Ilustracje: Zbiok
W styczniu 2005 r. do ogródka jednej z restauracji przy Piotrkowskiej w Łodzi wbiega 5-osobowa, zamaskowana grupa uzbrojona w pistolety gazowe. To pracownicy agencji „Rutkowski”. Zatrzymują Andrzeja Jaroszewicza, syna byłego premiera oraz jego wspólnika z Albanii – mężczyźni nie stawiają oporu. Oświetloną racami akcję filmują kamery TVN-owskiego paradokumentu Detektyw, emitowanego od pięciu sezonów show poświęconego Rutkowskiemu. Dziesięć lat później przedsiębiorcy zostają uniewinnieni, a Rutkowski ma zapłacić 100 tys. złotych zadośćuczynienia. Sąd nie przyjmuje do wiadomości, że Rutkowski dokonał „obywatelskiego zatrzymania”. Rutkowski do dziś chwali się udziałem w programie na swojej stronie.
Videos by VICE
O Krzysztofie Rutkowskim częściej mówi się per detektyw, niż używając jego imienia – tej formy używa sam Rutkowski (przywodzi to na myśl Kapitana Żbika czy Porucznika Borewicza). Przedsiębiorca nie posiada dziś jednak licencji detektywistycznej – utracił ją w związku z procesami dotyczących bezprawnych działań, których miał się podejmować. Sam uważa, że to wynik konfliktu z policją, który ciągnie się od wczesnych lat 90., kiedy to Rutkowski zajmował się namierzaniem kradzionych samochodów z Niemiec, chwaląc się w mediach, że znajduje ich więcej, niż oficjalne służby. W swojej działalności nie wahał się sięgać po broń – prokurator prowadzący jedną z jego spraw stwierdził w 1992 r., że były ZOMO-wiec „porusza się na cienkiej krawędzi, która jest granicą między prawem a bezprawiem”.
Media pokochały Rutkowskiego – po wpisaniu hasła „detektyw Rutkowski” w archiwum „Gazety Wyborczej” pojawiają się 734 wyniki, a podczas spektakularnych śledztw, w których uczestniczył (jak w sprawie zabitej przez własną matkę Madzi z Sosnowca, gdzie znów był szybszy od policji, choć krytycy zarzucali mu wymuszanie zeznań), jego nazwisko pojawiało się w tabloidowej prasie w zasadzie codziennie. Rutkowski realizował fantazje Polaków o „samotnym mścicielu”, który działając poza prawem wymierza sprawiedliwość niczym amerykański superbohater. „Ma wszystko, co Polska kocha najbardziej: rycerz w okularach rodem z Matrixa pomaga cierpiącej rodzinie rozwiązać tajemnicę zaginięcia czy śmierci” – mówi Patryk Chilewicz, redaktor naczelny kpiącego z celebrytów serwisu Vogule Poland.
„Rutkowski w jakiś szalony sposób wykształcił wizerunek osoby nieumoczonej w układy i będącej poza policją, polityką, a tak naprawdę prawem” – mówi Chilewicz. A zawiedzeni transformacją ustrojową Polacy chcieli kogoś, kto będzie działał skuteczniej niż struktury odziedziczonej po PRL nieefektywnej biurokracji, kogoś kto rozwali drzwi z buta i nie zadając pytań przystawi bandziorom lufę pistoletu do głowy. W obliczu szalejącej przestępczości niczym z serialu Ekstradycja i zupełnie nowych, brutalnych struktur mafii, do której przeniknęło wielu byłych funkcjonariuszy milicji, bezkompromisowi niczym Punisher antybohaterowie wydawali się niezbędni.Ten wizerunek „nieumoczonego” okazał się jednak fikcją. W 2013 r. Rutkowski został skazany na 1,5 więzienia za pranie pieniędzy pochodzących od tzw. śląskiej mafii paliwowej, dla której wystawiał fałszywe faktury.

„Rutkowski jest o tyle wyjątkowy, że nawet gdy zostaną postawione mu konkretne zarzuty – a tak było już wielokrotnie – i tak jest niezatapialny. Tak więc jeśli wokół Rutkowskiego robi się nieprzyjemny szum, ten chowa głowę w piasek, prowadzi spokojnie swoją firemkę, by znów powrócić po pewnym czasie” – tłumaczy Chilewicz. I tak, kilka dni pojawił się znów, tym razem oskarżając polskich dyplomatów z Kairu o bezczynność w sprawie domniemanego zabójstwa Magdaleny Żuk, Polki zmarłej w Egipcie. Sposobem, w jaki Rutkowski próbuje po raz kolejny wypłynąć na prowadzonym przez siebie „śledztwie” oburzają się już nawet tabloidy – twierdząc, że były detektyw skupia się bardziej na brylowaniu w mediach, niż rzeczywistych działaniach mających na celu wyjaśnienie sprawy.
Rutkowski twierdzi jednak, że nie chodzi mu o brylowanie. „Świat celebrytów to dla mnie nijaki świat” – mówi w wywiadzie dla celebryckiego portalu Plejada sprzed kilku dni. „Krzysztof Rutkowski jest jedynym takim detektywem w tym kraju. Zło jest bardzo fotogeniczne, a Rutkowski bardzo mocno walczy ze złem” – mówi o swojej działalności i tym, dlaczego jego postać stała się nośnym tematem. Jednak to chyba tylko kolejna kreacja Rutkowskiego, który wciąż buduje wizerunek skutecznego twardziela – bardziej usuniętego w cień Batmana niż brylującego na salonach Iron Mana (choć ilość konferencji, które organizuje, sugeruje bardziej tego drugiego).
Chilewicz przypomina, że „jego głośne akcje są tak naprawdę akcją PR-ową, która jest darmowa dzięki telewizji i prasie. On zarabia na tych sprawach, o których się głośno nie mówi: kradzieżach samochodów czy podejrzeniach o zdradę”. Takich zleceń musi mieć wiele, bo dla wielu Polaków stał się ucieleśnieniem skutecznego detektywa, tak Magda Gessler ucieleśnia kulinarny smak, a Tomasz Jacyków wysoką modę. To oczywiste, że kiedy jesteś w opresji, dzwonisz po Rutkowskiego. Jeden z „radiowozów” oznaczonych Rutkowski-Patrol pojawi się w ciągu kilku minut niczym wóz Pogromców Duchów. W badaniu zleconym przez „Newsweek” po zamknięciu śledztwa w sprawie Madzi, 30% badanych stwierdziło, że w przypadku zaginięcia członka rodziny polegałoby nie tylko na policji, ale też na prywatnym detektywie.
Historie poza prawem. Polub fanpage VICE Polska i bądź na bieżąco
Podobny wizerunek „sprawiedliwych poza strukturami” wyrobiła sobie bodaj ostatnia prawdziwa partia protestu w historii RP, prowadzona przez Andrzeja Leppera Samoobrona. Domagające się sprawiedliwości społecznej i rewizji polskiej drogi do kapitalizmu populistyczne ugrupowanie dało Rutkowskiemu miejsce w Sejmie po wyborach w 2001 r. Poseł Rutkowski immunitetu używał w kolejnych akcjach detektywistycznych – także za granicą, wywołując międzynarodowe skandale. Dwukrotnie ukarany został przez Komisję Etyki Poselskiej, dał się też zapamiętać w Europarlamencie (gdzie został obserwatorem), po którego korytarzach paradował w beżowym dresie. Dezynwoltura czy świadoma gra na zainteresowanie mediów? Nie wiadomo. Ale dawny „bliski współpracownik” Rutkowskiego cytowany przez „Tygodnik Powszechny” przyznaje, że Rutkowskiemu „nie chodzi o rozwiązanie sprawy, a zrobienie wokół siebie rozgłosu”.
To zawsze wychodziło mu najlepiej. Poza 7 latami w TVN-owskim Detektywie, Rutkowski stał się bohaterem dwóch książek (autobiografia Detektyw. Część I i wywiad-rzeka Detektyw Rutkowski. Prawdziwa historia), przez dwa lata firmował swoim nazwiskiem sensacyjny magazyn kryminalny (zatytułowany, a jakże, „Detektyw Rutkowski”), wystąpił nawet w teledysku disco polo. Był porównywany do Brudnego Harry’ego, Bonda, Rambo czy Złego z powieści Leopolda Tyrmanda. Na fali popularności nurtu reality show wystąpił u boku gwiazd Big Brothera w siermiężnym Gulczas, a jak myślisz – i chyba ten ostatni przypadek najwięcej nam mówi o postaci „detektywa Rutkowskiego”. Przez ostatnie 3 dekady zmęczyliśmy się historiami pisanymi przez scenarzystów i chcielibyśmy, żeby hollywoodzkie historie pisało życie. Tak jak Big Brother i Pamiętniki z wakacji dają nam ułudę prawdziwych wydarzeń, tak Rutkowski odpowiedział na naszą potrzebę superherosa, który przyjdzie i naprawi wszelkie błędy współczesnego świata (dziwaczna fryzura robi nawet za odpowiednik głupkowatych rajtuzów i peleryny). A że superherosi nie istnieją? Cóż, w takim razie trzeba było Krzysztofa Rutkowskiego wymyślić, opakować i sprzedać.
Śledź autora na Twitterze i Facebooku
More
From VICE
-

This painting, showing North Korean soldiers celebrating with their Russian comrades, was displayed at an exhibition in Moscow last autumn. Jointly organized by the North Korean and Russian ministries of culture, the exhibition was titled Art Exhibition of the DPRK: The Country of Great People and held at the All-Russian Museum of Decorative Arts to mark the 77th anniversary of the founding of the DPRK. (Credit: In the Same Trench by Kim Chang Yung.) -

Photo by Tim Mosenfelder/WireImage -

Pictures by Slop Shop and Third World Elite -
