Wielki test lekarstw na kaca
używki

Wielki test lekarstw na kaca

Wypróbowałem wszelkie dostępne sposoby na syndrom dnia następnego. Pamiętaj, jestem profesjonalistą. Nie rób tego w domu
Mack Lamoureux
Toronto, CA
ZK
tłumaczenie Zuzanna Krasowska
28.9.17

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada

Chwila, w której orientujesz się, że bliżej ci już do trzydziestki niż dwudziestki, jest naprawdę przerażająca. U każdego następuje ona w innym momencie; u mnie był to dzień, kiedy zdałem sobie sprawę z nadejścia wroga, o którym tak wiele słyszałem. Mówimy o poranku, kiedy odkryłem, że moje urocze, niewinne kacyki przemieniły się w monstrum o sile rozjuszonej Godzilli na sterydach.

Reklama

Ogólnie rzecz biorąc, w pewnym wieku twoje kace stają się Śmiercią, pradawnym niszczycielem światów. Jeszcze kilka lat temu po ostrej popijawie wracałem do formy już następnego dnia. Teraz kac potrafi zrujnować mi cały tydzień – czuję się, jakby w mojej głowie wszyscy diabli tańczyli kankana, a w jelitach toczyła się III wojna światowa. Przez ostatnie parę lat prowadzę z moim organizmem walkę na dwa fronty. Najpierw wychodzę na miasto i elegancko się niszczę – tym samym psując sobie cały weekend albo raz na jakiś czas dzień roboczy – a następnie próbuję najróżniejszych metod na złagodzenie kaca. Nie powiem, żebym się wiele przez ten czas nauczył, ale na pewno podłapałem kilka sztuczek.

Obecnie na rynku dostępnych jest mnóstwo środków, które rzekomo mają leczyć kaca. Nie należy jednak zapominać o wypróbowanych metodach, po które sięgaliśmy jeszcze jako dzieciaki, próbując wypędzić z naszego organizmu tego paskudnego demona. Postanowiłem sprawdzić, co lepiej złagodzi poalkoholowe dolegliwości: domowe sposoby na kaca czy też produkty, które powstały specjalnie z myślą o łagodzeniu jego objawów.

Oto, czego nauczyłem się przez lata walki z kacem.

PRODUKTY DOSTĘPNE NA RYNKU

Kroplówka na kaca

Jako że żyjemy już w dystopijnej przyszłości, za odpowiednią cenę możesz podłączyć się pod kroplówkę i wypełnić swoje żyły cudowną miksturą złożoną przede wszystkim z roztworu soli fizjologicznej, glukozy oraz witaminy C. W niektórych miastach istnieje nawet możliwość zamówienia tej usługi do domu – jej cena zależy od wielu czynników, między innymi od pory dnia, i waha się od 140 zł do nawet 2500 zł.

Reklama

Odkąd tylko zostałem dziennikarzem, nigdy nie miałem na zbyciu tyle hajsu, żeby móc sobie pozwolić na taki luksus. Na szczęście los okazał się dla mnie bardzo łaskawy i zesłał mi rozwiązanie tego problemu – przyjaciela, który jest ratownikiem medycznym i ma bardzo swobodne podejście do etyki zawodowej.

Szczegóły zachowam dla siebie, ale kilka lat temu schlaliśmy się ze wspomnianym kolegą. Kiedy udało nam się podnieść nasze zapite dupy z podłogi mieszkania naszego wspólnego znajomego, koledze udało się skołować trochę soli fizjologicznej. Usiedliśmy sobie w parku na składanych krzesełkach, podłączyliśmy się pod kroplówkę i pozwoliliśmy, żeby kapiący pomału roztwór czynił cuda. I o dziwo, to naprawdę poskutkowało. Oczywiście nie można wykluczyć, że zadziałał efekt placebo – no wiecie, z powodu igły wbitej w ramię – ale i tak miałem wrażenie, jakby kac się po prostu rozpłynął. Nadal czułem się jak gówno, ale przynajmniej jak gówno pierwszej jakości. Jednak o ile nie jesteś szaleńcem, widzisz chyba, o jak bardzo skrajnym rozwiązaniu mówimy.

Łóżko na kaca W Toronto istnieje firma o nazwie Sleep Envie, która ma w ofercie „materac na kaca". Chociaż nie do końca wierzyłem, że kawałek mebla okaże się szukanym przede mnie magicznym lekarstwem, i tak potrzebowałem nowego, więc postanowiłem zaryzykować. Oto w jaki sposób firma opisała na swojej stronie ten wynalazek: „z powodu wykorzystania pianki z pamięcią kształtu wykonanej ze specjalnego żelu, [materac] chłodzi twoje ciało, dzięki czemu w ciągu nocy się nie odwadniasz. Wyobraź sobie, że całe łóżko przypomina zimną stronę poduszki".

Reklama

Brzmi świetnie, prawda?

Po otrzymaniu tego futurystycznego materaca wyszedłem na miasto i upiłem się whiskey, a po wszystkim uderzyłem w kimono. Przez pierwszych kilka minut rzeczywiście miałem wrażenie, że trafiłem do (chłodnego) nieba, jednak po jakimś czasie zacząłem się czuć brudny i spocony. Przypominało to trochę uczucie, które towarzyszy budzeniu się w najgorętszy poranek roku. Niemniej jednak materac był cholernie wygodny i dosyć szybko zasnąłem. A jak się czułem rano?

Niestety odpowiedź brzmi: niedobrze. Słuchajcie, wszyscy dobrze wiemy, że Godzilli nie pokona pierwszy lepszy materac. Jednak muszę przyznać, że z pewnością pomaga on zmniejszyć zmęczenie, które zdecydowanie pogarsza samopoczucie następnego dnia. Jasne, nie zwalcza kaca, ale lepszy rydz niż nic.

Myśląc już na trzeźwo, mam prawie stuprocentową pewność, że to nie była pigułka na kaca

Tabletki na kaca (które, jak teraz podejrzewam, były pigułkami na potencję)

No cóż, w tym przypadku spieprzyłem sprawę. Niedawno przyjechał do mnie dobry znajomy. Odniósł jakiś wielki sukces w pracy, więc oczywiście ostro zabalowaliśmy. Obaj wcześniej słyszeliśmy historie o niezwykle mocnych tabletkach na kaca, a jako że pracowałem już nad tym artykułem, pod koniec wieczoru wybraliśmy się do pobliskiego sklepu i poprosiliśmy o taki środek.

Powiedzmy sobie szczerze, byliśmy wtedy już kompletnie zalani i albo koleś postanowił zrobić nas w konia, albo po prostu tak bełkotaliśmy, że nie dało się nas zrozumieć. Koniec końców wyszliśmy ze sklepu z czymś, co nie było tabletką na kaca, tylko najprawdopodobniej środkiem na potencję.

Reklama

Tak czy siak, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że PapaZen nie pomaga na kaca.

Tabletki z aktywowanym węglem drzewnym (albo jakiekolwiek inne bzdury, które w tym roku są akurat w modzie)

Dziękuję, postoję. Następny!

DOMOWE SPOSOBY NA KACA

Klin

Wypróbowana i ukochana metoda wszystkich pijaczków świata – klin wybij klinem, czyli napij się tego, co poprzedniego dnia cię zmasakrowało, a kac rzekomo się zmniejszy. Przyświeca temu przekonanie (prawie na pewno wyssane z palca), że podczas kaca ludzie mają lekkie objawy zespołu odstawienia, a dzięki jednej kolejce wracają do normy. Sam używam tego od czasu do czasu i za każdym razem sięgam po Krwawą Mary.

Nie wiem, czy to naprawdę działa, czy po prostu lubię sok pomidorowy, ale zawsze czuję się po tym trochę lepiej.

Pho

Proszę o chwilę uwagi, bo będę teraz śmiertelnie poważny. Pho to moja ambrozja; sprawia, że czuję się, jakbym spijał nektar bogów. W niektóre dni dosłownie potrafi uratować mi życie, chociaż nikt nie wie (tj. nie chciało mi się szukać badań), dlaczego zwykła zupa stanowi tak skuteczne narzędzie walki z morderczymi kacami. Jeżeli podobnie jak ja dzień po piciu przeżywasz sensacje żołądkowe, śmiało sięgaj po pho. Mówię serio, to najlepsze rozwiązanie.

Znów się upij

Ja… no cóż. Zdecydowanie tego nie polecam.

Na wszelki wypadek powtórzę jeszcze raz to, co napisałem na początku – wielkimi krokami zbliżam się już do trzydziestki. Teraz kiedy mam kaca, nie mogę nawet spojrzeć na alkohol (pomijając wspomnianą wcześniej Krwawą Mary), a tym bardziej najebać się z samego rana. Jednak mój drogi czytelniku zapnij teraz pasy, bo wybieramy się na wycieczkę w przeszłość.

Reklama

Kiedy miałem 19 lat, żyłem w jakiejś dziurze z pięcioma innymi facetami. Nie starczyło dla mnie pokojów, więc mieszkałem w kącie, który zasłoniłem jakąś sklejką w celu zachowania resztek prywatności – ale o tym może innym razem. Tak czy siak, chciałbym opowiedzieć o jednym z tych kolesi – niesamowitym facecie pod każdym względem – który, kiedy tylko budził się na kacu, od razu zaczynał chlać rum. W przeciwieństwie do klina, który zazwyczaj składa się z jednego, może dwóch drinków, on wypijał olbrzymie ilości alkoholu i już w okolicach 11 znowu był kompletne napruty. Robił to po to, aby odsunąć kaca na następny dzień.

Kiedy w końcu musiał przestać pić (zazwyczaj w poniedziałek rano), wszystkie te skumulowane kace spadały na niego z impetem kreskówkowego kowadła. Jestem prawie pewny, że z tego powodu przynajmniej raz stracił pracę i jedynie jakimś cudownym zrządzeniem losu udało mu się uniknąć poważnych problemów alkoholowych.

Nie rób tego.


Robimy rzeczy, żebyś ty nie musiał. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Kryzys egzystencjalny (kanapa i Netflix) Tak z kacem radzi sobie prawdopodobnie większość z nas. Podczas tej kuracji leżysz w samych gaciach na kanapie i usilnie starasz się unikać słońca. Dookoła ciebie walają się izotoniki, przekąski i jedzenie na wynos, a całość spowija lekka mgiełka depresji. Wpatrujesz się w Netflixa (albo wszystkie trzy części Władcy Pierścieni) i leżysz całkowicie nieprzytomny. Wcześniej przejrzałeś historię w telefonie i usunąłeś wszystkie debilne statusy, które poprzedniego dnia opublikowałeś w sieci, w duchu modląc się, żeby nikt ważny ich nie zobaczył (niestety wszyscy je zobaczyli).

Podczas tego leżenia przejdziesz pewnego rodzaju kryzys: Dlaczego ja to sobie robię? Czy muszę się upijać, żeby ludzie mnie lubili? Po co wyprowadziłem się od rodziców? Dlaczego postanowiłem zostać dziennikarzem, co do cholery jest ze mną nie tak?

Reklama

Wkrótce jednak poczujesz się lepiej, ponieważ zdasz sobie sprawę, że dzięki temu kacowi twój artykuł będzie miał więcej znaków.

Poranne wymioty Nie będę kłamać, jestem rzygaczem. Każdy z nas zna chociaż jedną osobę, która po jednej kolejce za dużo ląduje z głową w kiblu. W ostatnich latach udało mi się to trochę opanować, ale i tak zdarzają się dni, kiedy stojąc w barze, muszę uderzać się w klatkę piersiową, żeby chociaż trochę powstrzymać mdłości. W okresie, kiedy często piłem na świeżym powietrzu, standardem było, że po wypiciu kilku piw na hejnał musiałem „przejść się na spacer po parku". Mógłbym jeszcze długo opowiadać, ale tak naprawdę próbuję powiedzieć jedną rzecz: po alkoholu haftuję i to na całego.

Nie powinno być więc zaskoczeniem, że w poranki, w które budzę się z okropnym kacem żołądkowym, czasem muszę sprintować do łazienki. I wiesz co? Po wszystkim czuje się znacznie lepiej.

Wniosek jest taki, moi drodzy – nie wywołuj wymiotów, ale jeżeli rano czujesz, że wnętrzności próbują ci uciec przez usta, pozwól im to zrobić.

Zioło Chociaż jakiś czas temu przestałem palić trawę z powodów osobistych (ogarniało mnie po niej straszliwe lenistwo i paranoja), niech mnie licho weźmie, jeśli to nie jest cudowne lekarstwo na kaca. Jeśli wierzyć nauce, wynika to z tego, że po ziele człowiekowi wraca apetyt, dzięki czemu z powrotem się nawadnia. No i do tego łagodzi lekkie bóle. Jednak w moim przypadku palenie na kacu było czymś więcej niż tylko gastro – od razu czułem się lepiej, znikała migrena, a ja mogłem spokojnie rozłożyć się na kanapie i oglądać Gladiatora.

Zwycięzca? Ustalmy jedną rzecz – tak naprawdę nic, nawet zioło czy wietnamska zupa, nie wyleczy kaca. Wciąż nie wymyślono na niego magicznego lekarstwa, między innymi dlatego, że nauka wciąż go nie do końca rozumie. Tak naprawdę jedynym sensownym rozwiązaniem jest przeczekanie kaca, co tak, wiem, jest beznadziejną radą. Niektóre z tych metod mogą trochę złagodzić pewne dolegliwości, ale nie oszukujmy się, Godzilli to one nie zabiją.

Reklama

Istnieje jedna rzecz, która wyraźnie odróżnia dwie powyższe kategorie leków – ich koszt. Podczas gdy większość domowych sposobów jest w miarę niedroga, za rynkowe remedia zapłacisz kupę szmalu. Jeśli się wahasz, wybierz tańszą opcję – to chyba oczywiste.

A więc tak: baw się na całego, niech żyje bal, pankrok i szabada, czy co cię tam kręci, ale pamiętaj, że tuż za rogiem czai się wróg, który nie bierze jeńców. Przygotuj się na ciężką walkę.


Więcej na VICE: