Ostatnio widzę siebie bardziej jako fana Dalston punka z lekkimi naleciałościami rapu z Nowego Jorku, ale kiedyś, dawno temu, byłem młodym, zagubionym człowiekiem...
Oto ja, za czasów kiedy nie widziałem niczego dziwnego w publicznym bujaniu się w samej kamizelce.Ostatnio widzę siebie bardziej jako fana Dalston punka z lekkimi naleciałościami rapu z Nowego Jorku, ale kiedyś, dawno temu, byłem młodym, zagubionym człowiekiem. Tak właśnie zaczęła się moja hipisowska przygoda. Mieliśmy już dość Londynu, więc razem z moją dziewczyną, postanowiliśmy się po prostu spakować i ruszyć w drogę. Nie był to skomplikowany plan, raczej coś w stylu: „Hej, podobno na Czarnym Morzu jest niedługo dobry melanż” albo: „Słyszałem, że Maroko jest naprawdę spoko”. Mając za sobą tego typu wstępne założenia, wyruszyliśmy nad morze, tam skąd odpływają wszystkie statki. Spędziliśmy tam jakąś dobę. Nie przyszło nam do głowy, żeby zabukować bilety wcześniej, a paru gości z obsługi nie chciało wpuścić nas na prom tak o, od zaraz, bo nie uwierzycie, podobno byliśmy kompletnie pijani! W końcu jednak się udało i tak oto, zaczęła się nasza kilkumiesięczna, hipisowska przygoda. Większość pewnie nie widzi tu za wielu pozytywów i całą wyprawę uzna za jeden wielki idiotyzm, jednak ja o parę lat mądrzejszy, wykorzystam te doświadczenia, żeby oddestylować geniusz od głupoty i podzielę się z wami kilkoma poradami, na wypadek gdybyście wpadli kiedyś na podobny pomysł.
Jeśli nie jesteś dziewczyną – znajdź sobie szybko jakąś, bez tego nie ma szans na podwózkę autostopem.
Reklama
Wiem, że to wydaje się dość oczywiste i nie ma zbyt wiele wspólnego z radami geniusza, ale zapewniam, że znajdzie się tu paru łebków, dla których to wciąż nowa wiedza. W skrócie, faceci lubią ładne dziewczyny stojące przy drodze, czekające aż się je gdzieś zabierze. Trzeba więc wykorzystać tę podstawową z męskich wad, która zdaje się często wygrywać odwieczną walkę z jakże chwytliwym, ale ciężkim do zrealizowania hasłem: „Bros before Hoes!”. Ja miałem szczęście cieszyć się towarzystwem pewnej wyjątkowo atrakcyjnej blondynki, więc wszystko działało jak należy: ona stała z kciukiem w górze przy autostradzie, a ja czytałem książki w krzakach. Układ idealny. Gdy tylko ktoś się zatrzymał, wyskakiwałem szybko i pomimo jakichkolwiek protestów i ostrzeżeń, że miejsce znajdzie się tylko dla jednej osoby, pakowałem swoje hipisowskie dupsko do auta. Jazda stopem to naprawdę fajna sprawa. Nie dość, że za darmo, to jeszcze spotykasz całą masę spoko ludzi. Raz jeden gość czuł się wyjątkowo altruistycznie z powodu jakiegoś tam święta i przewiózł nas przez pół Hiszpanii. Warto dodać, że dał nam też płytkę Boney M.
Obniżcie wymagania
Należąc do klasy średniej, zapewne przyzwyczailiście się do pewnych standardów i macie jakieś wymagania co do poziomu życia. Mam na myśli wymagania dotyczącego tego, co jecie i gdzie śpicie oraz te związane z higieną osobistą. Zapomnijcie o nich wszystkich. Nie ma co na nie liczyć w przypadku takiej eskapady. Wszystkie zasady, zgodnie z którymi szliście do tej pory przez życie warto zostawić w domu. Pamiętajcie, że kiedy przejeżdżacie przez miasto, nie ma nic złego w zajrzeniu do tego czy tamtego kosza. Oczywiście mam na myśli te czyste, za marketami czy coś. Często znajdzie się tam coś smakowitego. To samo tyczy się dziwnych propozycji, które mogą wam zostać złożone, gdy nagle znajdziecie się w środku jakiegoś chorego techno melanżu na Ukrainie. Pamiętajcie, jesteście na wakacjach i żadne reguły was już nie obowiązują, a o standardach, w jakich przyszło wam do tej pory żyć możecie od razu zapomnieć. Wtedy może nie będzie tak bardzo bolało…
Ruszajcie w drogę jak najszybciej, nie ma na co czekać
Reklama
Przygotowania i nadmierne planowanie to główni wrogowie udanych wakacji. Wydawać by się mogło, że nie ma nic złego w spakowaniu wszystkiego, czego możecie potrzebować na dłuższy wyjazd, mam tu na myśli paszport, pieniądze, namiot, wodę, patelnię, garnki i tak dalej. BZDURA! Jeśli chcecie jechać daleko, jak najdalej, nie chcecie też dźwigać niczego ze sobą. Kompletnie niczego! Chcecie wolności! W pewnym momencie moja torba była tak lekka, że mogłem spacerować z nią na plecach jakieś 80 kilometrów bez najmniejszego marudzenia. Miałem w niej trochę nasion i kiełków, z których mógłbym zasadzić coś zjadliwego, koszulkę, jakieś spodenki, kilka hipisowskich gadżetów, może jakieś przyprawy, pudełko starych płatków śniadaniowych, markera (do oznaczania terenu), Koran i śpiwór. Oczywiście, żadna z tych rzeczy nie była mi specjalnie do niczego potrzebna, ale wątpię, żeby namiot mógł się okazać lepszym rozwiązaniem.
Każdy hipis to Twój kumpel
Mieszkając w mieście, wcale nie chcesz ich spotkać w autobusie. Ich włosy śmierdzą, w zasadzie reszta też, i ta ich cała awersja do wojny i przemocy robi się naprawdę szybko męcząca. Tak jakby to reszta uwielbiała żołnierzy wyrywających sobie nawzajem głowy. Jednak pamiętaj, kiedy jesteś już bezdomny i podróżujesz po świecie, hipisi to twoi ludzie! Nie jesteś częścią ich świata na zawsze, ale póki jesteś gościem w tym ciekawym miejscu, możesz się od nich wiele nauczyć. Ja na przykład miałem okazję poznać naprawdę ciekawego gościa o imieniu Giuseppe. Facet od sześciu lat nie dotknął ani grosza. Nie miał nic wspólnego z pieniędzmi. Podróżowanie w jego towarzystwie i podążanie za jego wskazówkami, wychodziło wyjątkowo tanio. Jego lekcje to w skrócie podsumowanie dwóch powyższych punktów. Zadając się z takimi facetami jak Giuseppe, po pewnym czasie zaczynasz dochodzić też do wniosku, że całe twoje dotychczasowe życie nie miało najmniejszego sensu ani głębi i czas najwyższy zapuścić dredy, wytatuować sobie jakiś fajny hinduski symbol na plecach i błogosławić każde spalone zielsko. Jeśli jesteście w tym właśnie punkcie, to znaczy, że jest już z wami naprawdę źle. Powodzenia w powrocie do cywilizowanego świata, dziwolągi!
Oszczędzajcie
Reklama
Kiedy tylko zaczniecie się nad sobą litować i zacznie wam doskwierać fakt, że minęło już całkiem sporo dni od ostatniego prysznica, wpadniecie na pomysł noclegu w jakimś pobliskim hotelu. Chociaż na jedną noc, żeby dojść do siebie, trochę się odświeżyć. Jeśli się na to zdecydujecie, to mówiąc krótko: macie kompletnie przejebane! Złamaliście pewną zasadę i już nigdy nie wrócicie do świata prawdziwych podróżników. Każdy będzie dla was miły, tak jak do tej pory, ale za plecami będą wytykać was palcami i wyśmiewać. A wiecie dlaczego? Bo daliście dupy! Oczywiście, wolno wam mieć przy sobie pieniądze, bywają w końcu naprawdę przydatne w niektórych chwilach (np. w takich kiedy trzeba kogoś przekupić). Wolno wam ich użyć tylko w wyjątkowych sytuacjach, wręcz kryzysowych. Przecież nie po to przez tysiące lat wykształcono system płatniczy, co nie? Kto wie lepiej, wy czy historia?
A w Rzymie…
… zjadłem pizze, ale nie poszedłem śladem starożytnych Rzymian i nie zabawiłem się z żadnym młodym chłopcem wbrew jego woli. Tak, tym właśnie trudnili się kiedyś Rzymianie. Nie wpadłem też obejrzeć Watykanu. Okazuje się, że nie tylko na Ukrainie jada się móżdżki. Tego się dowiedziałem. Bo o to przecież chodzi w podróżach i zwiedzaniu. Nie ma sensu eksplorować świata, jeśli niczego nie odkrywasz. Na przykład, przed przyjazdem do Maroko, nie miałem pojęcia co się tam robi. Jednak szybko się nauczyłem, że nie ma to jak wychujać paru turystów na kilka groszy i przysmażyć jakąś górską roślinkę. Jeśli odwiedzicie jakiegokolwiek miejsce, będąc w moim stanie, musicie być przygotowani, że nikt się specjalnie nie ucieszy na wasz widok, a większość potraktuje was jako skutek uboczny procesów cywilizacyjnych i ewolucyjnych całej ludzkości. Nie ma co się obrażać, wykorzystajcie to i bawcie się dobrze.Tłumaczenie: Paweł Sypka