FYI.

This story is over 5 years old.

Kultura

Muzułmanki mówią, jak im się żyje w dzisiejszej Polsce

„Zawsze chcę pokazywać, że jestem częścią społeczeństwa. Nie chcę, by muzułmanki były spychane do roli zamkniętej mniejszości, oddzielonej od codziennych, polskich spraw"
31.8.16

Lubna, jedna z bohaterek tekstu. Wszystkie zdjęcia stanowią własność prywatną

Nastroje islamofobiczne nasilają się w całej Europie, nie wykluczając Polski. Widać to gołym okiem – na warszawskim Grochowie, gdzie mieszkam, najłatwiej zaobserwować to, czytając napisy na murach. Do tej pory płynąca z nich mowa nienawiści miała charakter ogólnie rasistowski i antysemicki. Od czasu kiedy media zaczęły nagłośniać kryzys związany z uchodźcami szukającymi schronienia w Europie, do standardu graficiarskiego weszło wyrażanie nienawiści do muzułmanów i islamu.

Zakaz noszenia burkini na francuskich plażach przeniósł walkę z radykalnym islamem na pole, które politycy już dawno oswoili – kobiece ciało. Nie po raz pierwszy uznali oni, że największym zagrożeniem dla kultury, której bronią, jest to, co zakłada (lub nie) na siebie kobieta.

Reklama

Obecnie w większości mediów toczy się debata nad zasadnością tego zakazu. Eksperci wypowiadają się i kłócą. Nikt nie pyta o zdanie samych zainteresowanych, czyli muzułmanek.

Kilka lat temu, pisząc pracę na temat Polek przyjmujących islam, przeprowadziłam wiele długich rozmów z polskimi muzułmankami. Zdecydowana większość z nich twierdziła, że w Polsce żyje im się dobrze, że rzadko spotykają się z dyskryminacją w przestrzeni publicznej, o agresji nie wspomniała żadna. Jedyne pole, na którym część z nich czuła się dyskryminowana stanowił rynek pracy.

W zmienionej niedawnymi atakami terrorystycznymi Europie razem z koleżanką postanowiłyśmy wrócić do tych rozmów i zapytałyśmy, czy sytuacja polskich muzułmanek jest inna, niż kilka lat temu. Czy nadal czują się bezpiecznie mieszkając w Polsce? Czy ludzie spotykani na ulicach odnoszą się do nich inaczej, niż przed kryzysem uchodźczym? Chciałybyśmy, żeby ich własny głos był słyszalny, żeby one same mogły mówić publicznie o tym, co dla nich ważne.

Wiktoria, 25 lat, Polka przyjęła islam 5 lat temu

Kiedy w mediach pojawi się jakaś informacją dotycząca islamu zawsze jest ilustrowana zdjęciem kobiety z całkowicie zakrytą twarzą, w niqabie. Takie pokazywanie muzułmanek budzi lęk wśród Polaków. Ja osobiście nic nie mam do niqabu, ale właśnie dlatego nie chciałabym w nim chodzić. Zawsze chcę pokazywać, że jestem częścią społeczeństwa. Nie chcę, by muzułmanki były spychane do roli zamkniętej mniejszości, oddzielonej od codziennych, polskich spraw. Staram się pokazywać, że z muzułmanką można nawiązać kontakt, poprosić o pomoc. Zawsze przytrzymam sąsiadom drzwi, uśmiechnę się do nich. Takie zachowanie stał się dla mnie jeszcze ważniejsze od kiedy założyłam chustę. To widoczny znak przynależności religijnej – czuję, że reprezentuję całą społeczność muzułmańską.

Jeśli chodzi o burkini we Francji, to uważam, że kobieta powinna mieć wybór, w czym przychodzi na plażę. Wielu mężczyzn opala się w bardzo skąpych slipkach, widać kiedy mają erekcję, a dookoła pełno dzieci. Wiele kobiet opala się bez stanika. I nikt nie widzi problemu. I nie rozumiem, dlaczego kiedy kobieta chce się zakryć, to jest problem. Przecież ktoś może mieć chorobę skóry albo po prostu nie chcieć się obnażać. Z resztą od razu widać, że ten zakaz jest wymierzony w mniejszość religijną, w muzułmanki. Przecież zakonnice mogą przychodzić na plaże w pełnych strojach, zakaz nie dotyczy też np. długich sukienek. Chodzi tylko o burkini.

Reklama

Pewnie teraz jeszcze więcej osób będzie uważać, że burkini jest po prostu złe.

Nie od razy po konwersji założyłam chustę. Można się ubrać zgodnie z zasadami islamu nie korzystając z rozpoznawalnego symbolu jakim jest chusta. Kiedy się na to zdecydowałam zrobiłam to dla Boga, ale zauważyłam też różnicę w życiu codziennym. Nigdy nie lubiłam uwagi mężczyzn, nie schlebiało mi to, raczej denerwowało. Od kiedy noszę chustę, dla przypadkowo spotkanych mężczyzn jestem aseksualna – przestali na mnie patrzeć jak na obiekt seksualny.

Daria, pół Polka pół Palestynka, mieszka w Polsce od urodzenia

Uważam, że zakaz noszenia burkini jest kolejną decyzją podejmowana przez białych mężczyzn, która ich nie dotyczy, a dość skutecznie ogranicza prawo kobiety do decydowania o tym, co ma na sobie. W Polsce mamy bardzo podobną sytuację, tyle, że nie dotyczy ona tego co mamy na sobie, a wnętrza naszego ciała. Mam tu na myśli zakaz aborcji i fakt, że z jakiegoś powodu głos Episkopatu w tej sprawie jest bardziej donośny niż zdanie kogokolwiek posiadającego macicę.

Na co dzień nie noszę burki, więc omijają mnie wszystkie zbędne komentarze i zdecydowanie za dużo wlepionych we mnie par oczu. Rok temu robiłam eksperyment i ze zmyślonym CV aplikowałam do różnych prac. Na rozmowy kwalifikacyjne przychodziłam w burce. Reakcje były bardzo różne, od „chyba pani żartuje" do przemocy (jedna pani z recepcji u dentysty oblała mnie jogurtem). Po tygodniu zaczęłam chodzić zgarbiona, bo wszyscy się na mnie gapili. Nie zawsze były to agresywne spojrzenia, patrzyli raczej z ciekawości i chyba trochę się mnie bali. Prawdę mówiąc ja też się ich bałam. Parę razy ktoś mnie popchnął i dalej nie wiem, czy to moja paranoja, czy było to celowe. Rozmawiałam później z koleżanką z Arabii Saudyjskiej, która tu studiowała i zapytałam, jak ona to robi, że wytrzymuje te wszystkie podejrzliwe spojrzenia. Powiedziała tylko, że do wszystkiego da się przyzwyczaić.

Reklama

Ja mieszczę się w polskich standardach białej skóry, ale wystarczy, że wychodzę gdzieś z moimi znajomymi, którzy już „niestety" tacy biali nie są… Jedno na pięć naszych wyjść kończy się właśnie jakąś szemraną sytuacją. „Spierdalaj do Afryki", „Jebane brudasy – tu jest Polska", „Terroryści", „Idź się puszczaj z nimi dalej szmato" itd. To tylko parę przykładów przemocy słownej, czasem dochodzi do jakichś rękoczynów. Nie tak dawno pod jednym z warszawskich klubów mój kolega, pół Nigeryjczyk pół Polak, dostał cios bez ostrzeżenia od jakiegoś przechodnia w średnim wieku, przewrócił się – agresor spojrzał na moją zdziwioną minę, rzucił „jebać czarnuchów" i spokojnie odszedł. Powiedz mi jak tu się nie bać?


Z bliska i bez uprzedzeń. Polub fanpage VICE Polska, żeby być z nami na bieżąco


Lubna, 30 lat, Irakijka, mieszka w Polsce od 10 lat

Zakaz noszenia burkini to dyskryminacja mniejszości religijnej. Ja patrzę na to z perspektywy kobiety: nie mogę sama zdecydować w co się ubrać. Polityka ingeruje w moje prywatne życie. Europa mówi, że tu jest wolność, każdy może żyć jak chce i to jest hipokryzja. To co teraz się wydarzyło we Francji jest dla mnie straszne, przykre i upokarzające.

Hidżab w Europie widziany jest jako symbol opresji i zniewolenia, coś narzuconego przez mężczyznę. To nie prawda. Hidżab to zapisany w Koranie nakaz od Boga. To taki samo obowiązek religijny jak modlitwa. Zakazywanie takiego sposobu ubierania się to zakazywanie praktyk religijnych czyli naruszenie zasady wolność wyznania. Hidżab to nie jest moda tylko praktyka religijna i właśnie dlatego ja noszę chustę. Wiele kobiet w mojej rodzinie nie nosi. To jest wybór kobiety. Tak jak nie można zmuszać kogoś do chodzenia do kościoła, tak nie można zmuszać do noszenia hidżabu bo to traci wartość religijną.

Reklama

Życie muzułmanek w Polsce zmieniło się od czasu kryzysu uchodźczego. Ja mieszkam tu 10 lat i widzę różnicę – mimo że wcześniej ludzie też zwracali na nas uwagę, a islam był kojarzony z terroryzmem. Od kiedy zaczął się kryzys osoby, które nas nienawidzą czują się pewniej, mają wzory z góry, że nie spotkają ich za to żadne konsekwencje. Siostra coraz częściej dzwoni i mówi: „Uważaj, znowu pobili kolegę, znowu kogoś opluli". Wiele osób traktuje mnie inaczej, bo mnie znają, jestem taką „swoją muzułmanką". Uważają, że inni muzułmanie to zupełnie inna sprawa. Nie pomagają moje tłumaczenia, że oni uciekają przed wojną, że ja sama przeżyłam wojnę.

To nie jest tak, że teraz muzułmanki boją się wychodzić na ulicę. Media też często przesadzają, nie można aż tak oczerniać Polski – ale widać, że sytuacja się zmieniła.

Jagoda, 37 lat, Polka, przyjęła islam 15 lat temu

Politycy to wciąż zazwyczaj faceci, a ci jako wzrokowcy lubią sobie popatrzeć… Skoro można być w podkoszulku z powodu poparzenia słonecznego, to zakaz zakładania akurat burkini jest ewidentnie celowym nakręcaniem antagonizmów. Kiedyś zakrycie oznaczało coś innego niż teraz i usilne wtłaczanie Koranu w średniowiecze nie ma prawa się sprawdzać.

Jeśli chodzi o Polskę, to szum nakręcają niestety głównie media – bo to się sprzedaje. A problem właściwie nie istnieje. Dla mnie hidżab to zakrycie intymności, a nie konkretnie chusta. Chusta to tradycja w niektórych regionach. Hidżab musi być definiowany w odniesieniu do miejsca, w którym się przebywa. Na Egipskiej ulicy, gdzie normą jest długa spódnica lub spodnie, nie założę szortów. Ale w Polsce, gdzie norma jest inna, nie będę odbierana jako wyzywająca ubierając się w krótszą sukienkę. Chociaż w mini nie wskoczę.

Reklama

Nie odczułam zmiany jeśli chodzi o stosunek Polaków do muzułmanów od czasu rozpoczęcia kryzysu uchodźczego. Jedyną nieprzyjemna sytuację miało moje dziecko w szkole. Na etyce zaczęli rozmawiać o uchodźcach i jeden z chłopców powiedział, że Allah to największy terrorysta. Mój syn się mocno na to obruszył, ale tamten dzieciak został dość skutecznie upomniany przez nauczycielkę. Szkoła bardzo szybko reagowała po każdym medialnym doniesieniu – dzieci współczuły uchodźcom i wiedziały, że zamachowcy to kretyni.

Mój syn nie jest jedynym muzułmaninem w szkole, a że jest lubiany, to jest „swój". Dzieciaki potrafią myśleć: skoro swoi są w porządku, to znaczy, że coś jest nie tak z tą całą paniką. Mnie też wszyscy traktują jak „swoją". Jedyna różnica jest taka, że czasem pytają, czy naprawdę można tak przekręcić religię, żeby wyszły z niej nakazy zabijania?

Hala, Polka, przyjęła Islam 4 miesiące temu

Jestem praktykująca i stosuję się do zasad ubioru, ale decyzji o noszeniu hidżabu jeszcze nie podjęłam. Zdarza się, że noszę chustę. Wielokrotnie obserwowałam, jaką barierę w kontaktach z obcymi może spowodować tradycyjny strój, Polacy boją się inności i te nastroje w widoczny sposób się wzmagają.

Widzę różnicę w traktowaniu. Kiedy zakładam chustę, nawet zwykłe „dzień dobry" przestaje być swobodne i brzmi dziwnie przeciągle. Ludzie mnie obserwują. Nie dotyczy to wyłącznie obcych – gdy kilka miesięcy przed konwersją zrobiłam sobie zdjęcie z zakrytą głową, nawet moja bliska znajoma zapytała z niedowierzaniem: „Ale chyba nie będziesz tak chodzić cały czas?".

Z nieznanych mi przyczyn ludziom wydaje się, że wiedzą lepiej, co druga osoba powinna mieć na sobie. Chciałabym, by media zamiast zajmować się tym, jaki fason będzie pasował do przestrzeni publicznej, przykładały większą wagę do tego, jakie nastroje społeczne współtworzą.

Kiedy świat obiega informacja o akcie terroru, pierwszą podawaną informacją (o ile zamachowiec był muzułmaninem) jest jego wyznanie. Jeżeli sprawca był innej wiary, kwestia pozostaje ignorowana. Doprowadza to do sytuacji absurdalnych, kiedy ludzie widząc osobę, której ubiór bądź karnacja wydają się arabskie, przechodzą na drugą stronę ulicy, zmieniają wagon tramwaju czy metra. Rozumiem lęk przed atakami, ale ta powszechna panika nie doprowadzi nas do niczego dobrego.

To co ktoś ma na sobie nadaje nieco kontekstu, ale nie pozwala nam poznać drugiej osoby. Jestem zdania, że nie znamy do końca samych siebie, więc jakim cudem mielibyśmy – sugerując się wyglądem obcego człowieka – dowiedzieć się czegokolwiek o jego intencjach?

Sprawa zakazu noszenia burkini drażni mnie jednakowo. Kwestia tego, w co się ubieramy, powinna pozostać indywidualnym wyborem. Jeżeli chcemy się obnażać, nosimy wycięte slipy bądź opalamy się nago na plażach nudystów. Jeżeli chcemy się zasłonić, powinniśmy mieć tę możliwość – nie ważne, co leży u podstaw naszej decyzji. Może być to przynależność religijna lub choroba skóry.