Kiedy przestałam pić i ćpać, używki zastąpiłam seksem

„Wpadłam w seksualną studnię bez dna. Szybko przerodziło się to w przerażający nałóg”
31.10.17
Fot. Wendy Hall Photography

Artykuł pierwotnie ukazał się na Tonic

Przez ostatnie 20 lat wielokrotnie brałam udział w programie 12 kroków. Moja droga do jakiejkolwiek trwalszej trzeźwości była trudna i wyboista. Wystarczy powiedzieć, że sześć razy znalazłam się na odwyku, cztery razy na oddziale psychiatrycznym, zaliczyłam cztery próby samobójcze, mnóstwo wizyt na ostrym dyżurze, nieskończone terapie i wielu sponsorów AA.

Wiele z tych przygód jako „królowej nawrotów" wykorzystałam podczas moich stand-upów, bo jak wiadomo, „komedia to tragedia plus czas". Jednak kiedy naprawdę sięgnęłam dna w 2011 roku, zaczęłam opisywać swoje perypetie w magazynie „The Fix", który jest skierowany do osób zmagających się z uzależnieniami. Patrząc wstecz na rzeczy, które napisałam w okresach trzeźwości, zauważałam pewną prawidłowość: kiedy odstawiałam narkotyki i alkohol, zaczynałam obsesyjnie skupiać się na seksie i miłości.

Pierwsze dwa lata mojej obecnej trzeźwości, które przypadły na 2013 i 2014 rok, idealnie pasowały do tego schematu. Wpadłam w seksualną studnię bez dna. Szybko przerodziło się to w przerażający nałóg, który wyglądał zupełnie inaczej od tego, czego dotychczas doświadczyłam.

Obiecałam sobie wytrzeźwieć po tym, jak zostałam aresztowana na haju za przemoc domową. Rezultatem tego uroczego wydarzenia był bardzo nieprzyjemny rozwód i proces karny (dzięki, opioidy!).

Gdy przechodziłam przez to wszystko (oraz zaliczyłam załamanie nerwowe numer 3), uczucia i pragnienia, które niegdyś popchnęłyby mnie do picia wódki z Redbullem albo palenia metamfetaminy, teraz znajdowały ujście w dymaniu pierwszego lepszego dwudziestokilkulatka na tylnym siedzeniu mojego Passata. Miałam nadzieję, że to tylko gwałtowna reakcja na rozwód albo bardziej pokręcona wersja klasycznego „poszukiwania miłości i potwierdzania własnej wartości". Niestety, w głębi mojego ćpuńskiego serduszka widziałam, że stanowiło to pierwotną potrzebę znalezienia jakiego „ujścia", haju.


OBEJRZYJ: Spowiedź z uzależnienia


Przez całe życie odcinałam się od rzeczywistości i tłumiłam swoje uczucia. Mimo trzeźwości nawyki te nie zniknęły. Bez moich normalnych „lekarstw", szybko znalazłam nowe sposoby na unikanie samej siebie i uciszania głosów, które powtarzały mi, że jestem beznadziejna, odpychające i nikt mnie nie pokocha. Przyzwyczaiłam się, że moje dołki były paskudne, a odloty wspaniałe, więc trzeźwość wydawała mi się koszmarnie nudnym, nieciekawym i, o dziwo, bardzo niepokojącym doświadczeniem. Uczucia, których od dziesięcioleci unikałam albo znieczulałam różnymi substancjami, nagle wyszły na powierzchnię i okazały się niezwykle przytłaczające. To była prawdziwa męka.

Uciekałam głównie w seks, ale nie stroniłam też od (nad-)używania kofeiny, nikotyny, zakupów i jedzenia. W mojej nowej książce pt. My Fair Junkie piszę: „Wszystkie moje uzależnienia przebiegają według tego samego schematu: wypełniam czymś moje ciało i zmieniam swoje uczucia. Nie ma znaczenia, czy są to pączki, Xanax czy fiut".

Tak źle się czułam we własnej skórze i tak bardzo przerażało mnie to, jak wyglądało moje życie, że szukałam pociechy w ramionach obcych mężczyzn. Jeśli nie udawało mi się nikogo znaleźć, zawsze mogłam zaliczyć jakiegoś innego anonimowego alkoholika, bo ci zazwyczaj mieli ochotę przespać się z nową, szurniętą laską z grupy. Wielu z nich nosiło w sobie tę samą pustkę, co ja – tę, która pojawiała się po odstawieniu butelki albo prochów. Rozpaczliwie brakowało mi skoków adrenaliny, które towarzyszyły knuciu intryg, wykradaniu się i kłamaniu, radości płynącej z kupienia narkotyków czy picia alkoholu. Trzeźwość była nudna, nieciekawa i co najgorsze, nie pozwalała mi na jakąkolwiek ucieczkę od moich problemów.

Usprawiedliwiałam moje rozpustne zachowanie, powtarzając sobie, że „przynajmniej nie biorę". Jednak wkrótce ja i moja rozwiązła dupa wylądowałyśmy na spotkaniach Anonimowych Uzależnionych od Seksu i Miłości, a nawet w grupie Anonimowych Seksoholików (ach, jak cudownie, ja i 12 innych kolesiów w kościelnej piwnicy). Wtedy zaczęłam rozumieć, dlaczego mówili oni o innych ludziach jako o „dwunożnym narkotyku". Ulotny haj wiążący się z wymienianym sprośnych SMS-ów z potencjalnym partnerem i tętno przyspieszające wraz ze zbliżaniem się do umówionego miejsca spotkania, niezwykle przypominało uczucie, które towarzyszyło mi podczas spotkań z dilerem. No i oczywiście dzień później, podobnie jak w przypadku wódy i prochów, pojawiały się też zjazdy przepełnione wstydem, wyrzutami sumienia i zakłopotaniem.

Nie jestem jedyną, która starała się wypełnić pustkę po używkach seksem i miłością (jak myślicie, skąd się biorą romanse na odwykach?). Zapytałam Howarda Wetsmana, głównego lekarza w Centrum Leczenia Uzależnień im. Townsenda w Luizjanie, czy za takie zachowania zastępcze chociaż częściowo odpowiada ludzka biologia.


Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


„Od lat 30. XX wieku, kiedy to poglądy doktora Silkwortha zostały włączone do [głównej pozycji] AA, czyli »Wielkiej Księgi«, wiemy, że podstawowy stan emocjonalny osób z uzależnieniami można określić jako »niespokojny, drażliwy i niezadowolony«" – powiedział Wetsman. „Jednak dopiero niedawno odkryliśmy, że te cechy często stanowią efekt niższej ilości receptorów dopaminy w ośrodku przyjemności w mózgu" – dodał.

„Każda rzecz, która zwiększa poziom dopaminy – narkotyki, alkohol, jedzenie, skończenie ciężkiej pracy, seks, hazard, władza nad innymi – może zostać wykorzystana do wypełnienia pustki po odstawieniu używki" – wyjaśnił. „W pewnym momencie odwyku, kiedy przestajemy się już czuć samotni czy gorsi od innych, zwiększa się liczba receptorów dopaminy. Z tego powodu wielu ludziom udaje się uniknąć takiej pułapki. Jednak dopóki to się nie stanie, każdej uzależnionej osobie grozi przerzucenie się z jednego nałogu w inny. Niestety w przypadku uzależnienia nie istnieje coś takiego jak bezpieczna używka".

Uczucie, które towarzyszyło mi w drodze do dilera, również ma swoje biologiczne wytłumaczenie. Jak powiedział Wetsman, „kiedy coś przypomina nam o czekającej nas nagrodzie, ciało migdałowate – czyli ta część mózgu, która pamięta emocje – wysyła sygnał do ośrodka przyjemności, co zaś skutkuje wyrzutem dopaminy" – powiedział. „Zazwyczaj nazywamy to euforycznym przypomnieniem (ang. euphoric recall), ale w tym wypadku chodzi o prawdziwą euforię, po której przychodzi załamanie i dodatkowo zwiększone pragnienie. Wszystkie osoby z uzależnieniami to znają, ponieważ bardzo często poprzedza to sam haj". Poczułam się znacznie lepiej, kiedy usłyszałam, że moje zachowania zastępcze mają wytłumaczenie w biologii, a nie tylko w braku silnej woli czy jakichś traumach z dzieciństwa.

Teraz jestem trzeźwa już od czterech i pół roku i cały czas staram się wybierać jak najzdrowsze „haje" – wynikające z pracy, śmiechu, ćwiczenia czy pisania. Kiedy nie mam siły na którąkolwiek z tych rzeczy, a potrzebuję jakoś uciec od rzeczywistości, ucinam sobie drzemkę. Ale w sumie kto wie, może drzemki to po prostu normalny element życia 40-latków.

Chociaż istnieje mnóstwo programów 12 kroków, które skupiają się na najróżniejszych problemach, wszystkie z nich sprowadzają się tak naprawdę do walki z jednym wrogiem – uzależnieniem. Im dłużej żyłam w trzeźwości i im więcej nad sobą pracowałam, tym rzadziej wpadałam w szpony kompulsywnych zachowań. Chyba nawet mogę powiedzieć, że z większością z nich już zerwałam. No, oprócz serialowych maratonów. Z tym dalej mam problem.


Więcej na VICE: