FYI.

This story is over 5 years old.

komentarz

Gdzie są „obrońcy życia”, kiedy żywi ludzie potrzebują pomocy?

Przekaz działaczy tzw. pro-life sprowadza się do postawy: rodźcie, a co potem, to już wasza sprawa

Na zdjęciu przeciwnik aborcji podczas demonstracji w Warszawie w 2014 roku. Fot: Paula Kamińska

„Wstrzymano dotacje dla niepełnosprawnych muzyków" – donosi TVN. „PiS wydaje wyrok na chore dzieci" – biuletyn Polskiego Stronnictwa Ludowego komentuje planowane cięcia w budżetach szpitali. W tym czasie na  finansowanie wyrobów medycznych z państwowych funduszy przeznacza się u nas tyle, co w 4-krotnie mniejszej od Polski Słowacji – podaje prawniczy portal Wolters Kluwer.

Reklama

To efektowne nagłówki i chwytliwe porównania często wyjęte z szerszego kontekstu. Jednak w dyskusjach na temat przyszłości Polski bardzo często słyszymy argumenty natury etycznej („sumienie" przeciwstawiane „wolności", moralność religijna przeciwstawiana tej wynikającej z codziennego doświadczenia), natomiast niewiele tych, które odnoszą się do realiów życia we współczesnej Polsce. Słynna ustawa nazwana „Za życiem", zakładająca jednorazowe wypłacenie 4 tys. rodzicom niepełnosprawnego dziecka wydaje się żartem (kiedy piszę to zdanie, za oknem widzę bilbord jednego z biur podróży, zachęcający do wydania 3999 zł na zimową wycieczkę do Meksyku). Jednocześnie wg GUS obecność osoby niepełnosprawnej w rodzinie często wiąże się ze skrajnym ubóstwem.

Przekaz „obrońców życia" brzmi: rodźcie, a co potem, to już wasza sprawa. W idealnym świecie organizacje pokroju Ordo Iuris – która zaciekle walczyła wiele miesięcy o całkowity zakaz aborcji, a teraz promuje wystąpienia antyaborcyjnych ideologów na polskich uniwersytetach – włączałby się w dyskusję o życiu dzieci, których rodzice rozważali usunięcie płodu. Jak kształtować prawo, żeby młode matki bez perspektyw zawodowych albo żyjący w kawalerkach rodzice dzieciaków z ciężkimi niepełnosprawnościami mogli zapewnić swojemu potomstwu (i sobie) życie warte bronienia? Ale nie żyjemy w idealnym świecie, tylko w Polsce 2017 i na takie pytania mało kto szuka odpowiedzi, a już raczej nie środowiska tzw. pro-life.

Nigdy nie chciałem uchodzić za wroga katolików, tradycji i wszystkiego, co patriotyczne. Nabijanie się z kogoś dla samego nabijania zostawmy polskim jutuberom. Jednak kiedy ktoś reprezentuje pozycje siły (jak konserwatyści i Kościół w naszym kraju), moglibyśmy oczekiwać, że spróbuje rozwiązać poważne problemy współczesności, zamiast karmić nas bajkami o husarii i Żołnierzach Wyklętych. Marzę o Polsce, w której „prawacy" potrafią te problemy bezbłędnie wskazać i dyskutować o nich z tymi, których zdanie niekoniecznie pokrywa się z ich własnym.

No, ale czas na powrót do rzeczywistości.