Życie kręci się z prędkością 33 RPM

Winyle to, winyle tamto. Czarny wosk wraca do łask

|
07 Maj 2014, 10:30am

Cloud7 Record Shop - pierwszy w UK sklep winylowy prowadzony przez Polaka.

Dzisiaj nie będzie o „magicznych trzaskach” ani „zaczarowanych szumach nostalgii” - będzie za to konkretnie o płytach winylowych i wielbicielach tego niezwykłego nośnika, który przeżywa właśnie kolejną młodość, i to nie tylko w Polsce. O faktach i mitach woskowego szaleństwa rozmawialiśmy z Tomkiem Olszewskim, właścicielem Cloud 7 - pierwszego sklepu z winylami na Wyspach prowadzonego przez Polaka - radiowcem, założycielem popularnej na Facebook'u grupy miłośników i kolekcjonerów LP „Grupa Winylowa” – i ogólnie miłego gościa, z którym badawczym okiem rzuciliśmy w ten cały winylowy bajzel.

Vice: Winyle to, winyle tamto – obecnie nad fenomenem czarnej płyty rozpisują się niemal wszyscy. Czy zgodzisz się z tym całym kultem „vinyl revival”? Czy wosk faktycznie wraca do łask na dobre, czy mamy tu do czynienia z chwilowa modą? Wiem, że środowisko kolekcjonerów jest bardzo podzielone w tej kwestii.

Tomasz Olszewski: Najnowszy film Jarmusha kręci się wokół winyli. Tak, to moda, która nie mija - choć ostatnio można rzeczywiście zauważyć wzmożone zainteresowanie winylami. Środowisko kolekcjonerów jest podzielone, owszem - na tych, którzy lubią Genesis z Gabrielem i na tych, którzy wolą z Collinsem (śmiech).

Ale jak każdy medal i ten ma swoje dwie strony. Boom na winyle sprawił, że wydaje się teraz o wiele więcej nowej muzyki na tym nośniku aniżeli chwilę temu – ale z drugiej strony doprowadził do rożnych dziwnych zjawisk związanych z cenami płyt.

Ceny płyt używanych idą w górę, za to nowych trzymają się dość dobrze - podobnie do tych sprzed roku. W Polsce to jednak nie ma znaczenia, na Allegro jakiś czas temu można było „wyhaczyć" Marillion 'Misplaced Childchood' za jedyne 120 zł (śmiech) Ale jak sprzedawca mówił, że to 1st press pozwoliłem sobie mu delikatnie zwrócić uwagę, że wcześniejsze wydania były na czarnym labelu, a u niego jest żółty. Odpowiedź otrzymałem następującą: „Jako 1st press kupiłem to i jako 1st press sprzedaję”.


Płyta Led Zeppelin - warta ok 10 000 zł w stanie NM.

Uważasz, że to teraz trochę „na topie” być kolekcjonerem winyli? Jednym słowem – czy można na kawałek wosku wyrwać przysłowiową dupę? (śmiech)

Mój kolega Piotruś z Londynu usłyszał od swojej koleżanki z pracy, że on jest sexy bo słucha muzy z winyla, więc myślę, że ciągle to działa. (śmiech)

Nie sposób tutaj nie wspomnieć o bardzo specyficznym polskim rynku LP. Rozmawialiśmy na ten temat prywatnie już wielokrotnie – słaba jakość nagrań (jak i samego nośnika), często niedbałość w wykonaniu oprawy graficznej albumów, a nade wszystko wysokie, maksymalnie wygórowane ceny. Jak myślisz, z czego to się bierze?

