Siedem dowodów na to, że Björk jest genialna
Obiektywnie zajebiste rankingi

Siedem dowodów na to, że Björk jest genialna

Björk zapowiada nową płytę wklejeniem krótkiej notki na swoim Facebooku i choć nie wiadomo o niej praktycznie nic więcej, wytwórnia, z którą artystka współpracuje od lat - One Little Indian - uruchamia przedsprzedaż albumu.

Świat po raz kolejny dostaje na tym punkcie szału. I to wszystko pomimo faktu, że Islandka odleciała w swojej twórczości już bardzo daleko poza spektrum brzmień znane z jej pierwszych płyt i staje się coraz mniej zrozumiała dla tzw. ogółu, a jej twórczość coraz mniej przystępna. Björk jest już bowiem nie tylko piosenkarką czy kompozytorką, ale prawdziwą ikoną. Jest kilka powodów, by tak myśleć. Wybieram 7, bo tyle oktaw ma jej głos.

Reklama

Kreacja artystyczna…

… która nie do końca jest kreacją albo też trudno znaleźć granicę między tym, gdzie kończy się artystyczna osobowość, a zaczyna prawdziwa Björk. Znajomy Islandczyk opowiadał mi, że spotkał ją kiedyś na ulicach Reykjaviku. "Była ubrana w kostium intensywnie żółtego koloru, który trochę przypominał namiot" - mówił kolega - "Generalnie nie da się jej przeoczyć". Na moje pytanie o to, czy chętnie rozmawia z fanami spotkanymi przypadkowo odpowiedział: "Niekoniecznie. Wydaje mi się, że to dlatego, że w gruncie rzeczy jest bardzo nieśmiała". I dlatego na spacery po rodzinnym mieście ubiera się w seledynowy namiot. Proste.

Nieustanne przekraczanie granic wizerunkowych

Zostańmy na chwilę przy kreacji rozumianej w sensie modowym. Dajmy na to, założenie kostiumu łabędzia na rozdanie Oscarów w 2001 roku. Wyczyn, na tamte czasy, budzący kontrowersje, szok i niedowierzanie. W wywiadzie dla CDNow wyjaśniła krótko, że "prawdopodobnie była to jej pierwsza i ostatnia wizyta na rozdaniu Oscarów, więc pomyślała, że przyniesie ze sobą kilka jajek". "Zniosła" je na czerwonym dywanie, bo kostium zaprojektowany przez Marjana Pejoskiego to umożliwiał. Jakieś pytania? Każdy jej kostium na scenę, ważne wydarzenie czy w teledyskach ma swoją historię, filozofię i ideę. Björk nie zastanawia się jak bardzo ubiór podkreśli jej seksapil albo czy wzbudzi zazdrość u koleżanek. Nie zaprząta sobie głowy tak przyziemnymi sprawami. Chce wyrazić siebie, a że przy okazji mocno się wyróżnia… cóż. Samo wyszło.

Reklama

Wyczucie

Początkowo kluczem do sukcesu Björk, w sensie muzycznym, było odpowiednie dobieranie producentów kolejnych płyt. Legendarny Nelle Hooper wyprodukował jej "Debut", dopieszczając stylistykę i brzmienie utworów tak, by dokładnie wpasowały się w potrzeby odbiorcy z początku lat 90. Triphopowe "Homogenic" nagrane między innymi z Markiem Bellem czy Howiem B, korespondowało z nastrojami i estetyką roku 1997. To był złoty czas dla mrocznego elektronicznego brzmienia, rok premiery "Electro Glide In Blue" Apollo 440 i chwila przed wydaniem "Mezzanine" Massive Attack. Bjork wpasowała się w to idealnie.

Każda kolejna jej płyta już coraz głębiej eksplorowała artystyczny indywidualizm Björk. Artystka zdołała więc ugruntować swoją pozycję w świadomości masowego odbiorcy nagrywając, mówiąc kolokwialnie i najprościej, "modne" brzmienia. I mając tak silną markę mogła zacząć pozwalać sobie na nagrywanie kompozycji coraz mocniej skierowanych w stronę awangardy i eksperymentu. Wspólny mianownik: ponadprzeciętna świadomość kompozytorska, pozwalają jej utrzymać stale wysoki poziom pod względem artystycznym, choćby nie wiem jak odjechane były kolejne rzeczy, które nagrywa.

Autentyczność

Trudno znaleźć granicę między kreacją artystyczną a prawdziwą osobowością Björk, bo być może wcale jej nie ma. Artystka we wszystkim, co robi czy mówi jest autentyczna, szczera, nawet kosztem ocierania się o swoistą infantylność czy zarobienia sobie na wizerunek "wariatki". Nigdy jednak nie pozwoliła, by miało to wydźwięk pejoratywny. Kiedy rozstała się z partnerem, nagrała szereg bolesnych utworów o końcu miłości (to jej ostatnia płyta). Treść najnowszej w wywiadach określa hasłem "Tinder album". Czyli będzie o randkach. W każdym razie - zawsze o sobie.

Reklama

Zacieranie granic między dziedzinami sztuki

Kiedy stworzyła film dokumentalny do "Biophilii" czy multimedialną, interaktywną wystawę po premierze "Vulnicury" już od dawna było wiadomo, że Björk samo nagrywanie piosenek przestało wystarczać. Bjork pozwala dziś swojemu odbiorcy, dzięki aplikacjom czy technologii wykorzystywanej na jej wystawach, ingerować w integralność dzieła. Być jego częścią. W pewnym sensie nagina zasadę, według której muzykę ogranicza czas i trwanie. Dziś nazywamy to "szalonym pomysłem". Za kilka lat, można się spodziewać, stanie się to normą.

Robienie wszystkiego "całą sobą"

Jej kreacja w "Tańcząc w ciemnościach" to prawdopodobnie jedno z największych aktorskich wydarzeń w historii kina. Björk debiutująca wtedy na wielkim ekranie, a przy okazji kompozytorka soundtracku do filmu, weszła w obraz z całą swoją naturalnością i niewinnością. W późniejszych wywiadach przyznawała, że bycie Selmą tak mocno wpłynęło na jej psychikę, że z pewnością nigdy juz nie podejmie się zadania zagrania w filmie. Björk nie jest odtwórczynią, jest sztuką, muzyką czy rolą, którą przedstawia.

Głos

Obserwujcie Noisey na Facebooku, Twitterze i Instagramie.