Reklama
This story is over 5 years old
Varials

VICE radzi: jak przetrwać studia

To dla was świeżaki i student core'y.

tekst VICE Staff
26 Wrzesień 2012, 11:40am

Być może zastanawiacie się, skąd na mieście plaga nadopiekuńczych matek wykupujących odwilżacze i gaz pieprzowy. Otóż stąd, że już za chwilę najtęższe młode umysły wyruszą na skazaną na niepowodzenie intelektualną odyseję, jaką są studia.

Zbliżający się początek roku akademickiego daje również okazję dziennikarzom, którzy ostatni raz byli na uniwersytecie w czasach gdy można było zaliczyć laskę na marszu przeciw zbrojeniom nuklearnym, by pouczać dzisiejszych studentów jak zachowywać się podczas studiów. Siara i tyle.

Choć niepokojąco wielu pracowników redakcji VICE nie może pochwalić się dyplomem ukończenia wyższej uczelni, to przynajmniej studiowaliśmy w czasach, gdy między zajęciami gadało się już o Skrillexie. Dlatego też uważamy, że mamy większe prawo opowiedzieć wam, czego możecie spodziewać się na studiach. A zatem:

A – ALTERNATYWNA TOŻSAMOŚĆ
Według dzisiejszych trzydziestoparolatków najfajniejsza/najdziwniejsza w pójściu na studia była możliwość stworzenia swojego wizerunku od zera na nowo. Niestety, w naszych czasach każdy ma konto na Facebooku, więc należy kłamać ostrożnie, ewentualnie założyć sobie nowe konto o ile komuś się chce, albo narkotyzować się, nosić czapkę i powtarzać wszystko co wyczyta się na tej stronie.

B – BZYKANIE
Większość ludzi idzie na studia, żeby bzykać się z kim popadnie. To amatorzy. Waszym celem powinnien być jeden w miarę poważny partner na każdy rok akademicki. Strategia ta gwarantuje nieograniczone, bezstresowe bzykanie, podwojenie funduszy na codzienne wydatki oraz szansę na to, że wasza druga połowa raz na jakiś czas napisze za was jakąś pracę. Do tego dzięki tej strategii staniecie się na tyle doświadczeni w łóżku, żeby później nie błaźnić się przed kolejnymi partnerami. Z kolei niekończąca się seria nieudanych jednonocnych przygód nie uczyni z was donżuana z SGH.

C – CHLANIE
Niestety, w ciągu magicznych lat spędzonych na uniwersytecie przekonacie się, że jedynym plusem studiowania jest tani alkohol. A gdy już obrzygacie sobie włosy na imprezie w „klubie uniwersyteckim”, w którym śmierdzi niczym w basenowej przebieralni, zorientujecie się, że nie jest to wcale żaden plus. Tym niemniej, na studiach i tak nie ma nic innego do roboty. Zostaje picie albo towarzystwo studentów, którym pić zabrania religia.

A właśnie, gdybyście przypadkiem uznali, że jako intelektualistom nie przystoją wam już tanie wina i browarki z Biedronki, możecie zawsze pójść w pretęchę i pić np. absynt. Jeśli wybieracie absynt dlatego, że fajnie klepie i że rzyga się po nim na zielono, to wszystko w porządku. Jeśli jednak wasza decyzja motywowana jest tym, że butelka dobrze leży w wewnętrznej kieszeni waszej aksamitnej marynarki i wydaje wam się, że dzięki temu laskom bardziej podobają się wasze sztuczki karciane, to przygotujcie się na ostracyzm na wydziale i brak perspektyw zawodowych.

D – DOBRE DRAGI
Zapomnijcie. O dziwo, wokół wydziału zawsze kręcą się szemrane typy handlujące jakimś chrzczonym gównem, a fajnych, uczciwych dilerów ani widu ani słychu. Normalnie szok.

E – ETYKIETOWANIE JEDZENIA
Każdy, kto trzyma we wspólnej lodówce jedzenie w pojemnikach opatrzonych karteczką z jego imieniem i nazwiskiem, zasługuje na to, żeby mu to jedzenie ukraść. Tak się dziwnie składa, że ofiarami takich kradzieży padają wyłącznie ci, którzy marudzą, że ich współlokatorzy wypili im dwa łyki mleka z kartonu albo wyjedli łyżkę mrożonego groszku. Przypadek?

F – FINANSE
Nawet jeśli tak bardzo lubicie oszczędzać, że recyklingujecie własny papier toaletowy, i tak na koniec studiów obudzicie się z konkretnym debetem. Jeśli do tego musieliście wziąć kredyt studencki na mieszkanie, to życzymy powodzenia przy spłacaniu długów. Zakładamy, że wasi rodzice nie są oligarchami ani baronami medialnymi, i że w związku z tym nie możecie sobie pozwolić na to, by długi te wisiały nad wami przez kolejne 40 lat. Zadajcie sobie zatem kluczowe pytanie: czy naprawdę warto iść na płatny trzyletni kurs projektowania trójwymiarowego i potem spłacać go przez resztę życia? Do czego konkretnie wam się on przyda?

Niestety, w większości przypadków nabyte podczas ww. kursu umiejętności wystarczą wam jedynie do zdobycia tytułu drugiego najlepszego stażysty w redakcji pisma o grach komputerowych. A jeśli macie iść na studia tylko po to, by podnieść narodową średnią magistrów, to lepiej sobie odpuścić.

G – GRANIE W KAPELI
Wiecie, że wiele kapel powstało na studiach? Nic dziwnego, skoro pierwszą rzeczą, jaką widać na tablicy ogłoszeń na prawie każdym wydziale, są pełne błędów ortograficznych ogłoszenia w stylu: potrzebny perkusista do kapeli brzmiącej jak a) „mieszanka Crazy Titch i Roxy Music”, b) „Neil Tennant  udzielający ostatniego namaszczenia Girl Unit”, c) „funkrockowe Joy Division”. Jeśli jednak naprawdę umiecie na czymś grać, może być to dla was wyjątkowa szansa. Na studiach granie w kapeli wciąż pozostaje przepustką do macanka z pięknymi miłośniczkami poezji, tak więc same plusy! No może poza tym, że 90 procent zespołów założonych na studiach rozpada się po kilku latach przy akompaniamencie walących się w gruzy marzeń i wbijanych w plecy noży, a ich członkowie zmieniają płeć i kończą jako socjopaci. Tym niemniej powodzenia!

H – HISTORIA CHOROBY
Wielu studentów, zwłaszcza chłopców, nie jest w stanie poradzić sobie bez matczynej opieki. Potrafią na przykład przez cały rok nie prać pościeli. Śpią na posłaniu z zaschniętej spermy, szczyn, rzygów, rozlanego piwa i okruszków Doritos, a potem są wielce zdziwieni gdy złapią „grypę pierwszoroczniaka”. Słuchajcie chłopaki, jakiś czas temu wynaleziono takie coś co się nazywa internet: wystarczy wejść na www.google.com i wstukać hasło „zdrowa dieta”; tam znajdziecie rozwiązanie waszych problemów. Zresztą znajcie gest, zrobimy to ZA WAS.

I – IMPREZY
Jeśli już zdecydowaliście się urządzić imprezę, to zapewne po to, by zostać lubianym w towarzystwie; skoro tak, to nie ma co się ograniczać. O wyjątkowych imprezach krążą legendy, a ich organizatorzy zyskują trwałą popularność. Kluczem do sukcesu jest plan. Potrzebny wam będzie alkohol, mięśniak w roli bramkarza i wystarczająco dużo koksu, by mięśniak był przez cały czas w dobrym humorze i gotów do bitki. Jeśli krucho u w was z kasą, przytańcie na alkoholu; ważne, żeby był jak najmocniejszy. Żeby goście nie grymasili, że muszą pić spirytus lekarski, warto ukryć przed nimi pochodzenie procentów robiąc na ich bazie poncz o wesołym, imprezowym kolorze. PS. Pamiętajcie, że nieproszeni goście, którzy piją na krzywy ryj, zaczepiają dziewczyny i wychodzą jako ostatni potrafią czasem uratować imprezę.

J – JAJKA
Oprócz makaronu podstawa waszej diety podczas studiów. Nie da się ich ugotować w mikrofali, ale za to można się nimi rzucać po pijaku (ale zabawa!).

K – KRYZYS
Wielu studentów podczas pobytu na uniwersytecie przeżywa kryzys. Przynajmniej dwie osoby z waszego grona będą zmuszone powtarzać rok „z powodów zdrowotnych” (czytaj: utraty panowania nad sobą i zamknięcia się na sześć tygodni w pokoju o herbatnikach i ketaminie). Ryzyko popadnięcia w taki stan jest szczególnie wysokie na drugim roku, ponieważ właśnie wtedy wielu studentów uświadamia sobie, że przebimbało cały pierwszy rok i że jeśli nie wezmą się za siebie to cała przygoda ze studiowaniem okaże się gigantyczną klęską, czego ich rodzice nigdy im nie wybaczą. Konstatacja ta może poważnie zachwiać jednostkami słabego charakteru oraz uzależnionymi od narkotyków. Osoby te będą potrzebować waszej pomocy, która jednak nie zda się na wiele, jako że wciąż chodzicie pijani. Najlepiej będzie przekonać ich, żeby rzucili studia, wszystko przemyśleli i wrócili do normalnego życia zanim przydarzy im się próba samobójcza.

L – LESEROWANIE
Bez obaw, funkcja „drzemka” nie psuje się od intensywnego wykorzystywania. Wysypiajcie się zatem ile wlezie. Studia są fajne, bo w odróżnieniu od czasów licealnych ani rodzice ani nauczyciele nie mogą wam już truć o to, że nie byliście na pierwszym wykładzie bo nie chciało wam się wstać z łóżka. W końcu jesteście studentami, niech oni się martwią o przyziemne sprawy. Możecie robić co chcecie ze swoim czasem, przecież jesteście dorośli! Bardzo, bardzo leniwi, bardzo biedni, ale dorośli!

M – MASTURBACJA
Na studiach nie będziecie masturbować się tak często jak w liceum. Zapomnijcie o cichym trzepaniu konia podczas gdy matka w drugim pokoju rozmawia przez telefon o iglakach, ale o ile nie wyglądacie jak Harry Styles, to czasem będziecie musieli sobie strzepnąć. Oczywiście nie tak często jak ten Grek z wymiany z pokoju obok, którego owszem stać jeszcze na jedzenie, ale już nie na stawianie laskom drinków. Tym niemniej, raz na jakiś czas... Wbrew temu, co mogliście sobie wyobrażać, studia nie są nieustającym festiwalem wolnej miłości, tak więc przed wami wiele samotnych wtorkowych wieczorów z pornosami w internecie i leżącą obok komputera paczką chusteczek.

N – NADGANIANIE
O ile nie studiujecie na jednym z kierunków dla bogaczy, takim jak np. historia, kulturoznawstwo czy antropologia, będziecie musieli w pewnym momencie zacząć nadganiać. Pewnie, można opuszczać po cztery-pięć wykładów tygodniowo i upijać się co wieczór, ale należy przynajmniej postarać się o jakieś notatki z zajęć. Inaczej czeka was powrót do dziury z której pochodzicie, i to o wiele szybszy niż wam się wydaje.

O – OGUMIENIE
Wiecie o co szczególnie łatwo na studiach? O zakażenie chlamydią. Jeśli jeszcze się nie przebadaliście, to marsz do doktora – przypadłość ta ma to do siebie, że łatwo jej się pozbyć, jednak nie leczona może konkretnie usrać życie. Nie to że was straszymy, ale wiecie. Gumek warto używać również dlatego, że chronią przed niechcianą ciążą, a niechciana ciąża na studiach jest przejebana do kwadratu. Nie wiedzieć czemu w grupie zawsze znajdzie się dziewczyna, która wpada i postanawia urodzić, rujnując sobie w ten sposób życie. Rzucanie studiów na ostatnim roku przez dziecko jest jedną z najgorszych rzeczy, jaka może się człowiekowi przytrafić. Pomyślcie sami: długi, nieukończone studia, brak pracy, duże ryzyko uzależnienia od antydepresantów. Co za syf. Aha, właśnie – zachorowalność na syfilis szybko rośnie w ostatnich latach. Podsumowując, po prostu używajcie gumek, ok?

P – PLAGIATORSTWO
Choć kadra profesorska będzie próbowała wam wmówić, że za plagiatorstwo można iść do pudła, nie ma co się bać. Na początku roku wykładowcy zawsze straszą studentów opowieściami o tajnym programie Google służącym do wykrywania plagiatów. Choć sami bardzo chcieliby uwierzyć w te bajki, prawda jest taka, że o ile nie jesteście przygłupami i nie przepisujecie słowo w słowo, jesteście kryci.

P – PRACA DYPLOMOWA
Pisanie pracy dyplomowej to nic fajnego, tym bardziej że i tak będzie gówniana. Jakbyście się nie starali, efekt końcowy będzie jeszcze chujowszy niż te wszystkie nie dające się czytać książki, z których przepisywaliście co lepsze kawałki. Najlepszym sposobem na napisanie pracy dyplomowej jest zamknięcie się w pokoju i puszczenie sobie na słuchawkach 55-minutowego utworu Steve’a Reicha; już po chwili poczujecie się jak główny bohater filmu o kimś mądrym. Sen jest dla mięczaków – kiedy zacznie was morzyć, walnijcie sobie Red Bulla bez cukru albo zakoście kilka Adderalli jednemu z tych dziwnych studentów z wymiany, których udajecie że lubicie.

R – ROMANS Z PROFESOREM
Dotyczy zwłaszcza dziewczyn: bzykanie się z profesorem na uniwersytecie jest znacznie mniej fajne niż bzykanie się z nauczycielem w liceum. Po pierwsze jest to mniej naganne, po drugie mniej perwersyjne, a po trzecie w przypadku wykładowcy akademickiego istnieje większe ryzyko, że gość się w was zakocha, a nie ma nic gorszego niż odgrywanie roli Lolity w psychodramie w stylu Nabokova z udziałem starszego mężczyzny. No chyba że traficie na pewnego znanego nam wykładowcę, który któregoś dnia po zajęciach zabrał do siebie do domu dwie najładniejsze studentki z grupy, dał im się nawciągać kokainy a potem zerżnął je obie naraz. Fajnie, nie? Otóż nie: nie zdajecie sobie bowiem sprawy, jak potwornie niezręczne może być potem uczęszczanie na wykłady takiego wykładowcy. W takiej sytuacji można tylko rzucić studia lub bzykać się z nim przez kolejne kilka miesięcy z obawy, że inaczej może dać z zemsty złą ocenę na koniec semestru.

S – STUDIA DOKTORANCKIE
Jeśli po spędzeniu na własne życzenie pięciu lat w edukacyjnym gułagu zamierzacie kontynuować naukę i robić doktorat, mogą być ku temu dwa powody: albo postanowiliście poświęcić się wybranej przez was dziedzinie nauki (ok, o ile nie studiujecie na Akademii Wojskowej), albo obawiacie się bezrobocia, konieczności wprowadzenia się z powrotem do rodziców i utraty statusu „imprezowego Wojtka co zawsze ma dopalacze”.

Przy okazji chcieliśmy przestrzec was przed doktorantami jako jednostkami nadmiernie towarzyskimi. Kiedy sami zobaczycie, jaka to banda kretynów, odechce wam się marnowania kolejnych lat na uczelni.

Ś – ŚREDNIA KOŃCOWA
Po pierwsze, nie przejmować się: znakomita większość studentów ma średnią w okolicach 4, a średnią 5 wyciąga raptem kilku zdziwaczałych kujonów. Pewnie, ci ostatni mogą sobie tryumfować na rozdaniu dyplomów, ale należy pamiętać, że tryumf ten okupili latami ostrej tresury przez apodyktycznych rodziców, w trakcie której zdali milion egzaminów z matematyki, a na gwiazdkę dostawali wyłącznie zabawki edukacyjne. To dlatego dorosłe kujony wydają fortunę na rzadkie figurki postaci z Gwiezdnych Wojen, a dorosłe kujonki kolekcjonują dildo i zamieniają się w seksualnie niewyżyte amatorki złotego prysznica (czyli w sumie fajny materiał na tymczasową dziewczynę, o ile nie przeszkadzają wam próby samobójcze).

T – TRACENIE DZIEWICTWA
Wśród studentów wciąż zdarzają się prawiczki i dziewice. Prędzej czy później stracą cnotę, ale lepiej dla was, żeby nie odbyło się to przy waszym udziale, no chyba że żeniaczka wam w głowie. A już stanowczo odradzamy rozdziewiczanie kogokolwiek na imprezie. Z jednej strony wspomnienie tej przygody prawie na pewno będzie dręczyć was przez resztę waszego życia, a z drugiej strony nikt nie chce, by jego pierwszy raz kojarzył mu się z bolesną penetracją w toalecie, podczas gdy na zewnątrz stoi tuzin przebranych za smerfy osób, które wydają małpie odgłosy i rzucają kondomami w drzwi.

U – UGOTOWANI
Ale lipa. Trzeba samemu chodzić do sklepu, kupować żarcie, zanosić do domu, wyjmować z toreb, chować do szafek, a potem wyjmować z powrotem na zewnątrz żeby coś zjeść. Do tego trzeba jeszcze nauczyć się gotować. Samodzielność to piekło: na szczęście istnieje ratunek, a konkretnie słodki sos chilli. Co z tego, że składa się w 99 procentach z cukru, skoro można go kupować w wielkich pojemnikach, które starczają na miesiące, a do tego pasuje do wszystkiego i super smakuje. Wrzody żołądka po czterdziestce murowane, ale co tam.

W – WŁAMANIE
O ile nie zostaliście zrzuceni na spadochronie do akademika dla dzieci dyplomatów (które dzięki immunitetowi dyplomatycznemu swoich rodziców wymigują się od płacenia mandatów za złe parkowanie), na pewnym etapie studiów, jako osoby zamożniejsze od sąsiadów, a przy okazji hałasujące, imprezujące i zwolnione z części podatków, staniecie się obiektem powszechnej nienawiści w okolicy, w której mieszkacie. Kilka lat wcześniej sami nienawidzilibyście takiej osoby, przygotujcie się więc na to, że prędzej czy później zostaniecie ofiarą włamania. Istnieje jednak na to sposób: należy mianowicie postarać się, by wasze mieszkanie wyglądało maksymalnie nieatrakcyjnie (i to pomimo faktu, że w środku piętrzą się stosy DVD Gry o tron i macbooków). W końcu kto schyliłby się po umazany w psim gównie banknot 50-złotowy? No dobrze, każdy student, ale nikt inny.

X – XANAX (I INNE PSYCHOSTYMULANTY)
Psychostymulanty należy brać, ale z umiarem. Inaczej można skończyć jak Heath Ledger albo taki nasz znajomy ze studiów, który na jednym z egzaminów zapisał wszystkie kartki swoim imieniem, przez co potem miał rok w plecy. Jeśli nie przeszkadzają wam efekty uboczne w postaci szklanego wzroku i ograniczonych zdolności towarzyskich, przygotujcie sobie zapas dropsów i do książek. Kiedy już będzie po wszystkim, zostaniecie z zasłużenie przeciętnymi stopniami i lekkim uzależnieniem od leków. Czego chcieć więcej?

Y – YALE (ALBO INNA ZAGRANICZNA UCZELNIA)
Jeśli wyjeżdżacie na studia za granicę, niniejsze rady nie będą mieć dla was żadnego zastosowania. Najwyraźniej jesteście wystarczająco bogaci, by było was stać na taki wyjazd, wystarczająco inteligentni, żeby wiedzieć, że trzeba uważać na wykładach, i pochodzicie z odpowiednio wysokich sfer społecznych, by mimo nadmiernego owłosienia na całym ciele ostatecznie poślubić pomniejszą przedstawicielkę królewskiego rodu albo poetkę-supermodelkę. Czeka was dużo ciężkiej pracy, a kiedy już zdobędziecie upragniony dyplom, okaże się, że na skutek kryzysu macie równie małe szanse na znalezienie pracy co cała reszta, a potencjalni pracodawcy kwitują wasze zagraniczne wykształcenie drwiącym uśmiechem.

Z – ZERO PERSPEKTYW
Halo, tu baza, lata 70-te już się skończyły! To było dawno i nieprawda. Jeśli poszliście na studia z innych przyczyn niż potrzeba wyszalenia się przed prawdziwym życiem, w które każdy wkracza goły, zmarznięty i samotny, to nieźli w was frajerzy. W tym kraju nie ma dla was żadnych perspektyw i im szybciej to sobie uświadomicie, tym lepiej dla wszystkich. Idźcie zatem na zasiłek, zacznijcie dilować dragami, żyjcie na koszt rodziców i usprawiedliwiajcie wasze lenistwo „niesprzyjającym klimatem społeczno-gospodarczym”, albo wyjedźcie za granicę. Tak się bowiem składa, że większe perspektywy na zrobienie kariery niż wy mają niektórzy skazani na karę śmierci.

VICE Guide: Dorosłość

Piwo, wóda, polibuda - czyli jak studiować i nie przegrać życia