Reklama
gry

Unreal – odrodzenie

Dlaczego najwięcej osób gra w wersję z 1999 roku? Prawdopodobnie jak w przypadku Heroes – fani pokochali pierwowzór za wyjątkowość, nowatorskie podejście do rozgrywki i całą masę frajdy, jakie wtedy dostarczał. Nadchodzi (powraca?) Unreal Tournament

tekst Paweł Kwieciński
23 Grudzień 2015, 8:50am

Jeżeli w na przełomie lat 1999-2000 mieliście peceta i więcej niż 10 lat na karku to z pewnością pamiętacie dwie rzeczy: niepokój, jaki wzbudzały powszechne wzmianki o pluskwie millenijnej, oraz jak niesamowicie zajebistymi były wtedy strzelanki. Okres ten nie jeden nazwałby ich złotymi latami, zwłaszcza dla rozpościerającego się skrzydła shooterów sieciowych. Pojawiły się wtedy na rynku aż trzy kamienie milowe dla tego gatunku: Counter Strike, Quake 3 i Unreal Tournament.

Pierwsza z tych produkcji podążyła własną ścieżką i po wymianie silnika trzyma się do dzisiaj jako jeden z najważniejszych tytułów na arenie e-sportowej. Quake 3 i UT, choć nie osiągnęły tak spektakularnego sukcesu, wciąż żyją w sercach weteranów, którzy podczas rozgrywek zmasakrowali wiele klawiatur i myszek. Te gry wymagały szaleńczego refleksu, znajomości każdego zakamarka mapy i mechanik rozgrywki, by zostać pro graczem. Obie miały pokaźny arsenał giwer, które w innowacyjny sposób pomagały w krwawym odbieraniu życia. Ogólnie rzecz ujmując, są to dwie bardzo podobne do siebie gry. Do tego stopnia, że od ich pojawienia się aż do dziś niektórzy ciągle kłócą się, która jest lepsza. A to, że UT miał fajniejsze spluwy, kiedy Q3 posiada ładniejsze mapy i muzykę, itp. Każdy, kto grał i tak ma swojego faworyta, więc nie ma sensu się nad tym rozwodzić (tak tylko napomknę, że UT został grą roku).

Oba tytuły doczekały się także swoich kontynuacji. Quake w tym wypadku wypada gorzej, ponieważ jego następna część pomimo swojej ulepszonej oprawy graficznej, niezłej kampanii i multi okazała się kasowym niewypałem. O kolejnej części póki co od czterech lat krążą jedynie plotki. W międzyczasie pojawiło się także bardzo dobry Enemy Territory: Quake Wars, który z jakiegoś powodu także w zasadzie nie żyje. W sieci ostała się tylko trójka, która cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem zatwardziałych fanów.

Unrealów było więcej, ale nie obyło się bez wzlotów i upadków. Rok 2003 był niezbyt udanym dla serii. Unreal Tournament 2003 wydany pod koniec 2002 roku pozostawił pewien niesmak, zintensyfikowany wyjściem Unreala II parę miesięcy później, uznanego za najsłabszą odsłonę. Jednak po tych potknięciach było już tylko lepiej. Późniejsze tytuły okraszone przydomkiem Tournament trzymają się lepiej, zwłaszcza bardzo dobry UT 2004 i całkiem całkiem UT 3, który swój brak popularności zawdzięcza przede wszystkim horrendalnym jak na tamte czasy wymaganiom sprzętowym. Zmian w tych grach było sporo – nowe tryby gry, pojazdy, zmiany mechanik broni... teoretycznie nie ma się do czego przyczepić. Dlaczego w takim razie, tak samo, jak z Quakiem, najwięcej osób gra w wersję z 1999 roku?

Prawdopodobnie identycznie jak w przypadku np. Heroes'ów fani pokochali pierwowzory za ich wyjątkowość, nowatorskie podejście do rozgrywki dla wielu graczy i całą masę frajdy, jakie dostarczały. Może to kwestia „okularów nostalgii", ale następne tytuły to już po prostu „nie to samo", a do zmian fani podchodzą sceptycznie. W świecie szybkich sieciowych shooterów Quake 3 i UT 1999 królują niepodzielnie od 16 lat. Co nie zmienia faktu, że gatunek ten powoli wymiera na rzecz strzelanek nastawionych bardziej na strategię, taktykę i działanie w zespole. Jest jednak szansa, że ten stan rzeczy ulegnie zmianie... tak jakby.

Nadchodzi (powraca?) Unreal Tournament. Nie jest to jakaś wielka nowość, ponieważ dostęp do gry jest możliwy już od zeszłego roku, ale dopiero od paru miesięcy jest naprawdę grywalna. Podkreślę to – każdy może wejść na stronę i ściągnąć grę za darmo. Nadal jest w fazie pre-alpha, czyli baaardzo wczesnej, ale zapowiada się obiecująco. Te same (prawie – brakuje niestety Rippera, który z wdziękiem ucinał głowy wirującymi piłami tarczowymi) bronie, te same mechaniki poruszania się i triki w stylu skakania po ścianach, odnowione klasyczne mapy i ci sami wymagający przeciwnicy (AI na najwyższym poziomie naprawdę brutalnie obchodzi się z graczem). Krótko mówiąc, zapowiada się dokładnie to samo, co w 1999 roku, tylko nowsze, piękniejsze i z większym potencjałem na rozbudowę. Widać go m.in. w systemie zdobywania poziomów przez gracza, co odblokowuje przedmioty i silniejsze boty drużyny gracza w singlu, oraz w sezonowych eventach, jak np. na Halloween.

Niektóre mapy wyglądają tak...

Nowy UT jest całkowicie darmowy i bynajmniej nie oznacza to free2play, do jakiego zdążyliśmy przywyknąć, czyli najeżonego mikropłatnościami, bez których gra staje się żmudna i nudna. Sami twórcy określają ją mianem „not free to play, just free". Jedyne płatności będzie można dokonać w elektronicznym targowisku, gdzie każdy będzie mógł wystawić na sprzedaż swoje mody i udoskonalenia. Jeżeli dodać do tego fakt, że twórcy udostępnili też za darmo silnik gry, Unreal Engine 4, razem z pakietem tutoriali dla aspirujących moderów, to mamy tutaj zjawisko do tej pory niespotykane w przemyśle gier. Dokładnie tak, twórcy zachęcają do pomocy przy produkcji swojej gry nie tylko w sferze pomysłów, ale też i wykonania. Już teraz można nabyć za parę dolców przedmioty, które mają pozostać w ekwipunkach graczy na zawsze. Oczywiście dotyczy to tylko urozmaiceń kosmetycznych, o naszych wynikach zadecyduje tylko i wyłącznie nasz skill i nie będzie można sobie kupić zwycięstwa.

... a niektóre jak twoja nowa tapeta.

Gdzie tkwi haczyk? Przede wszystkim w tym, że z racji braku stabilnego finansowania prace posuwają się do przodu w żółwim tempie. Nie wiadomo tak naprawdę, czy gra w gotowej formie ukaże się za rok, dwa, czy pięć. Niektóre mapy są w tak wczesnej fazie, że nawet nie mają tekstur na niektórych ścianach. Póki co informacje o nowościach pojawiają się co tydzień czy dwa. Niemniej jednak grać się da i mógłbym przysiąc, że da się poczuć tę samą imersję i dreszczyk emocji, który towarzyszył rozgrywkom przy pierwszym UTeku. Jeśli ludziom z Epic Games w pewnym momencie nie zabraknie ochoty, to być może gatunek ultraszybkich shooterów sieciowych przeżyje swoje odrodzenie. Najlepsze jest to, że każdy może w tym pomóc, także i ty!