rozmowa

Rozmawiamy z płaskoziemcą, który wystrzelił się w chałupniczej rakiecie

„Tuż przed startem jakaś dziewczyna wrzuciła do środka rakiety swoje majtki. Teraz wiszą u mnie na ścianie”
Mack Lamoureux
Toronto, CA
ZK
tłumaczenie Zuzanna Krasowska
„Mad” Mike Hughes i jego rakieta. Fot. via Facebook/YouTube

W listopadzie zeszłego roku w naszym strasznym świecie pojawił się nowy bohater. Jego imię: „Mad” Mike Hughes. Uwierzył, że Ziemia może być płaska, więc postanowił się wystrzelić w niebo w rakiecie, którą zbudował na swoim podwórku.

Wieść o jego planowanym wyczynie szybko obiegła cały świat i wszyscy poznali jego imię. Nawet kiedy data planowanego startu została przesunięta z powodu braku niezbędnych zezwoleń, Mike nigdy się nie poddał. O nie, ten 61-letni szofer limuzyny – i jego zbudowana w garażu wielka, czerwona rakieta z napisem „FLAT EARTH” (PŁASKA ZIEMIA) – miał marzenie i nie zamierzał z niego zrezygnować.

Reklama

Szalony Mike się nie ugiął i 24 marca ten wspaniały sukinsyn w końcu zrealizował swój plan.

Z samodzielnie zrobionej „wyrzutni” (tj. lekko zmodyfikowanej przyczepy) Hughes wystrzelił się ku niebu na wysokość ponad 570 metrów z prędkością ok. 560 km/h. Kiedy zaczął opadać, otworzył spadochron i z powrotem wrócił na Ziemię. Lądowanie nie było zbyt przyjemnie, ale przeżył (i to bez większych obrażeń).

Postanowiłem do niego zadzwonić, aby dowiedzieć się, jakie to uczucie wznieść się na 570 metrów w samodzielnie zrobionej rakiecie, zapytać, dlaczego wierzy w płaskość Ziemi i zrozumieć, czemu uważa, że wkrótce ośmieszy samego Elona Muska.

VICE: Zacznijmy od najważniejszego. Gratulacje!
„Mad” Mike Hughes: Dziękuję, to było niesamowite doświadczenie. Mam nadzieję, że doda to otuchy ludziom na całym świecie, którzy zobaczą, że zwykły facet może osiągnąć coś takiego – i to mimo sprzeciwu biurokratów. Jestem kowbojem, człowiekiem wyjętym spod prawa.

Czy możesz opowiedzieć o tamtym dniu i o tym, jak wyglądał start rakiety?
Cóż, kiedy się rano obudziłem, moją pierwszą myślą było: „Dzisiaj to zrobię”. Oczywiście, nie był to pierwszy raz, kiedy to pomyślałem – wcześniej już trzykrotnie próbowałem wystartować i za każdym razem poległem. Jednak zawsze towarzyszą ci te same emocje. Nie możesz spać w nocy, bo ciągle się budzisz. Kiedy tam rano jechaliśmy, przez jakieś dwie albo trzy godziny, ciągle sobie myślałem: „Czy dzisiaj się uda?”. A, no i kiedy ustawialiśmy się do startu, jakaś dziewczyna wrzuciła do środka rakiety swoje majtki. Teraz wiszą na mojej ścianie.

Reklama

Człowiek, który przekonuje, że rządzą nami jaszczuroludzie


Najpierw zaczęło nam coś przeciekać, a potem musieliśmy dwa razy dokręcać śruby. Jakby na to nie patrzeć, były to dość małe usterki, ale coś jednak ciekło. To ma przecież wielkie znaczenie.

Bałeś się? W końcu niejako siedziałeś na bombie.
O, tak! Silnik, cała energia, wszystko to znajdowało się tuż za moimi plecami. Stary, to było jak bycie przykutym do diabła, który tylko czeka na to, żeby się uwolnić. Właśnie to zrobiłem: uwolniłem diabła.

No i jak to wyglądało, kiedy w końcu to zrobiłeś?
Cóż, nie było odliczania – nie miałem nawet radia, tylko krótkofalówkę, którą trzymałem w ręku. Jeden z moich kolegów powiedział: „Okej, Michael, wszystko gotowe. Ruszaj, kiedy chcesz”. Chciałem się upewnić, że wszystko było właściwie ustawione – moje stopy, głowa i szyja. Wtedy jeszcze sprężarka i regulator były wyłączone, więc nie musiałem się martwić o przedwczesny start. Żeby wystrzelić, musiałem najpierw przekręcić dwa zawory kulowe.

Zdjęcia Ziemi z kosmosu uświadomią ci, jak jesteśmy mali

Po odkręceniu pierwszego pomyślałem: „No dobra, jestem gotowy”. Potem odkręciłem drugi i wystrzeliłem! Zanim się zorientowałem, co się dzieje, byłem już w powietrzu. Wiele się wydarzyło przez pierwszych kilka sekund. Moje ciało nie mogło nadążyć za tym, co się ze mną działo. Kiedy odkręciłem zawór kulowy, żeby wystartować, nawet nie poczułem, jak podjechałem pod rampę. Nie straciłem przytomności i wszystko rejestrowałem, ale to było bardzo dziwne – myślałem, że dopiero co się wzbiłem, a tak naprawdę byłem już na wysokości 90 metrów. Miałem wrażenie, jakby tysiąc osób naciskało na moją klatkę piersiową.

Reklama

Na początku zamontowaliśmy spadochron, który automatycznie się otwierał. Bardzo tego nie chciałem i inni musieli mnie do tego namówić. Jasne, to był dobry pomysł, ale ja wiedziałem, że nie zemdleję. Przy czym wszyscy tak bardzo się o to martwili, że w końcu się zgodziłem. Problem jednak polegał na tym, że pierwszy spadochron otworzył się trochę za wcześnie. Mógłbym się spokojnie wzbić jeszcze jakieś 60 metrów. Przez to, że tak wcześnie się otworzył, spadochron znalazł się pode mną. No i z tego powodu obróciłem się w powietrzu.

Kiedy to się stało, zobaczyłem Ziemię. Wtedy to mnie uderzyło – naprawdę byłem w powietrzu. Widziałem samochód kempingowy i ludzi, którzy do mnie machali. Zacząłem opadać i poczułem, że spadam zdecydowanie za szybko. Złapałem więc za krótkofalówkę i powiedziałem do mojego kolegi: „Za szybko opadam”, ale on odpowiedział: „Wydaje mi się, że wszystko jest w porządku”. W końcu postanowiłem użyć drugiego spadochronu. Otworzył zaledwie na dwie sekundy przed tym, jak uderzyłem w ziemię.

Co wtedy myślałeś?
W takiej chwili skupiasz się jedynie na przetrwaniu. Myślałem o tym, że muszę odczepić jeden spadochron, zanim otworzę drugi. Z tym drugim zwlekałem, bo nie chciałem, żeby linki się poplątały. Jednak pamiętałem, że to ja siedzę w rakiecie i to o moje życie toczy się walka. Z jakiegoś powodu myślałem, że jeśli zaplątają się 250 metrów nad ziemią, to będzie po mnie, ale jeśli stanie się to na wysokości 60 metrów, to przeżyję… może. Dlatego tak późno użyłem drugiego. Ale to był błąd – powinienem był to zrobić dwie sekundy wcześniej.

Reklama

Twoje lądowanie było trochę nieprzyjemne. Jak się teraz czujesz?
Najpierw uderzyłem w ziemię dziobem rakiety i najbardziej ucierpiały moje plecy. Poczułem, jak się wyginają, a dokładnie ich dolna cześć. Wcześniej już dwukrotnie złamałem kręgosłup i nigdy nie czułem czegoś takiego. Potem rakieta się przechyliła i walnęła w ziemię. Miałem wrażenie, jakby ktoś uderzył mnie młotem. Znowu oberwały moje plecy. To był naprawdę straszny ból. Myślałem, że złamałem kręgosłup.


By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”


A w jakim jesteś teraz stanie? [rozmowa została przeprowadzona kilka dni po wyczynie Hughesa – przyp. red.]
Znacznie lepszym, tylko nie mogę się za bardzo wysilać. Jeszcze przez jakiś czas muszę leżeć w łóżku z nogami w górze. Ostatnio załatwiałem sporo rzeczy, ciągle jeździłem na miejsce, z którego wystartowałem, dwa razy poszedłem do sądu. Ale życie toczy się dalej, więc właśnie zrobiłem zaległe pranie. Mieszkam w moim domu z czterema kotami i dzisiaj mam zamiar po prostu trochę odpocząć.

Leonardo DiCaprio chce lecieć na Marsa

Powiedziałeś, że irytowali cię ludzie, którzy oskarżali cię o „stchórzenie”. Jak się teraz czujesz, wiedząc, że dokonałeś tego, czego chciałeś?
Jestem bardzo usatysfakcjonowany i odczuwam ulgę. Musisz zdać sobie sprawę z tego, że kiedy wchodziłem na rampę, myślałem: „Czy właśnie pochodzę do szubienicy, na której sam się powieszę?”. Takie myśli przechodzą ci przez głowę. Zastanawiałem się, czy to będzie ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu. Jeśli wsadzisz w coś takiego milion dolarów, spalisz dwa lub trzy silniki, przetestujesz system napędowy i odpalisz rakietę z manekinem, nie masz takich lęków. Ze mną było inaczej. Jestem jak John Wayne; jestem prawdziwym facetem. Biorę dupę w troki, zachowuję się jak mężczyzna i idę na żywioł. Bardzo niewiele osób potrafi stawiać swoje życie na szali. Ja gram w rosyjską ruletkę.

Reklama

Co sprawia, że jesteś gotowy ryzykować własnym życiem?
Wiesz, teraz jestem największym śmiałkiem na świecie.

Tak, przypuszczam, że można tak powiedzieć.
Cholera, oczywiście, że jestem! Myślę, że ludzie zaczną mnie teraz traktować poważnie. Polecę w kosmos i ośmieszę wszystkich miliarderów pokroju Elona Muska i Jeffa Bezosa. Pokonam tych typków, wyruszając w jednoosobową podróż w kosmos. To się może zdarzyć jeszcze w tym roku.

Skoro mówimy już o kosmosie, wielki wpływ na twoją decyzję miało to, że zgadzasz się z teorią płaskiej Ziemi. W co dokładnie wierzysz?
Wierzę, że Ziemia jest nieruchoma, ale musisz zrozumieć, że przez siedem lat byłem ateistą. Po prostu wierzyłem, że wszystko jest kłamstwem. Wojny nigdy nie miały miejsca, rządy nie istniały, a światem rządziły korporacje. Uznałem, że wszyscy kłamią o wszystkim. Potem odkryłem teorię płaskiej Ziemi i pomyślałem, że to ma sens, ponieważ o płaskiej Ziemi mówi się w Biblii. Potem zacząłem się zastanawiać: „Cóż, samoloty nie mogą okrążyć globu, podobnie jak łodzie podwodne. Gdyby Ziemia była kulą, nie dałoby się zrobić zdjęć przedstawiających tereny mające setki kilometrów długości. A kiedy ludzie budują mosty i drogi, w ogóle nie martwią się krzywizną Ziemi”.

Tak wiele faktów przemawia na rzecz tej teorii.

Ta magiczna rzecz zwana grawitacją tak naprawdę nie istnieje – to wszystko są oddziaływania elektromagnetyczne, jasne? Nikt nie wie, co jest w centrum Ziemi, nikt! Najgłębsza dziura, jaką kiedykolwiek udało im się wywiercić w Ziemi, ma 12 kilometrów. I zrobienie tego zajęło im 12 lat! Sami nic nie wiedzą, więc nie mogą nam wmawiać, że to grawitacja. Powtarzają same bzdury. Właśnie to przywróciło mi wiarę w Stwórcę – to zasługa płaskiej Ziemi. Bardzo mi to pomogło. Kiedy zacząłem się nad tym zastanawiać i więcej na ten temat czytać, nie mogłem tego zlekceważyć.

Reklama

Jak twoim zdaniem wygląda Ziemia?
Nie wiem! Nie znam odpowiedzi na te pytania. Nie jestem ekspertem, tylko facetem, który przesuwa granice i wszystko kwestionuje.

Czy kiedy byłeś w powietrzu, widziałeś coś, co potwierdziło twoje przekonania?
Nie! To niemożliwe! Każdy, kto myśli, że wystarczy wzbić się na 600 metrów, żeby móc cokolwiek udowodnić, jest idiotą. Nigdy tego nie powiedziałem – ludzie kompletnie przeinaczyli moje słowa. Myślę, że to „Washington Post” jako pierwszy to napisał. Nie czytałbym go, nawet gdyby był ostatnią gazetą na świecie. No ale nic dziwnego, w końcu należy do Jeffa Bezosa.

Wspomniałeś, że planujesz wystrzelić się w kosmos. Czy po części wynika to z tego, że chcesz się przekonać, czy Ziemia jest płaska?
Tak! Musimy poznać prawdę. Nie wierzę w nic, co mówią nam rządowe agencje kosmiczne, niezależnie, czy są rosyjskie, chińskie, czy amerykańskie. Sam tam polecę i przekonam się na własne oczy. Wezmę ze sobą aparaty fotograficzne. Ludzie będą mogli ze mną rozmawiać w drodze w górę i w dół. To potrwa jakieś trzy godziny. Myślę, że byłoby to najbardziej oglądane wydarzenie w historii ludzkości.

Co byś pomyślał, gdybyś się tam wzbił i zobaczył, że Ziemia jest kulą?
Słuchaj, koleś, ja nie mam żadnego ukrytego zamiaru. Po prostu chcę poznać prawdę. I chcę to zrobić sam, żeby nikt nie mógł mi powiedzieć, co mam myśleć lub robić. Chcę poznać prawdziwą prawdę. Jeśli z góry zobaczę, że to kula, to powiem wam, że to kula. Rozumiemy się? Dlaczego miałbym tego nie zrobić?

Reklama

A co doradziłbyś innym, zwłaszcza dzieciom?
Kwestionujcie wszystko. Bądźcie najlepsi z możliwych i myślcie krytycznie. Nie obchodzi mnie, czy wierzycie w Świętego Mikołaja, Zajączka Wielkanocnego czy cokolwiek innego. Po prostu patrzcie, jak są tego źródła i skąd to pochodzi.

Co więcej, większość ludzi boi się podążać za swoimi marzeniami. Ludzie chcą bezpieczeństwa, ubezpieczenia, planu emerytalnego i wszystkich tych gówien. Ale nie ma czegoś takiego jak bezpieczeństwo. Tym, co macie, jest teraźniejszość – nie macie jutra, nie macie przyszłego tygodnia. Macie teraz. Jak najlepiej wykorzystajcie to, co macie dzisiaj.

Ale najważniejsze jest to, żebyście byli mili dla innych ludzi.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Canada


Więcej na VICE: