Intymne zdjęcia obcych ludzi udających, że są w poważnym związku
zdjęcia

Intymne zdjęcia obcych ludzi udających, że są w poważnym związku

Fotografka Marie Hyld spotykała się z nieznajomymi z Tindera, po czym robiła sobie z nimi czułe, intymne portrety
Lene Munk
tekst Lene Munk
MH
zdjęcia: Marie Hyld
Jan Bogdaniuk
tłumaczenie Jan Bogdaniuk
31.1.18

Artykuł pierwotnie ukazał się na Broadly Denmark

„Przeczesałam całego Facebooka, Instagrama i Tindera. Przesuwałam na lewo i prawo, aż do upadłego” ‒ opowiada Marie Hyld o swoich doświadczeniach z randkowaniem w epoce cyfrowej. Ta 24-letnia fotografka uważa, że powierzchowna natura mediów społecznościowych wpływa nasze interakcje w prawdziwym świecie. Jednym z oczywistych przykładów jest choćby to, jaką ewolucję przechodzi nasza kultura randkowania. Nawet gdy spotkamy się już twarzą w twarz, usiłujemy podtrzymać idealnie skrojony wizerunek z Tindera, co tylko utrudnia nam otworzenie przed i na drugą osobę, jak twierdzi Hyld. To właśnie zainspirowało jej nowy projekt pt. Lifeconstruction, czyli cykl intymnych portretów z obcymi ludźmi, których poznała przez Tindera.

Na początek Hyld postanowiła reaktywować swój profil na Tinderze i dostosować go do nowego zadania. W swoim bio wyjaśniła, że chce odwiedzić ludzi, z którymi się sparowała i robić sobie z nimi zdjęcia pozowane tak, by wyglądali razem, jak dwoje zakochanych albo para w długoletnim związku. Uprzedziła też wyraźnie, że fotografię będą opublikowane, więc jeśli się z nią sparowałeś, niejako automatycznie zgadzałeś się na udział w projekcie. „Po prostu zaczęłam przesuwać. Bardzo ciekawie było obserwować ludzi, którzy wkręcili się w mój pomysł i zgodzili na moją propozycję. Sparowałam się praktycznie ze wszystkimi osobami, które znalazłam. Wszystkim podobał się mój pomysł” ‒ wspomina Hyld.

W lewym dolnym rogu każdego zdjęcia Hyld podaje, jak długo znała osobę ze swojej „randki” ‒ czyli Ilość czasu, jaki upłynął od ich pierwszego spotkania do wykonania fotografii, na której wyglądają, jakby byli ze sobą bardzo blisko. Spotkaliśmy się z Hyld, by zapytać, jak wygląda proces przygotowania i powstawania tak intymnych portretów.

Broadly: Czy miałaś jasno określony pomysł na to, jakie zdjęcie chcesz zrobić, zanim poznałaś osobę, z którą się umówiłaś?
Marie Hyld: Zazwyczaj inspiruję się swoim otoczeniem. Nigdy nie miałam okazji obejrzeć wcześniej żadnego z miejsc, które odwiedziłam. To właśnie był jeden z ekscytujących aspektów tego projektu. Nigdy nie miałam pewności, co mnie czeka. Niczego nie mogłam zaplanować, więc po prostu płynęłam z prądem. Jedna z moich największy zawodowych ambicji w ramach tego projektu to odpuścić i iść w dowolnym kierunku, który wydaje się słuszny.

Wydaje mi się, że dziś spędzamy za mało czasu twarzą w twarz, nigdy tak naprawdę nie jesteśmy obecni podczas naszych interakcji. Moim zdaniem sytuacja ciągle się pogarsza, za co winę w dużej mierze ponoszą media społecznościowe. Jak na ironię mój projekt nie mógłby powstać bez Tindera.

Dwa zdjęcia z cyklu szczególnie utkwiły mi w pamięci. Jedno z nich przedstawia ciebie i gościa z Tindera ubranego w lateks. Jak do tego doszło?
Z tego, co pamiętam, na Tinderze występował jako „Mr. BDSM”. Pomyślałam, że to naprawdę fajne, że zechciał być przy mnie prawdziwym sobą. Czułam też, że potrzebowałam swego rodzaju „fajerwerku” w moim cyklu, lekkiego szoku, sceny, która pokazywałaby kogoś, kto naprawdę się odsłania. Powiedziałam mu, że nie kręci mnie BDSM, ale pracuję nad projektem fotograficznym.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Gdy otworzył mi drzwi miał na sobie zwykłe codzienne ciuchy oprócz pary lateksowych skarpet. Dobrze mu z oczu patrzyło, był bardzo miły i pokazał mi swoją szafę, która byłą pełna lateksowych kostiumów. Pożyczył mi jeden, który wcześniej należał do jego byłej. Musiałam się natrzeć olejkiem, żeby w ogóle w niego wejść. Potem on zrobił to samo i oboje przez chwilę śmialiśmy się z całej tej sytuacji. Pokazał mi otwór w swoim stroju przeznaczony na penisa i wyjaśnił, że skóra nie może w ogóle oddychać w pełnym lateksowym kostiumie i jak bardzo jest to niewygodne. Zrobiliśmy y zdjęcie dla mojej mamy. Martwiła się, że idę na spotkanie z nieznajomym mężczyzną. Wszystko to działo się we wtorkowe popołudnie. Zdecydowałam się na to, bo uznałam, że nie powinnam przepuścić takiej okazji.

Moją uwagę przykuło też zdjęcie, na którym ty i twój „partner” siedzicie przed komputerem. Dlaczego wybrałaś właśnie taką scenerię?
On był strasznie wkręcony komputery. Wystrój i umeblowanie jego mieszkania były praktycznie w całości temu podporządkowane. Doszłam do wniosku, że to pewnie odgrywałoby ogromną rolę w naszym hipotetycznym związku. To właśnie była jedna z tych chwil, kiedy pozwoliłam się zainspirować przez moje otoczenie i to, co zastałam w mieszkaniu.


Więcej na VICE: