FYI.

This story is over 5 years old.

Newsy

​Zapytaliśmy ludzi, którzy utrzymują się z kultury, co sądzą o piractwie

W Polsce ujęto osobę odpowiedzialną za prowadzenie jednego z największych katalogów torrentów. Postanowiliśmy sprawdzić, czy ludzie, którzy utrzymują się z kultury też czasem „piracą"
22.7.16

Źródło: wiki.commons

Bądźmy szczerzy ze sobą – ludzie, którym nigdy nie zdarzyło się nigdy czegoś „spiracić" są tak rzadcy, jak dobrze zrobiona jajecznica. Według raportu NCK (Narodowe Centrum Kultury) 77% Polaków w wieku od 15 do 24 lat używała internetu w celach kulturalnych, jednak nie wiadomo czy legalnie, czy nie, ale jak się okazuje ilość nielicencjonowanego oprogramowania spadła w Polsce poniżej 48%, więc piractwo jest w odwrocie. Niestety nie udało mi się znaleźć aktualnego raportu, który konkretnie traktowałby o skali piractwa w Polsce.

Serwisy uwielbiają grzmieć na temat konsumpcji kultury poza legalnym obiegiem, szczególnie teraz, gdy ujęto w Polsce prowadzącego jeden z największych katalogów torrentów. Mogę tylko snuć przypuszczenia o skali piractwa nad Wisłą, ale wiem, że w temacie gier – obładowanych ilością zabezpieczeń – moi znajomi dzielą się na dwie grupy: tych, którzy kupują je z powodów ideologiczno-wygodnych oraz tych, którzy nie kupują ich z powodów ideologiczno-wygodnych. Pierwsi są zbyt leniwi, by chciało im się bawić z łamaniem rzeczonych zabezpieczeń i chcą wspierać twórców, drudzy grzmią o wielkich koncernach i ich wygórowanych cenach za dystrybucje towaru albo są zbyt leniwi, by ruszyć się do sklepu.

Reklama

Jeżeli chodzi o muzykę, jej świetnym źródłem stało się teraz Spotify, ale i tak, jeżeli jesteś prawilną mordką spod bloku to hasło „Kupujcie polskie rap płyty" masz wryte głęboko w sercu. Filmy mają najgorzej. Raz złamane przez pirata, po pobraniu nie wołają o dodatkowe licencje, a ściągający dostaje prosty w obsłudze plik. Te natomiast są w coraz wyższej jakości, często posiadają polskie napisy i lektora. Piractwu też sprzyja rozproszenie na rynku polskiego VoD. Jedyna sensowna usługa HBO GO musi być zakupiona z inną ofertą (telewizją cyfrową, abonament telefoniczny), a ten słynny Netflix to poza autorskimi pozycjami okazał się dla wielu może nie porażką, ale na pewno srogim zawodem.

Jak dla mnie cała sprawa rozgrywa na osi: poczucie winy – budżet – wygoda. Wśród moich znajomych trudno mi przypomnieć sobie osobę, która w piractwie nie widzi nic złego albo się nim szczyci. Zdecydowana większość mówi i zachowuje się, jakby to był powód do wstydu. Chęć pozostania w czole peletonu kulturowego, często przysłania poczucie nieprzyzwoitości i pusty portfel, który w innych okolicznościach mógłby je ugasić. Oczywiście, bywają też zwykłe sknery, które zamiast wspierać twórców, wolą przyoszczędzić. Postanowiłem przepytać ludzi, którzy na co dzień utrzymują się z „wytwarzania" kultury co sądzą o piractwie.

Ada, artystka tworząca biżuterię

Bardzo lubię chodzić do kina, oglądać filmy i robię to naprawdę często. Jak tylko mogę, to biorę udział w festiwalach filmowych – właśnie trwają Nowe horyzonty we Wrocławiu, a mnie tam nie ma….

Reklama

Jednak nie wszystkie filmy, które chce obejrzeć, są wyświetlane w kinach, albo na festiwalach. Dlatego nie ukrywam, że często zdarza mi się ściągać filmy (seriali raczej nie oglądam), które bardzo chcę obejrzeć i których nie ma w legalnym obiegu. Ściągam stare i nowe produkcje, czasem takie, które nie miały jeszcze polskiej premiery. Ale oczywiście muszę podkreślić, że najfajniej i najlepiej ogłada się filmy w kinie, na dużym ekranie.

Tylko raz ściągnęłam polski film – Idę Pawlikowskiego. Kajam się – zamiast pójść do kina obejrzałam ten film w domu. Mam zasadę, że nie ściągam polskich filmów – po pierwsze dlatego, że naprawdę chcę wspierać polskich twórców, a po drugie słyszałam, że ściąganie polskich filmów jest bardziej niebezpieczne niż ściąganie zagranicznych (troszkę boje się, że kiedyś dopadnie mnie policja, w końcu dopuszczam się przestępstw).

Nie wiem dlaczego, ale nie oglądam filmów online – może to przez nękające mnie tam reklamy?

Alek, krytyk sztuki

Nie wyobrażam sobie życia krytyków bez torrentów. Masz 16 lat i chcesz oglądać Bergmana. Ja chciałem. Box w Empiku kosztował ile? 250 złotych. A ty chcesz zobaczyć, więc ściągasz. Dla mnie torrenty były rajem. Większość naszych starych nie miała super kolekcji płyt z muzyką, mogli ci coś polecać, mogli pokazywać, ale jak się okazało, że nagle możesz mieć na twardym dysku całą dyskografię Led Zeppelin, to siurałeś po gaciach. Ja siurałem, choć wiem, że dałem zarobić złodziejom, że reklamy, że wirusy. Przypomina mi się jedna sytuacja: mieliśmy zajęcia z kina skandynawskiego, filmy Drayera. Skąd, kurwa, wziąć filmy Drayera? Zatoka Piratów, uszanowanko, wszystko było. I serio, nie miałem moralnego poczucia straty, że pobrałem ten film z torrentów.

Reklama

Kamila, dziennikarka freelancerka

Ja jestem strasznym nudziarzem, nie oglądam prawie wcale filmów i seriali (poza Teorią wielkiego podrywu), bo mnie okrutnie męczą, więc wszystkie moje potrzeby w tej kwestii zaspokaja jeden z serwisów w sieci. Muzykę i e-booki ściągam z Chomika i jak teraz o tym pomyślę, to może nawet jest mi trochę głupio, że tak bezczelnie żeruję na twórcach. Na swoje usprawiedliwienie dodam jednak, że książki w wersji analogowej kupuję i dostaję zawsze na jakąś okazję typu święta czy urodziny, więc nie jestem tak zupełnie nie w porządku.


Wychodzimy na legalu. Polub nasz nowy fanpage VICE Polska


Szczerze mówiąc, gdyby mnie ktoś teraz zapytał jak wygląda strona z torrentami to nie umiałabym odpowiedzieć, bo w mojej głowie nadal funkcjonuje wersja czasów świetności Windowsa 95 czy 98, czyli sprzed jakichś 14 lat. Za to z tamtych czasów pamiętam emocje, jakie towarzyszyły mi przy ściąganiu Heroesów czy Tokio Hotel i Rihanny (no niestety, mój gust muzyczny nie był zbyt wyrafinowany) na moją pierwszą mp3. To siedzenie przed ekranem i sprawdzanie pasków postępu, chwile grozy, kiedy nagle wszystko się zacinało i niepewność, czy w ogóle będzie działać i czy ściągnęłam to, co rzeczywiście chciałam… Choć akurat w kwestii tego ostatniego, to chomikuj.pl nadal dostarcza mi podobnych wrażeń.

Maciek, dziennikarz

Nie sądzę, że bez torrentów mógłbym być w tym miejscu, co teraz. Kiedy dorastałem, torrenty pozwalały mi słuchać płyt i oglądać filmy, które w innym wypadku byłyby poza moim zasięgiem. Zdarzało mi się kupować płyty CD po 80 zł (tyle wydałem na pierwsze The Libertines…) i chodzić do kina albo teatru na „tanich biletach", ale jednak nie dostawałem co tydzień worka pieniędzy od rodziców, więc mój dostęp do światowej kultury byłby niesamowicie ograniczony – nie mówiąc już o tym, że do pewnych rzeczy w ogóle nie miałbym dostępu.

Dzisiaj staram się przeznaczać sporą część dochodów na książki, winyle, kino czy koncerty, ale to dzięki piratowaniu rzeczy z internetu moje życie kulturalne (i – poważne słowo – wiedza) otrzymały poważnego kopa. Myślę, że nie tylko ja tak miałem: torrenty stworzyły taką zajebistą inkluzywność dla ludzi, którzy nie żyli w kulturalnych centrach, nie mieli środków albo rodziny, która by im dawała dostęp do kultury.

Dziś wciąż korzystam z torrentów, choć zdecydowanie rzadziej, ściągam przede wszystkim duże produkcje, które i tak na siebie zarabiają albo klasykę. Wolę przeznaczać hajs na twórczość lokalnych artystów.