LGBTQ

W jaki sposób queerowi Polacy szukają swojego miejsca w ojczyźnie

„OUT: LGBTQ Poland” to zbiór portretów i opowieści nieheteronormatywnych Polaków, które w równym stopniu podnoszą na duchu, co mrożą krew w żyłach

tekst Maciek Nabrdalik​; tłumaczenie Zuzanna Krasowska
09 Lipiec 2018, 10:02am

Portrety z OUT: LGBTQ Poland. Wszystkie zdjęcia autorstwa Maćka Nabrdalika

Jawne życie jako osoba LGBTQ w naszym bardzo katolickim, politycznie konserwatywnym kraju oraz czekanie na jakiekolwiek zmiany społeczne wymaga niezwykłej cierpliwość i wytrzymałości. W przedmowie do książki OUT: LGBTQ Poland dziennikarz Robert Rient pokazuje, że zmiany te już zachodzą: parady równości przyciągają coraz więcej ludzi, mamy wyoutowanych celebrytów (albo przynajmniej część z nich otwarcie wpiera walkę o prawa osób LGBTQ), w końcu dostrzeżono osoby queer oraz ich wpływ na kulturę, a społeczeństwo zaczęło przychylniej patrzeć na mniejszości seksualne. W zeszłym roku ponad połowa Polaków opowiedziała się za legalizacją związków jednopłciowych (dane za: sondaż IPSOS dla OKO.press). Nasz jedyny otwarcie homoseksualny prezydent miasta, Robert Biedroń, ledwo zaczął przebąkiwać na temat wystartowania w wyborach prezydenckich w 2020 roku, a już cieszy się sporym poparciem w sondażach. Niestety jednocześnie „szowinizm i mizoginia, a zatem homofobia i transfobia, wciąż mają się świetnie” w naszej kulturze – pisze Rient.

Fragmenty z OUT…, które publikujemy poniżej, pokazują zmagania osób queer w Polsce. Bohaterowie opowiadają o dzieciństwie, o zmaganiach z homofobią oraz transfobią zarówno w szkole, jak i w domu, a także mówią, w jaki sposób – już jako dorośli – starają się żyć jak najwierniej sobie samym. Jak wyjaśnił fotograf Maciek Nabrdalik, do stworzenia takich portretów zainspirowały go zdjęcia paszportowe. Twarze niektórych osób zostały ukryte, ponieważ nie czuły się one komfortowo z publicznym opowiadaniem o swojej tożsamości. Cała seria stanowi okrutne przypomnienie, że niemożność otwartego mówienia o swojej queerowości tak naprawdę jest niczym innym, jak koniecznością ukrywania się przed całym światem.

Anonim

Już od dziecka wiedziałem, że jestem chłopcem. Mam starszego brata, a większość przyjaciółek mojej matki wychowywała synów. Nie dorastałem wśród dziewczyn. Jednym z moich najbardziej intymnych wspomnień jest wejście pewnego razu do łazienki i zobaczenie, w jaki sposób mój brat robił siku. Nie usiadłem na desce sedesowej i zamiast tego spróbowałem jego metody, czyli sikania na stojąco. Właśnie wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że coś było nie tak. Miałem pięć lat.

Kiedy moje piersi zaczęły rosnąć i wsadzono mnie w mój pierwszy stanik, w końcu zrozumiałem, co się ze mną dzieje. „Jezu” – pomyślałem po założeniu biustonosza. Wiedziałem, że to był koniec. Do tego czasu wierzyłem, że może coś się zmieni. Liczyłem na to. Ale tak się nie stało. Potem zacząłem mieć okres. Każdy etap dojrzewania był dla mnie jak kolejny gwóźdź do trumny. Czułem się, jakby grzebano mnie żywcem.

Gdybym urodził się w innych czasach, być może znalazłbym wsparcie. Dzisiaj dzieciaki mogą się wszystkiego dowiedzieć z internetu. Ale moje pokolenie? Gdzie mieliśmy iść? Do szkolnego psychologa, który albo udawał, że cię nie rozumie, albo wysłał do psychiatry? Nic więcej nie mogliśmy zrobić. Nie miałem kogo o to zapytać, nie miałem z kim o tym porozmawiać. W podstawówce poszedłem do szkolnej pani psycholog. Zapytałem ją, czy może wie, kim jestem. Zupełnie mnie zignorowała – podobnie jak większość ludzi, których spotkałem. To nie tak, że celowo się wycofałem i nie chciałem z nikim rozmawiać o swoich doświadczeniach. Po prostu nie miałem się do kogo zwrócić. Nikt nie chciał mnie słuchać. Czułem się osamotniony, również przy rodzicach. Próbowałem do nich dotrzeć na różne sposoby i nie wierzę, żeby nigdy tego nie zauważyli. Nadal udają, że tego nie rozumieją, a przecież mam już 40 lat. Wielokrotnie słyszałem, jak opisywali mnie jako „chłopczycę”, ale nigdy mnie nie zapytali, dlaczego jestem taki, jaki jestem. Sam teraz też nie poruszę tego tematu, ponieważ oboje mają już po 70 lat. Nie sądzę, żeby przeżyli tę rozmowę. Zawsze powtarzam, że żywię do nich urazę. Naprawdę tak jest. Nie wyobrażam sobie, że mógłbym mieć córkę i po zauważeniu czegoś takiego, nigdy jej o to nie zapytać.

