po okładce

Co mówią o tobie twoje spodnie

Myślisz pewnie, że twoje spodnie nic nie znaczą? Błąd! Znaczą, i to wiele. Czas ocenić książkę po okładce!
Jan Bogdaniuk
tłumaczenie Jan Bogdaniuk
23 Styczeń 2019, 12:18pm
belt
Fot. via ASOS

Każdy z odrobiną oleju w głowie powie ci, że jedno z niewielu źródeł prawdziwej, czystej radości pozostałych na tym łez padole to wyrabianie sobie rozległych, ugruntowanych opinii o innych Bogu ducha winnych ludziach jedynie na podstawie ich prezencji. To świetnie, ponieważ, uwaga: to, jak ty osobiście się prezentujesz, nie ma żadnego znaczenia! Jadłeś spaghetti w łóżku i zlałeś się sosem, ale się tym nie przejmujesz i chodzisz po mieście z wielką pomidorową plamą? To nic nie znaczy! Wciąż możesz oceniać innych! To jedna z przyjemności codziennego życia!

Co mówi o tobie twoje konto na Instagramie

Przejdźmy zatem do spodni. Dla większości ludzi to dość przyziemny element egzystencji. Dwie rury z materiału, żeby nogi nie marzły. Cokolwiek. Jednak pod tą nudną skorupą drzemie mnogość możliwości. Skala „jak bardzo ktoś nie dba o spodnie” jest dość szeroka i wyczerpująca, od (czytaj: większość populacji) „Aktywnie to olewa” po „Na spodnie mówi »spodzień«”. Na tym świecie coś tak prostego, jak wybór ubrania może bezlitośnie rozbierać na czynniki pierwsze i składać z powrotem bez żadnej przyczyny, oprócz mdłej, ulotnej satysfakcji z oceniania swoich bliźnich. I właśnie to będziemy dziś robić.

Sztruksy

(Fot. via ASOS)

Któregoś wieczora będziesz pilnował własnego nosa w jakiejś strefie dla palących, gdy dobiegnie cię głos. Głos będzie z każdą chwilą przybierał na sile, aż nosiciel sztruksów zatrzyma się w odległości trzech centymetrów od twojej twarzy. „Co sądzisz o Tranquility Base Hotel And Casino? Masz jakieś zdanie? Nie? Cóż, jeśli już musisz wiedzieć, Alex Turner pozwolił Stanom za bardzo na siebie wpłynąć. Kiedyś to było granie, prosto z Sheffield, a teraz? Zapomnieli, skąd są, co nie? To znaczy, wiesz, wciąż słucham ich starego materiału — AM to był jakiś orgazm, no nie — i to nie tak, że nie chcę słuchać ich nowych rzeczy, no ale…”

A ty w tym czasie próbujesz z całych sił skupić się na jego twarzy, jednocześnie układając własną w akceptowalny towarzysko wyraz: „Słucham tego, co mówisz”. Reszta jego ubrań jakoś dziwnie do siebie nie pasuje. Odpowiednia koszulka indie wetknięta we wspomniane sztruksy, ale, chwila moment, czy on ma na sobie skórzaną kurtkę? I fryzurę na Alexa Turnera ok. 2012 roku? Jego piosenka na Tinderze to bez wątpienia „Do I Wanna Know”, w jego opisie na bank widnieje zdanie: „Jeśli lubisz Morrisseya, pokocham cię po grób”, a pod jego paznokciami można by rzodkiew siać. W twoich włosach jeszcze długo będzie się utrzymywał odór jego ręcznie skręcanych papierosów.

Szarawary w mandale

Te spodnie zostały kupione albo Naprawdę W Indiach Na Takim Uroczym Bazarku, Który Przypadkiem Znaleźliśmy, Wszyscy Byli Tacy Przyjaźni I Mili, albo w chwili desperacji i tęsknoty za podróżami na eBayu na aukcji SŁOŃ MANDALA INDIA NADRUK TANIO SPODNIE PIŻAMA ALADYN. Nosiciel tych spodni niemal bez wątpienia ma bardzo zdecydowaną opinię w kwestii tego, czy białym należy zakazać dredów i zachęca cię do dyskusji na ten temat (nie daj się sprowokować), jednocześnie rozsmarowując jakiś okropny wegański ser („Już prawie dojrzał! To proteiny z grzybów pomieszane ze smakowymi drożdżami!”) na pełnoziarnistym pieczywie.

