Odwiedziliśmy klub dla bogaczy, w którym kobietom nie wolno się odzywać
Wszystkie zdjęcia: Manuel Nieberle
pieniądze

Odwiedziliśmy klub dla bogaczy, w którym kobietom nie wolno się odzywać

Roczna opłata członkowska wynosi nawet 4 miliony złotych. Klub jest tylko dla panów. Kobieta, jeśli chce wejść do środka, musi być wyższa niż 1,75 m i ważyć mniej niż 53 kg (i to jedynie jako hostessa)
25 Styczeń 2018, 10:04am

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Germany

Jest godzina 18, kiedy przyjeżdżam na parking przy Błoniach Teresy (Theresienwiese) w Monachium, gdzie mam się spotkać z niemieckim biznesmenem Michaelem*. W tym samym miejscu co roku miliony ludzi bawią się podczas Oktoberfest.

Michael naprawdę nazywa się inaczej, ale nie chce, by powiązano go z tym artykułem – w ostatnich miesiącach w prasie pojawiło się wystarczająco wiele tekstów krytykujących jego działalność. Chodzi oczywiście o jego imperium, które znajduje się dokładnie cztery metry pod nami. Parking leży bezpośrednio nad pałacową przestrzenią, ozdobioną błyszczącymi żyrandolami i pompatycznymi, rokokowymi meblami, które wyglądają jak ukradzione z operowej sceny.

Owo miejsce to prywatny klub dla panów The Contenance Club. Obiekt otwarty został w grudniu 2017 roku i chociaż obecnie odbywają się tam tylko prywatne uroczystości, Michael ma nadzieję, że wkrótce przyciągnie wielu nowych członków.

Michael otwiera drzwi do swojego królestwa.

Chociaż „contenance” po niemiecku oznacza umiarkowanie i powściągliwość, Michael ma zupełnie inną wizję tego miejsca. Chce, aby jego klub uchodził za luksusową i prowokacyjną przystań dla wpływowych, bogatych mężczyzn, gdzie będą ich otaczać same piękne kobiety, które – zgodnie z zasadami klubu – odzywają się tylko wtedy, gdy ktoś sam zacznie z nimi rozmowę.

Prywatne kluby dżentelmenów powstały w Londynie w XVII wieku i stanowiły miejsce, gdzie mężczyźni należący do klasy wyższej mogli nawiązywać kontakty z podobnymi sobie. Jednak w Niemczech są one bardzo rzadkim zjawiskiem. W przeciwieństwie do The Contenance Club te kilka istniejących niemieckich klubów członkowskich nie chce sprawiać wrażenia krzykliwych jaskiń rozpusty dla zamożnych mężczyzn. Właśnie dlatego koncepcja Michaela spotkała się z tak negatywną reakcją ze strony mediów i wywołała oburzenie opinii publicznej. Chciałam się przekonać, czy zasłużyła na tak ostrą krytykę.

Schody prowadzące cztery metry pod ziemię do The Contenance Club.

Nieco po 18 Michael pojawia się na parkingu, gdzie na niego czekam. Ubrany jest całkowicie na czarno i chociaż prezentuje się bardzo dobrze, jego oczy wyglądają na zmęczone. Towarzyszy mu pracująca z nim menadżerka: ciemnowłosa, dwudziestokilkuletnia kobieta, która nie chce mi powiedzieć, jak ma na imię.

Przewodnik VICE po kawiorze

Po wymienieniu zdawkowych uprzejmości Michael prowadzi mnie do klubu. Pierwszą rzeczą, którą zauważam, jest ogromny żyrandol zwisający z sufitu. W głównej sali stoi niebieska sofa z wyszytym złotą nicią napisem „Beluga”. „To rodzaj kawioru” – wyjaśnia Michael, zakładając, że na pewno tego nie wiem. „100 gramów kosztuje 300 euro [1250 złotych]” – dodaje. „Tyle zjadłem go w życiu, że już nie mogę na niego patrzeć”.

Piętro niżej znajduje się czteropokojowa piwnica o powierzchni 400 metrów kwadratowych z ceglanymi ścianami i kopulastym sufitem. Michael planuje zamienić tę przestrzeń w bar serwujący ostrygi i wołowinę Kobe. „Wołowina Kobe smakuje niesamowicie” – mówi Michael. „Krowy są codziennie masowane i rozpieszczane”.

Na ścianach wiszą olbrzymie obrazy. Przestawiają nagie anielice, Ostatnią Wieczerzę, a w jednym przypadku kobietę uprawiającą w powietrzu seks z trzema mężczyznami. Michael wyjaśnia mi, że malowanie każdego z nich zajęło około miesiąca. Ich twórcą jest chłopak, który zaocznie studiuje na Akademii Sztuk Pięknych.

O życiu prywatnym Michaela tak naprawdę wiem tylko dwie rzeczy: ma 63 lata i urodził się w Monachium. „Już nie zależy mi na rozgłosie” – mówi. Nie przeszkadza mu to jednak chełpić się tym, że jest „przyjacielem bogatych, sławnych i pięknych”. Bezustannie rzuca nazwiskami niemieckich gwiazd rocka, aktorów i lwów salonowych – na przykład, kiedy wspomina, że ostrzegł Borisa Beckera przed swoją pierwszą żoną.

Michael siada na sofie w pokoju, który wkrótce ma zostać palarnią cygar oraz salą do oglądania meczów piłkarskich. Chwilowo jednak służy jako przechowalnia czegoś, co wydaje się olbrzymią kolekcją obitych złotem kanap. Układa się wygodniej i wyznaje mi, że nie włożył w to żadnych własnych pieniędzy. Głównym inwestorem The Contenance Club jest jego przyjaciel, ale jak podkreśla Michael, to właśnie on zawarł większość umów sponsorskich z różnymi markami alkoholowymi (głównie producentami szampana i wódki).


OBEJRZYJ: Odkryj dziwną islamską sektę „feministyczną”


To również on wpadł na pomysł założenia tego klubu i zaprojektował jego wnętrze. „Nie potrzebowałem pomocy dekoratora wnętrz” – stwierdza z dumą. „Marzyłem o tym miejscu od pięciu lat”.

Michael nie chce mi powiedzieć, ilu członków ma jego klub, ale twierdzi, że każdego dnia są składane przynajmniej dwa wnioski o członkostwo. Niedawno, chwali się, chciał się do nich zapisać syn słynnego piłkarza. Jeśli zostanie zaakceptowany, co rok będzie musiał płacić składkę członkowską w wysokości od 10 tysięcy euro (41,5 tysiąca złotych) do 1 miliona euro (4,1 miliona złotych). „Za milion będzie miał do dyspozycji prywatny odrzutowiec, który odbierze go z każdego miejsca w Europie” – obiecuje Michael.

Od wysokości składek zależy wiele rzeczy. Dla przykładu: im mniej płacisz, tym wcześniej musisz zadzwonić i zarezerwować sobie miejsce w klubie na dany wieczór. Według Michaela bogaci mężczyźni nie lubią czekać, więc zawsze będą woleli zapłacić trochę więcej, żeby tego nie robić. Zwykli ludzie, jak mówi, nie mają wstępu do klubu. „Za dużo narzekają. Nie chcę, żeby przychodziły tu osoby, które będą całą noc piły colę i siedziały w kącie z kwaśną miną”.

Tajemnicza menadżerka Michaela odpowiada za wybieranie kobiet, które będą pracowały w klubie. Niemiecki tabloid opublikował niedawno wymagania obowiązujące wszystkie przyszłe pracownice: muszą być wyższe niż 175 centymetrów, mieć mniej niż 35 lat, ważyć maksymalnie 53 kilogramy (chyba że mają ponad 180 centymetrów) i być singielkami.

Według Michaela to tylko pewne orientacyjne wytyczne. „Ja na przykład ważę więcej niż 53 kilogramy” – dodaje jego współpracowniczka. „Kobiety muszą być eleganckie i seksowne” – wyjaśnia Michael.

Sala szampanowa znajduje się obok baru ostrygowego.

Niedawno pewna modelka odrzuciła ofertę pracy w The Contenance Club. „Nie chciała pracować za 200 euro [830 złotych] za noc” – mówi Michael, który wciąż nie może wyjść ze zdziwienia. Jego zdaniem wszystkie kobiety marzą o posiadaniu drogich butów i torebek od Gucciego, a najprostszym sposobem na ich zdobycie jest związanie się bogatym mężczyzną. „90 procent kobiet prostytuuje się w ten czy inny sposób” – wyjaśnia mi.

