Reklama
vice mówi co teraz

Van Damme „furał koks non-stop” podczas kręcenia „Street Fightera”

„Pieprzony cyrk na kółkach” — tak pracę nad „Ulicznym wojownikiem” wspomina reżyser Steven E. de Souza

tekst Drew Schwartz; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
20 Lipiec 2018, 6:20am

Fot. via Amazon

Uliczny wojownik z 1994 roku to pełne banałów, żenujące arcydzieło. Film akcji, który jest ekranizacją jednej z najsłynniejszych gier komputerowych świata, tak naprawdę składa się wyłącznie ze scen walki i bon motów. To jeden z tych filmów, który jest tak okropny, że aż świetny. Teraz, ponad dwie dekady po jego premierze, reżyser Steven de Souza powiedział w rozmowie z „Guardianem”, że proces tworzenia filmu był równie chaotyczny, jak to, co możemy zobaczyć na ekranie.

Nie tylko wyjawił, że aktorzy naprawdę dostawali łupnia na planie, a statyści bawili się prawdziwymi nożami, ale do tego gwiazda filmu praktycznie non-stop była „kompletnie nafurana koksem”. Jean-Claude Van Damme zagrał karykaturalnie amerykańskiego pułkownika Guile'a. Nie miało to zbyt wiele sensu, biorąc pod uwagę, że jest Belgiem i miał charakterystyczny akcent – ale najwyraźniej w tamtym czasie nie można było sobie wyobrazić filmu akcji bez Van Damme’a. Aktor zmagał się wtedy z dość poważnym uzależnieniem od kokainy – w pewnym momencie wciągał nawet 10 gramów dziennie i wydawał na koks do 10 tysięcy dolarów (37 tysięcy złotych) tygodniowo. Właśnie z tego powodu praca z nim miała być koszmarem.

„Wtedy nie mogłem o tym mówić, ale teraz już tak: Jean-Claude ciągle chodził nafurany” – powiedział de Souza „Guardianowi”. „Studio wręcz zatrudniło opiekuna, który miał się nim zajmować. Niestety okazało się, że opiekun miał na niego zły wpływ. Jean-Claude tak często brał chorobowe, że ciągle musiałem przeglądać scenariusz w poszukiwaniu scen, które moglibyśmy nakręcić; przecież nie mogłem godzinami na niego czekać. Producenci dwukrotnie pozwolili mu wyjechać do Hongkongu i za każdym razem wracał znacznie później, niż powinien. W poniedziałki nie przychodził w ogóle”.

Jednak według de Souzy i kilku innych osób z obsady nie tylko zachowanie Van Damme’a zrobiło z tej produkcji cyrk na kółkach. Film kręcono w Tajlandii podczas czegoś, co asystent reżysera określił mianem „przygotowań do zamachu stanu”, a do tego wydali ogromną część budżetu na pensje Van Damme'a i Raúla Julii – który, co należy przyznać, wspaniale zagrał głównego złoczyńcę, generała Bisona. Oznaczało to, że nie mieli ani czasu, ani pieniędzy, aby odpowiednio przygotować wszystkich do scen walki. Do tego ujęcia nie były kręcone po kolei, więc ekipa często nie wiedziała, co właściwie się dzieje.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


„Nie znałem tej postaci, nie grałem w grę. Nie miałem pojęcia, co do cholery robię” – powiedział „Guardianowi” aktor Roshan Seth. „Miałem być szalonym naukowcem. Pomyślałem: »Jakiego typu naukowcem właściwie jestem i dlaczego zwariowałem?«”.

Pomimo chaosu, geopolitycznego zamętu i kokainowego problemu Van Damme’a, sprawy potoczyły się bardzo dobrze: chociaż film zebrał koszmarne recenzje, na całym świecie zarobił ponad 105 milionów dolarów (391 milionów złotych) oraz, co najważniejsze, wciąż jest zajebisty.

Artykuł pierwotnie ukazał sie zna VICE US


Więcej na VICE: