używki

Poznaj gangstera, który przećpał pięć milionów złotych i wyszedł na prostą

Były boss gangu i heroinista po latach nałogu poszedł na odwyk i porzucił przestępczy świat. Dziś na własnym przykładzie pokazuje, jak niebezpieczne są narkotyki

tekst Nick Chester; zdjęcia: Chris Bethell; tłumaczenie Jan Bogdaniuk
29 Maj 2017, 6:50am

Jakiś czas temu rozmawiałem z czterema byłymi członkami londyńskiej mafii, by przekonać się, czy ich doświadczenia pokrywają się z obrazem ukazywanym przez media. Choć wszyscy okazali się naprawdę interesującymi postaciami, szczególnie uderzyła mnie jedna historia, która wykraczała daleko poza typowe opowieści z półświatka.

Po tym, jak uzależnił się od heroiny i został wyrzucony z gangu, któremu wcześniej przewodził, Paul Hannaford ostatecznie odstawił narkotyki i porzucił przestępczy świat. Pojawił się tylko problem: Paul nie posiadał żadnych kwalifikacji i nie miał jak zarobić na życie. Jednak ponieważ jest z niego przedsiębiorczy gość, wykorzystał swoją przeszłość i zatrudnił się jako mówca edukacyjny w szkołach i świetlicach, w których na własnym przykładzie pokazuje, jak narkotyki mogą spieprzyć ci życie.

Szczery i całkowicie otwarty charakter pogadanek Paula odróżnia go od innych propagatorów abstynencji (np. policjantów czy pracowników charytatywnych). Wkrótce zaczął udzielać pięciu wykładów dziennie. Obrzydzanie dzieciakom twardych prochów stało się dla niego pracą na pełen etat. Byłem pod wrażeniem nie tylko tego, jak udało mu się zrobić w ten sposób karierę, ale też faktu, że z chęcią dzielił się doświadczeniami, do których większość byłych narkomanów wolałaby nigdy nie wracać.

Historia jego życia układa się w przypowieść, po której z całą pewnością trzymałbym się z dala od narkotyków, gdybym wysłuchał jej jako dziecko. Spotkałem się z Paulem jeszcze raz, by lepiej go poznać i skupić się na jego pracy z młodzieżą.

VICE: Jak doszło do tego, że zacząłeś udzielać tych pogadanek?
Paul Hannaford:
Jeden z moich kumpli raz na jakiś czas dawał wykłady dla młodzieży, więc pomyślałem: „Ja też bym tak mógł". Poszedłem do jednego klubu młodzieżowego, porozmawiałem z dziesiątką dzieciaków i bardzo im się to spodobało. Następnego dnia poszły do szkoły i powiedziały o mnie swojemu nauczycielowi. On skontaktował się z gminą, gmina ze mną, a potem zrobiłem zebranie i tak to już poszło. Do dziś przemawiałem do ćwierć miliona dzieci. Część z nich miała tylko sześć lat.

Jak rozumiem, trochę łagodzisz ton i treść wypowiedzi dla tej grupy wiekowej?
No jasne. Gdy jestem w podstawówce, nie opowiadam, jak podcinałem sobie żyły ani jak cały wysmarowałem się gównem. Dzieci by raczej tego nie zrozumiały.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Chwila. Jak to: cały pokryłeś się gównem?
No tak, moje relacje z policją nie należały do najlepszych. Strasznie mnie wkurwiało, kiedy mnie łapali, więc się z nimi biłem. Kiedyś próbowałem uderzyć jednego policjanta w areszcie no i pozostali gliniarze wpakowali mnie do celi. Pomyślałem sobie: „Oho! Czeka mnie tu niezły łomot. Spróbujmy trochę wyrównać szanse". Rozebrałem się, nasrałem na podłogę, wziąłem własną kupę w ręce i cały się nią obsmarowałem. Gdy tylko wrócili, żeby mi natłuc, rzuciłem się na nich. W końcu zaczęli błagać, żebym się umył i sobie poszedł.

Innym razem wychodziłem z supermarketu, gdy policja mnie aresztowała i zabrała na komisariat. No wkurwiło mnie to, a w dodatku byłem na głodzie i strasznie potrzebowałem choć trochę hery albo cracku. Pomyślałem: „No dobra, uciekam stąd". Nacisnąłem dzwonek w celi, a gdy przyszedł do mnie gliniarz, powiedziałem: „Czy mógłbym wziąć prysznic i się ogolić?". On na to: „W porządku, zaraz wracam". Po jakiejś godzinie otworzył drzwi mojej celi i powiedział: „Chodź ze mną". Zaprowadził mnie do łazienki, dał mi kostkę mydła, ręcznik, jednorazową maszynkę i powiedział: „Pośpiesz się. Myjesz się, golisz i wracasz do celi". Wziąłem maszynkę, połamałem, wyjąłem z niej ostrze, rozebrałem się do gaci, a po kilku minutach podszedłem do niego i na jego oczach podciąłem sobie nadgarstki. „Zrób coś z tym" ‒ powiedziałem. Krew sikała ze mnie jak z wieprza. Zabrali mnie do szpitala, gdzie przeszedłem operację. Gdy się obudziłem, policji przy mnie nie było. Na to właśnie liczyłem. W nocy wymknąłem się ze szpitala i uciekłem.

Czyli twój plan się powiódł?
Niby tak, ale poważnie się okaleczyłem i o mało nie umarłem, żeby tylko uciec i zaćpać.

W takim świetle rzeczywiście nie wygląda to na zwycięstwo. O jakich jeszcze incydentach opowiadasz swoim młodym słuchaczom?
Wiesz, mówię im po prostu, jak było. Przez pierwszy rok zażywania heroiny schudłem 30 kilo. W ciągu dwóch lat zacząłem się kłuć. Zacząłem od małych igieł. Wszystkie żyły w moich rękach zaczęły umierać, więc robiłem sobie zastrzyki w ramiona, w szyję, w stopy, w fiuta, wszędzie. Potem zacząłem palić crack. Miesza się go z amoniakiem albo z wodorowęglanem sodu. Gdy ten syf trafia do twojego krwiobiegu, po jakimś czasie żyły robią się bardzo twarde. Zdarzało się, że igła łamała się we mnie i chodziłem z nią kilka tygodni, zanim zgłosiłem się do szpitala. Gdy lekarz mi je w końcu usunął, powiedział, że dostałem zakażenia. Po tych przygodach zacząłem używać igły długiej na 5 centymetrów. Czekaj, pokażę ci moje igły. Mam je w torbie.

(W tej chwili Paul wyjął z torby kilka strzykawek i rozłożył je na stoliku w Starbucksie).

Zacząłem używać tej małej igiełki, ale skończyły mi się żyły, a lekarz powiedział: „Jedyne miejsce, w jakie jeszcze możesz sobie zrobić zastrzyk, to twoja tętnica udowa". Wiesz, to ta duża żyła, która biegnie głęboko w twojej nodze, przez krocze, do serca. Najłatwiej dostać się do niej przez pachwinę, ale igła była zbyt krótka, więc musiałem zacząć używać innej, większej [Podnosi ze stołu największą igłę, jaką w życiu widziałem.] Na tamtym etapie mój nałóg kosztował mnie dziennie 400 funtów (prawie 2000 złotych).

W swoich wykładach przytaczasz sporo drastycznych obrazów, jak choćby zdjęcie rany na twojej nodze, w której jest pełno robaków. Jaka historia się za tym kryje?
Powinieneś użyć igły tylko raz, a potem ją wyrzucić, ale ja kłułem się jedną igłą po 50 razy. Przez ostatnie dziesięć była już stępiona i musiałem się nią na siłę dźgać w pachwinę. Gdy ją z powrotem wyciągałem, z mojej nogi tryskała krew i kawałki błony, więc robiły mi się skrzepy, które potem pęczniały i pękały jak baloniki. Gdy bierzesz heroinę lub crack, cały czas się drapiesz. Zrobił mi się mały strupek wielkości paznokcia. Krew musi swobodnie przepływać, żeby się goiło, a ponieważ miałem te skrzepy, które nie przepuszczały krwi do mojej nogi, ze strupka zrobiła się dziura do kości, która ciągnęła się od kostki pod kolano.

Wyniszczona noga Paula wciąż regularnie krwawi, niemal dziewięć lat po tym, jak przestał brać narkotyki

To brzmi koszmarnie.
No, zrobiło się tak źle, że nie mogłem już chodzić. Wcześniej, żeby zdobyć pieniądz, po prostu szedłem do sklepu z ubraniami, łapałem całą półkę ciuchów i z nimi wybiegałem. Teraz jednak ledwo chodziłem, a wciąż potrzebowałem 400 funtów każdego dnia tygodnia. Gdy byłem jeszcze szefem mojego gangu, całe lata wcześniej, miałem pistolet, który ukryłem za budą z rybą i frytkami. Wykopałem go i wciąż działał, więc zacząłem napadać na dilerów. Ale wiesz, karaibscy handlarze herą i crackiem, których rabowałem, to też nie byli jacyś frajerzy, nie dało się ich tak robić w nieskończoność. Rozgłosili, że jak mnie złapią, to przybiją mi jaja do podłogi, będą mnie torturować, a na koniec zabiją.

Pewnego dnia jedna z toreb, które ukradłem, była pełna czystej heroiny. Wziąłem ją, przedawkowałem i dostałem zawału. Obudziłem się w szpitalu dobrych kilka godzin później, a lekarz powiedział: „Byłeś w stanie śmierci klinicznej przez dwie minuty. Musieliśmy na nowo uruchomić twoje serce". A ja na to: „Gdzie moje ciuchy? Wychodzę". „Nie, nigdzie nie idziesz. Jeśli stąd wyjdziesz, umrzesz. Masz sepsę i zapalenie płuc" ‒ powiedział lekarz. Odepchnąłem go z drogi i wyszedłem, bo zostawiłem torbę czystej hery na melinie i wiedziałem, że za dwa, góra trzy dni ktoś ją znajdzie i sprzeda albo sam weźmie. Pomyślałem sobie: „Po moim trupie! To moje!". Szedłem już po moje fanty, ale po drodze musiałem minąć komisariat. Byłem poszukiwany, ale pomyślałem: „No dobra, to chyba chwila prawdy. Albo pójdę dalej do meliny i pewnie umrę, albo poddam się glinom i będę żył".

Wtoczyłem się na komisariat, podszedłem do biurka dyżurnego i wybuchłem łzami. Zaaresztowali mnie i zabrali z powrotem do szpitala. Tam właśnie nałożyli larwy much na moją ranę w nodze, żeby oczyścić ją z martwej tkanki. Potem poszedłem na odwyk w Somerset i pomału zacząłem dochodzić do siebie. Właśnie mija 9 lat, odkąd nie tknąłem narkotyków ani alkoholu.

Czy powiedziałbyś, że emocje związane z rozmowami, którymi pomagasz dzieciom i młodzieży pozostać na dobrej drodze, zastąpiły ci narkotykowy haj?
Tak, można tak powiedzieć. Mam szczęście, że żyję i mogę dawać te wykłady. Jak powiedział mi kiedyś jeden lekarz, szansa na to, że przeżyję siedem ciosów nożem, dwa przedawkowania oraz crack i heroinę warte z milion funtów, które w siebie władowałem przez te wszystkie lata, to jak jeden do miliona.

A o co chodzi z tymi ciosami nożem?
Wiesz, byłem w gangu, miałem długi u dilerów. Czasem chodziło o głupie 50 funtów. Dźgają cię w nogę albo w dupę. Raz o mało nie urżnęli mi palca, innym razem dostałem kosę w prawą rękę, aż przeszło na wylot… Cały jestem podziurawiony. Jak się dużo zadajesz z gangsterami i bierzesz crack i heroinę, tak wygląda twoje życie. Jest gwałtowne, nieuczciwe i brutalne. Dlatego właśnie muszę robić to, co robię. Nie mogę dopuścić, żeby te dzieciaki skończyły jak ja.

Dzięki za rozmowę Paul. Powodzenia z wykładami.


Więcej na VICE: