Reklama
Technologia

​Obowiązek rejestracji kart sim raczej nie ochroni nas przed terroryzmem

Od poniedziałku nie możesz anonimowo kupić karty sim do telefonu. „Jestem przekonany, że osoby, które chcą dokonać zamachu terrorystycznego są w stanie obejść to ograniczenie i zatrzeć po sobie ślad" – mówi ekspert Fundacji Panoptykon

tekst Paweł Planeta
28 Lipiec 2016, 8:44am

W tym tygodniu po polskich mediach przetoczyła się burza związana z obowiązkiem rejestracji kart typu prepaid. Zgodnie z ustawą antyterrorystyczną od 25 lipca anonimowy zakup starterów typu prepaid powinien być utrudniony. Poszedłem sprawdzić, jak to działa w praktyce.

– Dzień dobry. Poproszę starter za piątaka – zacząłem w pierwszym kiosku.
– Proszę bardzo.

Zapłaciłem i wyszedłem pełen mieszanych odczuć co do działania ustawy w praktyce. Pani obsługująca mnie zachowywała się jakby w ogóle nie miała pojęcia o wejściu nowych zapisów w życie – albo świadomie pozostawiła mnie na pastwę losu. W kolejnym kiosku sytuacja się powtórzyła z tą różnicą, że gdzieś między zapłaceniem, a chwilę przed wyjściem ze sklepu usłyszałem:
– Aaa, no i pan pamięta o rejestracji, bo ten, wyłączy się za tydzień telefon.


Dla tych, którzy nie lubią być podglądani. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Mogę się cieszyć, że w ogóle zostałem poinformowany o potrzebie rejestracji, –szkoda, że po tym jak zostawiłem pieniądze w punkcie. W trzecim kiosku było bardzo podobnie tylko, że czas na rejestrację wydłużył się z tygodnia do miesiąca. Po włożeniu karty do telefonu nie otrzymałem niestety żadnej informacji, że numer powinien zostać zarejestrowany. Otrzymałem za sms-a od operatora z kawałem, czyli można powiedzieć, że wszystko działało normalnie.

Udałem się do salonu jednego z największych operatorów na rynku. Po tradycyjnym odczekaniu 30 minut w kolejce, usiadłem przy biurku poprosiłem o najtańszy starter. Przy wydawaniu pani rzuciła:
– Proponuję zarejestrować numer, dostanie pan dzięki temu spory bonus .
– A to karta będzie działać bez rejestracji?

W tym momencie po twarzy ekspedientki przemknął grymas połączonego „znowu zapomniałam" i „trochę mi głupio, nie wiem co robić" z niewielką dawką „o kurwa".
– Oczywiście, że nie. Rejestracja jest obowiązkowa i niezbędna do działania.

Pani poprosiła mnie o dowód osobisty i sam proces przebiegł niezwykle sprawnie. Nie było żadnego dokumentu przede mną do wypełnienia. Pani po prostu wklepała sobie wiadome dane do systemu. Nie wiem, kto je pozna i w jaki sposób zostaną wykorzystane.

W liceum prawie że nosiłem czapkę foliową w obawie przed inwigilacją, a moją osobistą wyrocznią co do tego, na co uważać w sieci była fundacja Panoptykon. Dlatego skontaktowałem się z ich ekspertem Wojciechem Klickim – prawnikiem specjalizującym się w nadzorze i monitoringu – by pomógł zrozumieć mi co się dzieje.

VICE: Natrafiłem na sporo różnych przygód w trakcie kupowania staterów po wejściu ustawy. Jak to powinno wyglądać? Gdy kupuję ten starter on powinien działać czy nie powinien działać po wyjściu z kiosku?
Wojciech Klicki: Muszę panu powiedzieć, że sam też dokonałem pewnego eksperymentu, bo byłem ciekaw, jak wygląda sytuacja. I okazało się, że w kiosku, w którym normalnie startery były do kupienia, mają specjalny system sprzedaży kart. Można je po prostu kupić lub kupić i od razu zarejestrować swoje dane. Został tutaj przyznany klientom wybór, chociaż w tym pierwszym scenariuszu nie obeszłoby się bez późniejszej wycieczki do salonu operatora i podania swoich danych. Tak też wszystko byłoby pięknie, lecz okazało się, że system odmówił posłuszeństwa i nie ma możliwości natychmiastowego zarejestrowania karty: pozostała tyko ścieżka dwustopniowa. Kupno karty w jednym miejscu i rejestracja w drugim.