Patryk Kaczmarski

Moja mama myśli, że każdy gej nosi czarne, skórzane ochraniacze na spodnie i uprawia seks w krzakach. Dlatego przeraża ją fakt, że jej syn jest gejem. Może się boi, że ludzie będą ją wytykać palcami na ulicy. Kiedy ujawniłem się mojemu bratu, od razu powiedział, że nie ma z tym żadnego problemu, ale poprosił mnie, żebym nie mówił o tym nikomu w naszej rodzinnej Warce. Obawiał się, że mama może mieć przez to problemy. Moja mama jest fryzjerką i w czasach świetności jej zakładu ludzie poznawali ją na ulicy. Znała burmistrza i lokalne „gwiazdy”, co sprawiło, że uwierzyła, iż jest osobą publiczną. Potrafiła wpłynąć na przebieg różnych spraw i często pomagała ludziom. Ciężko pracowała na swoją reputację i być może się bała, że ludzie uznają, iż zawiodła jako matka.

Poznaję gejów po ich wzroku. Dłużej utrzymujemy ze sobą kontakt wzrokowy, zwłaszcza jeśli się sobie nawzajem spodobamy. Jednak między nami pojawia się również pewne napięcie. Jeżeli nie pogodziłeś się z faktem, że jesteś gejem, to spotkanie homoseksualisty, który się tego nie wstydzi i otwarcie daje to po sobie poznać, może cię przerazić – boisz się, że rozpozna w tobie geja, więc robisz wszystko, aby ośmieszyć tę osobę i jak najbardziej się od niej zdystansować. Możesz, na przykład, zostać homoseksualnym nacjonalistą z wytatuowaną na ciele swastyką. Znam taką osobę. Chodzi na nacjonalistyczne marsze i rzuca koktajlami Mołotowa w tłum. Jednocześnie jako gej wydaje się bardzo sympatycznym facetem, z którym miło spędza się czas.

Ostatnio się zastanawiam, czy może nie powinienem zacząć wszystkiego nowa w jakimś obcym miejscu. Może w Hiszpanii, gdzie nawet heterycy mogą wyrażać swoje uczucia względem innych heteroseksualnych mężczyzn. Nie boją się przytulać, ponieważ są zjednoczeni w swoim braterstwie.

Artur Barbara Kapturkiewicz

Jestem mężczyzną żyjącym w ciele kobiety i żywię urazę do Kościoła katolickiego. Jego nauki niszczą życie osób LGBTQ. Katechizm opisuje bycie osobą LGBTQ jako grzech, upośledzenie; mówi, że jesteśmy gorsi od heteroseksualistów. Dla mnie to niedopuszczalne. Jestem ojcem trójki dzieci oraz pediatrą i wiem, jak szkodliwe może być to przesłanie – zwłaszcza dla młodych ludzi. To niewiarygodne, że nawet teraz Kościół może używać takiego języka i mówić o ponadprzeciętnej skłonności do grzechu wśród społeczności LGBTQ. Napędza to nienawiść parafian, która potem rozprzestrzenia się na ludzi spoza Kościoła.

Należę do Kościoła katolickiego. Zostałem ochrzczony. Co tydzień chodzę na niedzielną mszę. Nie rozumiem, dlaczego według niektórych powinienem zostać z niego usunięty. Mógłbym zdecydować się na dołączenie do innego, bardziej tolerancyjnego kościoła chrześcijańskiego, ale dlaczego miałbym to zrobić? Nie rozumiem tego. Czuję jednak, że spoczywa na mnie obowiązek naprawienia mojej katolickiej społeczności. Organizacja Wiara i Tęcza powstała, aby pokazać ludziom – przede wszystkim poniżanym i obrażanym lesbijkom, gejom, biseksualistom i osobom transpłciowym – że są piękni i dobrzy oraz mogą mieć cudowne życie. Że jeśli ich relacje opierają się na miłości, to są czymś wspaniałym i cennym dla nich samych oraz dla całego społeczeństwa. Należy to uznać za dobre oblicze Kościoła. Stworzyliśmy Wiarę i Tęczę, aby ludzie poczuli się docenieni. Chcieliśmy podnieść ich na duchu i zaprosić do Kościoła – oczywiście o ile nadal chcą być jego częścią. Pragniemy wspierać się nawzajem w rozwoju oraz stworzyć pewną wspólnotę. Tym, którzy zostali wychowani, żeby się nas bać i uważać za potworów, chcemy pokazać, że jesteśmy po prostu ludźmi. Zależy nam, żeby nas poznali i zmienili zdanie.

Magda Wielgolaska

Mam trzydzieści lat i pierwszy raz w życiu mam poczucie własnej tożsamości. W dużej mierze wynika to z mojej świadomości seksualnej. Dojście do tego zajęło mi lata, ale teraz w końcu poznałam smak wolności i wiem, jak to jest być naprawdę sobą. Nigdy z tego nie zrezygnuję. Proces odkrywania tego był bardzo bolesny, szczególnie zważywszy na religijny establishment w Polsce oraz nasze opresyjne społeczeństwo.

Przez długie lata rozpaczliwe starałam się odkryć, kim naprawdę jestem. Członkowie mojej rodziny mają dość niespójne poglądy. Z jednej strony politycznie skłaniają się bardziej na lewo i tak też głosują, z drugiej są głęboko religijni. Moja mama jest katoliczką, tata zielonoświątkowcem. Miał wręcz zostać paulinem, ale moja mama zaszła w ciążę i nie został wyświęcony. Przy obiedzie nie mogłam powiedzieć, że mam dziewczynę, a tym bardziej zaprosić jej na Święta Bożego Narodzenia. Jednak w końcu sprzeciwiłam się mamie i wyznałam, że nie chcę, aby w naszej rodzinie mówiono o mnie jako o starej pannie z kotem, która nie miała wystarczająco szczęścia, żeby znaleźć sobie faceta. Powiedziałam jej też, że w końcu jestem szczęśliwa. Właśnie wtedy przestała się do mnie odzywać – czeka, aż ja przeproszę i wyjdę za mąż. To nie wchodzi w grę. Właściwie to nie mam nic przeciwko temu, że straciłam z nią kontakt. Dzięki temu nie muszę udawać, że jestem kimś, kim nie jestem.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


Z perspektywy czasu widzę, że zakochiwałam się w dziewczynach już w wieku 12 lat – ale wtedy po prostu myślałam, że tak wygląda przyjaźń. Później w stosunku do mężczyzn zachowywałam się jak koszmarna suka, ale to dlatego, że nie byłam sobą. Pewnego razu, gdy już od kilku lat byłam w związku z pewnym mężczyzną, miałam mój pierwszy sen erotyczny o kobiecie. Był tak realistyczny i inny od tego, co dotychczas mi się śniło, że obudziłam się zlana potem i pomyślałam: „Skąd to się wzięło?”. Potem okazało się, że mój sen był bardziej prawdziwy od życia, które prowadziłam. Wszystko zaczęło się układać w całość. Zapisałam się na zajęcia poświęcone gender i queer. Udawałam, że były one mi potrzebne do ukończenia kulturoznawstwa, ale tak naprawdę poszłam tam dla siebie. Byłam tam ja i 30 innych nieheteronormatywnych osób. Na początku to wszystko wydawało mi się przedziwne, ale wkrótce poznałam moją pierwszą miłość. Postanowiłyśmy się razem przeprowadzić do Gdańska, więc zorganizowałam imprezę pożegnalną, na którą zaprosiłam wszystkich moich przyjaciół. Wyjaśniłam im, co się stało i dlaczego się przeprowadzam: chciałam móc otwarcie żyć jako lesbijka. Wszyscy poczuli się zobowiązani, żeby w zamian wyznać mi jakiś swój sekret. Znajomy powiedział mi, że pocałował swoją siostrę. Koleżanka zapytała, dlaczego nie próbowałam się z nią związać.

Potem się w to wszystko zaangażowałam: dowiedziałam się, jak wygląda sytuacja osób LGBTQ w Polsce i jak działała ta społeczność. Okazało się, że jest naprawdę ciężko – trzeba być bardzo silnym, żeby umieć o siebie zawalczyć.

Wszystkie prawa do tekstu należą do Maćka Nabrdalika. Fragmenty pierwotnie ukazały się w OUT: LGBTQ Poland, opublikowanym przez The New Press. Przedruk ukazał się za zgodą autora.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US


Więcej na VICE: