Film

Romeo i Julia w czasach romantycznej inwigilacji

W filmie „Oko na Julię” mężczyzna wykorzystuje technologiczne nowinki, by śledzić dziewczynę, która mu się podoba. Czy to przyszłość randkowania?
19.7.18
Zdjęcie: mat. prasowe Against Gravity

Facet pracuje w biurze w Detroit dla firmy, która ochrania rurociąg w północnej Afryce. Za pomocą sterowanego robota przeczesuje pustynię i pewnego razu widzi Ayushę. Szybko okazuje się, że dziewczyna ma problem, bo rodzina chce ją zmusić do małżeństwa. Dlatego Gordon postanawia jej, oczywiście za pomocą maszyny, pomóc w ucieczce. Przy okazji budzi się w nim fascynacja dziewczyną. W scenariuszu Oka na Julię wkrada się element różnicy kulturowej, odległości i technologii, która ma nieść pomoc w trudnej sytuacji.

Reklama

Jednak poza sensacyjnym love story film Kima Nguyena pokazuje coś, co każdy z nas do pewnego stopnia zna z własnego doświadczenia – jak bardzo jesteśmy w stanie wpływać na życie innych ludzi za pomocą wirtualnych narzędzi. Obserwujemy co pięć minut zieloną kropkę przy czyimś imieniu na czacie na Facebooku albo sprawdzamy, kiedy i jakie relacje ktoś wrzuca na Instagram. Chociaż metoda pokazana przez Nguyena jest radykalna i podchodzi pod całkowitą inwigilacje (chociaż równocześnie ma przynieść pomoc dziewczynie), tak jej elementy stosujemy każdego dnia.

Film w kinach już od piątku, 20 lipca. VICE Polska jest patronem medialnym „Oka na Julię".