Reklama
Moje zdanie

Nie ma czegoś takiego jak „friend zone”

„Strefa przyjaźni”? Błagam. Panowie, dorośnijcie. Kobieta nie ma obowiązku się z wami przespać tylko dlatego, że zachowujecie się tak, jak nakazuje podstawowa ludzka przyzwoitość

tekst Christine Estima
26 Marzec 2017, 11:00pm

Zdjęcie otwierające: kadr z serialu „Przyjaciele” prod. Warner Bros. Television

„Friend zone" (strefa przyjaźni) to poręczny wytrych słowny, który przywodzi na myśl obraz słodkiego, wrażliwego, rudego chłopaczka spoglądającego tęsknie na morze, podczas gdy ty, pani jego serca, szlajasz się z innym po mieście. Wszystko, czego chce ten poczciwy rudzielec, to nagrywać ci mikstejpy z jego ulubionymi zespołami indie i pokazać ci swoją rzadką kolekcję pierwszych wydań Rafała Wojaczka, ale NIE. Ty chcesz wyłącznie „przyjaźni" (ty suko). Chcesz cieszyć się jego towarzystwem, ale dać mu dupy to już za wiele.

Termin „friend zone" tak mocno zakorzenił się w naszej kulturze, że dziś już prawie nikt nie próbuje go kwestionować. Szybkie wyszukiwanie artykułów z dobrymi radami dla mężczyzn pokazuje, że „strefa przyjaźni" regularnie przewija się jako główny temat: jak jej unikać; jak sprawdzić, czy się do niej trafiło; co robić, jeśli już się w niej utknęło. Zupełnie jakby nikogo nie obchodziło, co to określenie oznacza dla nas, kobiet, i jak na nas wpływa. Zupełnie jakby problem w ogóle nas nie dotyczył.

Mężczyźni, mówiąc o „strefie przyjaźni", chcą po prostu napiętnować i wpędzić w poczucie winy kobiety, które zraniły ich uczucia. „Friend zone" piętnuje kobiety za to, że korzystają ze swojego prawa, by powiedzieć „nie" ‒ podobnie jak „kurwa" w przypadku, gdy mówią „tak", a „suka", gdy wytkną ci, że zachowujesz się jak zakłamany, dwulicowy dupek.

Nie licz na nagrody ani pamiątkowe tablice tylko dlatego, że zachowałeś się tak, jak nakazuje podstawowa ludzka przyzwoitość.

Mówiąc „friend zone", mężczyźni dają nam do zrozumienia, że jesteśmy im coś winne. Że nie mamy kontroli nad własnym życiem i że ktoś inny powinien za nas decydować. Jesteśmy winne seks, uczucie albo związek facetowi ‒ każdemu facetowi ‒ bo powinnyśmy być wdzięczne, że jest dla nas uprzejmy. Chociaż dobre maniery stanowią przecież absolutne minimum. Brawo, udało ci się osiągnąć najniższy poziom wymagany do życia w społeczeństwie. I co, chcesz za to medal? Oświadczasz wszem wobec, że nie jesteś płytki, egocentryczny, chamski ani agresywny, że obcy jest ci seksizm czy rasizm ‒ to bardzo ładnie. Nie licz jednak na nagrody ani pamiątkowe tablice tylko dlatego, że wymieniłeś kilka wad, których nie masz albo zachowałeś się tak, jak nakazuje podstawowa ludzka przyzwoitość.

„Chwila, ja akurat jestem w porządku, nie robię takich rzeczy" ‒ możesz powiedzieć. Fajnie, ale czy protestujesz, gdy inni mężczyźni tak postępują? A może tylko stoisz z boku i się przyglądasz, zadowolony z tego, jak bardzo jesteś w porządku?

Jako kobiety na każdym kroku słyszymy, że nasze instynkty i uczucia mniej się liczą od męskich. Nie lubisz, jak ktoś cię podrywa w pracy? „A gdzie niby facet ma spotkać potencjalną partnerkę?". Nie podoba ci się, gdy jakiś obcy, śliski typ podbija do ciebie w klubie i mówi, że żułby twoje sutki jak surowy boczek? „Może powinnaś się nauczyć przyjmować komplementy!". Zabawne, jak często tekst o przyjmowaniu komplementów pada z ust facetów, którzy wciąż nie radzą sobie z odmową. Jeśli kobieta mówi ci, że boi się chodzić sama po mieście w obawie przed agresywnymi zaczepkami, a twoje główne zmartwienie, to że nie możesz uderzać do obcych dziewczyn na ulicy, sugerowałabym, żebyś się kurwa opamiętał i przemyślał swoje priorytety. Jeśli uważasz, że kobiety powariowały, bo nie przyjmują twoich komplementów, pewnie nigdy nie miałeś okazji poczuć na własnej skórze, jak to jest, gdy facet przechodzi od podrywu do gróźb szybciej, niż zdążysz powiedzieć „nie, dziękuję".

Gdy kobieta mówi „nie", to nie ma na myśli „tak", ani: „tak, ale musisz bardziej się postarać".

Nierzadko trafiony strzałą Amora przyjaciel, który wylądował w tej nieistniejącej „strefie", zaczyna cię zasypywać romantycznymi gestami: co rano wita cię SMS-em, przychodzi na każdą twoją domówkę, lajkuje wszystko, co wrzucisz na Facebooka i opowiada o tobie swoim kumplom. Miłe. Urocze. Nieszkodliwe. On po prostu WIE, że jesteście sobie pisani, a jeśli społeczeństwo czegoś uczy mężczyzn, to tego, że upór i wytrwałość zawsze się opłaca! Oczywiście, gdy to kobieta zdobywa się na podobnie ujmujące gesty wobec mężczyzny, który wyraźnie nie jest nią zainteresowany, wychodzi na smutną i zdesperowaną. Ale się uczepiła. Stalkerka. Laskę pojebało.

Jednak jeśli kobieta mówi ci, że nie jest zainteresowana, nie nadaje do ciebie żadnym szyfrem. Gdy mówi „w porządku", tak naprawdę chce powiedzieć: w porządku. Gdy mówi „nie", to nie ma na myśli „tak", ani: „tak, ale musisz bardziej się postarać". Przestań wmawiać sobie i innym, że kobiety nie potrafią dokładnie wyrazić swoich myśli. Przestań sam siebie okłamywać, że możesz rościć sobie prawa do kobiety, bo pierwszy ją zobaczyłeś, albo ponieważ masz pewność, że to właśnie ciebie brakuje jej do szczęścia.


Szanujmy się. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Można również spotkać się z argumentem, że przecież kobieta też może trafić do „friend zone". Pomija on jednak jedną uniwersalną prawdę: kobiety nie postrzegają mężczyzn w systemie zero-jedynkowym „przyjaciel" bądź „ruchałabym". Kobiety nawiązują złożone, nieoczywiste, zagmatwane, burzliwe i dające spełnienie relacje z kobietami, mężczyznami i wszystkimi, którzy nie mieszczą się w tych ciasnych kategoriach. Oczywiście to samo odnosi się do mężczyzn i ludzi w ogóle. Jednak ten typ faceta, który, jak mówi „utknął w strefie przyjaźni", daje jasno do zrozumienia, że dzieli i ocenia kobiety według jednego, jedynego kryterium: czy ma ochotę w nie wetknąć swojego chuja, czy też nie.

„Strefa przyjaźni"? Błagam. Panowie, dorośnijcie, nauczcie się akceptować odmowę jak dorośli, nauczcie się radzić sobie z odrzuceniem jak dorośli. Bo prawda jest taka, że coś takiego jak „friend zone" po prostu nie istnieje.

Tłumaczenie: Jan Bogdaniuk


Więcej na VICE: