FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

Fuck For Forest – Wywiad z Michałem Marczakiem

Nazywam się Michał Marczak i lubię dziewczyny.

Seks może uratować świat" - kredo organizacji pozarządowej: "Fuck For Forest". FFF gromadzi pieniądze na ratowanie przyrody, sprzedając w internecie amatorskie porno własnej produkcji.

Wywiad z Michałem Marczakiem, reżyserem filmu Fuck For Forest.  Po autoryzacji, trwającej półtora miesiąca możecie przeczytać tylko tyle:

VICE: Przedstaw się. Ile zarabiasz, jakiej jesteś orientacji seksualnej?

Michał Marczak: Nazywam się Michał Marczak i lubię dziewczyny.

Reklama

Skąd w ogóle zajęcie się inicjatywą FFF? Sami na to wpadliście, ktoś wam to polecił?
Jak to zwykle bywa, był to kompletny przypadek, znajomy podesłał mi artykuł o nich. Odwiedziłem ich pokraczną stronę o fatalnej estetyce, ale coś w nich było. Czasem wśród setek tematów jedna rzecz łapie cię na dłużej i intryguje. Najbardziej zaciekawił mnie absurd noszenia dobroci i pomagania ludziom z drugiego końca świata, o których widać było, że grupa nie ma zbyt wielkiego pojęcia. Oprócz tego zastanawiałem się, na ile oni sami są w ogóle w stanie sobie pomóc.  Zastanawiałem się również, dlaczego ludzie z całego świata do nich lgną i godzą się wystąpić w ich filmach porno, wiedząc, że szybko z Internetu nie znikną

Czyli bardziej wam chodziło o ich naiwność czy hipokryzję niż o pornografię?
Naiwność, hipokryzja czy świadome marzycielstwo? Niech widz sam to oceni. Zaciekawił mnie fakt, że są to ludzie żyjący swoimi przeświadczeniami i autorskim wyobrażeniem świata, który jest w kompletnym dysonansie z rzeczywistością.

To teraz przedstaw nam swoich bohaterów? Kim jest Danny, Tommy i Leona?
Pozwolę sobie zacytować fragmenty narratora filmu: „Danny porzucił naukę już jako nastolatek. Wywalali go z każdej szkoły, do której chodził. Jest za to mistrzem jazdy konnej, zdobywcą trofeów w skokach przez przeszkody. Odrzucił propozycję reprezentowania Norwegii na Igrzyskach w Pekinie w roku 2008, ponieważ nie zamierzał godzić się na zadawanie bólu koniom. Mawia, że konie to istoty, które rozumie najlepiej.

Reklama

Tommy opuścił rodzinne gospodarstwo pod Oslo i został nauczycielem trudnej młodzieży. Siedem lat temu spotkał Leonę. Coś między nimi zaiskrzyło i postanowili razem stworzyć FFF. Pozostawali w otwartym związku do czasu, gdy Leona uznała, że chce pełnej swobody. Oboje twierdzą jednak, że nadal się kochają.

W czasach szkolnych Leona nigdy nie miała ochoty na romantyczne uniesienia. Nadal uważa chodzenie za ręce za niepraktyczne. Nie rozumiała też nigdy, dlaczego inne dziewczynki zrywają kwiaty, by dać im obumrzeć.”

Od razu się zgodzili na towarzystwo kamery?
Proces wzajemnego poznawania się, wyczuwania zamiarów zawsze musi trochę trwać. Na zdjęciach byłem tylko z moim przyjacielem, Łukaszem Grudzińskim, który nagrywał dźwięk. Ja zajmowałem się obrazem. Myślę, że szybko dostrzegli, że jesteśmy kompletnie inni od dziennikarzy, którzy odwiedzają ich tylko na chwilę z potężnym, telewizyjnym sprzętem.  Zrozumieli, że będziemy rejestrowali własną wizję ich rzeczywistości, być może byli jej nawet ciekawi. Oprócz tego, szybko się zaprzyjaźniliśmy, pomimo tego, że jesteśmy od siebie tak odmienni.

Michał Marczak i VICE Stuff

Mieli jakieś ekologiczne wymagania co do produkcji filmu?
Można tak powiedzieć, np. nie podobało im się, kiedy piliśmy przy nich Coca Colę, ale szybko zauważyli, że jesteśmy niereformowalni, więc odpuścili.

Nie masz wrażenia, że FFF to prostu sekta? Mnie to uderzyło w scenie w której grupowo macają jakąś zahukaną osiemnastolatkę. 
Nie sądzę. Sekty zazwyczaj mają postulaty, w które ślepą wierzą, wręcz fanatycznie. Nie ma tam mowy o dystansie do sprawy. FFF natomiast jest mocno wyluzowaną grupą, w której każdy członek ma trochę inną wizję rzeczywistości, inne cele. Są zbyt mało ogarnięci, aby zostać sektą.

Reklama

Mainstreamowe organizacje jak Greenpeace ich nie lubią.
Ale też feministki ich nie cierpią, nie znoszą ich punkowcy, lewacy. Większość subkultur ich nie lubi. Są za to rajem i schroniskiem dla tych, którzy nie mogą odnaleźć się w tych wyżej wymienionych, mocno określonych grupach, więc kółko nienawiści się tym bardziej zacieśnia.

Myślisz, że bardziej niż na lasach i całej ich agendzie chodzi im o realizację swoich fantazji erotycznych?
Każdy z członków jest kompletnie od siebie inny. To właśnie dzięki tej inności są w stanie funkcjonować. Leona, główna założycielka trzyma nad całością pieczę, codziennie update’uje stronę, pisze relacje z orgii, pieczołowicie opisuje każdy ekologiczny projekt. Jest naprawdę zharmonizowana z naturą. Nigdy nie spotkałem takiej osoby. Nie jest nawiedzoną ekolożką, ona po prostu wibruje z przyrodą. Czuje, że jest jej częścią, więc walka o nią jest dla niej w pełni naturalna. Tommy natomiast bardzo lubi pieprzyć laski i potem montować filmy, na których pieprzy laski. Świetne połączenie.

Jak jest u nich z przepływem pieniędzy? Naprawdę wszystko przeznaczają na kupowanie sadzonek?
M: Leona bardzo dba, żeby pieniądze nie były marnowane. Zawsze kupują najtańsze rzeczy albo wyciągają jedzenie ze śmietników. Paradoksalnie robią to zazwyczaj na tyłach ekskluzywnych supermarketów z bio jedzeniem, które zdejmują produkty z półek na parę dni przed końcem daty ważności. Wiele razy mieli lepsze jedzenie niż my – eko cukinie, bio melony, czekoladki fair-trade, itd. Z powodów budżetowych byliśmy skazani na Lidla. Oni w ogóle pod tym względem są ciekawi. Ich mieszkanie nie jest przesiąknięte, tak jak w wielu polskich squatach, piwem i papierosami. Palą tylko ekologiczny tytoń, zbierają ziółka, lubią imbir i zielone herbatki.

Reklama

Co w ogóle sądzisz o ideologicznym porno? Czy porno może być emancypacyjne? Może zmieniać świat?
Świata raczej nie zmieni. Może spełniać za to rolę edukacyjną. Jest na przykład świetnym narzędziem w fazie odkrywania własnej seksualności.

Michał czego szukasz ?

A ty sam oglądasz porno?
Rzadko. Ale jeżeli już, to dla mnie jako dokumentalisty, najbardziej interesujące są amatorskie rzeczy, bez żadnego aktorstwa, kiedy ludzie się zapominają i nie obchodzi ich obecność kamery. Czasami na takich nagraniach można ujrzeć tą piękną „radość chwilowego wyzwolenia”.

No właśnie, co to impreza, na której zarejestrowaliście, jak słynny niemiecki śpiewak wali sobie konia?
Z montażu wycięliśmy scenę, jak chodził z tabliczką na plecach „WC Damen” i prosił kobiety, aby oddały na niego mocz. Był to klub, w którym takie rzeczy są na porządku dziennym. Ale on nie zaczepiał osób, które nie byłyby tym zainteresowane. Zauważyłem, że w tych społecznościach ludzie bardzo szybko wyczuwają własne preferencje i dbają o to, aby nie naruszać granic innych osób, które akurat tego typu zachowań nie lubią. Miejsca te apelują raczej do inteligentnej społeczności, mają bardzo miłą i pomocną obsługę, świetne nagłośnienie. Wszystko odbywa się z zachowaniem wysokiego poziomu higieny… w końcu to Niemcy. Paradoksalnie czuliśmy się tam o wiele bardziej komfortowo niż na wielu Polskich dyskotekach lub klubach studenckich, w których często można dostać w twarz bez konkretnej przyczyny.

Reklama

Czy obecność kamery w jakikolwiek sposób wpływała na zachowanie bohaterów? Na przykład wtedy, kiedy towarzysz FFF w nagabywał ludzi na małą porno sesyjkę w krzakach obok?
To było interesujące zjawisko. Byłem przekonany, że obecność profesjonalnej kamery, mikrofonu na tyczce i dwóch osób kompletnie odstających estetyką od FFF na pewno speszy wielu ich „klientów”. Okazało się, że nasza obecność nic nie zmienia. Frekwencja podrywu była podobna lub nawet czasami wzrastała. Aby zrozumieć to zjawisko, trzeba się zastanowić, kto i dlaczego bierze udział w produkcjach FFF. Patrząc na to tylko przez pryzmat seksualności, są to osoby, które w dużej mierze potrzebują elementu voyeryzmu lub ekshibicjonizmu. Nasza obecność, z ich punktu widzenia, tylko podkręcała atmosferę.

Jak się czuje dokumentalista, który stara się być obok, z dystansu i jednocześnie zaprzyjaźnia z bohaterami, kiedy zostają oni zjebani przez Indian, czy wręcz wypędzeni?
Byliśmy tak samo narażeni jak i oni. Kręcąc opracowywałem plan ucieczki, ale w tym samym czasie cieszyłem się, że przed moimi oczyma rozgrywa się tak wieloznaczna scena. Czułem, że damy sobie rade z tą sytuacją, że jakoś z niej wybrniemy. Dopóki nikomu nie działa się krzywda i klęskę poniosła tylko ideologia, to stałem obok i ją rejestrowałem, ale jeśli sytuacja wymknęłaby się spod kontroli, to na pewno od razu zainterweniowałbym. Tak ogólnie, myślę, że dobry dokument jest wtedy, kiedy i twórcy i bohaterzy razem coś przeżywają, dostają w dupę i wychodzą z tego inni.

Reklama

Michał i Łukasz znaleźli

Wasz w pewnym momencie przekształca się z dokumentu-pocztówki o zjebach w satyrę o NGO’sach, a nawet naszego europocentrycznego spojrzenia na świat.
Głównym problemem jest chyba przekonanie wielu osób z Zachodu, że wiedzą dokładnie, czego potrzebują ludzie gdzieś daleko po drugiej stronie świata. Dobrym przykładem jest Irak i Afganistan. Ostatnio słyszałem o ciekawym projekcie wojsk koalicyjnych, który miał na celu pozbycia się śmieci z przedmieść Baghdadu. Wydali dziesiątki milionów dolarów na kosze i śmieciarki. Po tygodniu połowy koszy już nie było, ponieważ łatwo można było je przerobić na drzwi wejściowe do domu. Lub inny przykład: w Afryce kobiety nagminnie niszczą studnie zbudowane przez NGO's – wolą chodzić pięć godzin po wodę niż w tym czasie siedzieć w domu ze swoimi mężami. Porażające są również najnowsze dane dotyczące niektórych misji Czerwonego Krzyża.

Przepraszam bardzo, co to za dane?
To są obliczenia ludzi, którzy pracowali na kierowniczych stanowiskach Czerwonego Krzyża i byli odpowiedzialni za misje wojenne w Afryce. W wielu przypadkach Czerwony Krzyż był zmuszony do zapłaty ogromnych łapówek, aby w ogóle móc rozpocząć działalność w strefie konfliktu. Ponieważ jest to organizacja neutralna, są zmuszeni do pomocy obydwu stronom, nawet jeśli ewidentnie jedna z nich jest tą złą. Z tych obliczeń wynika, że pewne wojny wygasłyby o wiele szybciej, jeśli Czerwony Krzyż by się tam w ogóle nie pojawił.

Reklama

To kto jest lepszy duże, legitymizowane, organizacje z dobrym PR-em czy banda wariatów?
Z punktu widzenia PR-u wygrywają duże organizacje, ale z tego, co zobaczyłem, trzeba ostrożnie podchodzić do osiągnięć, które publikują. Wiele z tych organizacji świetnie zarabia na tej pomocy i oczywiście w ich interesie jest chwalić się jak największymi sukcesami.

A co się stało z pieniędzmi FFF przeznaczonymi na rewitalizację lasu?
Nie wiem dokładnie. Wydali już około 300 tysięcy Euro.

Na planie

Co się stało z grupą po porażce w Peru? Co robi teraz Danny?
Po pół roku spotkali się ponownie w Berlinie, gdzie opracowują nowy plan na ratowanie planety – oni są na siebie skazani, choć często mają siebie dość. A co z Dannym? Dobre pytanie.

Obligatoryjne pytanie: co dalej? Czy już planujesz kolejny projekt?
Chcielibyśmy zrobić dyptyk, którego „Fuck for Forest” byłby pierwszą częścią. O wielkich marzycielach, którzy tym razem naprawdę zmieniają świat. Punktem wyjścia będzie the X PRIZE Foundation, dzięki której ludzie będą mogli niedługo polecieć w kosmos. Mam nadzieję, że film rozpocznie się pierwszym lotem. Oprócz tego pracuję nad dyptykiem fabularnym pod tytułem „Radość Chwilowego Wyzwolenia”.

Czyli pomagać, czy nie pomagać? 
Pomagać.

Obczaj też:

Kocmołuchu won do tyry!

Uwięzieni pod stertą kosmicznych śmieci

Antologia radzieckiego i rosyjskiego undergroundu