Tekst ukazał się pierwotnie w VICE US, w dziale „Skinema"
Mój kumpel Eddie Peralta pracuje jako tatuażysta w New Jersey. Próbowałem przekonać go do wydania książki o wszystkich gównianych pomysłach na tatuaże, jakie przez lata musiał wprowadzać w życie, jednak on odmówił. Nie jestem pewien, czy współczuje ludziom, którzy muszą pokazywać się na co dzień z tymi „dziełami sztuki", czy może wstydzi się, że byłoby z nimi kojarzone jego nazwisko. Cokolwiek nim kieruje, wyrządza światu wielką szkodę, nie dzieląc się zdjęciami swoich prac z czasów, kiedy to wyrabiał sobie markę, permanentnie rujnując ludziom skórę w podejrzanej części miasta Elizabeth.
Żeby nie było wątpliwości, muszę wspomnieć, że Eddie jest świetnym tatuażystą, ale we wczesnych latach pracy jego talent niewątpliwie marnował się na robieniu niewyobrażalnie złych tatuaży. I nie mam tu na myśli ironicznych hipsterskich dziar przedstawiających smażony boczek czy Rambo. Mówię o złożonych w modlitwie dłoniach ściskających maczetę albo pistolet maszynowy gotowy na świętą wojnę. Eddie pokazał mi tyle epickich fotek, że z trudem przypominam sobie moją ulubioną.
Mógł to być wielki japoński symbol oznaczający siłę ze słowem „siła" napisanym 244-punktową czcionką w nawiasie poniżej – dokładnie tak, jak był pokazany w katalogu. Eddie próbował wyperswadować klientowi angielskie tłumaczenie pod znakiem i powiedział:
– Hej, stary. To będzie zbyteczne.
Jednak angielski tego kolesia nie był o wiele lepszy niż jego japoński. Odwrócił się do swoich znajomych i powiedział:
– Widzicie? Typ mówi, że moja dziara będzie zbyteczna, ziom!
Jestem całkiem pewny, że większość tych zdjęć zrobiono w połowie lat 90., bo wyraźnie pamiętam jedno przedstawiające seksowną BBW z wielkimi, jędrnymi cyckami. Zapłaciła Edowi, żeby pokrył jej lewą pierś wizerunkiem Tupaca, a prawą portretem Biggiego Smallsa. Zgodnie z jej życzeniem wytatuował pomiędzy nimi uświęcone serce, a poniżej słowa „forever in my heart".
Pamiętacie teledysk do singla Snoop Dogga z 1993 roku Who Am I? To ten, w którym Snoop i jego ziomki zamieniają się w sforę psów (co, jak przypuszczam, było zainspirowane klasycznymi obrazami C.M. Coolidge'a przedstawiającymi psy grające w pokera). Był to jeden z niewielu przebojów z Zachodniego Wybrzeża, który osiągnął wielki sukces również wśród wschodniej, często anty-G-funk-rapowej publiczności.
Wszystko wskazuje na to, że ten kawałek naprawdę trafił do pewnego kolesia w Elizabeth. Przyszedł on do zakładu Eda, chcąc wytatuować sobie na ramieniu swoich trzech synów. Wziął z sobą najwyraźniejsze zdjęcie tych młodych mężczyzn, jakie miał, i poprosił Eda o naszkicowanie portretu. Zanim ołówek Eda dotknął papieru, kochający ojciec poprosił go o zaimprowizowanie jeszcze jednej rzeczy. Najpierw zapragnął, by wszyscy trzej mieli na głowach czapki. Jak powiedział, oni zawsze chodzili w czapkach. Najmłodszy nosił bejsbolówkę, zawsze daszkiem do tyłu. Najstarszy syn nosił Kangola, zawsze przekrzywionego. Środkowy syn nie miał ulubionej czapki, więc ojciec powiedział Edowi, żeby narysował go w dowolnym nakryciu głowy, chociaż najbardziej chciałby, żeby był to kapelusz typu fedora. Ed wysłuchał go uważnie i zabrał się do pracy.
– Och – zagaił ojciec. – Myślisz, że mógłbyś ich narysować jako nieco młodszych? Nie jak dzieci, ale żeby wyglądali młodziej.
Ed uśmiechnął się, przytaknął i wrócił do rysowania.
– A, jeszcze jedno – powiedział ojciec. – Możesz ich narysować jako pitbule?
Ed zwrócił się ku niemu, podniósł fotografię i zapytał:
– Dlaczego więc przyniosłeś mi to zdjęcie?
– Jako punkt odniesienia – stwierdził rzeczowo ojciec.
Wtedy Ed zaczął szkicować najwspanialszy portret pitbuli w czapkach, jaki widziałem. Mógłby być lepszy tylko wtedy, jeżeli grałyby w pokera lub rzucały kośćmi.