FYI.

This story is over 5 years old.

Varials

​Nie taka opryszczka narządów płciowych straszna, jak ją malują

Opryszczka to dosyć dziwny wirus, bardzo łatwo go rozsiać, ale w gruncie rzeczy jest on niegroźny

To się nie wydarzy. Zdjęcia: Flickr, użytkownik Jes.

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Kanada.

Komediantka Sarah Silverman kiedyś podczas występu powiedziała ludziom, że jedna na sześć osób choruje na opryszczkę narządów płciowych. Po tej informacji poprosiła publiczność, by osoby z wirusem podniosły ręce. W sali zapadła grobowa cisza, a wtedy Silverman zmrużyła oczy i sama podniosła rękę, aby dodać otuchy widzom. Oczywiście możliwe, że – wbrew statystykom – nikt w sali nie był zarażony wirusem. Jednak bardziej prawdopodobna jest wersja, że nikt z tam obecnych nie chciał stać się obiektem żartów w komediowym show. Każdy aktor, który zataszczył kiedyś swój tyłek na casting do reklamy opryszczki, powie ci, że żadna sława i pieniądze nie są warte bycia twarzą wirusa.

Reklama

To jednak powoli się zmienia.

Wpływ na to ma choćby ProjectAccept.org, organizacja non profit, która jest głosem i przekaźnikiem ludzi dotkniętych opryszczką i HPV już od późnych lat 70. ubiegłego wieku, kiedy nawet w książkach do medycyny nie było takich pojęć. Zdaniem jej działaczy stygmatyzacja zaczęła się pod koniec lat 70. i na początku 80., kiedy wielkie koncerny farmaceutyczne zaczęły produkować i reklamować leki antywirusowe, aby jednych uchronić przed chorobą, a drugim pomóc w szybszym leczeniu. W 1982 roku Time opublikował historię pod tytułem Nowa Szkarłatna Litera (z podtytułem: Opryszczka, nieuleczalny wirus, może zagrozić seksualnej rewolucji). Bohaterką była przepełniona wstydem kobieta, a rozmawiający z nią półsłówkami mężczyzna sprawiał wrażenie przymuszonego do spotkania. I pomyśleć, że wszystko to przez nieprzyjemną chorobę skóry, której objawy są widoczne przez co najwyżej dwa tygodnie w dolnych rejonach ciała.

Choć do opryszczki przyznało się wiele znanych osób – w tym emerytowana gwiazda porno Belladonna, aktorka Anne Heche i współpracująca z VICE Tracie Egan Morrissey – choroba nigdy nie wywołała tyle współczucia, co np. łuszczyca Kim Kardashian czy egzema Kate Middleton.

Ostatnio jednak podejście społeczne do tej choroby zaczęło się zmieniać, co jest w dużej mierze zasługą Elli Dawson, radosnej 22-latki, która ochoczo została twarzą opryszczki.

Pochodząca z Nowego Jorku asystentka do spraw serwisów społecznościowych zaraziła się wirusem dwa lata temu. I choć diagnoza była dla niej szokiem i wywołała poczucie wstydu (pomińmy bóle pochwy), Ella szybko nauczyła się dostrzegać jasne strony całej sytuacji. Z perspektywy czasu nawet choroba okazała się dla niej wręcz korzystna.

Reklama

W kwietniu Dawson napisała artykuł dla Women's Health pod tytułem Why I love telling people I have herpes („Powody, dla których uwielbiam przyznawać się do opryszczki"). Tekst z dnia na dzień stał się – za przepraszeniem – wiralem.

– Od zawsze twierdziłam, że społeczeństwo powinno zacząć rozmawiać na temat opryszczki. Od zawsze też miałam wrażenie, że to ja będę osobą, która zacznie i poprowadzi tę dyskusję. Chciałam zostać twarzą opryszczki, stało się to jednym z moich życiowych celów. Nie podejrzewałam jednak, że fala dyskusji, jaką wywołam, będzie tak ogromna – powiedziała Dawson.

Dodała też, że pod jej wypowiedzią, poza nieuniknionymi komentarzami internetowych trolli, pojawiło się mnóstwo pozytywnych, podnoszących na duchu wiadomości. Dlatego zorganizowała nawet kilkakrotnie spotkania z czytelnikami.

– Potwierdziły się moje przypuszczenia, ludzie są już gotowi, żeby o tym mówić. To wyglądało tak, jakby wszyscy w końcu odetchnęli z ulgą. Byłam naprawdę szczęśliwa, patrząc na to, że ludzie są już gotowi i otwarci na dyskusję – dodała Ella.

Dennis Williams, koordynator ds. usług zdrowotnych pracujący dla Planned Parenthood w Toronto, prowadzący grupę wsparcia, często powtarza, że najbardziej traumatycznym przeżyciem przy opryszczce jest diagnoza.

– Ten proces jest bardzo angażujący emocjonalnie. Stygmatyzacja sprawia, że informacja o chorobie odbija się na życiu i zdrowiu ludzi bardziej niż sama choroba – tłumaczy.

Reklama

Opryszczka to dosyć dziwny wirus, bardzo łatwo go rozsiać, ale w gruncie rzeczy jest on niegroźny. Rozróżnia się jego dwa typy: herpes simplex virus 1 (HSV-1) i herpes simplex virus 2 (HSV-2). Oba przenoszone są przez dotykanie, całowanie i seksualne kontakty cielesne, bez względu na otwór. Najłatwiej zarazić się nimi przez otwartą, sączącą się ranę. Jednak wirus może nie dostarczyć żadnych symptomów zarażenia. Tymczasem picie ze wspólnej butelki, całowanie może spowodować przeniesienie choroby na dziecko. Objawy są sprawą indywidualną, wszystko zależy od czynników zewnętrznych i układu odpornościowego. Z tego powodu niektóre osoby są nosicielami, ale nawet o tym nie wiedzą. Są tacy, którzy doświadczą bolesnych bąbli, podczas gdy inni nie doświadczą niczego.

Prawdziwe niebezpieczeństwo wirus powoduje jedynie w wypadku kobiety w ciąży, bo może mieć wpływ na płód. Zdarzały się również przypadki zarażenia noworodka podczas porodu, ale były one odosobnione.

Opryszczka zwiększa również prawdopodobieństwo zarażenia się wirusem HIV przy bezpośrednim kontakcie. Przeprowadzono też badania, które wskazywałyby na to, że opryszczka powiązana jest bezpośrednio z rakiem szyjki macicy, ale tylko wśród kobiet zarażonych wirusem brodawczaka ludzkiego (HPV).

Dennis Williams chce pomóc zrozumieć ludziom zdiagnozowanym, jak bardzo powszechna jest ich choroba. To dosyć trudne zadanie, biorąc pod uwagę, że w społeczeństwie wirus opryszczki dalej postrzegany jest jako powód do wstydu. Mówi też, że podoba mu się to, co zrobiła Dawson.

Reklama

– Ludzie niepotrzebnie i kompletnie bez sensu martwią się o to, że są w tym wszystkim sami. To dziwne, biorąc pod uwagę liczbę nosicieli tego wirusa – podsumowuje Williams.

Ella Dawson przyznała jednak, że żarty z opryszczki to wciąż delikatny temat, co jest tym trudniejsze, że komicy i kabarety lubią stroić sobie żarty z tej dolegliwości, ponieważ nie wymaga to od nich wielkiego wysiłku. W takich sytuacjach przypomina sobie, że stygmatyzacja jest czymś, co jest stworzone przez społeczeństwo, a nie doświadcza tego w towarzystwie znajomych, współpracowników ani rodziny.

– W pewnym momencie dochodzisz do wniosku, że to w twoim życiu nieistotne, i przestajesz się tym wszystkim przejmować – tłumaczy.

Będąc szczera do bólu w kwestii, która nie jest zbyt seksowna, Dawson ma nadzieję, że wspólnie z ludźmi takimi jak ona uda jej się zmienić sposób, w jaki społeczeństwo traktuje opryszczkę.

– Za cel postawiłam sobie, aby ludzie w przyszłości, gdy będą szukać w Google'ach opryszczki narządów płciowych, zamiast obrzydliwych zdjęć od WebMD zobaczyli mnie – osobę cieszącą się normalnym, niesamowitym życiem – podkreśla.

Śledź Eliannę Lev na Twitterze.