A jak powinno być?
Aby zrealizować cele ustawodawcy powinno się stopniowo dojść do sytuacji, w której do wszystkich kart przedpłaconych istnieje możliwość przypisania konkretnej osoby. To proces dwustopniowy, bo zaczął obowiązywać jego pierwszy etap, czyli ograniczenie możliwości anonimowego zakupu karty, a nowe karty mają być już przypisane do konkretnych osób. Drugi krok i tak na prawdę najbardziej przełomowy, nastąpi 1 lutego przyszłego roku, kiedy już dzisiaj funkcjonujące karty prepaid, które nie są zostaną zarejestrowane, przestaną działać. A więc to jest ostateczny termin na rejestrację kart przez osoby, które dzisiaj z nich korzystają.

Ja dziś w kiosku zostałem poinformowany, że taka karta będzie działać przez tydzień, a gdzieś indziej, że przez miesiąc.
Widzi pan, problem polega na tym, że ustawodawca tworzył ustawę „antyterrorystyczną" – przepisy, o których mówimy, były tworzone w celu walki z terroryzmem. Skutek jest taki, że ustawodawca nie pochylił się nad takimi szczegółami, jak procedury, jakimi mają kierować się operatorzy przy realizacji nowego obowiązku. A dostali oni bardzo mało czasu, by się do jego realizacji przygotować. Efektem są opisane przez pana rozbieżności. Są one pokłosiem braku przejrzystości przepisów w tym obszarze.

A jak pan ocenia zapisy tej ustawy?
Bardzo krytycznie – liczne wady nie są rekompensowane żadnymi korzyściami. Po stronie strat mamy bowiem niewątpliwe ograniczenie prywatności wynikające z konieczności zarejestrowania kart. Nagle operatorzy uzyskają na nasz temat znacznie więcej informacji, niż mieli dotychczas. Niektórzy z nas mogli chcieć utrzymywać pewne kontakty anonimowo, więc to także kolejna niedogodność. Po stronie wad mamy też ryzyko związane z bezpieczeństwem danych osobowych. Nie mam pewności, czy w małym kiosku moje dane będą należycie chronione. Są to nie byle jakie dane osobowe: to np. numer dowodu – informacje, które pozwalają wziąć na kogoś kredyt.

Nie wspominam już o tym, że zostaliśmy zmuszeni do podawania informacji, do których następnie w arbitralny i zupełnie niekontrolowany sposób uzyska policja i liczne służby specjalne. Dodatkowe zastrzeżenie to utrudnienie prowadzenia działalności operatorom wirtualnym, internetowym. To ci, którzy – w przeciwieństwie do największych potentatów – nie mają swoich salonów potrzebnych do weryfikacji kart, które sprzedają głównie przez Internet. Te firmy będą musiały oprzeć swoją działalność na weryfikacji przeprowadzanej głównie w kioskach, a jak widać z mojego doświadczenia, ten system bywa nieskuteczny.

Czy są zatem jakieś korzyści?
To jest bardzo kontrowersyjne, ale w mojej ocenie nie ma. Dlaczego? Otóż zdaniem ustawodawcy rejestracja kart prepaid jest niezbędna do przeciwdziałania terroryzmowi. Jestem jednak głęboko przekonany, że osoby, które chcą dokonać zamachu terrorystycznego są w stanie obejść to ograniczenie i zatrzeć po sobie ślad. Na przykład kupując kartę na podstawioną osobę (tzw. „słupa"), kradnąc taki telefon albo wreszcie przywożąc go z zagranicy.

No właśnie, a jak wygląda sytuacja w innych państwach?
Faktycznie w wielu państwach istnieje obowiązek rejestracji kart typu prepaid, ale należy dodać (o czym zapominali autorzy tej ustawy) , że równocześnie dostęp służb do tych danych podlega kontroli. To znaczy, że obywatele mają obowiązek rejestracji karty, ale z drugiej strony mają pewność, że te informacje nie będą w sposób dowolny, arbitralny pobierane przez służby, bo ktoś spoza służb trzyma nad tym piecze – kontroluje, żeby funkcjonariusze nie grzebali w tych danych do woli, a tylko wtedy, gdy to potrzebne. W Polsce takiego organu nie ma i w tym różnimy się od państw, w których obowiązuje konieczność rejestracji kart typu prepaid. A i tak nie istnieje we wszystkich państwach -- u naszych południowych sąsiadów takiego obowiązku nie ma.

Tagged:
Telefon
Vice Blog
bezpieczeństwo
karta sim
rejestracja telefonu
Fundacja Panoptykon
ustawa antyterrorystyczna
Wojciech Klicki