów. Pomiędzy gryzami mówi: „Wiem, jestem okropna, ale po prostu znam moje ciało i wiedziałam, że jeśli przyjdę głodna, to nie będę mogła się skupić. Uznałam, że to lepsze rozwiązanie”. Nie miała racji. Jeśli kiedykolwiek znajdziesz się w takiej sytuacji, po prostu przyjdź na rozmowę z niskim poziomem cukru we krwi. Możesz wydawać się nieco nieprzytomny lub roztargniony, ale uwierz mi, widzieliśmy gorsze rzeczy. Na przykład kobietę jedzącą skrzydełko podczas rozmowy.


Reklama

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


PRZYKRO MI, ALE NIE

Pewnego razu rozmawiałem z facetem i coś wyraźnie mi nie pasowało. Myślami był zupełnie gdzie indziej. Prosił mnie o powtarzanie pytań i zupełnie nie mógł się skupić. Po około 20 minutach w końcu sobie darowałem i bardzo grzecznie zapytałem: „Czy wszystko w porządku?”. Nie minęła sekunda, a facet się rozryczał. Okazało się, że rano umarł jego pies. Myślał, że da radę przetrwać rozmowę. Nie dał. Wysłałem go do domu, a kilka tygodni później napisałem do niego, czy chce spróbować ponownie. Nigdy mi nie odpowiedział.

ZAPOBIEGAWCZE NIE

Zatrudnienie musi to być korzystne dla obu stron. Zauważyłem, że kiedy ludzie koncentrują się jedynie na sobie, zazwyczaj potem okazują się niezbyt dobrymi pracownikami. Być może jestem przewrażliwiony, ale jeśli przeprowadzam z kimś rozmowę i zanim nawet usiądziemy, dana osoba pyta o mnie ilość wolnych dni i pensję, wiem, że nigdzie jej nie polecę. Czasem budzą moje wątpliwości jeszcze przed rozmową, bo widać, że są jak dzieci we mgle. Jeśli potencjalny kandydat wysyła mi maila z pytaniem, jakim pociągiem można dojechać do naszego budynku lub gdzie powinni zaparkować, kiedy dotrą na miejsce, zawsze mam ochotę odpowiedzieć: „Wiesz, w sumie to nie musisz przychodzić”.

NIE, PODRYWACZU

Kiedyś jakiś facet otwarcie mnie podrywał podczas rozmowy. A szkoda, ponieważ miał świetnie kwalifikacje i był bardzo czarujący. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy i cieszyłam się, że z łatwością znajdę dla niego jakieś stanowisko. Jednak tuż przed końcem rozmowy powiedział, że w życiu nie widział piękniejszych oczu, uśmiechu czy tam innej części ciała. Podziękowałam i próbowałam przejść dalej, ale on uczepił się tego tematu. Położyłam rękę na stole, żeby zobaczył, że mam obrączkę. Nie pomogło. Zaprosił mnie na randkę. Odmówiłam. Nie zatrudniłam go. Za bardzo martwiłam się o kobiety, które musiałyby z nim pracować. Skoro nie potrafił się zachować podczas rozmowy o pracę, możecie sobie wyobrazić, co by się działo na imprezie w pracy?

DZIEWCZYNO, NIE

Poleciliśmy kandydatkę, która świetnie sobie poradziła podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Jednak niemal natychmiast zaczęliśmy dostawać telefony od klienta, który skarżył się na jej koszmarne zachowanie. Została zatrudniona w dziale reklamy w jakiejś firmie zajmującej się modą albo handlem detalicznym, ale w ogóle nie wiedziała, co ma robić. Chodziła na trzygodzinne przerwy obiadowe, późno przychodziła, wcześnie wychodziła… Zaczęli się jej przyglądać i sprawdzać, jak często znikała, żeby mieć dowody jej skandalicznego zachowania. Pewnego razu nie pokazała się na spotkaniu, które miała prowadzić. Kiedy ją zwolniliśmy, oburzyła się i przysięgała, że firma kłamie. Dzień po tym, jak ją wyrzuciliśmy, miała czelność wrócić do firmy i zabrać swoje osobiste rzeczy.

Reklama

OSTATECZNE NIE

Od czasu do czasu organizujemy lunche, podczas których nasi klienci mogą się spotkać z wybranymi przez nas kandydatami. Panuje wtedy swobodniejsza atmosfera, a obie strony się mniej stresują. Stanowi to rodzaj networkingu – pracodawcy mogą cię poznać, dowiedzieć się o twoich zaletach i tego typu rzeczach.

Któregoś razu pewien facet rozmawia z pracodawcą, gdy przypadkowo ktoś na niego wpada. Upuszcza przez to swoją pizzę, dodatkami na ziemię. Podnosi ją, otrzepuje i zaczyna jeść. Tuż przed klientem. Do dzisiaj się z tego śmiejemy. „Nie wysyłaj do mnie nikogo, kto na moich oczach zje pizzę z podłogi” – klient od czasu do czasu żartuje.


Więcej na VICE: