FYI.

This story is over 5 years old.

muzyka

​Mam Downa na punkcie Heavy Metalu

W Szwecji uzależnienie od muzyki może być uznane za niepełnosprawność, przez co państwo wypłaci ci pół pensji, jeżeli robisz tylko na pół etatu, by chodzić na koncerty

Zdjęcie: Flickr/Live Action Hero

Jesteśmy w Szwecji, rzecz się tyczy Rogera Tullgrena. Niby zwyczajny typek, jakich spotykasz na koncertach heavy metalowych. Glany, czarny t-shirt z jakąś masakrą nadrukowaną na koszulce, tatuaże, długie pióra i bródka. "Kuc", "brudas", klasyk. Tyle, że jemu udało się ze swoim zamiłowaniem do ciężkiego brzmienia wejść na zupełnie nowy level (expert?).

Aparycja i fakt, że w zeszłym roku zaliczył 300 (!) koncertów, z pewnością nie ułatwiło mu dłuższego zagrzania miejsca na jakiejś spoko posadzie, przez co znalazł się na zasiłku.

Reklama

Postanowił więc skorzystać z pomocy psychologów. Przez dziesięć lat spotykał się z wieloma specjalistami, którzy w końcu stwierdzili, że jego obsesja na punkcie heavy metalu jest uzależnieniem klasyfikującym jego stan jako niepełnosprawność…

Serio, to nie żart. Lekarze doszli do wniosku, że jego stan nie pozwala mu utrzymać pracy na pełen etat, a rynek pracy go dyskryminuje, wiec wystawiono dokument mówiący, że czuje się on zmuszony do prezentowania heavy metalowego stylu bycia i jako, że to choroba, musi być respektowany taki, jakim jest.

Dzięki tej ocenie zatrudnił się na pół etatu na zmywak w restauracji. Szefa ma zajebistego, który pozwala mu decydować, kiedy ma przyjść do pracy. Jak już się pojawi, może słuchać muzyki (pod warunkiem, że nie będzie na tyle głośno, żeby przeszkadzała gościom), a nawet dostaje wolne na koncerty (pod warunkiem, że to odrobi w innym terminie). Jako wisienka na torcie (albo drum solo na koniec), państwo wypłaca mu część pensji w związku z tym, że jest niepełnosprawny i pracuje tylko na pół etatu.

Heavy metal, albo śmierć człowieku!