Reklama
Kultura

„Oni żyją” Johna Carpentera to najbardziej aktualny film lat 80.

Od premiery kultowego filmu Carpentera minęło 30 lat, ale dziś potrzebujemy go bardziej, niż kiedykolwiek przedtem

tekst Beckett Mufson; tłumaczenie Dominika Skórzewska
14 Listopad 2018, 10:23am

Od premiery filmu o pozaziemskiej inwazji Oni żyją Johna Carpentera minęło niedawno 30 lat. Oparty na komiksie i opowiadaniu autorstwa współpracownika Philipa K. Dicka, Raya Nelsona, film jest charakterystyczną dla Carpentera mieszanką założeń koncepcyjnych wysokich lotów oraz niskobudżetowej realizacji. Bezdomny pracownik fizyczny John Nada (zawodowy zapaśnik „Rowdy” Roddy Piper) znajduje parę okularów przeciwsłonecznych, które pokazują mu, że kosmici zinfiltrowali Ziemię. Najeźdźcy połączyli siły z bogatymi, by zarabiać na masach i utrzymać ich w stanie uśpienia dzięki kontroli umysłu. I jakżeby inaczej – kto może położyć kres panowaniu cholernie brzydkich drani z kosmosu, jeśli nie menel ze spluwą?

Kiedy film trafił do kin w 1988 roku, „New York Times” określił go, jako „bełkotliwe kino klasy B”. „Washington Post” nazwał go z kolei „absurdalnym”. „Chicago Reader” uznał go za „ideologicznie niespójny”. I żadna z tych gazet się nie myli, serio. Scenariusz napisany przez Carpentera pod pseudonimem Frank Armitage – tak też nazywa się bohater filmu, którego gra Keith David – jest dokładnie taki, jak w powyższych recenzjach, a w dodatku moralizatorski. Ksiądz dosyć dokładnie podsumowuje całą fabułę w ciągu pierwszych 10 minut. Gdy Nada odkrywa zagrożenie ze strony kosmitów, zachowuje się jak żądny krwi szaleniec. Choć Carpenter nazwał kiedyś swoje dzieło dokumentem, film jest jawnie, radośnie absurdalny. Krytycy się nie pomylili, ale nie mogli przewidzieć, jaki wpływ będzie miał ten głupi, bystry, niepoprawnie odważny film.

Carpenter w komitywie ze swoim gadzim mózgiem tworzą pesymistycznie, cholernie dobre filmy takie jak Coś czy Ucieczka z Nowego Jorku – rzucają one światło na mroczne lęki ludzkiej wyobraźni. Jego pomysły na temat wizualizacji terroru przenikają kulturę międzynarodową i trudno o lepszy przykład jego wpływu niż Oni żyją. Akurat ten film został sparodiowany niezliczoną ilość razy, z drugiej strony był również wykorzystywany w eksperymentach filozoficznych, politycznej propagandzie i dyskusjach o reklamie. Jego symbolika przyciąga artystów, od magnata mody ulicznej Sheparda Faireya, po niezależnych twórców GIFów zamieszczonych w tym artykule. Twórcy memów wykorzystują to dzieło jako kopalnię pomysłów na niezliczonych momentów objawień i teorii spiskowych. Niektórzy łączą Oni żyją z opisem Eschatonu i Apokalipsy, no bo jakżeby inaczej. W ten czy inny sposób, Oni żyją przemawia do ludzi.

Tandetny film klasy B o budżecie 3 milionów porwał wyobraźnię widzów, odkąd całkowity zysk przebił tę sumę ponad czterokrotnie. Trzy dekady później kicz z lat 80., który cechuje ten film, nie jest błędem, a funkcją. Słynna kwestia: „Przyszedłem tutaj, by żuć gumę i kopać tyłki. A guma właśnie mi się skończyła” teraz jest pewnego rodzaju wisienką na torcie politycznego komentarza. Widzowie mogą się pośmiać, rozważając główną ideę filmu, która pozostaje aktualna: nasza uwaga jest odwracana od ważnych kwestii za pomocą reklam, konsumpcji i pogoni za bezsensownymi symbolami statusu.

To proste przesłanie było wielokrotnie interpretowane, podobnie jak logo Nike – i dlatego przetrwało tak długo. Ten sam płytki pomysł, krytykowany przez „Chicago Reader”, sprawia, że film poddaje się coraz to nowym interpretacjom i wciąż pozostaje aktualny.

They Live Meme
Duxik

Żadna organizacja kontrolująca świat, która przypominałaby iluminatów, raczej nie istnieje (chyba że weźmiemy pod uwagę Facebooka i Google’a), ale dobrze wiadomo, że reklama i marketing mają na celu manipulowanie konsumentami. Badania szacują, że w latach 70. przeciętny Amerykanin widział około 500 reklam dziennie. W 2006 roku liczba ta zwiększyła się dziesięciokrotnie. W 2018 roku jedno badanie sugeruje, że każdy Amerykanin poświęca dziennie prawie dwie godziny na reklamy. Lęk jest jednym ze skutków ubocznych stałej ekspozycji na media i ludzie chcą to zmienić. Grupa hakerów stworzyła działający prototyp okularów żywcem wyjętych z Oni żyją, blokujących niechciane reklamy.

Łatwo utożsamiać się z Nadą, który zakłada okulary – pokazują mu one, że kosmici kontrolują świat. Widzi zmysłowe zdjęcie kobiety w bikini, które zamienia się w „WEŹ ŚLUB I ROZMNAŻAJ SIĘ”. Okładki czasopism wymagają od czytelników, by ci „KUPOWALI” i „POZOSTALI UŚPIENI”. Każdy banknot zadrukowany jest słowami „TO JEST TWÓJ BÓG”, a reklama firmy przetwarzającej dane brzmi „BĄDŹ POSŁUSZNY”.

Te pojęcia są niejasne, ale zawsze w modzie. Ani kosmici, ani człowiek, który z nimi walczy, nie mają żadnej szczególnej ideologii poza władzą. Chodzi im wyłącznie o swobodę w rabowaniu klasy niższej i wolności od bycia obrabowanym. Ten film był aktualny w czasach Reagana, w zachłyśniętych umierającym amerykańskim snem latach 90., jest aktualny w dzisiejszym późnym kapitalizmie i pozostanie aktualny, dopóki będzie istniał podział na tych, którzy mają i tych, którzy nie mają.

Pomijając ideologię, film Oni żyją jest aktualny nie dzięki swoim dystopijnym ideom, ale ze względu na ich proste rozwiązanie. W czasach, gdy świat staje się coraz bardziej podzielony – a raczej bardziej świadomy swoich podziałów – fantazjowanie o technologii, która mogłaby sprawić, by wszyscy stanęli po tej samej stronie to piękny eskapizm.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE US.


Więcej na VICE: