Reklama

Prawdziwi hakerzy mówią, dlaczego uwielbiają film „Hakerzy”

W pewnym momencie główny złoczyńca, skorumpowany specjalista ds. bezpieczeństwa z kozią bródką kradnie dyskietkę i ucieka na deskorolce przez zamglone ulice Nowego Jorku. Dlaczego hakerzy tak bardzo lubią ten dziwaczny film z 1995 roku?

tekst Jake Davis; tłumaczenie Dominika Skórzewska
27 Listopad 2018, 12:02pm

Niedawno miałem przyjemność zapowiadać mój ulubiony film o tematyce komputerowej, Hakerzy, podczas mojego ulubionego festiwalu hakerskiego, Electromagnetic Field Camp. Dla tych, którzy nie wiedzą – reżyser Iain Softley stworzył w 1995 roku film napakowany kolorowym szaleństwem komputerowych efektów specjalnych, wrotkami, odjechanymi fryzurami i spandeksem. W pewnym momencie filmu główny złoczyńca (skorumpowany specjalista ds. bezpieczeństwa komputerowego z kozią bródką) zabiera hakerowi dyskietkę i ucieka na deskorolce przez zamglone ulice Nowego Jorku.

Możesz sobie teraz wyobrazić, jak bardzo byłem podekscytowany. Nie dość, że wygłaszałem krótkie przemówienie, to jeszcze przeprowadziłem wywiad z reżyserem na scenie po zakończeniu seansu – a to wszystko przed najlepszą widownią: setkami geeków jednocześnie krzyczącymi „ZHAKUJ PLANETĘ!” w ogromnym, przepełnionym namiocie sceny głównej. Możesz obejrzeć cały wywiad tutaj:

Dlaczego ten dziwaczny film z 32-procentowym wynikiem na Rotten Tomatoes jest tak popularny? Osoby spoza społeczności hakerskiej mogą pomyśleć, że jest ironicznie kultowy, bo daje tyle samo radości co The Room z powodu swojej okropności. Tylko że Hakerzy nie są okropni i na pewno nie cieszą nikogo ironicznie.

Chcąc lepiej zrozumieć i wyjaśnić, jak Hakerzy osiągnęli tak wysoki status i wpływ wśród ekspertów komputerowych oraz jak wkradł się do kultury hakerskiej, zebrałem kilka wypowiedzi od wcześniej wspomnianych profesjonalistów.

Darren Martyn – doradca ds. bezpieczeństwa

To prawdopodobnie najlepszy film o tematyce hakowania znany w tej społeczności. Zapewnia doskonałą rozrywkę dzięki psychodelicznym wizualizacjom „cyberprzestrzeni”, bezsprzecznie zajebistej ścieżce dźwiękowej (która zawiera takie perełki jak The Prodigy, czy Orb), absolutnie komicznej fabule, błyskotliwym dialogom i skłonności do braku powagi zmieszanej z dość trafnymi odniesieniami do kultury hakerów. Stanowi wyraźny kontrast w stosunku do bardziej współczesnych filmów o tematyce komputerowej – np. Haker, który w zasadzie był filmem akcji z niejasną fabułą z udziałem jakichś tam komputerów.

March – ekspert w dziedzinie ochrony informacji, ‘The Rootkit Wizard’

Lubię Hakerów, bo choć to typowy wyimaginowany twór Hollywood, pokazuje też, co mogli zrobić hakerzy: bawić się systemami automatyzacji budynku, włączyć zraszacze, zhakować komputer typu mainframe itd. Oczywiście to wszystko jest oprawione w neonowe psychodeliczne cyberpunkowe efekty wizualne, ale to jest fajne samo w sobie. Jest to także jeden z filmów, który przedstawia hakerów w całkiem dobrym świetle – dzieciaki, które dobrze się bawią i nie są wcieleniem zła, podczas gdy czarny charakter to nikczemny korporacyjny zdrajca. Nie wspominając o cholernie dobrej ścieżce dźwiękowej...

Paul Tagliamonte – programista

Hakerzy to jeden z tych filmów, który nie tylko przetrwał próbę czasu, ale też staje się coraz lepszy z każdym mijającym rokiem. Mam wrażenie, że powodem nieustannego polepszania się, jest fakt, że tak naprawdę nikt nie starał się odwzorować technologii (wszyscy byli zbyt zajęci rozwijaniem fabuły Supermana III). Czas i wysiłek włożono przede wszystkim w to, by aspekt kulturowy stał się dobrze wyważoną karykaturą. Przez wyolbrzymienie społeczności film ten przeobraził się w odpowiednik The Rocky Horror Picture Show dla kujonów. Fabuła Hakerów jest dość oklepana, a technologia jest źle odwzorowana, ale to nie ma żadnego znaczenia, ponieważ wszyscy są zajęci wykrzykiwaniem niezliczonych one-linerów i powiedzonek pojawiających się podczas seansu.

Nie mam wątpliwości, że za 20 lat Mr. Robot i jemu podobne produkcje nadal będą hitem (na mniejszą skalę można było to zaobserwować na przykładzie Matrix Reloaded, gdzie Trinity zhakowała sieć energetyczną za pomocą exploita ssh, który był aktualny dla tamtego roku) ze względu na dbałość o szczegóły technologiczne, ale Hakerzy wyróżniają się dlatego, że w tak wyjątkowy sposób wtopili się w kulturę.

Holly Graceful – pentesterka, analityczka zabezpieczeń

Film przepełniony jest niszowymi cytatami, które każdy haker bardzo docenia. Mówię o tekstach typu „Na dachu znajduje się basen o wymiarach olimpijskich”, a nie o tym, gdy mama Dade’a zauważyła jego nadmierne zainteresowanie komputerami i założyła, że jest gejem, pytając: „Lubisz dziewczyny, prawda?”. Nie mówię też o przerażającym „Skóra, koronki i »sporty wodne«. Transwestyci mile widziani”.

Hakerzy to film, który dostarcza hollywoodzkiej dramy w postaci hakowania na poziomie czarnej magii, odwołań do inżynierii społecznej, kradzieży impulsów telefonicznych, nurkowania w śmietnikach, komicznych ksywek, złośliwego oprogramowania i nocnych zmian w MIT. Jako bonus zobaczysz więcej policyjnych nalotów na sypialnie komputerowych entuzjastów, niż jesteś w stanie zliczyć. Ogółem oceniłabym Hakerów i ich obsadę w następujący sposób: bardzo imponujące, nawet na miarę superbohaterów.

Art Of The Unseen – współpracuje z Open Web i Privacy International

Interesują mnie fizyczne skutki hakowania. Przed Stuxnetem każdego dnia ludzie myśleli, że zwariowałem, że Internet jest tylko wirtualny i wyrządzona szkoda może być tylko wirtualna. W Hakerach jest scena, która ilustruje mój punkt widzenia: to fragment, w którym Crash uruchamia spryskiwacze. Nie dość, że nie ma przy sobie klawiatury (bo komputery mogą być czasomierzami, więc nie była mu potrzebna), ale też za pomocą wody wyrządza wiele szkód szkole i mieniu innych ludzi. Kiedy otwiera parasol i odchodzi, oddaje pracę mojego życia w jednej scenie. Internet nie jest wirtualny i tak naprawdę nigdy nie był. Można go użyć zarówno w dobrym, jak i złym celu. Wszyscy dorastamy i coraz lepiej będziemy zauważać, że nasze działania w sieci mają konsekwencje w realnym świecie oraz większy wpływ na przyszłość, niż sobie wyobrażamy.

Cal Leeming – doradca ds. bezpieczeństwa

Jako młody dziesięcioletni haker byłem całkowicie zahipnotyzowany tym filmem. Odsłonił przede mną kulturę, o której istnieniu nawet nie wiedziałem i otworzył moje oczy na świat. Później odkryłem, że duża część filmu była tak daleka od rzeczywistości, że aż rozśmieszała, ale nadal odgrywał on istotną rolę w moim dzieciństwie i miał nieprzerwany wpływ na całe moje życie. Średnio raz na rok oglądam go ponownie i zauważam coś, czego wcześniej nie widziałem (a obejrzałem go w sumie jakieś 20-30 razy). W 2015 roku pojechałem do Londynu z przyjacielem na pokaz z okazji 20-lecia premiery w kinie Prince Charles. Prawie wszyscy z mojego otoczenia widzieli ten film i mówią o nim z sympatią. Zaskoczyło mnie, jak Iain Softley opowiadał o tym, w jaki sposób wyprodukowano ten film i jaki miał on wpływ. Może nie być dokładny pod względem merytorycznym, ale dla mnie zawiera istotę tego, czym naprawdę jest hakowanie – koleżeństwem, wojnami, muzyką, emocjami i czuwaniem do 5 rano podczas włamywania się do systemów. Wiele z tych atrybutów towarzyszy mi w moim dorosłym życiu, hakowanie na zawsze pozostanie w mojej krwi, a ten film będzie miał specjalne miejsce w moim sercu.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na Motherboard


Więcej na VICE: