Reklama
VICE Czyta

Komiks, który niszczył dzieciństwa

„Lepiej nie będzie, ale twój ból może się skończyć, wystarczy tylko, że postradasz rozum" – tłumaczy Joker, torturując komisarza Gordona. Na 75. urodziny superłotra wybraliśmy najbardziej chory i kontrowersyjny komiks XX w.

tekst Paweł Mączewski
08 Kwiecień 2015, 2:40pm

Źródło: Flickr/Alexandre López

Rok temu obchodziliśmy 75-lecie istnienia Batmana, a 23 lipca świętowaliśmy jego światowy dzień. Mroczny Rycerz zadebiutował w Stanach Zjednoczonych w maju 1939 roku, w Detective Comics #27. Twórcami postaci byli Bob Kane i Bill Finger, tyle że dopiero teraz zasługi przypisuje się też temu drugiemu. To właśnie Finger wpłynął na ostateczny, mroczny wizerunek Batmana, który jest dziś tak dobrze znany – gdyby nie on, mściciel z Gotham byłby blondynem w czerwonym stroju, ze skrzydłami nietoperza przypiętymi do pleców. Taka sytuacja. Co równie ważne, Finger był także odpowiedzialny za stworzenie odwiecznego nemezis zamaskowanego mściciela: Jokera, debiutującego w kwietniu 1940 roku u boku Kobiety-Kot w Batman #1, komiksie będącym początkiem nowej serii. I chociaż obecna galeria złoczyńców nękających Gotham City pęka w szwach, to właśnie ten zielonowłosy klaun nieprzerwanie wiedzie prym, pozostając największym utrapieniem Batmana. Bo kiedy innym zależy na pieniądzach i władzy, jemu wystarczy świat w płomieniach. Dlatego świętujmy jego urodziny – burn baby burn – w tym roku mija 75 lat istnienia tego szczerzącego się złoczyńcy! Z tej okazji przypominamy jego najbardziej kontrowersyjną historię, która zniszczyła niejedno dzieciństwo, wkurzyła legiony feministek i była – paradoks – pierwszym komiksem z serii o Batmanie wydanym w Polsce. Oto historia „Zabójczego żartu".

Artykuł zdradza część fabuły komiksu.

Chociaż nad wizerunkiem postaci przez lata pracowała niezliczona grupa artystów, dopiero w 1988 roku brytyjski duet – scenarzysta Alan Moore i rysownik Brian Bolland – ostatecznie zredefiniowali Jokera, zmieniając przy tym oblicze amerykańskiego komiksu o superbohaterach. O wadze ich dzieła świadczyć może fakt, że komiks „Batman: Zabójczy żart" był jedną inspiracji Tima Burtona, kiedy ten kręcił swoją wersję człowieka-nietoperza z Michaelem Keatonem w roli tytułowej. Heath Ledger przy „Mrocznym Rycerzu" Christophera Nolana także otrzymał swój egzemplarz, by na jego podstawie wczuć się w rolę nihilistycznego klauna-zabójcy. Trzeba bowiem jasno podkreślić, że chociaż „Zabójczy żart" jest komiksem z serii Batmana, to jest to historia Jokera. Jej pomysłodawcą jest wspomniany Alan Moore, postać wyjątkowo nieprzeciętna. To autor m.in. takich tytułów, jak: „Liga Niezwykłych Dżentelmenów", „V jak Vendetta" i „Watchmen – Strażnicy" (każda z wymienionych pozycji doczekała się swojej kinowej ekranizacji). Moore już wtedy kojarzony z komiksem ambitnym, w „Zabójczym żarcie" postanowił skoncentrować się na istocie szaleństwa – zapraszając czytelnika na emocjonalną przejażdżkę, podobną do tej na kolejce górskiej w wesołym miasteczku.


Źródło: Flickr/Alexandre López

Czy obłęd można wywołać celowo? Czy przy wystarczającym nacisku i manipulacji z zewnątrz, każdy może postradać zmysły? Właśnie tego próbuje dowieść Joker w „Zabójczym Żarcie": że szaleństwo jest w każdym z nas. Bolland odpowiedzialny za oprawę graficzną już od pierwszej strony bombarduje nas ultra-realistyczną kreską. Przedstawiony świat jest brudny, wynaturzony, skąpany w nieustającym deszczu – jakby już samo niebo próbowało spłukać Gotham do ścieków. Wszystko co widzimy, przekonuje nas o potrzebie istnienia Batmana. Paradoksalnie, bohater wpasowując się w chory obrazek, staje się częścią tej mozaiki, niczym innym jak tylko kolejnym szaleńcem w mieście – wielkim domu wariatów.

Moore zaczyna historię od – można by pomyśleć – ogranego motywu: Joker po raz kolejny ucieka z zakładu dla obłąkanych Arkham, a samozwańczy obrońca sprawiedliwości, Batman, rusza za nim w pościg... To, co dzieje się potem było powodem licznych protestów, głównie w środowiskach feministycznych.

Korzystający z wolności Joker, udaje się do domu komisarza policji, Jamesa Gordona. Na miejscu strzela do jego córki i – gdy dziewczyna wije się w konwulsjach, wykrwawiając się na dywan salonu – klaun napuszcza na bezbronnego ojca swoich zbirów, by ci spuścili tacie solidny wpierdol. Kiedy wydaje nam się, że Joker nie może już bardziej zniszczyć tego rodzinnego obrazka — uśmiechnięty szaleniec rozbiera do naga postrzeloną przed chwilą dziewczynę i robi jej sesje zdjęciową. Wszystko po to, by później pokazać zdjęcia sparaliżowanej córki jej ojcu, gdy ten jest skrępowany i bity przez bandę karłów w strojach dziwek (sic!). Kulminacją tych tortur jest szeroki uśmiech szaleńca i stwierdzenie: lepiej nie będzie, ale twój ból może się skończyć, wystarczy tylko, że postradasz rozum. Na tych kilku stronach Moore zawiera esencję postaci Jokera, w którego wizji rzeczywistości szaleństwo jest „wyjściem awaryjnym" i żeby z niego skorzystać, wystarczy tylko jeden zły dzień. „Recepta na życie" komiksowego złoczyńcy to w najlepszym razie jawne zaproszenie jego ofiary do zespołu stresu pourazowego (PTSD).

To jednak nie filozofia Jokera wzbudziła największe kontrowersje, ale wspomniane znęcanie się nad Barbarą Gordon, córką komisarza – której cierpienie nie było nawet celem Jokera, a jedynie środkiem do udowodnienia jego racji. Tym samym antagonista sprowadził swoją ofiarę do narzędzia, kawałka mięsa, które można wykorzystać wedle własnej woli. Jeffrey A. Brown, autor książki „Dangerous Curves: Action Heroines, Gender, Fetishism, and Popular Culture", określił ten komiks jako „przykład mizoginicznego dziedzictwa przemysłu komiksów zdominowanego przez mężczyzn", dodając, że „męskie postaci, chociaż mogą tu doznawać ciężkich obrażeń lub nawet ginąć, z większym prawdopodobieństwem wracają do swojej poprzedniej formy. Rany kobiet są nieodwracalne, jak w przypadku Barbary Gordon, którą Joker sparaliżował dla zabawy i na długie lata skazał na wózek inwalidzki".

O tym, że siła „Zabójczego żartu" nie słabnie pomimo upływu lat, świadczyć może „afera", jaka rozpętała się kilka tygodni temu w Stanach Zjednoczonych, gdy DC Comics ujawniło jedną ze swoich okładek, bezpośrednio nawiązujących do dzieła Morre'a i Bollanda. Ten sam strój Jokera oraz rewolwer sprzed lat, jak i ten sam wyraz twarzy Barbary – pokazujacy paraliżujący ( see what he did here?) strach, którego nie ukryje przed nami nawet maska dzielnej superbohaterki. W ten sposób autor ilustracji, Rafael Albuquerque, sportretował kolejne spotkanie Barbary Gordon (która od czasu „Zabójczego Żartu" odzyskała władanie w nogach i ponownie została Batgirl) z jej oprawcą sprzed lat. To natomiast pociągnęło za sobą falę protestów, których skala spowodowała, że sam Albuquerque poprosił ostatecznie DC Comics o wycofanie jego pracy z obiegu.

Źródło: 13thdimension.com

Siła rażenia „Zabójczego żartu" nie maleje pomimo upływu lat. Moore i Bolland swoją historią nie tylko przełamywali tematy tabu, ale zaprzeczyli też dotychczasowemu postrzeganiu komiksu, jako medium przeznaczonego stricte dla dzieci. Mimo tego, to właśnie „Zabójczym żartem" legendarne już wydawnictwo TM-Semic przywitało polskich czytelników na początku lat 90. ubiegłego wieku. Patrząc wstecz, pamiętając że sam przeczytałem ten komiks mając 10 lat, zastanawiam się, czy polski czytelnik był gotowy na puentę Jokera? Czy tak ponurą historią Joker nie dokonywał zamachu na dzieciństwo dzieciaków, niewysublimowanych jeszcze pochłaniaczy przygód o trykociarzach zza wielkiej wody? O kulisy publikacji tej historii postanowiłem spytać Marcina Rusteckiego, redaktora naczelnego TM-Semic.

VICE: Pomijając wszystkie niewątpliwe zalety Zabójczego żartu" - to kawał brutalnej historii, niekoniecznie dedykowanej dla młodego czytelnika. Mimo to, właśnie on otwierał wieloletnią serię przygód Batmana, dostępną dla polskiego czytelnika. Dlaczego wybraliście akurat tę historię na początek? Nie baliście się, że wpadnie ona w ręce jakiegoś dziecka?
Marcin Rustecki: Ja bym się bał, decyzję wydania „Zabójczego Żartu" podjęli redaktorzy ze Szwecji, a raczej podjął osobiście Christian Hammarstrom - człowiek, który układał program wydawniczy i był odpowiedzialny przez pierwsze kilkanaście miesięcy za polską edycję. Komiks został wydany przez krakowski Codem związany z TM Systemgruppen zanim powstała redakcja TM Semic. Przyznam, że wydanie tego komiksu - już wtedy zaliczanego do dzieł raczej wybitnych było dość dziwne. Wybór dwóch pierwszych tytułów - a raczej zestawienie lekko przesłodzonego Człowieka Pająka z Punisherem... czy dobranie do tej pary komiksu Binky było dla mnie mało zrozumiałe, ale nigdy w zasadzie nie dowiedzieliśmy się dlaczego akurat te a nie inne tytuły zostały wprowadzone na rynek. W miarę upływu czasu i już bez Christiana zaczęliśmy układać swój własny program, ale redakcja się rozrosła, dostawaliśmy regularnie oryginalne komiksy ze Stanów i nie mieliśmy presji decyzyjnych.

Czy był jakiś negatywny feedback ze strony czytelników, zatroskanych rodziców, że taka lektura trafiła do ich pociech?
Negatywny feedback był zawsze, nie pamiętam konkretnych zarzutów jeśli chodzi o "Zabójczy Żart", ale zapewniam, że takie były. Zatroskani rodzice mieli do nas pretensję o każdy tytuł, pewna pani nauczyciel na przykład, zatroskana edukacją swoich pociech, zadzwoniła do redakcji z pretensjami, że disnejowski Kubuś Puchatek jest pełen błędów ortograficznych takich jak np miut.

Rysunek: Marcin Rustecki. Autoportret.

Jak polski rynek fanów komiksu zareagował na Zabójczy żart"?
Generalnie dobrze, choć było to tak dawno temu, że nie przypominam sobie konkretnych opinii. Pamiętajmy, że czytelnik nie był jeszcze wyrobiony, tradycji komiksu w Polsce nie było, sztuka raczej wyśmiewana, głównie dzięki niewiedzy i ignorancji a czasami wręcz zwykłej głupocie. Mistrz Starowiejski na spotkaniu z młodzieżą komiks wykpił, ale nie znał ANI JEDNEGO rysownika. Mniej więcej w tym samym czasie w Brukseli otwierano muzeum komiksu (dokładnie 1989 roku) a recenzje nowych albumów Moebiusa czy Bilala ukazywały się w największych dziennikach.

Ostatnio w Stanach Zjednoczonych znów zrobiło się głośno na temat komiksu w związku z nawiązującą do historii okładką, obrazującą przemoc wobec bezbronnej kobiety. Skala protestów była tak duża, że w konsekwencji sam autor poprosił DC Comics o wycofanie jej z obiegu. Zgadza się pan z taką decyzją, czy autor „przesadził" z ilustracją?
Przesadził gdzie? Kogo tym razem ranił ołówkiem? Pytam trochę prowokacyjnie bo nie wiem gdzie leży granica zdrowego rozsądku. Wchodzimy na śliski temat ludzkich przywar, historii kultury, przynależności, wykształcenia czy zwykłej wrażliwości. Jeśli dziś można wydać wyrok śmierci na artystę za rysunek to chyba już nie żyjemy w świecie normalnym, zresztą chyba nigdy nie żyliśmy. Mnie bardziej obraża koszmarnie zły film, człowiek na stanowisku, na którym nigdy nie powinien tam zasiąść, łgarstwa w żywe oczy i tworzenie alternatywnej rzeczywistości dla mas. Ten rysunek mnie nie obraża, ale mogę pewne argumenty "strony przeciwnej" przyjąć.

Co według pana jest największą siłą Zabójczego żartu"?
To dzieło kompletne, znakomicie napisane i po mistrzowsku narysowane przed erą Photoshopu i efektów specjalnych. Komiks o superbohaterze osadzony w realnym, okrutnym świecie.