Komiksy – dzisiaj potrzebuję kilku półek z Ikei, żebym pomieścił ogrom tej cudnej makulatury, którą zbieram nieprzerwanie od dziecka. Moja dziewczyna uśmiecha się z politowaniem, gdy pokazuje jej pożółkłe strony jakichś archiwalnych egzemplarzy, tłumacząc, że to w tym numerze Batman prawie zginął, ale prawie – bo zginąć przecież nie może. Rodzice pukają się w głowę, mówiąc, że już dawno miałbym samochód, gdyby nie wydawanie kasy na komiksy. Albo dwa samochody.
Nie rozumieją więzi, jaka mnie łączy z tymi historiami w obrazkach, chociaż będąc szczerym – dla mnie także jest ona zagadką. Wiem tylko, że dzięki komiksom z pewnością jestem ciekawszą osobą, a może i lepszym człowiekiem. Tak się dzieje, gdy za wzorce do naśladowania masz super postaci, które nie są dupkami, jak większość otaczających cię ludzi.
Jeżeli spytalibyście mnie, który komiks polecam wziąć do przeczytania jako pierwszy, z miejsca wymieniłbym przynajmniej 10 tytułów – w zależności od waszego poczucia humoru, jego braku, pory dnia lub pogody. Chociaż osobiście największym sentymentem wciąż darzę tytuł, od którego zaczęła się moja zajawka – jeden z tysięcy egzemplarzy o przygodach Batmana, wydawanych w Polsce przez TM-Semic. Dla kogoś był pewnie niczym nie wyróżniającym się zeszytem. Dla mnie było w w nim wszystko: strach, smutek, heroizm, tajemnica i mroczne zwycięstwo. Hej, miałem wtedy 8 lat, ok?
Zdjęcie autora tekstu.
Komiks wciąż jednak postrzega się jako produkt gorszej kategorii, kulturę niższych lotów – kolorowy banał i płytkość przekazu. Oczywiście mógłbym teraz tłuc przez następne linijki o tym, że to nieprawda, bo każdy znalazłby w tym medium coś dla siebie – chociaż to wszystko będzie tylko zdaniem czytelnika, fana. A jest tyle tytułów, które mógłbym wam polecić, jako fan (przynajmniej 10, jak wspomniałem). Dlatego postanowiłem zapytać polskich twórców komiksów, od jakiego komiksu najlepiej zacząć ich czytanie.
Karol „KRL" Kalinowski – Autor prac m.in. w zinie „Koks" czy kultowym magazynie „Produkt". Twórca komiksu „Yoel".
Podszedłem do biblioteczki z myślą, że wyciągnę jakiś tytuł-pomnik, żeby taki komiksowy prawiczek dostał toną brązu na dzień dobry, albo coś, co mnie samego zaraziło miłością do opowieści obrazkowych. Kiedy latałem wzrokiem po grzbietach, doszło do mnie, że nie tędy droga. Te „wielkie" pozycje mogą zrazić nowych czytelników, a moje pierwsze komiksy czytałem jako cztero-pięciolatek i to, że u mnie działają sentymentalnie, niekoniecznie poruszą innych. Zrezygnowałem też z klucza – „niesamowita fabuła" albo „fantastyczna grafika", bo dobre historie i dobre rysunki nie są zależne od medium, a po prostu od wyobraźni autorów. Na rozpoczęcie przygody z komiksami poleciłbym komiks, który pokazuje fantastyczne możliwości, jakie niesie ta forma; historię, która mogła być opowiedziana w pełni jedynie przy pomocy kadrów, a przy tym jest to pozycja lekka, zabawna, przyjemna, przewrotna i krótka (co może być zaletą podczas lektury pierwszego komiksu).
Przed Państwem Gang Hemingwaya Jasona. Oto klepiący biedę, rysownicy komiksów: Ernest Hemingway, F. Scott Fitzgerald, Ezra Pound i James Joyce wpadają na pomysł zorganizowania rabunkowego napadu z użyciem broni palnej. Warto dodać, że bohaterowie to antropomorficzne zwierzęta. Jak ktoś nie zakocha się w komiksach po tej popkulturowej karuzeli, to inną metodą jest chyba tylko przymus. Z użyciem broni palnej.
Grzegorz Pawlak – autor rysunków m.in. w albumach „Profesor Andrews", „Postapo - Antologia" oraz w „Fest".
Czytam głównie komiksy kryminalne (100 Naboi, Sin City), a także z pogranicza fantastyki i horroru (Hellboy). Nie stronię również od historii z superbohaterami. Moje bodajże pierwsze dojrzałe zetknięcie z komiksem to jeden z albumów Thorgala. Mimo że wtedy głównie czytałem Donaldy (choć Batman również pojawiał się od czasu do czasu). Pierwsze kilka albumów z wydawnictwa Orbita przyniósł mi mój tato pewnego pięknego dnia (choć w sumie był to już chyba wieczór) od swojego znajomego. Dla mnie te komiksy to było objawienie. Najbardziej w pamięć wpisał mi się album Łucznicy, który na długo stał się moim ulubionym komiksem. Polecam Thorgala nie tylko dlatego, że posiada świetne ilustracje autorstwa Grzegorz Rosińskiego, ale również ciekawych bohaterów. A poza tym radzę pomyśleć, jaki lubimy gatunek historii, a na pewno w komiksie znajdziemy coś dla siebie.
Nikodem Cabala – autor prac m.in. w albumach „Piekielne Wizje", „Człowiek w próbówce". Rysownik serii „BiOCOSMOSIS", której dwa albumy opublikował amerykański magazyn komiksowy „Heavy Metal". Ilustrator w „Nowej Fantastyce".
Może zacznę od tego, że polecając jakiś komiks laikowi, mam tu na myśli osobę dorosłą: kogoś, kto nigdy tak naprawdę z komiksem nie miał do czynienia i postrzega go jedynie jako pozbawioną głębszych treści, infantylną rozrywkę głównie skierowaną do dzieci. Takiemu komuś starałbym się podsunąć coś, co przełamałoby ten stereotyp. Bo nawet jeśli nie uda mi się go do tej formy przekazu przekonać, to przynajmniej chciałbym nieco poszerzyć jego postrzeganie tego medium. Dla mnie taką właśnie pozycją jest Kobieta mego życia, kobieta moich snów autorstwa Pedro Brito i Joao Fazenda.
Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że na początku sam potraktowałem ten komiks stereotypowo. Dałem się zwieść pozorom i uznałem, że nie warto tracić czasu na coś, co jest tak surowo i niedbale narysowane. I tu pojawiła się Iwona Pietrasik, wydawca tego komiksu, która dosłownie podsunęła mi ten komiks pod nos i powiedziała: „Masz, czytaj!" Chwała jej za to i dozgonna wdzięczność. Dopiero po przeczytaniu go zrozumiałem, jak wiele straciłbym, gdybym nadal myślał o nim przez pryzmat rysunków – a te po lekturze nabrały odpowiedniego, głębszego wymiaru.
Najprościej rzecz ujmując: scenariusz i rysunki świetnie się tutaj uzupełniają, stanowią spójną całość, dzięki czemu, co prawda w sposób surowy i uproszczony, ale doskonale ilustrują tę historię. A sama historia również nie jest wyjątkowa: nie mamy tu nic poza problemami w relacjach, związku, życiu, pracy, a zatem codziennością opowiedzianą w prosty i wyrazisty sposób, przy tym całość zwieńczona jest happy endem. Ale pomimo to, jest to jeden z tych komiksów, które zrobiły na mnie naprawdę duże wrażenie.
Oczywiście takich tytułów jest więcej, ale ten jeden szczególnie przypadł mi do gustu. Przekonałem się, że czasem warto dać szansę czemuś, co niekoniecznie mieści się w naszym wyobrażeniu na dany temat. Dlatego nieśmiało łudzę się, że poza mną również znajdzie się ktoś, kto doceni ten komiks i co za tym idzie, zmieni nieco swoje nastawienie do tego medium.
Łukasz Kowalczuk – autor m.in. zinów „Nienawidzę Ludzi", „Szlamu Król", „Violent Skate Bulldogs" oraz książki „TM-Semic - największe komiksowe wydawnictwo lat 90. w Polsce". Twórca albumu „Vreckless Vrestlers".
Jeśli chodzi o moje typy, to dorosłym polecam Watchmen, a dzieciakom komiksy Tomka Samojlika. Watchmen było pierwszym komiksem, który kupiłem po kilkuletnim rozbracie z historyjkami obrazkowymi. Pożyczam go znajomym, którzy dużo czytają, ale rzadko lub w ogóle nie sięgają po komiksy. To świetnie opowiedziana i narysowana historia, która udowadnia, że można stworzyć dzieło mądre, przygnębiające, a jednocześnie zapewniające rozrywkę na najwyższym poziomie. Dodatkowo rzecz jest o superbohaterach, więc to taki policzek na odmulenie dla ludzi, którzy uważają, że trykociarze to wyłącznie głupie kinowe blockbustery.
Tylko dobrze opowiedziane historie. Polub nasz nowy fanpage VICE Polska
Myślę, że ekranizacja była dobra do momentu, w którym realizatorzy zaczęli dłubać przy scenariuszu. Jestem zdania, że Watchmen powinno być zekranizowane w skali 1:1. W przypadku tego komiksu jakiekolwiek wariacje są niepotrzebne - to nie jest Batman, którego przygody tworzyło kilkuset twórców. Before Watchmen [mowa o kontynuacji stworzonej przez różnych artystów – red.]? Sprawdziłem dwa czy trzy zeszyty i zapomniałem. Nic porywającego. Wiem, że postaci Moore'a zostały ostatnio wplecione w kolejne „odrodzenie" uniwersum DC. To świadczy o niesłabnącej sile tego tytułu (no i, niestety, o słabości scenarzystów).
Dzieła Tomka Samojlika to z kolei produkcje przygodowo-edukacyjne na najwyższym poziomie, które mogą umknąć rodzicom w zalewie generycznej papki. Byłoby pięknie, gdyby komiksy o zwierzakach z Puszczy Białowieskiej trafiły na stoiska pocztowe straszące comicsansowym paździerzem. Zresztą mogłoby tam trafić mnóstwo świetnych książek dla najmłodszych, mamy teraz klęskę urodzaju w tym temacie. Wiem, że hasło „bawiąc uczy" jest wyświechtane, ale naprawdę pasuje do sagi o Ryjówkach czy Ostatniego Żubra. Myślę też (choć mam nadzieję, że jestem w błędzie), że dzisiaj dzieciaki mogłyby mieć problem z przyswojeniem Kajka i Kokosza czy Tytusów. Dlatego Samojlik.
Jakub Rebelka – autor prac m.in. w albumach „Element Chaosu", „Dick4Dick. Harem Zordaxa" oraz „La Cité des Chiens" [polskie wydanie: Miasto Psów – red.].
Komiks to idealne medium do tworzenia alternatywnych światów, potrzebna jest wyobraźnia autorów, ich zaangażowanie i dobry wydawca. W przypadku książek zawsze istnieje ryzyko, że każdy czytelnik „widzi" coś innego czytając ten sam tekst, a filmy potrzebują ogromnych nakładów finansowych. Amerykanie już dawno zdali sobie z tego sprawę i traktują komiks jak pierwsze ogniwo łańcucha produkcji. Historia, która dobrze poradzi sobie jako komiks, ma szansę stać się filmem. Komiks to gotowy storyboard z kostiumami, dekoracjami, konceptami postaci. Możliwości tego medium są nieograniczone.
Pamiętam, jak w 92. roku mój ojciec kupił mi magazyn „Komiks Fantastyka" z czwartą częścią cyklu W poszukiwaniu ptaka czasu (scen. Serge La Tendre, rys. Regis Loisel). To komiks, który przenosi nas do zupełnie innego wymiaru, ma niewiele wspólnego z naszym światem, pozwala wyobraźni pracować. Rysunki Loisela mają w sobie magię, postacie są żywe, a opowieść wciąga bez reszty. Historie można określić mianem „fantasy", ale to bardzo specjalne francuskie fantasy z najwyższej półki. Polecam wszystkim.
