FYI.

This story is over 5 years old.

Kultura

​Poszedłem do galerii, by dowiedzieć się, jak osiągnąć bogactwo

Na wystawie „Bogactwo" nie znalazłem Testovirona ani odpowiedzi na kilka frapujących mnie pytań, ale i tak było ekstra

„A wy co, biedaki", czyli rozbite szampany Gregora Różańskiego. Wszystkie zdjęcia: Maciek Piasecki

Prawdopodobnie nigdy nie będę bogaty. Mam tendencję do wydawania kasy na rzeczy, których absolutnie nie da się postrzegać w kategorii „inwestycji w przyszłość", nie posiadam bogatych starych, a moje pomysły na biznes zdobywają może i sporo lajków na FB, ale to zwykle dlatego, że zawierają w sobie wilkołaki, wojny robotów i walkę z seksizmem, a nie coś, co można by zaprezentować na spotkaniu z inwestorami. Kiedy oglądałem słynne Bogactwo Testovirona, oczywiście miałem bekę – ale w głębi duszy zastanawiałem się, czy aby na pewno podjąłem w życiu właściwe wybory.

Reklama

Fragment „Midasa" Maurycego Gomulickiego

Sztuka nie jest zwykle czymś, co może rozwiązać twoje ekonomiczne problemy, jednak pozwala trochę lepiej zrozumieć to, co dzieje się w okół ciebie. Dlatego – aby lepiej zrozumieć istotę bogactwa – poszedłem na wystawę „Bogactwo" do Zachęty, aby spróbować zrozumieć, co czyni nas bogatym (będę w tym artykule wiele razy powtarzał to słowo, ponieważ samo wstukiwanie go na na klawiaturze sprawa, że czuję delikatny splendor).

Radek Szlaga, „B"

Pierwsze, na co się natknąłem, to praca mojego starego znajomego, Gregora Różańskiego. Gregor, w geście swagu, budżet na stworzenie pracy w wysokości minimalnej krajowej postanowił wydać na zakup kilku butelek szampana Moet, napoju polskiej klasy aspirującej do wyższej-średniej. Nie załapałem się jednak na kieliszek po znajomości, ponieważ Gregor wszystkie butelki roztrzaskał – jak mówi, nawiązując do stereotypu „marnotrawstwa publicznych pieniędzy" przez instytucje sztuki, przez ich krytyków punktowane przy użyciu przykładu rzeźby Jana Pawła II drugiego przygniecionego przez meteoryt Maurizio Catellana albo akcji obierania ziemniaków Julity Wójcik.

Fragment instalacji „Robin Hood" Tomasza Mroza

Jednak wystawa nie skupie się tylko na bogactwie w rozumieniu wydawania bądź gromadzeniu hajsu. Rysunek Radka Szlagi przedstawia pewne spektrum niczym z wyniku internetowego testu (takiego, gdzie możesz sprawdzić, czy jesteś libertarianinem, lewicowym liberałem, czy konserwatywnym prawicowcem) – po lewej „bogactwo", po prawej „bieda", na dole „bankructwo", na górze „Bozia" – każdy może się zastanowić, gdzie na osi bogactwa materialnego i duchowego się znajduje.

Reklama

Obok wisi obraz Radka z psychedelicznie wykoślawionym wizerunkiem stówy (stów jest zresztą na tej wystawie dużo więcej) – nawiązanie do rzucania banknotem, chociaż zgodziliśmy się w rozmowie z Radkiem, że walizki Jagiełłów mają o wiele niższą moc symboliczną, niż te z Benjaminami Franklinami (czyli amerykańskimi setkami). Czy to się zmieni? I dlaczego nikt nie używa jeszcze walizek rubli ani chińskich juanów? Czekam też na trapowy projekt, gdzie w powietrzu będą latać ukraińskie hrywny.

Radek Szlaga, „Chodzi tylko o jagiełłów"

Był też samozwańczy „hedonista krytyczny", czyli Maurycy Gomulicki – z gigantyczną ścianą pomalowaną w symbole (loga?) najważniejszych światowych walut, dziś stanowiących markę samą w sobie, a z drugiej strony reprezentujących wartość, jaką może dodawać dziś samo nalepienie na czymś logo. Był też ogromny lustrzany diament, który z pewnością posłuży do bardzo wielu selfie oraz piękna w stylu waza nouveau-riche, wypełniona tanią (choć nie tandetną) złotą biżuterią. Gomulicki zwrócił uwagę przede wszystkim na bogactwo aspiracyjne, wyobrażenie o luksusie, który pozwala wyróżnić się z bezimiennego tłumu.

Rafał Dominik, „Scirocco"

Trochę zawiodło mnie niedoreprezentowanie kobiet w pierwszej sali wystawy (ale wiadomo, bogactwo to w końcu męska rzecz, a kobieta ma być uległą gąską), za to druga zrekompensowała to z nawiązką. Praca Amberkebab Marii Toboły, składająca się z wielkiego sztucznego bursztynu, obracającego się na kebabowym ruszcie to jedna z najwspanialszych syntez polskości, z jakim dane mi było obcować w ostatnim czasie. Albo i życiu. „Poczuj uzdrawiającą moc KEBABU i orzeźwiający powiew LUKSUSU" – pisała na Faceboku Klaudyna, upotwarniając język reklamowych haseł, które już od dawna próbują nam wcisnąć nie towary, ale poczucie ekskluzywności. Obok Ewa Axelrad odniosła się do intymnych relacji między ciałem a pieniądzem, opowiadając historię złotego zęba, który kupiła w USA, a Monika Kmita pokazała na zdjęciach chłopomańsko fascynujący motyw gangsterskiego swagu, prezentując swoją sesję pełną hajsu, pistoletów i złotych zegarków, wykonaną wcześniej dla jednego z polskich „luksusowych" magazynów.

Reklama

Sztuka nie tylko do palenia. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


I chociaż wystawa robi piękne wrażenie (w końcu od bogactwa niedaleko do splendoru) i z pewnością chciałbym wstawić z niej prawie wszystko na Tumblra, to pojęcie bogactwa przekazano na niej dość wybiórczo. Motyw pieniądza, towaru luksusowego i aspiracyjnych dążeń został wyeksploatowany intensywnie – zabrakło jednak trudnych pytań, które można by w odniesieniu do bogactwa zadać. Z czego wynika swoista niechęć biednych do bogatych (i vice versa)? Czyim kosztem utrzymuje się bogactwo i dobrobyt Europy? Jak stosunki materialne mogą kształtować relacje przemocy? Jak bieda i bogactwo (duchowe i materialne) budują różnice między ludźmi? I co mam zrobić, aby przestać być biednym, skoro założyłem już firmę, a w portfelu nadal słabo?

Siata projektu Witka Orskiego wraz z ewidentną inspiracją

Chciałbym poznać próby odpowiedzi na te pytania. Dostałem jednak piękną siatę w stylu bazarowego Bossa z napisem „Bogactwo" (dostać możesz i ty, bo to egalitarna praca Witka Orskiego – jak mówi Witek, na razie popyt przewyższył podaż, ale planowana jest kolejna seria siatek, które wedle jego zamierzeń będą dodawane do biletu). Też fajnie.

Śledź Maćka na Twitterze