Dlaczego powszechny dostęp do broni to fatalny pomysł
Fot. George Frey/Getty Images
broń palna

Dlaczego powszechny dostęp do broni to fatalny pomysł

„Złego faceta z bronią może powstrzymać tylko dobry facet z bronią” to slogan popularny wśród zwolenników liberalizacji prawa do posiadania broni palnej. Jednak czy ma jakikolwiek związek z rzeczywistością?
6.10.17

Artykuł powstał we współpracy z Trace

„Atak w Las Vegas nie zmienia naszej decyzji w sprawie obywatelskiego dostępu do broni. […] Tu mamy do czynienia z wariatem, który broń automatyczną posiadał zapewne nielegalnie i jego celem było zabijanie ludzi. Naszym celem jest ochrona prawa do posiadania broni". To odpowiedź posła Kukiz'15 Marka Jakubiaka na pytanie, czy niedawne wydarzenia w USA wpłynęły jakoś na jego stanowisko. Poseł, który aktywnie działa na rzecz ułatwienia Polakom dostępu do broni, jasno dał do zrozumienia, że za tragedię w Las Vegas nie należy winić tamtejszego prawa, tylko samego zamachowca.

Reklama

Chociaż wina Stephena Paddocka, terrorysty odpowiedzialnego za 274. już strzelaninę w tym roku w USA, jest absolutnie niepodważalna, Jakubiak zapomniał jednak wspomnieć o tym, że mężczyzna wszedł w posiadanie ponad 40 sztuk broni w całkowicie legalny sposób – umożliwiły mu to obowiązujące w Nevadzie przepisy. Również narzędzie, które pozwoliło mu przerobienie broni półautomatycznej na zabroniony przez prawo karabin maszynowy – tzw. bump stock – można tam bez problemu kupić w specjalistycznych sklepach.

W swojej wypowiedzi Jakubiak nazwał Poddocka „wariatem", niejako sugerując, że prawdziwi polscy patrioci, z myślą o których powstał projekt nowej ustawy, z bronią nie będą obchodzić się równie nieodpowiedzialnie. Trudno jednak podzielać jednak jego optymizm, biorąc pod uwagę to, że jeśli prawo wejdzie w życie, lekarze nie będą mieli obowiązku konsultować się ze specjalistą z zakresu psychologii przed wydaniem zaświadczenia – art. 13 ust. 3 pkt 2 brzmi: „przed wydaniem zaświadczenia lekarz może (sic!) zasięgnąć opinii psychologa lub lekarzy specjalistów w zakresie neurologii lub psychiatrii".

Kwestia powszechnego dostępu do broni dzieli społeczeństwo. Z jednej strony mamy jego przeciwników, którzy wskazują, że w Polsce, gdzie na 100 mieszkańców przypada zaledwie 1,3 sztuki broni (jedna z najniższych średnich na świecie), i tak aż 89% Polaków uważa nasz kraj za bezpieczny, a odsetek ten stabilnie rośnie. Z drugiej strony są zaś jego zwolennicy, którzy mówią, że to właśnie w państwach, gdzie łatwiej dostać broń, obywatele czują się bezpieczniej. Niestety nawet w Polsce opierają się oni głównie na badaniach NRA (National Rifle Association of America; Narodowe Stowarzyszenie Strzeleckie Ameryki), lobbystycznej organizacji, która wielokrotnie sabotowała przeprowadzenie badań na temat przestępczości związanej z bronią (najczęściej uniemożliwiając im dostanie odpowiednich funduszy).

Warto lepiej zrozumieć, jak naprawdę wyglądają realia USA, na które poseł Paweł Kukiz patrzy z taką zazdrością

Jednak badacze z Uniwersytetu Stanforda właśnie dowiedli, że główny argument zwolenników powszechnego dostępu do broni – ten o rzekomym bezpieczeństwie obywateli – jest zupełnie bezpodstawny. Badanie przeprowadzono w Ameryce na podstawie danych z lat 1977-2014, dzięki czemu naukowcy mogli dokładnie zrozumieć, jak zmieniła się sytuacja w kraju kilkanaście lat po złagodzeniu przepisów. Warto lepiej zrozumieć, jak naprawdę wyglądają realia USA, na które poseł Paweł Kukiz patrzy z taką zazdrością.

Przez ostatnie 40 lat NRA walczyło o prawo obywateli do posiadania broni. Jedną z jego metod było systematyczne wmawianie ludziom, że jedyne uzbrojone społeczeństwa mogą czuć się bezpiecznie. Odnieśli sukces – obecnie Amerykanie najczęściej ubiegają się o broń, uzasadniając to właśnie chęcią samoobrony. Pokazuje to, jak skuteczne są metody NRA: jeszcze w połowie lat 90. większość z nich posiadała broń w jedynie celach rekreacyjnych.

Reklama

U podstaw kampanii NRA oraz innych zwolenników powszechnego dostępu do broni leży przekonanie, że ludzie, nosząc przy sobie broń, zwiększają bezpieczeństwo publiczne – to właśnie dzięki niej mogą ochronić siebie i innych przed kryminalistami. Ekonomista John Lott po raz pierwszy sformułował teorię „więcej broni, mniej zbrodni" (ang. „More Guns, Less Crime") w 1998 roku w książce pod tym samym tytułem. NRA od razu zainteresowało się jego pracą i dosyć szybko zaczęło korzystać z jego tez przy każdej nadarzającej się okazji: chociażby kiedy Wayne LaPierre, lider organizacji, kilka dni po strzelaninie w szkole podstawowej Sandy Hook powiedział: „złego faceta z bronią może powstrzymać jedynie dobry facet z bronią". Jego komentarz wywołał sporo kontrowersji, ale przekonanie, że noszenie przy sobie broni zwiększa bezpieczeństwo własne oraz cudze, zaczęło podzielać coraz więcej Amerykanów.

Jednak według badania opartego na statystykach kryminalnych z prawie 40 lat takie przeświadczenie jest absolutnie błędne.

„Przez lata zadawano pytanie, czy posiadanie broni w jakikolwiek sposób może zwiększyć bezpieczeństwo publiczne. Teraz już wiemy. Odpowiedź brzmi: nie" – John Donohue, wydział prawa na Uniwersytecie Stanforda

W artykule naukowym opublikowanym 21 czerwca przez Narodowe Biuro Badań Ekonomicznych, naukowcy z wydziału prawa na Uniwersytecie Stanforda przepuścili zebrane dane przez cztery różne modele statystyczne – w tym jeden opracowany przez Lotta w jego książce – i doszli do jednoznacznej konkluzji: w stanach, które pozwalały obywatelom na noszenie broni w miejscach publicznych, odnotowano znacznie więcej brutalnych przestępstw (bez ofiar śmiertelnych) niż w stanach, gdzie podlegało to ostrzejszym regulacjom. Wyjątkiem była węższa kategoria morderstw – w jej przypadku naukowcy nie wykryli żadnej korelacji między liczbą zabójstwa a przepisami stanowymi.

„Przez lata zadawano pytanie, czy posiadanie broni w jakikolwiek sposób może zwiększyć bezpieczeństwo publiczne. Teraz już wiemy" – powiedział John Donohue z wydziału prawa na Uniwersytecie Stanforda, autor badania. „Odpowiedź brzmi: nie".

Reklama

Na przestrzeni lat NRA udało się wywrzeć wpływ na wielu polityków, w związku z czym w większości stanów mocno zliberalizowano przepisy dotyczące posiadania broni. Pozbycie się „niepotrzebnej" biurokracji sprawiło, że coraz więcej osób kupuje broń. Jednocześnie, według logiki NRA, w takim społeczeństwie powinna zmniejszyć się liczba przestępstw, więc należałoby się spodziewać, że od czasu zaprowadzenia reform w uzbrojonych stanach przestępczość gwałtownie spadła.

Zespół badaczy okrył jednak coś zupełnie odwrotnego: „Szacuje się, że dziesięć lat po złagodzeniu prawa liczba brutalnych przestępstw jest średnio o 13-15 procent wyższa, niż gdyby nie zmieniono przepisów".

„Nie zdziwiło mnie to" – stwierdził Donohue. „To, że posiadanie broni palnej może przyczyniać się do większej przestępczości, nie jest szczególnym zaskoczeniem".


Mówimy o rzeczach, o których nie wolno milczeć. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Wyniki badania podważają również sposób, w jaki NRA interpretuje tendencje związane z przestępczością w okresie ostatnich dwóch dekad. Od początku lat 90. liczba brutalnych przestępstw w USA gwałtownie spadła; zbiegło się w czasie z rozszerzeniem swobód związanych z posiadaniem broni. Lott i jemu podobni uważają to za potwierdzenie ich teorii, a przynajmniej za dowód, że łatwiejszy dostęp do broni wcale nie kończy się rozlewem krwi.

Na co jednak zwrócili uwagę Donohue i jego współpracownicy, nie we wszystkich częściach kraju przestępczość zmniejszyła się w równym stopniu. Liczba brutalnych zbrodni zdecydowanie spadła w stanach, które ściśle kontrolują, kto może posiadać broń (Nowy Jork, Kalifornia), natomiast tam, gdzie organy stanowe ułatwiły ludziom dostęp do broni palnej, sukces był znacznie mniejszy. Jasne, gdyby patrzeć jedynie na suche dane, rzeczywiście należałoby stwierdzić, że przestępczość zmniejszyła się we wszystkich stanach. Niestety nie zawsze tak bardzo, jakby mogła.

Reklama

Analizując statystyki prowadzone przez US Census Bureau, agencję rządową odpowiedzialną za prowadzenie spisu ludności, oraz raporty FBI, autorzy oszacowali, że w Ameryce w ciągu ostatnich 40 lat odnotowano 42-procentowy spadek przestępczości w stanach z trudniejszym dostępem do broni. W pozostałych wyniósł on zaledwie 9 procent.

Naukowcy ze Stanford chcieli mieć pewność, że ta różnica na pewno wynikała jedynie z odmienności przepisów stanowych, a nie takich czynników jak na przykład liczba policjantów czy zamożność regionu.

Aby to sprawdzić, zespół przeprowadził symulację, jak wyglądałaby sytuacja w stanach z liberalnym podejściem do posiadania broni, gdyby jednak w przeszłości nie zdecydowały się rozluźnić swojej polityki. Pod uwagę wzięto różnice demograficzne, a także rozwój gospodarczy i pracę policji w każdym stanie. Aby wykluczyć jakąkolwiek nieobiektywność założeń, dla wszystkich stanów wykonano nie jedną prognozę, ale cztery. Każda z nich opierała się na różnych modelach statystycznych, które zaprojektowali ludzie z zupełnie innych środowisk: zarówno zwolennicy powszechnego dostępu do broni, jak i jego przeciwnicy oraz osoby niezajmujące żadnego stanowiska w tym sporze.

Teksas: liczba brutalnych przestępstw na 100 tys. mieszkańców; 10 lat po liberalizacji prawa do posiadania broni palnej. Linia przerywana: wyniki modelu statystycznego, w którym władze zachowały większą kontrolę nad dostępem do broni palnej. Linia ciągła: stan faktyczny

Jak się okazało, wszystkie prognozy pokazały, że gdyby nie złagodzono tych przepisów, spadek przestępczości w każdym ze stanów byłby jeszcze większy. Jedyna różnica między symulacjami polegała na tym, że w modelu zwolennika powszechnego dostępu do broni dodatkowo wzrosła liczba morderstw.

„Prognozy jasno wskazywały, że nic dobrego nie wynika z powszechnego dostępu do broni" – powiedział Donohue.

Reklama

Niestety mimo tak jednoznacznych wyników badań, Donohue wątpi, czy wpłyną one na poglądy ludzi. „Wiele osób jest tak przywiązanych do swoich racji w kwestii posiadania broni, że pozostają głusi na wszelkie argumenty" – przyznał. „Bardzo trudno się do nich przebić".

NRA i inne organizacje walczące o powszechny dostęp do broni prawie zawsze odwołują się do wartości patriotycznych oraz ciągle powtarzają, że stanowi to jedno z podstawowych praw człowieka. Wielokrotnie podkreślają, że chcą powstrzymać rząd przed ingerowaniem w prywatność ludzi. Niestety, kiedy w grę wchodzą takie emocje i argumenty, a do tego bardzo nierzetelna propaganda, jedno badanie naukowe ma małe szanse wywołać jakiekolwiek zmiany.


Więcej na VICE: