podróże

Pojechałam do Korei Północnej na randkę z Tindera

To nie była najgorsza z moich tinderowych przygód
29 Styczeń 2019, 1:01pm
three legends
Wszystkie zdjęcia: Nyima Pratten

W 2015 roku byłam w Szanghaju i przedzierałam się przez selekcję facetów na Tinderze – z większością już się poznałam lub byłam na randce, a pozostali odwiedzali miasto „tylko na jedną noc”. Randkowanie z rodakami w Szanghaju to pole minowe – przestrzeń wypadowa z ograniczoną pulą potencjalnych „matchów” i sporą dawką rozwiązłości związanej z faktem, że nikt nie planuje zostać tu na zawsze.

Byłam mile zaskoczona, gdy sparowało mnie z Robertem* z Wielkiej Brytanii, który właśnie przeprowadził się do Szanghaju. Po krótkiej rozmowie zaplanowaliśmy spotkanie w barze z koktajlami. Odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele wspólnego, a najważniejszą wspólną cechą była chęć udziału w nadchodzącym Pyongyang Half Marathon. Stwierdziłam, że lepiej pojechać tam z kimś, nie tylko ze względu na zdjęcia na Instagrama, ale też dlatego, że będzie to znacznie tańsze.

W związku z powyższym po pierwszej randce zarezerwowaliśmy trzydniową wycieczkę do Korei Północnej i zapisaliśmy się na Półmaraton Pjongjang. Jak się powiedziało A, to trzeba powiedzieć B – jechaliśmy na północnokoreańską randkę.

author in NK

W dniu wyjazdu spóźniałam się na lot Air Koryo i spanikowana napisałam do Roberta. Powiedział, że bramka jest zamknięta i że jedzie beze mnie. Kiedy dotarłam na lotnisko i odkryłam, że nie przeszedł nawet przez odprawę, byłam wściekła. Nagle dotarło do mnie, że jadę do najbardziej nieosiągalnego kraju na Ziemi z nieznajomym i nie będę miała dostępu ani do Internetu, ani do czatu grupowego, na którym mogłabym go bezlitośnie obsmarować. Na szczęście moje początkowe obawy były bezpodstawne, ponieważ był prawdziwym dżentelmenem i wspaniałym kompanem podróży.

Stewardessy na pokładzie naszego samolotu nie stanowiły mojego pierwszego kontaktu z Koreańczykami z Północy. Podczas studiów w Szanghaju mieszkałam w budynku z uczniami z Korei Północnej, którzy zostali tam zakwaterowani w ramach tego samego programu stypendialnego co ja. Na ich ubraniach często można było zauważyć znaczki z Kim Dzong Ilem. Gotowali jedzenie we wspólnej kuchni i wychwalali zalety tajnego składnika pochodzącego z ich ojczyzny – północnokoreańskiego glutaminianu sodu.

Kiedy zdecydowałam się odwiedzić Koreę Północną, pamięć o tych uczniach uczłowieczyła powszechne uprzedzenie wyrosłe z niepokojącej retoryki otaczającej Koreę Północną na Zachodzie. Zdawałam sobie sprawę, że przeciętni obywatele tego kraju nie mają żadnego wpływu na politykę, a obserwacja zagranicznych turystów może być ich jedynym oknem na świat w ich odizolowanej ojczyźnie. Oczywiście to nie było powodem tej wycieczki — byłam też po prostu zaintrygowana tym tajemniczym, sąsiadującym z Chinami krajem.

NK

Nasza północnokoreańska tinderowa randka miała swoje najwyższe wzloty (wbieganie na narodowy stadion wypełniony zsynchronizowanymi oklaskami widzów) i najniższe upadki (zatrucie pokarmowe oraz konieczność ukrywania wyniszczających wypraw do łazienki przed potencjalnym kochankiem). Wszystko to podbite było dziwnym przeczuciem, że jesteśmy nieustannie obserwowani przez naszych północnokoreańskich opiekunów, przez jakiegoś faceta z aparatem i wyimaginowane ukryte kamery w naszym pokoju (które w tym przypadku nie były najlepszą łóżkową atrakcją).

Jeden z naszych lokalnych przewodników odkrył, że jestem mieszanej rasy i powiedział, że jego zdaniem różne grupy etniczne nie powinny się rozmnażać. Szybko cofnął te słowa, mamrocząc pod nosem, że muszę być bardzo odporna na choroby wirusowe. Nie poczułam się urażona; społeczeństwo Korei Północnej jest bardzo homogeniczne i nie do końca rozumie zewnętrzny świat.


Najdziwniejsze przygody na jedną noc


Wieczorami naszą grupę odstawiano do hotelu i nie wolno nam było go opuszczać do następnego dnia. Jedną z niewielu dozwolonych rozrywek był hotelowy bar. W przypływie hedonizmu i brawury, wywołanych pewnie kolejnymi piwami, zaczęliśmy analizować każdy aspekt „socjalistycznego raju”, który przedstawiono nam tamtego dnia.

Byłam zaskoczona i zdałam sobie sprawę z mojej naiwności, kiedy zobaczyłam reportaż na temat amerykańskiego studenta Otto Warmbiera, który został aresztowany w Pjongjangu niecały rok po naszej wizycie za próbę kradzieży plakatu propagandowego z hotelu. Warmbier został repatriowany do USA w stanie śpiączki 17 miesięcy po aresztowaniu, ale zmarł sześć dni później. Podczas próby kradzieży plakatu rzekomo był pijany – uświadomiłam sobie wtedy, jakie niepotrzebne ryzyko podjęliśmy. To mogło się stać podczas naszej podróży.

NK

W zeszłym roku konflikt między amerykańskimi władzami a przywódcami Korei Północnej osiągnął punkt krytyczny, a ludzie na całym świecie obawiali się konsekwencji działań dwóch mężczyzn, którzy porównywali rozmiar swoich rakiet, jak dwaj czwartoklasiści. W tym miesiącu przywódca Korei Północnej, Kim Dzong Un, złożył niespodziewaną wizytę w Pekinie – niektórzy analitycy stwierdzili, że obnosząc się silnymi stosunkami dwustronnymi z Pekinem, chciał sprowokować Trumpa, który prowadzi wojnę handlową z Chinami. Korea Północna jest w bardzo niepewnej sytuacji, a wielu ludzi w kraju nie zdaje sobie sprawy, jak bliski może być upadek ich codzienności. Pojawiają się doniesienia, że w przyszłym miesiącu Wietnam będzie gospodarzem drugiego szczytu Trump-Kim – i kto może przewidzieć, co wydarzy się między tymi dwoma nieobliczalnymi przywódcami?

Niewiele jest dokładnych informacji na temat codziennych warunków życia w Korei Północnej i nie mam złudzeń, że to, co nam pokazano, ma jakiekolwiek odzwierciedlenie w rzeczywistości. W pewnym momencie podczas półmaratonu zauważyłam mężczyznę we fluorescencyjnej kurtce, która wyglądała na oficjalną. Mówił coś do niemrawego tłumu stojącego wzdłuż ulicy – po chwili wszyscy wybuchnęli entuzjastycznymi okrzykami i zaczęli klaskać.

Nasza północnokoreańska tinderowa randka była przerywana propagandowymi fotografiami Kim Dzong Una patrzącego na rzeczy, śmierdzącymi stęchlizną pokojami hotelowymi z lat 70. i listą pytań, które chcieliśmy skierować do Google'a. Patrząc z perspektywy czasu możliwe, że nasz wybór lokalizacji był gwoździem do trumny naszego romansu – a może był to fakt, że ludzie non stop zakładali, że jesteśmy rodzeństwem. Niezależnie od tego, Robert i ja pozostaliśmy bliskimi przyjaciółmi.

*Imię zmienione.

By być z nami na bieżąco: polub nas, obserwuj i koniecznie zaznacz w ustawieniach „Obserwuj najpierw”. Jesteśmy też na Twitterze i Instagramie.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK


Więcej na VICE: