Konstrukcje metaliczno-cielesne. Wywiad z Psycho Cyborgs.

Radosną twórczość PSYCHO CYBORGS – jednej z najbardziej ekstremalnych grup performance na świecie – poznałem rezydując w Londynie. Badając wnikliwie mroczny światek związany z brytyjską sceną fetyszystyczną, co rusz napotykałem na mrożące krew w żyłach, pełne oburzenia (ale i zaciekawienia) relacje z ich występów (między innymi w słynnym londyńskim klubie Torture Garden). Przeszywanie piersi szpikulcami, zaszywanie ust, przecinanie, podcinanie, przewiercanie, przeprowadzanie operacji wstawienia implantów na scenie i tym podobne kwiatki popchnęły mnie do szerszego zainteresowania się dziejami i poczynaniami grupy. Zaowocowało to trwającą do dziś znajomością z Alą, jedną z członkiń kolektywu – dziewczyną, która dała sobie zaszyć w brzuchu figurkę Obcego, której wstrzykiwano fluorescencyjną maź w policzki ku przerażeniu zebranej publiki. Dziewczyną nietuzinkową. A oto co miała mi do powiedzenia o PSYCHO CYBORGS dla czytelników VICE. Po co, kto, jak i dlaczego – przed Wami Ala.

Vice: Czy mogłabyś pokrótce opisać czym zajmują się PSYCHO CYBORGS?

Videos by VICE

Ala: Freakshow to złe słowo. Performance z kolei określa nas zbyt ogólnie. Samppa – założyciel Psycho Cyborgs – określa nas jako armię cyborgów z przyszłości, przybyłych na Ziemię by “szerzyć indywidualną wolność – uwolniać ludzi od ich lęków, otwierać umysły”. Samppa jednak jest cyberpunkiem, nie będę więc ukrywać, że mam troszkę inną wizję tego wszystkiego [śmiech]. Nie jestem fanką tej cyber otoczki, jednak główne idee mamy te same. Otwieramy umysły ludzi, łamiemy ich mentalne granice, przedstawiamy naszą wizję bólu oraz ciała – ile może ono znieść.

Jakim cudem wesoła, filigranowa dziewucha z Polski dała się wplątać w ten ciekawy projekt?

Nie aż tak filigranowa [śmiech]. Działalność Cyborgów obserwowałam od początku istnienia grupy. Już po pierwszym występie wzbudzili skandal na scenie BM [body modifications], a w magazynach pojawiły się artykuły na ich temat i pełne krwi zdjęcia. Wtedy grupa Psycho Cyborgs składała się z trzech osób: Samppy, jego przyjaciela Baawo oraz Alice, której – przyznam – zazdrościłam niesłychanie [śmiech]. Podwieszałam się namiętnie już od jakiegoś czasu, wszelkie zabawy z ciałem również nie były mi obce. Kumulowała się jednak we mnie potrzeba zrobienia z tym czegoś więcej, zwłaszcza, że jestem osobą lubiącą wywoływać szok, kontrowersje, emocje. Może nie tyle ze względu na siebie, ale na ludzi właśnie – lubię łamać ich schematy, burzyć ich wizje normalności. Naprawdę niewiele trzeba, by zbulwersować słabego, szarego człowieka. I nie ukrywam, że jest to dla mnie pewnego rodzaju gra, zabawa. Któregoś dnia, nudząc się w pracy, przeglądałam jakiś magazyn tattoo i trafiłam na kolejne zdjęcia z performance`u Psycho Cyborgs. To chciałam być ja! Przebijana, przewiercana, wieszana. Niedługo później na Torture Garden – imprezie fetyszowej – po raz pierwszy zobaczyłam ich występ na żywo. Nie potrafię opisać emocji, które wtedy odczuwałam… Zachwyt, poezja myśli i niespełnienie, bo ja chciałam też, pragnęłam być częścią tego, co oni tworzyli. Wiedziałam jednak, że nie mam o czym marzyć, że nie mam szans – łudziłam się, że może chociaż kiedyś, z kimś innym, stworzę coś podobnego, Jakąś małą namiastkę tego czym były Cyborgi. Wkrótce potem okazało się, że to był ostatni występ z Alice, zemdlała bowiem na scenie podczas show. Z jakichś jej tylko znanych przyczyn przerosło ją to. Na cyborgowym profilu Myspace pojawiło się ogłoszenie, że poszukują nowej dziewczyny, więc spróbowałam i się zgłosiłam. Nie widziałam wielkich szans, zwłaszcza, że Samppa szukał drobnej, delikatnej, niewytatuowanej dziewczyny, która ma już jakieś doświadczenie z występami na scenie. Warunków nie spełniałam żadnych – poza jednym – dobrze potrafiłam znosić ból. Potem okazało się, że dużo lepiej niż oni [śmiech]. Po jakichś dwóch tygodniach niepewności otrzymałam telefon od Samppy z propozycją spotkania. Skakałam z radości. Spać po nocach nie mogłam z podekscytowania, jak mała dziewczynka. Marzyłam, wyobrażałam sobie jak to będzie. Zobaczyłam się z nim w końcu, przedstawił mi jak to wszystko wygląda i oznajmił, że jak najbardziej chce bym dołączyła do cyborgowej armii. Marzenie się spełniło i… oto jestem [śmiech].

Wiele osób zarzuca wam, że niebezpiecznie igracie z własnym zdrowiem. Jak odpierasz podobne argumenty? Wiem o przynajmniej dwóch sytuacjach, kiedy w wyniku tego co robicie twoje życie było zagrożone…

Nie odpieram – jestem bowiem świadoma tego, że igramy. Bawimy się ciałem – przewiercamy je, przebijamy, wieszamy. Tworzymy metaliczno-cieliste konstrukcje. Mimo iż robimy to w przemyślany i dokładnie zaplanowany sposób, ryzyko zawsze istnieje. Dlatego istotne jest, by każdy występ był dokładnie przygotowany, każdy “trik” rozważony pod kątem wszelkiego ryzyka i szkody dla organizmu. Każdy z nas ma odpowiednią wiedzę anatomiczną, jako że jest to powiązane z naszą pracą (wszyscy jesteśmy piercerami, no i Samppa jest mistrzem modyfikacji ciała), więc z profesjonalnym podejściem możemy uniknąć wszelkich wypadków, jesteśmy jednak świadomi ryzyka jakie te występy ze sobą niosą.

Co ciebie w ogóle przyciągnęło do takich, a nie innych nurtów sztuki? Jak trafiłaś w objęcia modyfikacji ciała?

Modyfikacja ciała jest dla mnie sztuką właśnie. Sztuką o tyle trudniejszą, że tworzywem jest żywe ciało, skóra, krew – nie tylko martwe plastyczne przedmioty. Tworzę siebie. Moje emocje, odczucia, wszystko to odbija się na mojej skórze – pod nią, przez nią. Nie zakrywam siebie, wręcz przeciwnie – odkrywam się, moje myśli i marzenia, fetysze i słabości. Jak to się zaczęło? Jest to pytanie, z którym bardzo często się spotykam, a nie mam na nie jednoznacznej odpowiedzi. Gdy dorastałam, stopniowo coraz bardziej mnie fascynowało ciało, to co można z nim zrobić. W wieku około dziesięciu lat zrobiłam sobie kolczyk na wewnętrznej stronie zgięcia łokcia – nie był to mądry pomysł. Oczywiście się nie zagoiło [śmiech]. Potem były kolejne kolczyki, tatuaże (pierwszy gdy miałam 12 lat), no i poszło… Doszły skaryfikacje, implanty. Moj wyjazd do Londynu też miał w tym jakiś udział, bo jakby nie patrzeć jest to raj dla pasjonatów wszelkich modyfikacji ciała. Mentalność społeczeństwa jest też całkiem inna, ludzie tu są bardziej otwarci na indywidualność, więc łatwiej jest tu być sobą, będąc innym. Ułatwia mi to życie – chociaż tak naprawdę nigdy, nawet będąc w Polsce, nie przejmowałam się zbytnio tym, co ludzie sądzą o mnie, o tym jak wyglądam. Dlaczego to robię? Bo mogę! Bo ciało jest plastyczną masą, którą można kształtować podług pragnienia.

Wydaje mi się, że temat modów, czy w ogóle tak drapieżnej sztuki, jaką jest performance staje się ostatnimi czasy coraz bardziej popularny w Polsce. Jak myślisz, z czego to wynika?

Z Internetu – stety, niestety. To dzięki niemu ludzie dostrzegli, że można żyć inaczej, można inaczej wyglądać, można bawić się swoim ciałem. W Polsce środowisko BM dopiero raczkuje, ale powoli się to zmienia. Mimo to nawet mocno wytatuowana kobieta jest w Polsce rzadkością. Nie ma zbyt wielu profesjonalnych artystów modyfikacji ciała. Mamy również Sukę Off! Stopniowo zaczynają cieszyć się coraz większą popularnością w Polsce – wcześniej występowali głównie za granicą. Z mojego punktu widzenia ich performance’y są dość spokojne, choć występują igły, krew, czasem haki. Miło wiedzieć, że coś takiego istnieje.

Jestem mimo wszystko przekonany, że występ Cyborgów w Polsce skończyłby się ogromnym skandalem, jeśli nie waszym aresztowaniem. Jak myślisz, dlaczego większość polskiego społeczeństwa jest wciąż tak konserwatywna, zamknięta i nietolerancyjna?

Jestem na ten skandal przygotowana. Są pewne nieśmiałe plany naszego występu w Polsce, kontaktowało się ze mną już kilka osób zainteresowanych zorganizowaniem naszego show. Jeśli dojdzie on do skutku, sama chętnie zadbam o to, by odbyło się to z dużym rozgłosem. Polskie społeczeństwo potrzebuje zamętu. Diabelsko się uśmiecham, wyobrażając sobie stare babcie w moherowych beretach przed telewizorem, modlące się na widok przewiercanej skóry, przebitych piersi i gwoździ w czaszce [śmiech]. W Polsce nawet wspomniana wyżej Suka Off wzbudza kontrowersje. (…) Polskie katolickie społeczeństwo nie jest jeszcze na tę “sztukę” gotowe. Mentalnie jesteśmy daleko za krajami zachodnimi. Krew i ból nie mieści się w schematycznych umysłach Polaków. Nawet kolczyki i tatuaże wciąż szokują, więc miną jeszcze długie lata zanim umysły się otworzą wystarczająco, by zaakceptować zjawisko body play`u.

Wracając do tematu Psycho Cyborgów – nawet w środowisku undergroundowym, które niejedno już widziało, wasza działalność jawi się jako bardzo ekstremalna i nietuzinkowa – chyba się ze mną zgodzisz. Z jakimi opiniami spotykacie się po Waszych występach?

Owszem, nawet gdy występujemy w klubach fetyszowskich – przed oczami sadystów, masochistów i innych wykręconych ludzi, publiczność reaguje dość emocjonalnie. Nierzadkie są zasłabnięcia, podczas każdego z naszych występów mdleje przynajmniej jedna osoba. Reakcje ludzi bywają różne. Jedno jest pewne – wzbudzamy silne emocje. Ludzie mdleją, płaczą, czasem nawet próbują mnie ratować i ściągać ze sceny, by ci źli panowie już mi krzywdy nie robili [śmiech]. Zwykle wśród publiczności zapada cisza, cisza tak przenikająca, że słyszę swój oddech, słyszę każdy przerażony jęk oglądających nas ludzi. Setki, czasem tysiące oczu patrzą na nas jak w transie. Usta się otwierają w niemym niedowierzaniu. Czasem łzy spływają po wystraszonych twarzach. Publiczność jest jak martwa, nikt nie śmie nawet drgnąć. Dopiero po naszym zejściu ze sceny ludzie uwalniają swoje emocje i rozlega się krzyk, echo miliona słów. Wszyscy chcą z nami rozmawiać, pytać, robić zdjęcia. Niektórzy nie wierzą, że to było naprawdę, myślą, że krew była sztuczna. Inni pytają co brałam, by znieść ten ból [śmiech]. A najwięcej słów jest po prostu wyrazem podziwu.

Wiele osób zadaje sobie z pewnością pytanie, czy wy lubicie ból? Jak to jest? Czy to co robicie można nazwać specyficzną formą masochizmu?

Każdy z nas odbiera to inaczej. Ja to lubię, owszem. Nie wpadam w trans jak niektórzy sądzą. Nie zaciskam też zębów. Po prostu zatapiam się w odczucia, odkrywam, poznaję, bo wiele z nich jest dla mnie tak nowych. To nie jest po prostu ból. Rozkładam go na milion części, przypasowuję do wrażeń i emocji, a tych we mnie cała burza w trakcie występów. Niemy krzyk rozkoszy. Spełnienie i niecierpliwość, agresja i spokój, rozbawienie i ekstaza. Jedność duszy i ciała, bo w głowie mam podobny terror [śmiech]. Czasem łapię się na tym, że jęczę – i to nie z bólu, ale z rozkoszy właśnie. Więc owszem, chyba masochizmem śmiało to można nazwać.

Jakie są Psycho Cyborgi prywatnie? Ludzie wyobrażają sobie pewnie, że sypiacie podwieszeni na hakach, budząc się odgryzacie sobie kawałek palca albo nogi, a zamiast herbaty pijecie wybielacz przy śniadaniu. Czas chyba rozwiać ten mit. Albo i nie [śmiech].

Obawiam się, że skłamałabym, gdybym powiedziała, że jesteśmy całkiem normalni. Mimo to każde z nas prowadzi w miarę zwyczajne życie. Pracujemy, bawimy się, żyjemy i kochamy. Ale nasza działalność w Psycho Cyborgs nie jest tylko pracą, to nasze życie, fetysze, marzenia. Każde z nas w jakimś sensie się spełnia poprzez te występy. Dają one więc pewien zarys tego jacy jesteśmy. Na scenie i poza nią.
Dziękuję za twój czas i rozmowę!

Rozmawiał: Piotr Kościanowski

Thank for your puchase!
You have successfully purchased.