Wszystko źle, bo to Janek Koza

W Polsce jest bardzo mała grupa dobrze zarabiających i cała reszta. Mentalność ich wszystkich jest identyczna. Jedyne, czym się różnią, to zawartość portfela – mówi Janek Koza

|
wrz 30 2013, 10:20am

Rozmawia Paweł Mączewski.

Jestem fanem koziej twórczości, znam dobrze jego kreskę i tematykę rysowanych historii. Nie mogłem więc się doczekać spotkania z Jankiem. Zastanawiałem się, czy prywatnie jest tak samo bezkompromisowy jak sztuka, którą tworzy. Miałem nadzieję, że mi wytłumaczy dlaczego „wszystko jest źle" i jakie to uczucie być porównywanym do „mistrza w obrazowaniu brzydoty".

VICE: Dlaczego nie lubisz ludzi?
Janek Koza: Wręcz przeciwnie, ja właśnie bardzo lubię ludzi. Lubię ich takimi jacy są, z wadami.

Patrząc na twoją twórczość można odnieść wrażenie, że to właśnie na tych wadach głównie się koncentrujesz.
To z czułości. Ja naprawdę lubię ludzi, tak samo jak lubię postaci, które rysuję. Przyzwyczajam się do nich, myślę o nich. Dla ciebie to tylko kilka stron komiksu, a dla mnie to godziny pracy, wymyślania tego wszystkiego.

Twoi bohaterowie to przeważnie zwykli ludzie. W prześmiewczym tonie często pokazujesz ich codzienne życie, problemy, rozterki itp. Skąd pomysł na taki właśnie temat?
Staram się mówić o rzeczach, które znam. Nie wymyślam tematyki z „kosmosu", bo mi to zwyczajnie nie wychodzi. Mówię więc o tym, co mnie otacza i co widzę. Otwieram gazetę, czytam np. o polityce i bieżących sprawach i komentuję to z pułapu społecznego na którym jestem ja, moi bliscy, sąsiedzi...

A jaki to pułap?
Łatwiej mi będzie powiedzieć, co z niego widzę. Wydaję mi się, że wszelkie podziały społeczne w naszym kraju, wbrew temu co się mówi, można sprowadzić do jednego. Jest bardzo mała grupa dobrze zarabiających i cała reszta. To nie zmienia postaci rzeczy, że mentalność ich wszystkich jest identyczna, a jedyne, czym się różnią, to zawartość portfela. Tak też staram się to pokazywać.

Skończyłeś wrocławskie ASP, ale rysujesz niedbałą kreską. Czy tak właśnie uczą rysunku we Wrocławiu?
Po pierwsze, to zajęcia na Akademii nie uczyły mnie rysować, a pokazywały jak tworzyć, jak można wyrażać swoje myśli. Taki styl rysunku towarzyszył mi już na studiach, wtedy prowadziłem zina o nazwie Świnia. To właśnie tam pojawiły się jedne z pierwszych historyjek z perypetiami wymyślonych przeze mnie osób. Taka kreska jest dla mnie oczywista ze względu na fabułę - dopełnia opowiadaną historię i dzięki temu tworzy całość.

Janek Koza, to nie jest twoje prawdziwe imię i nazwisko.
Na studiach każdy z ogromną powagą podchodził do swoich prac i podpisywał je nazwiskiem. Ja natomiast postanowiłem, że będę podpisywał się w ten sposób, i tak już zostało. Teraz już tylko w dowodzie mam inaczej zapisane, dla każdego jestem Janem.

Debiutowałeś w pierwszej połowie lat 90. cyklem animacji Liryka erotyczna, potem były Erotyczne zwierzenia, które częściowo ukazały się w komiksie. Czy może lepiej jak nazwę to: poradnik Janka Kozy na tematy damsko-męskie?
Pomysł wziąłem z wydawanego wtedy Playboya, gdzie była podobna rubryka. Chciałem połączyć „komercyjne piękno" tego magazynu z jakimś poradnikiem dla kobiet i młodzieży. Na koniec przerobiłem to wszystko na swój sposób.

Mnie osobiście urzekła historia samotnej Joli, która przygarnęła psa z lasu, bo potrzebowała obdarzyć kogoś uczuciem. Pies jednak nie dość, że ją wykorzystał seksualnie, to jeszcze zabrał jej portfel i uciekł. Skąd bierzesz pomysły na historyjki?
Nie zapominajmy, że po tym wszystkim Jola zraziła się do wszystkich zwierząt...

I wylała rybki do klozetu.
Właśnie. Jeżeli chodzi o pomysły, to wymyślając historię zawsze zadaje sobie pytanie „co by było dalej?". Bo właściwie na przykładzie Joli i jej psa, mogłoby się to skończyć na tym, że rzeczywiście go wzięła do siebie, a on ją... i żyliby ze sobą długo i szczęśliwie. A tak, zastanawiam się co jeszcze można dodać do historii.

A skąd pomysł na kolejny album Wszystko źle?
Nazwa wzięła się z mojego spojrzenia na moje własne rysunki... że wszystko w nim brzydkie, nieestetyczne, że tematy smętne... Jest w nim sporo takiego naszego polskiego narzekania. Tak jak w Ameryce mówi się „everything is fine", to u nas, że „wszystko źle".

Uważasz, że Polacy powinni wyzbyć się swoich narodowych cech?
Chodzi o rozbudzenie w nich autoironii, a jednocześnie chcę, żebyśmy doceniali swoje. Bo jak nawet wszystko jest źle, to nie zapominajmy, że to nadal jest nasze.

Ktoś napisał o tobie: „Mistrz w obrazowaniu brzydoty". Zgodzisz się z tym?
To byłoby z mojej strony nieskromne. Myślę, że są więksi mistrzowie ode mnie w tej dziedzinie...

Kto na przykład?
Niemcy są w tym naprawdę dobrzy.

Jak myślisz, skąd bierze się aż taka popularność na Janka Kozę?
Nie wiem, sam jestem tym zdziwiony.

Rysujesz, malujesz, zajmujesz się animacją. Człowiek renesansu?
Te wszystkie rzeczy, którymi się teraz zajmuję są ze sobą ściśle związane. Prawdziwy człowiek renesansu zajmowałby się wieloma dziedzinami. Na przykład taki Leonardo Da Vinci i malował i przeprowadzał eksperymenty medyczne i budował maszyny bojowe.

Dasz mi znać, kiedy zaczniesz budować maszyny bojowe?
Będziesz pierwszym, który się o tym dowie.

Więcej VICE
Kanały VICE