ekstremizm

Demonstracja „Unite the Right 2”, czyli jak pokazać, że jest się rasistą

Mogliśmy się tego spodziewać
13.8.18
Jason Kessler na czele marszu Unite the Right 2.  Wszystkie zdjęcia: Byron Smith 

Praktycznie nikt nie stawił się na demonstrację „Unite the Right 2”, upamiętniającą pierwszą rocznicę wydarzeń w Charlottesville, która zakończyła się chaosem i śmiercią jednej osoby. Mimo tego, że dołożono starań, by strona promująca nowe wydarzenie wyglądała relatywnie profesjonalnie, na miejscu naliczyłem może 20 osób. I chociaż przewidywano, że liczba przeciwników zgromadzenia może być czterokrotnie większa niż uczestników, w rzeczywistości okazało się, że było ich jeszcze więcej. Pośród setek członków Antify, ruchu Black Lives Matter i innych antyrasistowskich grup, strona opowiadająca się za „prawami białych obywateli” wyglądała dość żałośnie.

Reklama

Patrząc z perspektywy czasu, nietrudno było to przewidzieć.

„Wielu białych supremacjonistów mówi swoim ludziom, by trzymali się z dala od tego miejsca” — usłyszałem od Marka Pitcavage'a, pracownika Anti-Defamation League's Center on Extremism, na chwilę przed rozpoczęciem demonstracji. „Chcą w ten sposób nie dopuścić do powtórki wydarzeń z Charlottesville, społecznego oburzenia, jakie miało wtedy miejsce, poza tym nie chcą też dłużej być kojarzeni z organizatorem tamtego wydarzenia Jasonem Kesslerem".

To prawda: niektórzy ludzie z prawicowych mediów puścili w świat informacje, że prawdziwym celem Kesslera jest podzielić Amerykanów i ukazać Trumpa w złym świetle. Richard Spencer również został w domu, podobnie jak Andrew Anglin z Daily Stormer [amerykańska neonazistowska strona dla białych supremacjonistów, negująca Holokaust, przyp. red. źródło: Wikipedia] stwierdził, że udział w tym wydarzeniu nie jest wart późniejszej publicznej nagonki.

Kolejnym ważnym czynnikiem, który nie pozwala nam traktować poważnie UTR2, to ilość policji oddzielających skłócone ze sobą strony, od południa do godzin wieczornych. Jak można było przeczytać na stronie UTR2, rasiści planowali zebrać się przy stacji w miejscowości Vienna w Virginii, a stamtąd ruszyć koleją miejską do do Waszyngtonu. Jednak kontrmanifestantów (i członków prasy) nie dopuszczono ani w pobliże peronu w Viennie, ani na na stację Foggy Bottom w Waszyngtonie, na której supremacjoniści mieli rozpocząć swój marsz. Tymczasem mała armia policji otoczyła rasistów, wraz z pojawieniem się szczerzącego się Kesslera, ubranego w niebieski garnitur, trzymającego amerykańską flagę.

To nie znaczy, że wydarzenie było odpowiednie dla osób wrażliwych. W pewnej chwili pojawiło ryzyko przemocy. Choć organizatorzy UTR2 otrzymali oficjalne zezwolenie na demonstrację na Lafayette Square nieopodal Białego domu, kontrmanifestantów nie wpuszczono na plac. W odpowiedzi na to grupa członków Czarnego Bloku zbudowała prowizoryczną barykadę z wózków na zakupy, by nie pozwolić uczestnikom marszu na opuszczenie placu. W stronę policjantów poleciały jajka i fajerwerki, ale policja nie użyła gazu łzawiącego. Ostatecznie poinformowano zgromadzonych, którzy próbowali dostać się do Kesslera, że został on odeskortowany w bezpieczne miejsce.

Nawiązując do tragicznych wydarzeń sprzed roku w Charlottesville, można stwierdzić, że ostatnie wydarzenia w Waszyngtonie były dziesięciokrotnie spokojniejsze. Chociaż obrazek ludzi w pobliskich ogródkach kawiarni, spokojnie przyglądających się dwóm stronom konfliktu, rozdzielonym przez szczelne kordony policji — gdzie w każdej chwili mogło dojść do eskalacji przemocy — był dość niepokojący.

Innymi słowy, nawet jeśli marsze na cześć „praw białych obywateli” nie są czymś, co w 2018 roku cieszy się przesadną popularnością, sporo ludzi akceptuje je jako część codzienności.

Reklama

Śledź autorkę tekstu na jej Twitterze. Wszystkie zdjęcia: Byron Smith

Tekst pierwotnie ukazał się na VICE US.