Ta aukcja z Marillion pokazuje, że w Polsce ciągle mało wiemy o winylach - o pressach, matrycach, znakach szczególnych, okładkach, laminatach, zakładkach, labelkach i tak dalej. Dużo jest cwaniactwa i naciągania. Sprzedawcy żywcem kopiują opisy z zagranicznych aukcji, nie sprawdzając nawet czy się ich egzemplarz zgadza z opisem. Zawyżanie stanów oraz cen jest nagminne. Sporo płyt wysyłam do kraju i czasami później spotykam swoje płyty na Allegro... (śmiech) U mnie poszły jako G+, a w Polsce wciśnie się jako VG+. Sporo tego syfu bierze się z niewiedzy, dlatego zawsze służę radą - z Andrzejem Kusym w proradio.pl co czwartek prowadzimy audycję prewencyjną. Jak poznawać wartościowe pressy, jak je ocenić i wycenić - ale to ciągle mało.

To zresztą nielekki fenomen, że rodzimi kolekcjonerzy wolą kupować płyty wydawane, czy sprzedawane w Niemczech, czy na Wyspach, bo wychodzi im na to, że za płytę w stanie idealnym zapłacą mniej – łącznie z cena wysyłki do Polski – aniżeli na takim Allegro chociażby. Czy takie windowanie cen, to efekt nieobeznania w temacie samych kolekcjonerów?

Kolekcjonerzy są świetnie zorientowani, gorzej z początkującymi - to ich się goli najbardziej. Drugą kategorią są ludzie, którzy po prostu lubią słuchać muzy. Mają gdzieś pressy itd. Chcą nabyć płytę w dobrym stanie. I jak są nieuważni to się łatwo ich nabija w butelkę. Ja od Allegro odszedłem parę lat temu. To nie jest dobre środowisko - ani dla kupujących, ani dla sprzedających. Oczywiście mówię o płytach.


Płyta zespołu YES The Yes Album z podpisami wszystkich członków zespołu. Wartość 200 funtów.

A propos windowania cen na rożnej maści aukcjach internetowych. Często się spotykasz ze zjawiskiem tzw. „szlifowania płyt”? Zresztą możesz wytłumaczyć przy okazji czytelnikom o co chodzi w całym procederze.

Szlifowanie, lulanie, picowanie... rożnie się na to mówi. To zabieg polegający na takim potraktowaniu płyty, że wygląda jak nówka, ale nie oznacza to wcale, że gra jak nówka. Ponoć w Polsce to nagminny proceder. Często na aukcjach się opisuje, że płyta NM - ale ocena tylko wzrokowa. Pewnie lulana. (śmiech) Warto odpuścić sobie sprzedawców którzy nie odsłuchują choćby fragmentarycznie.

Skoro już jesteśmy przy tym - czy jest to jedyna (lub najbardziej popularna) opcja wpychania ludziom ładnie wyglądającego szajsu? Może spróbujmy nakreślić taki mini survival-guide dla każdego, kto chce zacząć bawić się w te klocki, a wciąż nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństw, jakie czyhają na niedoświadczonych w woskowej dżungli. Na co trzeba uważać kupując płyty winylowe?

Warto słuchać naszej audycji (śmiech). Każda płyta ma swoje historie – bo ma ich kilka! Pierwsza to historia jej nagrania, druga to już historia samego przedmiotu. I o ile historia nagrania, powstania, masteringu itd. jest dla wszystkich egzemplarzy z danego tłoczenia taka sama, to już każda płyta miała inną indywidualną historię własną. Możemy poznać tę historię ogólną - kto, kiedy, co, jak gdzie, za ile, w jakim nakładzie - i to jest istotne, jeśli chcemy określić wartość płyty. No, możemy tez zakupić jakieś kompendia wiedzy np. coroczny przewodnik Record Collectora (tylko dla wydań angielskich) i sprawdzić co i jak. Najbardziej nacina się ludzi na zawyżone stany, ale tutaj nie poradzi żaden przewodnik. Jeśli kupujemy online i nie możemy sprawdzić płyty sami, to musimy - jak mówił klasyk z Alternatywy 4 - obdarzyć społecznym zaufaniem (śmiech). I w końcu nauczyć się rypać negatywy na tym Allegro, bo jak się czyta tam komentarze to można dostać schizofrenii. Same pozytywy, ale treści komentarzy negatywne. Myślę, że środowisko w Polsce się klaruje - powstaje sporo nowych niezależnych sklepów, młodzi się interesują, starsi doradzają i pomagają. Jestem dobrej myśli - w końcu kolekcjonowanie winyli to kultura wyższa, to że kilku cwaniaczków wyczaiło na tym interes tego nie zmieni.

Winylomaniaków, że zepnę tak tę niemożliwą czeredę w klamrę, można podzielić na bardzo wiele podgrup. Mamy w tym worku i audiofilów, miłośników muzyki oraz fantastycznego brzmienia, i kolekcjonerów, którzy czają się głównie na rarytasy oraz limitowane wydania - ale i DJ's i producentów, którzy skupiają się raczej na technicznych możliwościach gramofonu, sprzętowych nowinkach. Czy ta cała zgraja jest w stanie się jakoś dogadać?

Linia frontu przebiega między miłośnikami muzyki i miłośnikami sprzętu. Jak to mówią - audiofila od kolekcjonera płyt różni tylko ilość: audiofil ma 10 adapterów i jedną płytę a kolekcjoner ma 100 płyt i jeden adapter. Reszta się dogaduje bez najmniejszych problemów, czego dowodem może być stworzona przeze mnie na Facebooku Grupa Winylowa, której ilość użytkowników zbliża się do 1500 i jeszcze żadna wojna tam nie wybuchła. Grupa nie posiada żadnego regulaminu, ponieważ ludzie słuchający winylów, to ludzie o wysokich standardach osobistych i moralnych, oczywiście. (śmiech)


Płyta Zespołu DIO z podpisem śp. Ronniego Jamesa Dio - Wartość 300 funtów.

Czas na lekcję historii. Pogrzebmy zatem może trochę w zamierzchłych czasach i przyznaj się nam, kiedy rozpoczęła się u ciebie ta szalona pasja. No i oczywiście jaki był twój pierwszy album. A wiem na własnym przykładzie, że tego nigdy się nie zapomina.

Jak miałem siedem lat. Siostry (starsze o dziesięć i osiem lat) wyjechały na wakacje. W końcu z bratem złapaliśmy ich płyty i zaczęliśmy je puszczać... z okna (śmiech) Poleciał Obywatel GC, Stan Strachu i T.Love „Wychowanie” - potem zgarnęła nas mama, zdaje się. (śmiech) Ale pierwszego winyla posłuchałem chyba dopiero w ósmej klasie - tak świadomie. To był Pink Floyd „Delicate Sound Of Thunder”. Mój tata zaczął wyjeżdżać do Niemiec zaraz po upadku komuny, to przywiózł mi adapter z radiem i kaseciakiem Telefunkena - wielki i ciężki, z diodami. Jak puściłem na tym Floydów to umarłem w butach... koniec... kaplica... Plakat Michaela Jacksona od razu zdarłem ze ściany.

Jak zwykły śmiertelnik, skromny kolekcjoner staje się właścicielem zgrabnie prosperującego sklepu z winylami – innymi słowy, jak rodził się Cloud 7 i Winylowo.com? Proszę o historię ze wszystkimi pikantnymi szczegółami. Podejrzewam, że początki nie były łatwe?

(śmiech) Jednym słowem - to było piekło! Wyjechałem do Anglii za chlebem, żeby spłacić kredyt studencki. Udało mi się to w rok, pojawiły się nadwyżki kasy i możliwości jej wydania. Na carbootach można było kupić winyle za funta albo i taniej. W ciągu trzech miesięcy nazbierałem chyba z 400 płyt. Najbardziej frustrujące było to, że nie bardzo miałem czasu ich słuchać. A skoro nie mogłem się sam tym cieszyć to kolekcjonowanie przestało mieć sens. W tym czasie pracowaliśmy z żoną w fabryce (koszmar) i któregoś dnia, na przerwie dotarło do mnie, że pozbyłem się głównego zmartwienia w moim życiu - czyli braku pieniędzy - i poczułem się trochę jak Adaś Miauczyński zanim położył się spać. Siedziałem na ławce i gapiłem się w niebo i pytałem się siebie: i co to już, to już wszystko? Nic więcej się nie wydarzy? Potem była wizyta w banku i pytanie czy możemy dostać kredyt na mieszkanie. Odpowiedź brzmiała nie, za mało zarabiamy. A jeszcze później usłyszałem rozmowę managerów w kantynie o tym, że dyrektor fabryki, w której pracowaliśmy zarabia coś około 250 000 na rok. I znów pytania - a co jakbym chciał więcej? Odpowiedzi nasunęły się dość szybko. Trzeba zacząć coś robić dla siebie – samemu - bo nikt inny tego nie zrobi. Decyzja była trudna, ale obgadałem to z moim przyjacielem i postanowiliśmy zrobić biznes. Wysyłałem mu płyty do Polski, a on je rozprowadzał na Allegro i wysyłał. Po trzech miesiącach płyty wróciły z powrotem do Anglii - nie mogliśmy tego ogarnąć. On tam, ja tu. Okazało się, że wysyłki z Wysp do kraju nie są takie drogie, a zaprzyjaźnione chłopaki z polskiego sklepu oferują całkiem tanie usługi transportowe do Polski. I tak się zaczęło. Na Allegro źle się czułem, nie chciałem płacić daniny, więc zbudowałem z pomocą chłopaków z e-system24.pl sklep internetowy www.winylowo.com. (…) Ale to nie tak, że hop i siup i masz online biznes co hula jak ta lala. Na początku pracowałem po 8-12 godzin w fabryce a potem w domu przy kompie wystawiałem płyty do 1 w nocy. A o 5 pobudka i do fabryki. Po 18 miesiącach sprzedawało się tyle, że mogłem zapłacić rachunki, więc rzuciliśmy pracę w fabryce. I to wydawało mi się, ze jest raj - ale okazało się, że sklep wymaga sporo nakładów: pozycjonowanie, reklama, no i ciągle trzeba kupować płyty. Czasami mnie ktoś zapytał czy to mi się opłaca - tak tyrać. W fabryce odbębnisz swoje i idziesz do domu, a jak masz biznes to ciągle przy nim musisz chodzić. To mówiłem sobie, że za jakiś czas to przyniesie jakieś korzyści. I po 5 latach , faktycznie, mogę mniej już pracować i skupić się tez na nowych projektach (w przyszłym roku otworze mój własny label Winylowo Records), ale w ciągu tych pięciu lat to chyba przepracowałem dziesięć (śmiech) Nie zamieniłbym się z nikim i na nic - to jest zarypista satysfakcja zrobić coś samemu co działa i daje i mi i innym radość, no i jest do tego związane z muzyką.

Parę osób, którym opowiadałem o pomyśle przeprowadzenia tego wywiadu wymusiło niejako to pytanie – jakie najdroższe egzemplarze płyt przewinęły ci się przez ręce, i jakie to były nagrania?

Number 9 Bread Street - zapis gigu w pubie folkowej grupy. Miałem jeden z 250 egzemplarzy na świecie. Po wielkich targach sprzedałem ją do Korei za zdaje się 250 funtów. Gentle Giant - pierwszy album na labelu Vertigo z tzw. Big Swirl - 225 funtów Beatles „White Album”, numeracja poniżej 10000 z posterem i zdjęciami oraz oryginalnymi czarnym kopertami wewnątrz - 200 funtów. A największa sumę za jaką sprzedałem płytę 7” - singiel Genesis (1968) na labelu Decca „The Silent Sun” - za 600 funtów. Z tym, że to sprzedawałem na prośbę jednego kolekcjonera.

Trafiły ci się kiedyś takie perełki, że postanowiłeś zatrzymać je dla siebie?

Nie. Mam kilka płytek, które sobie zatrzymałem, ale nie są te perełki. Np. utwory klasyczne na gitarę albo Chińskie płyty z piosenkami w stylu "śpiewamy na polu zbierając herbatę". Takie dziwactwa raczej. Nade wszystko lubię się dzielić - mnie wystarczy, że potrzymam sobie taka płytkę w ręce, obejrzę, zrobię fotki, odsłucham i już mogę się z nią żegnać. Choć często nie było łatwo. (śmiech)


Nabywca pierwszego pressu Gentle Giant za 225 funtów i Tomek Olszewski w skelpie Cloud7.

Czy wobec tego, o czym mówiliśmy wcześniej o PL rynku winylowym – zdecydowałbyś się kiedyś otworzyć sklep u nas? Mam na myśli sklep fizycznie istniejący na polskiej ziemi, bo skądinąd wiem, że z winylowo.com korzysta cała masa naszych rodaków.

Mam taki plan, żeby otworzyć sklep Cloud7 – Poland, ale póki co nie zdradzę więcej szczegółów.

Wracając zatem do wszelkiej maści rarytasów. Jesteś już cokolwiek wyrafinowanym kolekcjonerem, niewiele cię pewnie jest w stanie zaskoczyć, wiele już widziales – ale są jeszcze takie płyty na tej ziemi, które wywołuja u ciebie szybsze bicie serca? Takie płyty, które chcialbys mieć w swojej kolekcji, niezaleznie od ceny? Cos wspominałeś mi ostatnio o pewnym turkusowym longpleju za ponad dziesięć tysięcy zlotych...

Tak... Marzenie, które mam zamiar zrealizować w tym roku... Led Zeppelin, pierwszy album z turkusowymi literami na okładce (zamiast standardowo pomarańczowych) - ostatnio poszła na eBayu za 2000 funtów, ale można i trochę taniej. Była okazja za 1500 jakiś rok temu. Poza tym chciałbym mieć kolekcję angielskiego rock'n'rolla z czasów przed Beatlesami oraz angielskiego folka z lat 65-70. Coraz więcej się dowiaduję o tych czasach w muzyce i coraz bardziej mnie fascynują.

Pewnie każdy kolekcjoner ma w swojej historii taki epizod, o którym chciałby na zawsze zapomnieć – sprzedaż płyty, której nigdy nie powinno się wypuszczać z rak. Miałeś takie przygody, że puściłeś coś w obieg, a później plułeś sobie w brodę przez dwa miesiące, że zdecydowałeś się na taki krok?

Nie - podjąłem decyzję, że będę sprzedawał płyty. Do tej pory przez moje ręce przeszło prawie 30 000 płyt, zabrakło by mi stu żyć, żeby to wszystko przesłuchać (śmiech) Nie należę do ludzi, którzy rozpamiętują przeszłość - bardziej mnie interesuje co jeszcze mogę spotkać na swojej drodze. Choć to paradoksalne, bo winyle to wehikuły, które mnie zabierają w dawne czasy. Jak trafiam unikat to się nim cieszę jak dziecko i puszczam dalej, żeby ktoś też mógł się tak cieszyć.

Stworzyłeś na Facebooku grupę, której głównym założeniem jest ściągnięcie w jeden kąt jak najwięcej polskich winylomaniaków. Jak funkcjonuje ta grupa? możesz mi coś opowiedzieć o ludziach, którzy piszą tam o winylach? Pewnie przekrój jest niesamowity.

Już wcześniej o tym mówiłem. Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiadomo jak działa ta grupa - nie ma żadnego regulaminu, a na palcach jednej ręki mogę policzyć jakieś nieprzyjemne sytuacje. Grupa istnieje już prawie rok, ma ponad 1300 członków i członkiń. Jak się domyślasz przekrój jest ogromny. Zdaje się, że każda grupa wiekowa i zawodowa ma tam swojego reprezentanta - ale najważniejsze jest to, że to wszystko jest nieważne. Starcia mogą się jedynie zdarzyć na polu winylowo-sprzętowo-muzycznym. I o dziwo, prawie w ogóle się nie mówi o polityce. (śmiech)

Jest taka obiegowa opinia, że nie ma zbyt wielu entuzjastek winyli wśród płci pięknej. Obserwujesz trochę ten świat, jest w tym dużo prawdy?

10% stanowią Panie - przeważnie bardziej je interesuje sama muzyka na winylach, a nie same winyle. Panowie mają większego fioła. Panie najczęściej są siłą hamującą nigdy niedającą się zaspokoić chęć nabywania nowych winyli (śmiech) I chwała im za to, bo wielu z nas musiałoby mieszkać na ulicy, ale za to z walizkami pełnymi płytek.

Zauważyłem, że wielu początkujących miłośników czarnej płyty wyobraża sobie, że LP to niezniszczalny niemal twór, o który w ogóle nie trzeba dbać – co oczywiście mija się z prawdą. Jak prawidłowo audiofil powinien zajmować się swoją muzyczna kolekcją? Chodzi mi tu o przetrzymywanie, czyszczenie, ewentualne prace konserwacyjne – jak to wygląda?

(śmiech) To jest pytanie-killer, otrzymuję je co najmniej raz dziennie. Płyty dobrze jest po zakupie umyć - ja używam myjki i płynu własnego pomysłu, w którego skład wchodzą : woda deszczowa + alkohol izopropylowy w skali 1 porcja alkoholu i 100 porcji wody. Nawet czasami dobrze jest umyć płyty zupełnie nowe, często zdarzają się fabryczne zabrudzenia utrudniające odsłuch. Myślę, że raz do roku można kolekcję wykąpać. A jak się używa folii ochronnych zewnętrznych i wewnętrznych to myślę, że nawet rzadziej. Ogólnie proszę też stosować zasadę opuszczania klapy. Czyli jak po imprezie zostaje jakiś placek na adapterze, a już nie masz siły spakować jej do sleevs'a, to opuść przynajmniej klapę na adapterze żeby się nie kurzyła!

OK, już powoli będziemy kończyć, więc może w ostatnim zdaniu jakaś winylowa anegdotka? Miałeś może do czynienia - albo słyszałeś coś od klientów – że kupili płytę, a w środku był jakiś niesamowity gadżet np. ukryty podpis artysty albo jakiś prywatny liścik? Wiele winylowych legend krąży wśród kolekcjonerów.

Mam taka jedną historyjkę, związaną z płytą zespołu Bad News, pod tym samy tytułem. Bad News to taki parodystyczny zespół, trochę jak polski Big Cyc, tylko bardziej na modłę metalową. Kiedyś dorwałem ich płytkę, myśląc, że to będzie dobry hair metalowy eLPek, ale się rozczarowałem - więcej gadania niż grania. W środku okładki gatefold było zdjęcie zespołu w pokoju hotelowym, pełno butelek po alku, bajzel jak po niezłej orgii, a na środku leży sobie pisemko z gołymi babkami. Dwie laseczki siedzą sobie golutkie na piasku z rozłożonymi nogami. Jakie było moje zdziwienie, gdy ze środka wypadła wyrwana z francuskiego magazynu właśnie ta rozkładówka. Sprawdziłem wszystkie możliwe serwisy, czy to aby nie dodatek - ale nie. Fan tego zespołu wyrwał z tego świerszczyka dokładnie te dwie strony, które pokazane są na okładce płyty. Sprzedałem potem ten LP zdaje się za 10 funtów - ale coś mi się wydaje, że nie o płytę kupującemu chodziło (śmiech).

Rozmawiał Bruno Kowalski.

POLICJANCI, KTÓRZY CHCĄ LEGALIZACJI WSZYSTKICH NARKOTYKÓW

SZTUCZNY HEBAN

TOTALITARNY BUDDYSTA, KTÓRY PRZESZEDŁ SIMCITY