Męskie jeansy: umiejętnie podwinięte mankiety

​Brody są już niemodne

Precyzyjnie dopracowana sztuka podwijania mankietów u jeansów najczęściej występuje u licealnych dzieciaków z dużego miasta, przeważnie w zestawie z Vansami i Bardzo Markowymi Sportowymi Skarpetami. Tak noszone spodnie pojawiają się u skejtopodobnych chłopców (uwaga: nie u prawdziwych skejtów, tylko 17-latków, którzy o deskorolce wiedzą przeważnie tyle, co nic), jako dopełnienie nowej malutkiej czapeczki z Topmana, która stanowi skrzyżowanie jarmułki z kondomopodobnym, nigdy nienoszonym berecikiem, który w zeszłe Święta wydziergała ci twoja niepoczytalna cioteczna babcia. Taka moda rozniosła się na praktycznie każdego faceta poniżej 25 roku życia, który uważa się za alternatywnego — do tego stopnia, że jeśli zobaczysz młodego mężczyznę w jeansach bez podwiniętych mankietów, możesz spokojnie zakładać, że to jakiś rodzaj XXI-wiecznego, punkowego manifestu przeciwko trendom. Zatem tak czy inaczej — podwinięte czy nie — miej się na baczności.

Męskie jeansy: rozszerzana nogawka

To twój tata. Słowa „tata” i „rozszerzana nogawka” są ze sobą tak ściśle splecione, że oprócz „nauczyciela geografii” nie ma nic bliżej związanego z męskimi, rozszerzanymi jeansami. Prawie na pewno zostały zakupione w jakimś outlecie przez twoją mamę, gdy tata dreptał bez celu kilka kroków za nią, od czasu do czasu wpadając na manekiny i prawdopodobnie przewracając jednego z nich, a biały szum w jego głowie przerywał jedynie myśl: „Kiedy w sklepach zrobiło się tak jasno?”.

Po dobrych 45 minutach mama wybiera trzy niemal identyczne pary o różnym stopniu fabrycznego sprania, a tata zapina na nich ten sam znoszony pasek, który opina jego biodra od Wielkanocy 2012. Nosi do nich jadowicie brązowe, szpiczaste jak minaret pantofle, dwa razy do roku na męskie spotkanie z kumplami z woja. Twoja mama nigdy więcej nie ma z nim orgazmu.

Jeansy z modnej sieciówki

(Fot. via Topshop)

Jeśli nosisz jeansy, na 75 procent kupiłeś je w jednej z modnych sieciówek, takiej jak Topshop. Wiem to, ponieważ sama przeszłam przez sporo par jeansów i z jakiegoś powodu większość z nich kupiłam w Topshopie i nawet teraz, gdy to piszę, mam na sobie topshopowe jeansy z Topshopu. Choć zakupy w ich sklepach to prawdziwa podróż po dziewięciu kręgach piekła (przymierzalnie zbyt płytkie, by odsunąć się od lustra, przez co stajesz twarzą twarz ze swoimi wszystkimi niedoskonałościami w HD, w świetle żółtawych lamp, które wyciągają na wierzch każdą zewnętrzną i wewnętrzną wadę) i choć ich jeansy mają w sobie albo tyle streczu, że w zasadzie stają się legginsami, albo są uszyte z tak bezlitosnego drelichu, że drą się na strzępy, gdy podnosisz psią kupę z chodnika — mimo tego wszystkiego mają jakiś sposób, żeby cię przyciągnąć i zanim się zorientujesz, wydałeś prawie 200 złotych na parę spodni bardzo pośledniej jakości. Rozczarowujące, ale do przewidzenia.

Spodnie od dresu jako część pełnego dresowego kompletu

(Fot. via ASOS)

Taka osoba siedzi (nad wyraz) wygodnie na samym szczycie piramidy spodni. Jaka postawa mogłaby przewyższyć: „Jest mi zajebiście wygodnie, a przy okazji wyglądam jak niezły jebaka”? Pretensjonalność utrzymuje się tu w okolicach zera, bo choć zwykle noszą jedną dość droga markę od stóp do głów, nie są w stanie na nikogo spojrzeć z góry, bo w gruncie rzeczy mają na sobie dwuczęściowe śpioszki dla dorosłych. Idź w świat, moje wyrośnięte niemowlątko! Kocham cię i jestem z ciebie dumna!

Spodnie od dresu noszone bez kompletu — w rzeczywistości przereklamowany dół od piżamy

(Fot. via ASOS)

Słuchaj, ja rozumiem: powab dresowych spodni jest uniwersalny. Możesz nosić je wszędzie! Możesz w nich zasnąć, obudzić się, wstać i nosić przez cały następny dzień. Nikogo za to nie osądzam, choć to artykuł o osądzaniu wszystkiego i wszystkich. Jedyne, co muszę podkreślić, to konieczność regularnego prania spodni od dresu. Ja to wiem i ty to wiesz: dresowe spodnie masz na sobie na kacu, gdy jesz pizzę, leżąc na kanapie z nogami w górze, które spełniają wtedy funkcję stołu. Proszę, wypierz zacieki z czosnkowego sosu spomiędzy krocza i uda, bo wyglądają, jakbyś się sfajdał.

Szelesty

(Fot. via ASOS)

Co zadziwiające, w ciągu ostatnich kilku lat szelesty wspięły się po modowej drabinie z pozycji: „To, Co Nosi Ricky W Każdym Odcinku Chłopaków z Baraków” na zaszczytne miejsce: „To, Co Nosi Każda Dziewczyna W Stołecznym Klubie Techno”. Jak dotąd na ten temat powstało bardzo mało naukowych publikacji (halo, państwo antropologowie społeczni! Tu się dzieją zjawiska kulturowe! Nie śpimy!), jednak nosicielka takich spodni zawsze ma też na stopach parę nieskazitelnych Air Maxów 97. Dałabym wiele, żeby się dowiedzieć, jakim cudem zachowują biel swoich butów, bo zawsze, gdy ja noszę adidasy na ulicy, wracam do domu z parą smutnych rzęchów — 300 złotych dosłownie poszło w błoto. Tymczasem nosicielka szelestów spędziła ostatnie dwa dni w domu pod miastem, skręcając papieros za papierosem, z determinacją usiłując nauczyć się, jak zawinąć bibułkę przed swoim Wiekopomnym Wieczorem.

PASKI: PODROZDZIAŁ

Pasek ze sznurówki

(Fot. via ASOS)

Typie, zaklinam na wszystkie świętości, weź i kup sobie prawdziwy pasek. Kiepski dostaniesz za dychę, lepszy, ze skóry, od 50 złotych wzwyż. Po prostu dodaj go do listy prezentów na urodziny. Twoja mama i tak rozpaczliwie pragnie ci kupić pasek, i nie dziwota: nie wyobrażam sobie większego smutku, niż gdy wychowujesz syna i przez 18 lat starasz się mu nieba przychylić, tylko po to, by rok później zobaczyć, że używa sznurówki z Vansa (czyniąc drugiego Vansa żałosnym i niezawiązanym) zamiast paska. Pasek ze sznurówki to samo dno i zalatuje trochę typem, z którym chodziłaś przez chwilę, gdy byłaś głupią osiemnastką, który miał radykalne poglądy na temat chemtrails i który obejrzał każdy odcinek Black Mirror po 12 razy.

Dosłownie każdy inny pasek

Może być, w porządku, nie zatrzymuję, miłego dnia.


[ Adnotacja / krzyk o pomoc w kwestii kobiecych pasków ]

Zauważyłam ostatnio rosnący trend, by produkować kobiece paski w bardzo dziwnych rozmiarach. Np. ty, normalnie zbudowana osoba, kupujesz pasek, ale już w domu orientujesz się, że ma dwie dziurki, które odrobinę mijają się z twoim rozmiarem, co znaczy, że sama musisz podjąć się dodatkowego podziurawienia paska. O ile nie jesteś rymarzem, niemal na pewno nie masz niezbędnych umiejętności ani narzędzi. W rezultacie musisz użyć śrubokręta i kuchennego noża, żeby dopasować pasek, przy okazji najprawdopodobniej dźgając się w rękę/nogę/brzuch. Proszę! Producenci ubrań! Dajcie nam więcej dziurek!

[ Koniec adnotacji / krzyku o pomoc w kwestii kobiecych pasków ]

[ Koniec całego artykułu ]

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK


Więcej na VICE: