
Reklama
Reklama

Reklama

Reklama
Shuffling i jego wyznawcy są obiektem ostrej (i czasem odrobinę rasistowskiej) krytyki ze strony house’owych purystów. Ci ostatni twierdzą, że shuffling to nic innego jak agresywna, ostentacyjna popisówa, a odstawiający ją ludzie robią z siebie pajaców. Zarzucają im, że fatalnie się ubierają (tu akurat zgoda), i że prezentują „chuligańską mentalność”. Sam fakt, że traktują to ostanie jako coś złego mówi o nich wszystko.Tymczasem ze wszystkich słabości miejsc w rodzaju Vibe Bar czy Can't Stop Won't Stop, tj. przede wszystkim latin house’u dla turystów, żywej perkusji i okularów-żaluzji, shuffling wydaje się być najbardziej nieszkodliwy. To w końcu tylko zwykły taniec, do cholery. Jeśli uważacie, że głupi taniec stanowi zagrożenie dla całego gatunku, to jak wyjaśnicie przypadek Caetano Veloso, który przeżył nie tylko macarenę, ale również taniec z „She Bangs” i Las Ketchup? Zostawcie zatem shufflersów w spokoju.„AU SEVE”
O ile z uwagi na ich chłopięcy wygląd i wpadające w ucho refreny Disclosure można uznać za neo-house’ową Nirvanę, to odpowiednikiem „Smells Like Teen Spilit” tej sceny jest bez wątpienia utwór „Au Seve” Julio Bashmore’a. Jest prosty, da się do niego tańczyć, no i świetnie nadaje się zarówno do słuchania w samochodzie jak i do katowania w prowincjonalnych dyskotekach przez długie lata.Jeśli chodzi o muzykę taneczną, „Au Seve” ma szansę stać się dla naszego pokolenia odpowiednikiem „Tiger Feet”, czyli retro-klasykiem, do którego będziemy w przyszłości starali się przekonać nasze słuchające łupaniny dzieci. Z drugiej strony, kawałek tak wpada w ucho, że może równie dobrze zastąpić „Chelsea Dagger” jako ulubioną „przyśpiewkę” stadionową oraz „Seven Nation Army” jako motyw śpiewany przez nastolatków z południa Europy podczas ogłaszania wyników Eurowizji (poważnie, mają tam taki zwyczaj). Już niedługo bez neo-house’u nie będzie mógł się obyć żaden wieczór kawalerski.
Reklama

Reklama

Reklama


Bangkok - raj na ziemi