Moda

Przetestowałam lustra w przymierzalniach, by sprawdzić, jak manipulują nami sieciówki

Dzięki niektórym miałam ogromne cycki, a w innych moje uda wyglądały, jakby należały do nastoletniej dziewczynki
All images by the author

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE Spain

Jakiś czas temu przeczytałam artykuł w hiszpańskiej gazecie „La Vanguardia” o rosyjskiej dziennikarce, która zrobiła sobie zdjęcia w sklepowych przebieralniach, po czym doszła do wniosku, że w wielu z nich wisiały specjalne lustra mające optycznie wyszczuplić klientów. Odkąd to przeczytałam, zaczęłam być podejrzliwa wobec każdego lustra, w którym widziałam swoje odbicie. Czy to naprawdę byłam ja, czy raczej chudsza, ładniejsza wersja mnie? Która z nich jest prawdziwą mną? I czy w ogóle istnieje jakaś „prawdziwa ja”, skoro widuję tak wiele wersji swojego odbicia? Czy mogę poznać samą siebie, jeśli nie wiem, jak naprawę wygląda moje ciało? I tak dalej, i tak dalej. Twardy orzech do zgryzienia.

Reklama

Żeby nie było, czuję się doskonale z moim ciałem. Jestem zbudowana dość przeciętne i zwykle noszę ubrania w rozmiarze M. Idea, że wielkie marki oszukiwały mnie od 27 lat, a ja nigdy się nie zorientowałam, wydawała mi się absurdalna. Czy powinnam mieć za to do nich pretensje? Czy mogę domagać się zwrotu pieniędzy za spodnie z Zary, które w przymierzalni wydawały się idealnie, ale po powrocie do domu okazały się robić z moich nóg dwie kiełbasy (i nie, nie chodzi mi o seksowne nogi wyglądające jak paróweczki, tylko pękate serdelki)? A co jeśli to wszystko nie było prawdą i dziennikarka kłamała? Na zdjęciach zrobionych w przymierzalniach jej włosy wyglądały na o dobre 10 centymetrów dłuższe, twarz nosiła ślady retuszu, a sama kobieta wydawała się o jakiś kilogram chudsza. W tym momencie wiedziałam tylko jedno – nikomu nie mogę ufać.


OBEJRZYJ: Od prostytutki do szwaczki: wysoka cena tanich ubrań


Aby zyskać pewność, że nie świruję, skontaktowałam się z Carlesem Casasem – specjalistą od marketingu sensorycznego i bardzo ważną figurą w świecie handlu detalicznego. Według niego dużym sieciówkom wcale nie zależy na tym, żeby ludzie nabywali dużo produktów, tylko aby robili to w jak najlepszej atmosferze „Koncentrujemy się na pewnym ogólnym zmysłowym doświadczeniu kupowania. Przebieralnia to bardzo ważny element tego procesu, który może dramatycznie wpłynąć na efekt końcowy – pozytywnie lub negatywnie. Na doświadczenia klienta bardzo mocno oddziałuje oświetlenie, temperatura, głośność muzyki, a nawet zapachy w pomieszczeniu. Staramy się zrozumieć wszystkie elementy, które w jakikolwiek sposób wpływają na ich czas spędzony w przymierzalni, a następnie próbujemy polepszyć to doświadczenie”.

Reklama

Zapytałam go, w jakim stopniu różne firmy próbują nami manipulować za pomocą tych technik. „To wszystko jest jak najbardziej legalne i zgodne z prawem. Jednak największy wpływ mają sami kupujący. Marki starają się raczej nie oszukiwać ludzi, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że nie tylko źle wpłynie to na ich wizerunek, ale i na ilość sprzedanych produktów. Ludzie nie są głupi i nie wybaczają, gdy ktoś ich okłamuje. Jeśli jakaś firma ich oszuka, zapamiętają to na długo i co więcej, powiedzą o tym swoim znajomym”.

Aby dowiedzieć się, czy inne sieciówki oszukują nas w ten sam sposób, co rosyjskie, przeszłam się po najpopularniejszych sklepach w Barcelonie.

Zaczęłam w sklepie Bershka, sieci, która w Hiszpanii słynie raczej ze swojej irytującej, ryczącej muzyki, a nie modnych ubrań. Światło w przymierzalni było żółtawe i rzucało tak dużo cieni, że czułam się jak postać z obrazu Caravaggia.

Reflektor świecący wprost na mój dekolt utworzył cień nad brzuchem, dzięki któremu moja talia wydawała się węższa niż normalnie. Moje nogi zdawały się smuklejsze, a głowa węższa. Teoretycznie wyglądałam jak księżniczka Disneya, ale wcale nie czułam jedną z nich.

Zapach w następnym sklepie, Stradivariusie, był przytłaczający i wypełniał całą przymierzalnię – podobnie jak mój nagle zaskakująco obfity biust. Moje piersi znalazły się dosłownie w blasku jupiterów i po raz pierwszy w życiu zrozumiałam, jak muszą się czuć ludzie o dużych cyckach i małych udach. To doświadczenie sprawiło, że miałam ochotę kupić każdy przedmiot w sklepie, więc cieszę się, że na co dzień wcale nie mam wielkich piersi i małych ud, bo szybko wydałabym na ciuchy wszystkie moje pieniądze

Reklama

Potem poszłam do Women'secret, czyli sklepu z bielizną. Intymne oświetlenie było bardzo sympatyczne, ale w żaden sposób nie przysłużyło się mojej figurze. Pomarańczowa ramka, którą widziałam w ogromnym lustrze, sprawiła, że na początku poczułam się bardzo wysoka, ale kiedy spojrzałam jeszcze raz, ujrzałam zupełnie obcą osobę. Nagle stałam się bardzo przysadzista – zupełnie, jakby coś skracało moje nogi, a talia znajdowała się znacznie wyżej, niż powinna. To było dziwne.

W Oysho, kolejnym sklepie z bielizną i kostiumami kąpielowymi, odkryłam, że przy odpowiednim oświetleniu moja buzia zaczyna nieco przypominać twarz Michaela Jacksona – w jego ostatnich, smutnych latach życia.

W Zarze przyćmione oświetlenie sprawiało, że wyglądałam, jakbym miała twarz porcelanowej lalki, co zawsze stanowi spory plus. W każdym kącie przebieralni były lustra, w których wydawałam się znacznie szczuplejsza niż w rzeczywistości. Jakkolwiek się nie ustawiłam, wszędzie widziałam swoją odchudzoną wersję. Byłam robiona w trąbę i jednocześnie szczęśliwa, że ktoś mnie nabiera. W małej, zamkniętej przebieralni nagle poczułam się bardzo komfortowo.

Pull&Bear poszło o krok dalej w rozjaśnianiu twarzy i odniosło ten sam efekt, co Zara: czułam się perfekcyjnie i nieskazitelnie. Brakowało tylko wiatraka i maszyny do robienia dymu, a mogłabym wystąpić w reklamie perfum. No i do tego kompletnie zniknął mój brzuszek. Co się z nim stało? Dokąd poszedł?

Reklama

Cóż, z pewnością nie udał się do H&M-u, mojego następnego przystanku, ponieważ tam też go nie zastałam.

Potrzebuję takiego lustra w mojej sypialni. Albo inaczej – muszę z tej przebieralni zrobić moją sypialnię. Nie tylko światło było tak doskonałe, że ukrywało wszystkie niedoskonałości na mojej twarzy, ale wysmukliło mi nogi. Miałam nieskazitelną cerę, zupełnie jakbym jeszcze nie przeszła przez okres dojrzewania. Nie chciałam stamtąd wychodzić.

W przebieralni w Springfieldzie było wiele luster i nie wiedziałam, gdzie mam podziać wzrok. Nie zmieniało to faktu, że podobało mi się to, co widziałam. Moja skóra wyglądała cudownie i była nienaturalnie równomiernie opalona. Moja bardziej atrakcyjna, wyglądająca na zdrowszą siostra bliźniaczka patrzyła na mnie z lustra. To nie było prawdziwe, powtarzałam sobie, to tylko oświetlenie. Ale technicznie rzecz biorąc, to nadal byłam ja.

Ku mojemu wielkiemu ubolewaniu w końcu musiałam wyjść. Poszłam do przebieralni należącej do El Corte Inglés – największej sieci centrów handlowych w Hiszpanii. Tam też wyglądałam na znacznie chudszą. Chociaż sama przebieralnia była najbrzydszą i najbardziej zaniedbaną ze wszystkich, które odwiedziłam, lustro nawet nie ukrywało, że mnie wyszczupla. Jestem absolutnie pewna, że moje ciało tak nie wygląda.

W Topshopie moje dżinsy zdawały się leżeć na mnie zdecydowanie lepiej niż w rzeczywistości. Delikatne światło z góry podkreślało moje czoło i kości policzkowe. Jasne, ciepłe barwy wyróżniały się na tle zimnych kolorów, które wydawały się przez to ciemniejsze.

Reklama

Wreszcie weszłam do sklepu w mojej dzielnicy, Friends. Zaimprowizowana przebieralnia tak naprawdę była łazienką, z której wymontowano sedes. Od sklepu oddzielała ją tylko zasłona, a kosz na umywalce miał wskazywać, że nie wolno jej używać. Jednak i tak powieszono tam ręcznik, na wszelki wypadek, gdybym naprawdę nie mogła się powstrzymać i umyła ręce. Z tyłu pomieszczenia było tak ciemno, że musiałam się bardzo zbliżyć do lustra, aby móc cokolwiek zobaczyć.


Robimy rzeczy, żebyś ty nie musiał. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Jak widać, myliłam się. Nigdy nie zauważyłam olbrzymich różnic między odbiciami w różnych przebieralniami i czułam się trochę oszukana. Zadzwoniłam do Raimona Margalefa, przedstawiciela Unii Konsumentów Katalonii, aby dowiedzieć się, czy klienci mogą coś z tym zrobić. „Mogłabyś powiedzieć, że świadomie pokazali cię w lepszym świetle. Może to stanowić podstawę oficjalnej skargi, którą należy złożyć w Katalońskiej Agencji ds. Konsumentów. Jednak nawet jeśli to zrobisz, nie otrzymasz odszkodowania. Zgłoszona firma będzie musiała zapłacić karę za to naruszenie, ale trafi ona bezpośrednio do KAK. Istnieje również możliwość wystąpienia na drogę sądową, o ile znajdziesz eksperta, który stwierdzi, że takie lustro spowodowało u ciebie jakąś szkodę niemajątkową” – wyjaśnił.

Ponieważ nie tylko trudno to udowodnić, ale i może wiązać się to ze sporymi kosztami, istnieje małe prawdopodobieństwo, że konsumenci zaczną to robić. Zamiast tego po prostu dalej będą się czuli rozczarowani za każdym razem, gdy wrócą z zakupów i zobaczą się w innym świetle.

Reklama

Więcej na VICE: