Jean-Francois Hamelin pochodzi z Montrealu. Od wielu lat ukazuje na swoich fotografiach esencję wiejskiego życia Quebecu. Jego najnowszy projekt nazywa się “Temiscamingue” – jest to również nazwa regionu obejmującego 10.000 kilometrów kwadratowych, położonego w północno zachodnim Quebecu.
Hamelin po raz pierwszy odwiedził Temiscamingue zimą 2010 roku. Największym zaskoczeniem dla artysty było odczucie, że nie jest w stanie uchwycić fizycznych granic krainy, którą eksplorował. Na początku jesieni 2011, Hamelin udał się do Temiscamingue po raz kolejny i powracał tam jeszcze kilkukrotnie. Fotografował krajobrazy i starał się nauczyć rozpoznawać swoje położenie.
Videos by VICE
Efekty jego poszukiwań, które niebawem będzie można uznać za skończone, podziwiać można na jego stronie oraz w internetowej galerii Boreal Collective (jest to Kanadyjski portal, którego celem jest udokumentowanie społecznej i środowiskowej niesprawiedliwości, za pomocą fotografii).
Tematem wielu projektów Hamelin’a jest życie poza granicami miast. Jego cykl “Harvesting the North” jest dokumentacją imigracji Latynoamerykanów do południowego Quebecu na okres żniw. Zdjęcia z serii “Temiscamingue” mieszają w sobie tęsknotę za czasem, kiedy uprawiano ziemię oraz za obecnością imigrantów, którzy uciekali z miast w czasach Wielkiego Kryzysu.
Zadzwoniłem do Jean-Francois, aby porozmawiać z nim na temat jego fascynacji obszarem Quebecu, ludzi, którym robi zdjęcia oraz jego stylu fotografii.
VICE: Cześć, Jean-Francois! Czy mógłbyś mi opowiedzieć o swojej fascynacji wiejskim życiem w Quebecu?
Jean-Francois Hamelin: Żyjemy w wielkim kraju ale przywiązani jesteśmy do przekonania, że całe życie koncentruje się dookoła miast. To dziwne. Moim marzeniem było podróżowanie po kraju i doświadczanie prawdziwego życia na wsi. Niektórym ludziom w Montrealu przychodzi do głowy wyjechanie poza granice miasta ale to są zazwyczaj dwugodzinne wycieczki, których celem jest odwiedzenie wyciągu narciarskiego. Moją pasją jest zrozumienie obszaru, na którym żyję.
Czy jest to fascynacja obszarem samym w sobie czy ludźmi, którzy na nim żyją?
Jedno i drugie. Jestem dość mocno zainteresowany krajobrazem ale też sposobem życia ludzi. To jest coś do czego mogę się osobiście ustosunkować. Po obejrzeniu zdjęć z serii Temiscamingue można zastanawiać się czemu właściwie ludzie decydują się żeby tam mieszkać. W samym regionie nie ma nic niesamowitego. Ale to co sprawia, że jest dla mnie fascynujący to relacja między naturą a ludźmi.
Około trzy lata temu pracowałem nad projektem “Harvesting the North” na terenie południowego Quebecu. Tematem fotografii był azbest oraz górnictwo. To właśnie tam po raz pierwszy zacząłem się zastanawiać nad relacją natury z człowiekiem. Ten region był kiedyś pełen życia ponieważ działało tam wiele kopalni. Obecnie wszystkie są zamknięte. To samo stało się w Temiscimangue. Przez 30 lub 40 lat rozwijał się tam przemysł a teraz wszyscy młodzi ludzie opuścili nieduże miasteczka, aby wyjechać do wielkich miast.
Czyli można powiedzieć, że obszar trwa w stanie zawieszenia?
Tak.
Czemu służyć ma symetria, którą wykorzystujesz w swoich zdjęciach?
Lubię kiedy rzeczy są proste, geometryczne i wycentrowane. Kiedy się na coś takiego patrzy to budzi to poczucie spokoju. Dlatego znaleźć można u mnie precyzyjnie wycentrowane zdjęcia.
Czyli znajdujesz spokój w symetrii?
Dokładnie. Kiedy pracuję nad moimi fotograficznymi esejami to staram się przede wszystkim mieć bardzo prostolinijne podejście do zdjęć. Staram się nie stosować żadnych sztuczek czy wyrafinowanych efektów. Moim zdaniem najlepiej jest mieć proste podejście do tematu. Uważam to za bardzo wyciszające. Lubię dać sobie dużo czasu na znalezienie tematu zdjęcia oraz na odpowiednie wykadrowanie.
Co najbardziej przyciąga twoje oko, kiedy wychodzisz robić zdjęcia?
To zależy od projektu. Przed Temiscamingue robiłem serię opowiadającą o robotnikach z Południowej Ameryki, którzy napływali do Quebecu w okresie żniw. Chciałem fotografować ludzi podczas pracy na polu. Temiscamingue było czymś zupełnie innym. Na zdjęciach nie ma zbyt wiele akcji bo w samym regionie nie dzieje się zbyt wiele.
Uświadomiłem sobie, że są dwa charakterystyczne stany umysłu, podczas których robię zdjęcia. Kiedy dużo jeździsz samochodem to stajesz się bardzo znudzony bo nic się nie wydarza. Więc jeśli zobaczę coś na polach i akurat słońce pada w odpowiedni sposób to po prostu zatrzymuję się i robię zdjęcie. Znudzenie pomaga wydobyć szczegóły krajobrazu, dzięki którym mam ochotę zatrzymać się i zrobić zdjęcie. Czasami, dla odmiany, udaję się do konkretnej lokacji i okazuje się, że jest niesamowicie piękna ale światło nie jest idealne. Zapisuję sobie w notesie takie miejsce i jeśli mam później taką sposobność to wracam w lepszym momencie.
A co ze sposobem w jaki fotografujesz ludzi? Twoje zdjęcia potrafią być bardzo intymne. Jak udaje ci się osiągnąć taki efekt?
Na początku koncepcja była taka, że ten projekt miał być poświęcony krajobrazom i zawierać jak najmniej śladów obecności człowieka. To była moja pierwsza myśl. Jednak całość ewoluowała i okazało się, że ludzie są istotni w mojej opowieści. Zacząłem się zastanawiać nad stosunkiem ludzi do zdjęć krajobrazów. Chciałem, aby pojawiało się niewielu ludzi w bujnych przestrzeniach krainy ponieważ tak właśnie odebrałem to miejsce podczas swojego pobytu. Czasem kiedy przybywam do ciekawego miejsca zostawiam aparat na statywie i chodzę w pobliżu w poszukiwaniu ciekawego tematu. Zdarza się, że podchodzi ktoś i pyta co robię. Miejscowi uważają, że nie ma w tamtych okolicach nic wartego uwiecznienia na zdjęciu. Są jednak wzruszeni, że jestem tak bardzo zainteresowany ich stronami. Więc zdarza mi się zrobić im zdjęcie.
Jak reagują ludzie, kiedy pytasz ich o krajobraz?
Są bardzo związani z rodzimym obszarem. Kiedyś było tam znacznie więcej mieszkańców niż teraz. Szybko zaczynają opowiadać o tym, że nie jest już tak jak kiedyś. Starsi ludzie mówią zazwyczaj: „Jeśli byś przyjechał 25 lat temu to zobaczyłbyś, że nasze okolice były dużo większe, było tu kilka restauracji i stacje benzynowe.” Są bardzo nostalgiczni.
Czy fakt, że ludzie nie doceniają takich miejsc oraz to, że życie zamiera w miejscach jak Temiscamingue, sprawia, że jest ci smutno?
Tak. Uważam, że to bardzo smutne. Na pewno nie jest to taki sam smutek jaki odczuwają miejscowi biorąc pod uwagę ich przywiązanie do obszaru. Są też dużo bardziej wrażliwi na nawet najdrobniejsze pogorszenie koniunktury, które może im się przydarzyć, (nawet jeśli będzie to coś co ludzie z dużych miast uznaliby za trywialne, jak na przykład zamknięcie jedynej restauracji w danym miasteczku) ponieważ cały czas żyją tam całkiem sami.
More
From VICE
-

Screenshot: Mages Inc -

Screenshot: Atari -

Screenshot: Square Enix -

(Photo by Emma McIntyre/Getty Images for The Recording Academy)