Zaraz jednak czuje się zmuszony dodać, że wcale nie otworzył seks-klubu. „Rozejrzyj się dookoła – nie ma tu żadnych łóżek. Zatrudnimy kilka dziewczyn, by szpiegowały inne i upewniały się, że żadna nie składa gościom niestosownych propozycji. Jeśli to zrobią, zostaną zwolnione. Właśnie dlatego panuje tu zasada, że kobiety nie mogą same inicjować rozmów z gośćmi. Ale jeśli mam być szczery, nie sądzę, abyśmy naprawdę jej potrzebowali, ponieważ żadna normalna kobieta i tak by tego nie zrobiła”. Jak twierdzi Michael, jest to niewielka cena za to, że wszystkie pracownice będą pracowały w bezpiecznym środowisku, gdzie jakiś ochroniarz zawsze powstrzyma gościa, który nie potrafi trzymać rąk przy sobie.

Ulubionym pokojem Michaela jest bawarska komnata. Na szklanej kolumnie stoi popiersie Ludwika II Wittelsbacha, czyli „Bajkowego Króla”, który w XIX wieku zbudował kiczowaty zamek Neuschwanstein. Michael mówi, że nie martwi się, kiedy dziennikarze opisują jego gust jako przerażająco pompatyczny. „Rocznie dwa miliony ludzi odwiedza zamek Neuschwanstein” – stwierdza. „Czy wszyscy z nich są dupkami?”.

The Contenance Club to oczywiście nie Neuschwanstein, tylko jaskinia wypełniona sztucznym złotem i brokatem, ale Michael najwyraźniej lubi to porównanie. „Jestem monarchistą” – wyjaśnia, po czym zaczyna wychwalać piękno innego zamku Ludwika, Pałacu Herrenchiemsee, gdzie królują przepych i bogate zdobienia. „Też jestem marzycielem i szaleńcem” – przyznaje z dumą.


Szanujmy się. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Włącza muzykę i z głośników wydobywa się „Also Sprach Zarathustra” Richarda Straussa. Zaratustra był perskim filozofem z szóstego wieku, który według Nietzschego zszedł z góry, aby powiedzieć ludziom, że należy zabiegać o inne, wyższe cele.

Następny jest Andrea Bocelli. Michael zaczyna śpiewać – unosi ramiona, jakby występował przed publicznością, mimo że oprócz nas w pokoju siedzi tylko jego menadżerka. Wkrótce już nie śpiewa, tylko zwyczajnie krzyczy w rytm muzyki. Pytam, czy coś się stało. „Szczerze mówiąc, po prostu lubię droczyć się z innymi” – odpowiada. „Chcę, aby ludzie wokół mnie mieli wrażenie, że w moim towarzystwie wszystko może się wydarzyć”.

W pokoju bawarskim stoi popiersie idola Michaela, „Szalonego Króla” Ludwika II

Na pierwszy rzut oka widać, że Michael chce, aby klub kojarzył się z pięknem, ekskluzywnością i luksusem. Niestety odniósł w tej kwestii dotkliwą porażkę. Miejsce wygląda na zawieszone w minionej epoce, kiedy poglądy Michaela uchodziły jeszcze za normalne, a kobiety były obiektami, na które warto jedynie patrzeć, a nie słuchać i szanować.

Niedawno Michael założył konto na Instagramie. „Portal jest pełen półnagich kobiet robiących sobie selfie” – szydzi. „Ale gdyby mężczyzna podszedł do nich na ulicy i zaprosił je do siebie albo powiedział komplement, w odpowiedzi usłyszałby: »Nie jestem łatwa«”. W świecie, gdzie kobiety mają takie dziwne prawa, jak możliwość powiedzenia „nie” lub decydowania o wyborze partnerów seksualnych, dla Michaela The Contenance Club najwyraźniej stanowi ostatnią ostoję normalności.

Michael wyłącza muzykę. Nagle się spieszy – właśnie przyszedł inny dziennikarz, aby zrobić zdjęcie „najbardziej tajemniczego miejsca w Monachium”. Odprowadza mnie z powrotem na parking. Pytam, czy jest przekonany, że to wszystko wypali. „Oczywiście” – odpowiada. „Ale nawet jeśli nie, po drodze nieźle się zabawimy”.


Więcej na VICE: