Reklama
18+

Zrobiłam ustnik, dzięki któremu będę lepsza w fellatio

Z pomocą artysty i stomatologa Kuang-Yi Ku stworzyłam spersonalizowaną nakładkę na zęby, która może zrewolucjonizować seks oralny

tekst Hannah Ewens, tłum. Zuzanna Krasowska
15 Listopad 2016, 9:45am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Seks przyszłości zapowiada się niesamowicie. Dzięki okularom Google'a będzie można oglądać ludzi nago, powstaną seksroboty o twarzy i ciele Scarlett Johansson, a specjalne projektory umożliwią wirtualny numerek z właściwie każdym. Nie da się przewidzieć, który z tych pomysłów na stałe zagości w naszych sypialniach, ale jedno jest pewne – przed nami są nowe, jeszcze intensywniejsze doświadczenia seksualne. Jasne, nie zaspokoją ani potrzeb emocjonalnych, ani psychologicznych, ale co z tego, skoro w łóżku czeka nas szalona jazda.

Nie odnosicie czasem wrażenia, że ta fiksacja na punkcie wirtualnej rzeczywistości i robotyki sprawiła, że zaczęliśmy traktować klasyczne, sprawdzone gadżety erotyczne jako coś przestarzałego? Korek analny wydaje się nam rupieciem z lat 90., a dzisiejsza młodzież myśli, że masażer Hitachi Massage Wand to stary mikrofon – chociaż dla pokolenia bohaterek Seksu w wielkim mieście był on „Cadillakiem wśród wibratorów". Nawet ostatnie doniesienia o trendach w seksualnych modyfikacjach ciała pochodzą sprzed dekady. Od czasów pompek do penisa oraz (ponoć) brakujących żeber Marilyna Mansona nie doczekaliśmy się żadnych nowości.

Jednak pewien odważny człowiek postanowił to zmienić. Artysta Kuang-Yi Ku – z wykształcenia dentysta – chce w swojej nowootwartej pracowni w Londynie udowodnić, że dentystyka może zmienić oblicze seksu. Współpracując z Londyńskim Centrum Kształcenia Stomatologicznego oraz Londyńskim Centrum Nauki, Ku zorganizował cykl trzygodzinnych warsztatów, podczas których ochotnicy projektują i samodzielnie wykonują specjalne ustniki mające zwielokrotnić przyjemność mężczyzny podczas seksu oralnego. Kuang-Yi ochrzcił swoje przedsięwzięcie mianem Fellatio Modification Project (Projektu Ulepszania Fellatio).

Chociaż zakładanie przed numerkiem nakładki na zęby nie brzmi zbyt seksownie, nie mogłam przecież przepuścić takiej okazji. Poszłam na warsztaty z ambitnym planem stworzenia najlepszego ustnika do robienia loda, jaki kiedykolwiek powstał.

Autorka pije sobie soczek tuż przed wykonaniem własnego ustnika

Na kurs wybrali się zarówno prawdziwi dentyści, jak i napaleni studenci oraz zakolczykowani dziwacy, więc nie odstawałam szczególnie od reszty. Martwiło mnie jednak, że jako posiadaczka macicy i zestawu jajników mogę mieć pewne problemy z wybraniem odpowiedniego kształtu i faktury nakładki.

Sala przypominała seksowny gabinet stomatologiczny i była wyposażona we wszystkie niezbędne narzędzia: zgłębniki, sondy, pęsety i tym podobne. Mieliśmy nawet te paskudne sztuczne głowy, których używa się do ćwiczenia pierwszej pomocy. Ich wiecznie otwarte, obrzydliwe usta wydawały się gotowe na niezłą akcję. Kiedy założyłam rękawiczki i fartuch, mogłam powiedzieć to samo o sobie.

Ku wpadł na pomysł Projektu Ulepszania Fellatio podczas obowiązkowych zajęć na stomatologii. Uświadomił sobie wówczas, że dentystyka zajmuje się tylko trzema funkcjami jamy ustnej: czysto estetyczną, przeżuwaniem oraz wymową. Wszyscy jednak dobrze wiemy, że istnieje jeszcze jedna – ta, w której biorą udział cudze genitalia. Dlaczego, zastanawiał się Ku, w podręcznikach do stomatologii nie było nawet wzmianki o seksie oralnym? Uznał więc, że wypełni tę lukę i w swojej pracy skupi się właśnie na erotycznym potencjale ust.

Byłam święcie przekonana, że żadna kobieta nie wpadłaby na taki pomysł i najpewniej stoi za nim jakiś napalony heteryk. Nie miałam racji – Ku jest gejem. Projekt powstał z myślą o homoseksualistach, dla których seks oralny jest bardzo ważnym elementem współżycia.

Nakładki na zęby stanowią dopiero pierwszą fazę przedsięwzięcia Ku. W przyszłości chciałby przeprowadzać znacznie bardziej radykalne modyfikacje ludzkiego ciała; myśli między innymi o tworzeniu zgrubień z tkanki ludzkiej na podniebieniach (na stałe!), które miałyby pełnić podobną funkcję do zaprojektowanych przez nas wkładek.

Wszystkie ochraniacze musiały być zrobione na miarę – podejrzewam, że niewiele rzeczy może tak zepsuć fellatio, co ciągłe wypadanie ustnika.

Ku robił mi gipsowy odcisk zębów, a ja zaciskałam powieki i myślałam o Ojczyźnie.

Całość rzeczywiście trochę przypominała robienie loda – miałam pełne usta i musiałam oddychać przez nos – jednak koniec końców, moje DNA i szminka zostały na dentystycznym kicie, a nie na czymś innym.

Po pewnym czasie dostałam odcisk moich zębów.

Trzymając w dłoniach odbicie mojego uzębienia i – jak się okazuje – nieźle umięśnionego języka, zaczęłam myśleć o tym, ile przepracowały moje usta w ciągu ostatnich 25 lat. Ku rzeczywiście miał sporo racji – polegałam na nich w tak wielu niecenzuralnych sytuacjach, a mimo to wciąż korzystałam ze skromnego i podstawowego wyposażenia. Dlaczego właściwie nie miałabym sobie pozwolić na mały upgrade?

Zęby mądrości usunięto mi tylko po to, żeby ułatwić przeżuwanie jedzenia. Dałam się na lata odrutować, aby po okresie strasznej męczarni móc się pochwalić hollywoodzkim uśmiechem. Czemu nie miałabym się poddać zabiegowi, które ulepszyłby jeszcze inny aspekt mojego życia?

Wracając do kursu – studenci stomatologii wlali do foremki powstałej z odcisku moich zębów jakąś masę i teraz czekaliśmy, aż zastygnie.

W międzyczasie powiedziano nam, żebyśmy zaprojektowali detale nakładek. Jakoś nie miałam weny.

Chciałam dodać do nich trochę wypustek i prążkowań, ale nie wiedziałam za bardzo, jak się do tego zabrać. Nie miałabym tego problemu, gdyby kazano mi zaprojektować urządzenie do minety. Jak widać, o penisach musiałam się jeszcze sporo nauczyć.

Przypomniałam sobie jednak o masturbatorach (gadżetach do masturbacji dla panów) w kształcie jajka firmy Tenga – przypominają trochę Fleshlighty, ale są mniejsze i bardziej zróżnicowane w środku – i wtedy mnie olśniło. Nie potrzebowałam żadnej strategii! Produkty Tengi się sprawdzały, a przecież ich wewnętrzne wzory nie miały żadnego uzasadnienia poza fantazją projektanta.
Postanowiłam ozdobić mój ustnik na chybił trafił – czy naprawdę mogłabym się jakoś straszne pomylić?

Zaprojektowałam kilka nakładek – do dwóch dodałam łezki, jedną upodobniłam do uroczej smutnej buźki. Zainspirowana kultowym filmem Zęby, którego główna bohaterka odkrywa uzębienie w swojej pochwie, stworzyłam projekt ustnika z ostrą krawędzią. Uwaga faceci, niespodzianka! Może zaboleć!

Teraz musieliśmy przełożyć nasze projekty na wypukłe kształty. Zmieszaliśmy dwa rodzaje kitu i w powstałej masie odciskaliśmy różne wzory, które mieliśmy potem zalać specjalną substancją i dokleić do nakładek.

Używaliśmy do tego koralików i skuwek od długopisów – jak prawdziwi profesjonaliści.

Zmieszaliśmy jakiś proszek z wodą, a otrzymana substancja miała w dotyku przypominać ludzką skórę. Zdaję sobie sprawę, że powinnam podawać nazwy tych wszystkich związków chemicznych, ale prawdę mówiąc, praktycznie od razu je zapomniałam.

Mieszanina szybko zaczęła gęstnieć, więc wlałam ją do uprzednio zrobionych wgłębień i trochę poubijałam, żeby pozbyć się pęcherzyków powietrza.

Mniej więcej w tym samym czasie stwardniały odlewy zębów. Mój projekt zainspirowany Zębami zwrócił chyba uwagę samego Boga, bo najwyraźniej użył swoich patriarchalnych supermocy i zepsuł mój odlew (żeby mnie ukarać). Do środka dostało się powietrze i całość rozpadła się na kawałki. Musiałam zrobić jeszcze jeden, co spowodowało półgodzinne opóźnienie względem reszty grupy.

Na szczęście następny wyszedł idealnie. Włożyliśmy go do maszyny, która najpierw ułożyła na nim kawałek plastiku, a następnie wywarła na niego taki nacisk, żeby szczelnie przyległ do odcisku moich zębów. Na utworzonej w ten sposób nakładce mogłam w końcu poprzyklejać wypustki.

Okazało się jednak, że jakiś złamas wziął i ukradł większość z nich. Gdy w końcu dogoniłam resztę grupy, nie miałam już zbyt wielkiego pola do popisu.

Wiem, wiem – nie wygląda to najpiękniej. Przypomina coś, co znalazłabym za kredensem (pokryte kilkuletnią warstwą kurzu), a nie gadżet erotyczny. Wypustki też nie budziły szczególnego zaufania, bo wyglądały, jakby mogły odpaść w każdej chwili i udławić mnie podczas robienia loda.

Jednak gdy Ku z mistrzowską precyzją odkleił gotowy ustnik od gipsowego odlewu i dał mi go do potrzymania, poczułam, że cudeńko w moich dłoniach nigdy nie mogłoby mnie zawieść.

Oto i ono: moje własne, oralne Maserati.

Oczywiście, jedna z kobiet organizujących kurs musiała zepsuć całą zabawę i uprzedzić nas, że nie powinnyśmy ich „za dużo" używać, bo nie przeszły jeszcze testów bezpieczeństwa. Naprawdę, jak można komuś zakazać zabawy z własnym wynalazkiem?

I tak na marginesie, ile lodów kwalifikuje się jako „za dużo"?

No cześć, chłopaki!

Ciekawiło mnie, w jaki jeszcze sposób Ku chciał poprawić nasze życie erotyczne. Okazało się, że miał wiele pomysłów. Zaprojektował już specjalną nakładkę na język do minet i anilingusa, która miałaby przypominać zrobione przez nas ustniki. Coś takiego byłoby spełnieniem moim marzeń – zabezpieczenie przed chorobami wenerycznym, które jednocześnie potęgowałoby doznania podczas pieszczot. Ku ma wizję świata, gdzie bezpieczeństwo i odpowiedzialność dodatkowo zwiększa prawdopodobieństwo orgazmu. To prawdziwy bohater.

Z myślą o społeczności LGBTQ, Ku pracuje również nad projektem operacyjnego wydłużenia szczęki, które ułatwiłoby głęboką penetrację podczas seksu oralnego (tzw. głębokie gardło).

Żadne z tych ulepszeń nie wydaje mi się szczególnie dziwne. Powiedziałabym nawet, że w pewien sposób są naturalniejszym kierunkiem rozwoju niż okulary do uprawiania wirtualnego seksu.

Świat pewnie jednak nieprędko doceni geniusz Ku, więc chwilowo pozostaje mi jedynie zabawa z moim nowym ustnikiem.

Doczytałeś do końca? Polub VICE Polska na Facebooku, żeby czytać więcej

Tagged:
VICE UK
Fellatio
Seks
Wielka Brytania
Vice Blog
oralny
lód
lodzik
seks oralny
dentysta
zęby
robienie laski
robienie loda
zabawki erotyczne
stomatolog
ustnik
majsterkowanie
ústa