Chernobyl Rave
podróże

Poszliśmy na rave w ruinach Czarnobyla

Grupa ukraińskich artystów chce odzyskać Czarnobylską Strefę Wykluczenia
Jan Bogdaniuk
tłumaczenie Jan Bogdaniuk

„To dla ochrony, sam nie wiem, przed czym” — mówi nasz przewodnik, podając nam białe kombinezony z kapturami. Tłoczymy się wszyscy z tyłu autobusu i próbujemy wciągnąć na siebie odzież ochronną.

Wszędzie dookoła pośród drzew stoją wielkie radzieckie bloki. Niezamieszkałe, ale pełne dobytku pozostawionego przez uciekających mieszkańców. Oto Prypeć. Kiedyś mieszkało tu 50 tys. ludzi. Dziś populacja miasta wynosi zero.

Reklama

Ze środka placu w opuszczonym mieście emanują kolorowe światła, tańcząc i wijąc się po pustych domach. Właśnie w tym otoczeniu odbędzie się rave.

Chernobyl-Rave-3-of-11

Uczestnicy festiwalu w kombinezonach ochronnych w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Walerij Korszunow, artysta multimedialny z Kijowa prowadzi próbę dźwięku. Jego „cyfrową rzeźbę” Artefact mamy podziwiać pośród Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia.

Eksplozja Reaktora nr 4, do której doszło 26 kwietnia 1986 roku o godzinie 1:23 w nocy, wyrzuciła w atmosferę nad Europą Wschodnią więcej radioaktywnego materiału, niż bomby zrzucone na Hiroszimę i Nagasaki razem wzięte.

Chernobyl-Rave-4-of-11

W drodze do opuszczonego miasta, w którym doszło do najgorszej nuklearnej katastrofy w historii. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Nim nadszedł ten pamiętny dzień, Prypeć uważano za wzorowe miasto. Wielu obywateli ZSRR marzyło, by zamieszkać w nowej osadzie zaprojektowanej specjalnie dla pracowników elektrowni jądrowej.

Czarnobyl uznawano za klejnot w koronie Związku Radzieckiego — idealny przykład zaangażowania politbiura w czystą, zieloną, bezpieczną energię nuklearną. Również warunki mieszkalne nie odbiegały poziomem: supermarket pełen trudnych do dostania artykułów, lodowisko, basen i lunapark dla dzieci robotników.

Chernobyl-Rave-2-of-11

Wewnątrz Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia w Rejonie Iwanowskim na północy Obwodu Kijowskiego. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Po katastrofie Moskwa nabrała wody w usta. Dopiero pracownik szwedzkiej elektrowni jądrowej oddalonej o ponad 1,5 tys. kilometrów podniósł alarm po tym, jak miejscowe liczniki Geigera oszalały. Mieszkańcy Prypeci, którym powiedziano, że nie ma się czego obawiać, kontynuowali swoje codzienne życie. Dopiero 36 godzin później władze postanowiły ewakuować całe miasto w zaledwie 2 godziny. Do tego czasu Prypeć zdążyła przesiąknąć promieniowaniem.

Reklama

W białoruskiej instytucji dla ofiar Czarnobyla

Choć brak jednolitych danych jak wiele szkód wyrządziła eksplozja, niedawne badanie Światowej Organizacji Zdrowia ustaliło, że katastrofa mogła doprowadzić do nawet 4 tysięcy przedwczesnych zgonów, a także wielu wad wrodzonych i niepełnosprawności.

W drodze do Artefactu natrafiamy na upiorne wesołe miasteczko. Datę otwarcia wyznaczono na 4 dni po eksplozji, ale po ponad 32 latach wciąż stoi w całkowitym bezruchu.

Chernobyl-Rave-Art-1-of-1

Upiorne wesołe miasteczko w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Fot. dzięki uprzejmości Unsplash

W polu widzenia pojawia się diabelski młyn, który w popkulturze doczekał się statusu dystopijnego symbolu. W niezliczonych postapokaliptycznych filmach bohater (lub antybohater) idzie przez miasto, które wygląda na opuszczone, ale wciąż mogą mieszkać w nim nieumarli. Przeważnie ich ulubionym punktem spotkań jest diabelski młyn. Wokół niego zbudowano całą grę z cyklu Call of Duty.

„Czuję się, jakbym był na planie filmowym” — mówię do jednego z moich towarzyszy. „Tak. Ale to jest prawdziwe” — odpowiada. „Właśnie na tym opierają się wszystkie filmy”.

Po diabelskim młynie mijamy zastygłe elektryczne samochodziki i karuzelę. Ktoś z naszej grupy chwyta za nią i ciągnie. Z konstrukcji wydobywa się najpierw głuchy chrobot, a potem przeciągły, metaliczny zgrzyt, gdy oś zaczyna się pomału obracać. Pomalowane na czerwono krzesełka przesuwają się przed naszymi oczami. Mam wrażenie, że widzę, jak ze starych mechanizmów karuzeli unosi się chmura pyłu, więc szybko odchodzę.

Chernobyl-Rave-Art-1-of-2

32 lata od katastrofy diabelski młyn w Czarnobylu wciąż stoi bez ruchu. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Czarnobyl stał się swego rodzaju mitem — czymś w stylu nuklearnej Bab y Jagi. Mało kto tu przyjeżdża, ale wszyscy wiedza o tym miejscy i się go boją. Nad samym słowem ciąży dziś Prawo Godwina: Czarnobyl to spowodowana przez człowieka katastrofa, która wisi nad każdą rozmową nad rosnącym zapotrzebowaniem na energię dla siedmiu miliardów ludzi.

Reklama

Atom dla Polski

Na świecie trwają obecnie prace na 50 nowymi reaktorami, w tym nad pływającą w morzu elektrownią atomową nieopodal rosyjskiego Murmańska. Wszystko to czasach gwałtownych anomalii pogodowych i coraz częstszych katastrof naturalnych. Jednak choć w rzeczy samej dostarczają czystej, zielonej energii, perspektywa „drugiego Czarnobyla” wystarczy, by wzbudzić kontrowersje wokół każdego z tych projektów.

Do „Zony” docieramy nad ranem, jadąc wzdłuż Dniepru od Kijowa. Brzozowe zagajniki ustępują miejsca ciężkim od śniegu sosnom, a znaki drogowe ostrzegają przed niedźwiedziami i wilkami.

Chernobyl-Rave-1-of-11

Samotny krzyż wisi nieopodal radzieckiego bloku. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

W końcu las się przerzedza. Nagle po obu stronach dostrzegamy mur. Żołnierze w pełnym kamuflażu każą nam wysiąść z autobusu i się wylegitymować.

Nieopodal posterunku stoi cerkiew. Przy wejściu widnieje złoty krzyż i obraz Madonny. Zerkam do środka. Świątynia jest pełna porąbanego drewna. Przez witraż w kształcie zachodzącego słońca wpada światło. W tygodniach po katastrofie bibliści wskazywali na Księgę Objawienia, która przepowiada, że z nieba spadnie gwiazda i zatruje świat. Imię tej gwiazdy to Piołun, co można przetłumaczyć na ukraiński jako Чорнобиль (Czarnobyl).

Jednak organizatorzy Artefactu zapewniają, że w „Zonie” jest bezpiecznie. Po wybuchu potrzeba było pół miliona robotników, tzw. likwidatorów, oraz ponad sześciu miesięcy pracy, by przykryć reaktor wielką, podobną do krypty konstrukcją, zwaną Sarkofagiem. Z pomocą Unii Europejskiej prace nad Sarkofagiem uznano za zakończone w maju 2018 roku (choć robotnicy przyznają, że trzeba go będzie wymienić w ciągu stu lat).

Reklama
Chernobyl-Rave-7-of-11

Licznik Geigera w Strefie Wykluczenia. Niecodzienny element festiwalowego wyposażenia. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Na konferencji prasowej zwołanej na placu około 100 metrów od reaktora Switłana Korszunow, kuratorka Artefactu powiedziała do nas: „Witajcie w Strefie Wykluczenia. To miejsce istnieje w świadomości ludzi na całym świecie przez tragedię. Jednak my sprawiliśmy, że Czarnobyl jest mniej szkodliwy dla środowiska. Jesteśmy bezpieczni. Przychodzimy tu, by zmienić historię Czarnobyla”.

Rave'y zabrały mi palec

Wśród tematów zaprzątających myśli organizatorów Artefactu jest kwestia fake news. To jeden z głównych przedmiotów ich dzieła sztuki / rave’u / happeningu — i nie tylko dlatego, że to jedno z najpopularniejszych słów roku.

„Czarnobyl był nie tylko katastrofą atomową, ale też informacyjną” — mówi mi Walerij Korszunow. Zaznacza, że według naukowców jeszcze przynajmniej pięć pokoleń Ukraińców będzie odczuwać skutki katastrofy. „Mamy nadzieję, że aktywacja Artefactu będzie pierwszym krokiem ku przemyśleniu informacyjnej tragedii Czarnobyla” — dodaje.

Chernobyl-Rave-Art-x-1-of-1

Reaktor atomowy w Czarnobylu wraz z sarkofagiem. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Bez wątpienia reakcja Związku Radzieckiego na katastrofę była do cna cyniczna. Radiowa cisza ze strony Moskwy panowała aż do 28 kwietnia, gdy politbiuro wydało 15-sekundowe oświadczenie w wieczornych wiadomościach: „W czarnobylskiej elektrowni atomowej doszło do wypadku”. Następnie poinformowało, że „zapewniono pomoc” poszkodowanym i „rozpoczęto prace komisji dochodzeniowej”.

Kilka dni później „Moscow News”, anglojęzyczna gazeta autoryzowana przez politbiuro opublikowała wstępniak pod tytułem: „Trująca chmura antysowietyzmu”. Artykuł oburzał się przeciwko „przemyślanej i sprawnie zorganizowanej kampanii”, która miała „zatuszować zbrodnicze akty militaryzmu USA i NATO wymierzone w pokój i bezpieczeństwo”.

Reklama

„Jednym z głównych celów aktywacji Artefaktu w Prypeci jest skłonienie do myślenia, jak bardzo informacja może być manipulowana, ukrywana lub zniekształcana” — wyjaśnia Korszunow. „Ponieważ to może mieć naprawdę koszmarne konsekwencje”.

Chernobyl-Rave-6-of-11

Niesamowite zielone światła tańczą nad opuszczonym miastem. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

Odnosi się do współczesnej „hybrydowej” wojny między Ukrainą i Rosją. „Dziś nasza telewizja rozsiewa nie mniej propagandy, niż za sowietów” — mówi.

Sama aktywacja robi spore wrażenie. Tłum ludzi tańczy do dźwięków electro płynących z głośników ustawionych na głównym rynku Prypeci. Światła skaczą po opuszczonych betonowych blokach. Na dwóch ekranach wyświetlane są wizualizacje nawiązujące do klasycznego filmu Andrieja Tarkowskiego Stalker z 1979 roku, który, osadzony w tajemniczej strefie zamkniętej, zdaje się zwiastować katastrofę.

Chernobyl-Rave-10-of-11

Pierwszy atomowy rave w Prypeci. Fot. dzięki uprzejmości Artefact

„Czuję się jak na Glastonbury, a jest 4 rano” — mówi mój kolega. „Tyle że…”. Rozglądamy się wokół. Poza naszą wygrodzoną strefą w półmroku widać grupki żołnierzy. Niektórzy kiwają się do rytmu. Podchodzi do nich kilku miejscowych i częstuje wódką, ale dostają surową reprymendę. Temperatura spada — jest minus sześć stopni — ale na placu muzyka wciąż huczy i pulsuje, a światła wpadają do kuchni, sypialni i salonów, w których nikt już nigdy nie zamieszka.

Po powrocie do hotelu myję buty pod prysznicem. Śni mi się lunapark pełen dzieci pokrytych pyłem oraz dudnienie elektronicznej muzyki.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Reklama