vice mówi co teraz

Płaskoziemca wystrzelił się w chałupniczej rakiecie, by dowieść, że ma rację

Jakimś cudem przeżył i teraz chce się zająć polityką
Drew Schwartz
Brooklyn, US
Jan Bogdaniuk
tłumaczenie Jan Bogdaniuk
Zdjęcie Hughesa via Facebook; zdjęcie startu rakiety: Matt Hartman via AP

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US

Kilka miesięcy temu „Mad” Mike Hughes, 61-letni szofer limuzyny, domorosły konstruktor rakiet i żarliwy płaskoziemca, obiecał, że wystrzeli się w przestworza w chałupniczej roboty statku kosmicznym, by dowieść, że nasza planeta jest płaska jak naleśnik. Start był pierwotnie planowany na listopad 2017 roku, jednak ponieważ misja była do pewnego stopnia nielegalna i raczej samobójcza, termin całego przedsięwzięcia był kilka razy przekładany.

Reklama

W ostatnią sobotę w końcu poleciał w swojej rakiecie ponad pustynią Mojave w Amboy w Kalifornii. Jak donosi Associated Press, jakiś cudem przeżył.

Około godziny 14:30 lokalnego czasu Hughes wgramolił się do rakiety przyozdobionej słowami: „FLAT EARTH” (PŁASKA ZIEMIA), zapiął pasy i założył kask. Jego przyjaciel pomógł mu zamknąć właz, po czym pojazd, zamontowany na wyrzutni rakiet w stylu zrób-to-sam, przypominającej atrakcję w wesołym miasteczku, zaczął ostatnie przygotowania do lotu. Nagle, bez żadnego odliczania czy ostrzeżenia, wystrzelił ku niebu na wysokość 570 m z prędkością ok. 560 km/h.

Jak widać na nagraniu powyżej, gdy Hughes osiągnął maksymalną wysokość, jego rakieta wykonała w tył zwrot i runęła ku centrum naszej zdecydowanie kulistej planety. Lecąc na łeb, na szyję ku pewnej śmierci, otworzył spadochron, który spowolnił upadek. Wciąż jednak opadał za szybko, więc — na moment, zanim gruchnął o ziemię — otworzył drugi.

Od razu po lądowaniu Hughesa zabrała karetka pogotowia, jak podaje AP. Choć trudno w to uwierzyć, udało mu się uniknąć poważniejszych obrażeń.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


„Czy cieszę się, że to zrobiłem? Tak. Chyba tak” — powiedział w wywiadzie dla AP. „Dopiero jutro wszystko to poczuję. Pewnie nie będę mógł się podnieść z łóżka. Przynajmniej mogę pójść do domu i zjeść kolację w towarzystwie moich kotów”.

Hughes nie wyjawił, jaki obraz naszej planety ukazał się jego oczom, ale niecałe 600 m to trochę za nisko, żeby przyjrzeć się Ziemi tak, jak astronauci na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Niestety ani Hughes, ani jemu podobni płaskoziemcy nawet o krok nie przybliżyli się do potwierdzenia swojej teorii, w czym ewidentnie nie pomaga im chociażby grawitacja.

Reklama

OBEJRZYJ: Poznaj wyznawców teorii płaskiej ziemi


„Czy wierzę, że Ziemia z kształtu przypomina frisbee? Tak, wierzę” — mówił w wywiadzie dla „LA Times” jeszcze przed startem. „Czy wiem to na pewno? Nie. Dlatego właśnie chcę polecieć w kosmos”.

Oprócz odnowienia uczucia do kotów, bliskie spotkanie ze śmiercią najwyraźniej skłoniło Hughesa do przemyślenia swojej przyszłości. Jak powiedział AP, planuje teraz kandydować na gubernatora Kalifornii, zważywszy, że w polityce może mu pójść lepiej niż w kosmonautyce.


Więcej na VICE: