Uczniowie na pogrzebie kolegi z klasy, Nowy Jork, 1911 rok. Zdjęcie opublikowane dzięki uprzejmości Burns Archive.
Większość z was najprawdopodobniej zetknęła się już ze zdjęciami z Burns Archive. Choć najłatwiej natrafić na nie w książkach w stylu Sceny śmierci, to archiwum Dr. Stanleya Burnsa, to nie tylko materiały medycyny sądowej i sceny przemocy. Jego twórca jest nowojorskim okulistą, który poświęcił życie kolekcjonowaniu zdjęć przedstawiających zapomniane lub niedoceniane dziedziny. Przez ponad trzydzieści lat wydawał sześć albumów rocznie. Łącznie zawierają one około miliona najbardziej szokujących, z medycznego i historycznie punktu widzenia, zdjęć, jakie możecie sobie wyobrazić.
Videos by VICE
Vice: Skąd pomysł na kolekcjonowanie starej fotografii medycznej?
Dr Stanley Burns: Zdjęcia z tej dziedziny zacząłem kolekcjonować w połowie lat 70., kiedy zorientowałem się, że wiele z nich stanowi dokument historyczny o znacznie większym stopniu dokładności, niż jakikolwiek opis. Tak miała się sprawa z pierwszym kupionym przeze mnie zdjęciem medycznym, które przedstawiało południowo-amerykańskiego Indianina z guzem szczęki. Mimo, że był to guz ślinianki przyusznej, we wszystkich książkach przypadek opisany był jako guz tętnicy szyjnej. Zdjęcie niezbicie dowodzi, że źródła pisane się myliły.
Co skłoniło cię do rozszerzenia zainteresowań z fotografii medycznej o fotografię kryminalną?
Obie te dziedziny łączy medycyna sądowa. Na początku kolekcjonowałem zdjęcia dokumentujące wszystkie możliwe profesje medyczne. W tamtych czasach do obowiązków lekarzy należało m.in. stwierdzanie zgonu po egzekucji. Tak oto odkryłem świat zbrodni i medycynę sądową, co z kolei zachęciło mnie do badania pokręconej psychiki zabójców.
Czy uważasz ludzką fascynację obrazami śmierci i zbrodni za coś dziwnego?
Istnieje coś takiego jak fascynacja strachem. Powyższe obrazy często pojawiają się w koszmarach sennych. Nikt nie chce być przejechany przez samochód, zostać zamordowany czy zachorować na dżumę. Oglądanie tych obrazów na zdjęciach daje ludziom możliwość odczuwania strachu bez konieczności zmierzenia się z jego źródłem. Dodatkowo, strach ten łagodzony jest przez czynnik czasowy.
Choć specjalizujesz się w chirurgii oka, zakładam, że kolekcjonowanie zdjęć stało się twoim głównym zajęciem.
Mojej kolekcji poświęcam sześć i pół dnia tygodniowo po 12 godzin dziennie. Inaczej nie byłbym w stanie wydawać sześciu albumów rocznie. Od ponad 30 lat pochłania mnie to bez reszty.
Czy zdjęcia z kolekcji lądują czasem u ciebie w domu?
Jak najbardziej. Na ścianach wisi 1045 zdjęć z moich zbiorów. Właściwie nie jest to już dom, tylko muzeum. Mam 90 pokoi wypełnionych zdjęciami, łącznie jest ich ponad milion. Najcenniejsze elementy kolekcji znajdują się w sejfach w trzech dużych bankach. Są to w większości bardzo rzadkie wczesne dagerotypy.
Czy patrzenie na niektóre ze zdjęć wciąż przychodzi ci z trudem?
Mam problem ze zdjęciami przedstawiającymi zamordowane dzieci, nie mogę patrzeć na niemal żadne z nich. Nie jestem w stanie zrozumieć, jak można popełnić zbrodnię na dziecku. Podobnie jest ze zwierzętami, które są kompletnie bezbronne. To, jak dany człowiek traktuje zwierzęta, wiele o nim mówi, np. jeśli ktoś lubi je bić i zabijać, należy mieć się przed nim na baczności.
Jak udało ci się zgromadzić tak imponującą kolekcję?
Kiedy zaczynałem, zdjęcia z interesujących mnie dziedzin były łatwo dostępne i stosunkowo niedrogie. W moje ręce wpadały prawdziwe arcydzieła. Sytuację tę można porównać do tej na rynku obrazów impresjonistycznych ok. 1900 roku. Po prostu było mnie na nie stać, co nie zmienia faktu, że na zdjęcia wydawałem każdy grosz. W ten sposób uzbierałem milion zdjęć, których nie uświadczy się w żadnym muzeum. W moich zbiorach nie ma wszechobecnej gdzie indziej fotografii artystycznej, muzycznej czy sportowej. Moje hobby finansowałem z wykonywanej pracy do momentu, w którym to ono stało się moją pracą.
Jak udaje ci się zachować rozeznanie w twojej kolekcji?
Mam duży talent archiwizacyjny, jak również encyklopedyczną wiedzą dotyczącą historii, miejsc i wydarzeń. W połączeniu z wiedzą medyczną umożliwia mi to patrzenie na zdjęcie inaczej, niż robi to większość ludzi. Po jednym spojrzeniu wiem o nim wszystko.
Czy kolekcja zorganizowana jest wg jakiegoś klucza?
Poluję na obrazy obecne w ludzkiej świadomości, lecz trudno dostępne dla oka. Na przykład mam zdjęcia ludzi obtaczanych w smole i pierzu – każdy słyszał o tym procederze, ale czy kiedykolwiek widział jak wygląda?
Nie.
Otóż to, i dlatego chcę mieć to na zdjęciu. Wiedza o tym, jak niesłychane rzeczy dzieją się na świecie, uświadamia mi unikalność mojej kolekcji.
Tekst: Bruno Bayley
Tłumaczenie: Filip Bednarczyk
Więcej na ten temat na stronie burnsarchive.com