Bierzemy pod lupę płyty The Love and Beauty Seekers i Pimpono Ensemble
Recenzje

Bierzemy pod lupę płyty The Love and Beauty Seekers i Pimpono Ensemble

Polsko-duńska jazzowa ofensywa.
26.1.17

W ubiegłym roku pojawiła się nowa oficyna wydawnicza Love and Beauty Music. Gdyby nie fakt, że w grudniu organizowałem Bożonarodzeniowy Kiermasz Płytowy, a Szymon Gąsiorek, założyciel wytwórni, zgłosił się do mnie z pytaniem, czy można wziąć w przedświątecznych targach udział, pewnie obie płyty wydane przez ten duńsko-polski label przeszłyby mi koło ucha. Stało się jednak, jak się stało, a ja poznałem i The Love and Beauty Seekers i Pimpono Ensemble. Żałować nie mogę, raczej miałbym do siebie pretensje, gdyby te dwa albumy nadal stanowiłyby dla mnie tajemnicę. Bo to naprawdę ciekawa i wciągająca muzyka.

Reklama

Żeby była pewna jasność. Ta trójka muzyków, choć wydała dopiero pierwszy album, gra ze sobą już od kilku lat. Ten aspekt sprawia, że w przypadku The Love and Beauty Seekers nie można mówić o jakichkolwiek żółtodziobach. Istotny będzie też ich młody wiek. To dzięki niemu "Żar" powiewa młodzieńczą świeżością.

Lubię improwizowany jazz, lubię też muzykę komponowaną. Nie, żebym się nie-wiadomo-jak-super-na-nich-znał, ale free improv. rozluźnia i sprawia radość. Z zabawą dźwiękiem mam do czynienia w przypadku dwóch płyt wydanych przez Love & Beauty Music, polski label działający w Kopenhadze. Dania jest tutaj bardzo ważnym elementem, bo członkowie The Love and Beauty Seekers to uczniowie tamtejszej prestiżowej Rhythmic Music Conservatory. Mieszkając w prawdziwie hygge mieście i hygge kraju, Szymon Gąsiorek, Jędrzej Łagodziński i Franciszek Pospieszalski stworzyli wokół siebie zdolne i ciekawe środowisko muzyczne, które w tym roku wystrzeliło z albumami. Na razie tylko dwoma, ale za to jakimi! The Love and Beauty Seekers oraz Pimpono Ensemble przecierają wydawnicze szlaki, robiąc to lepiej niż dobrze. W planach wytwórni są jeszcze inne pozycje, ale Gąsiorek, ojciec-pomysłodawca projektów trzyma je na nadchodzące dwanaście miesięcy, skupiając się na dwóch premierowych wydawnictwach - "Żarze" i "Hope Love Peace Faith".

The Love And Beauty Speakers

The Love And Beauty Speakers, mat. pras.

Ostatnio w Polsce zapanowała moda na hygge. Hygge, duńska sztuka szczęścia, duńska filozofia szczęścia, przemycana jest w książkach i poradnikach, w designie i w filmach też. Można sobie hyggować, można sobie hyggować muzykę i same płyty mogą być hygge. Kiedy hyggujemy, mówimy, że świat jest hyggelig (czyli wspaniały, błogi, radosny, po prostu najlepszy w danym momencie). Czy oba albumy, z powodu nagrania ich w Kopenhadze i faktu, że trio Gąsiorek/Łagodziński/Pospieszalski, są naprawdę hyggelig? Czy wytwarzają, tak jak rozstawione w mieszkaniu świeczki i wywieszona w oknie stråla, hygge atmosferę? Cóż, jeśli chce się być nad wyraz infantylnym, siedząc w ulubionym fotelu z ulubionym kubkiem z ulubioną zimową herbatką w dłoni, to tak. Jeśli odrzuci się te wszystkie marketingowe emblematy, to… też. Obie płyty to prawdziwe impro-sztosy, o których nagranie nie podejrzewałbym poniekąd nowicjuszy, nawet jeśli koncertowa historia The Love and Beauty Seekers to już nawet nie jest przygoda z muzyką. Występy w Mózgu, trasy koncertowe po kraju, wspólne granie z Mazzollem - gigowe cv tria wzbogaciło się bardziej niż ich wydawniczy dorobek przez ostatnie miesiące. Ale czas nie lubi próżni, a zespoły płyty wydawać muszą. Stąd "Żar" i "Hope Love Peace Faith". Dwa albumy, dwa albumy różniące się od siebie wydawnictwa, i muzyczną tematyką i przede wszystkim rozległością. No i liczebnością składów.

Reklama

Zaczynając od tria, kontrabas, perkusja i saksofon to układ idealny. "Żar" jest hygge, bo żar daje światło. Na płycie The Love and Beauty Seekers tego blasku za dużo nie ma, bo muzycy raczej penetrują melancholijne rejony jazzu, rzadko kiedy decydując się na szaleńcze eskapady. Te następują najczęściej po dłuższym i leniwym wprowadzeniu, przechodząc w rozdygotane solówki każdego instrumentu, które tworzą spójną, chaotyczną i masywną całość. Tak jest już w otwierającej płytę "Yakuzie". Kilkanaście razy próbowałem wyłapać, co chłopacy tam w pewnym momencie krzyczą, ale jest to nie do zrozumienia. Inny podobny rozwój wypadków? "Skrzek" po delikatnym wstępie opartym na spokojnych perkusjonaliach wybrzmiewa rozimprowizowanym rozbestwieniem.

Intention ma w sobie coś filmowego, to tempo perkusji i pulsujący kontrabas przeplatane partiami saksofonu Jędrzeja Łagodzińskiego. "Reprise" swoim charakterem (i tytułem) kojarzy mi się z tematyką filmu "Reprise. Od początku, jeszcze raz". Pewna melancholia i wycofanie uwodzą słuchacza, bo zapętlane motywy saksofonu i delikatne stukoty Gąsiorka budują atmosferę utworu.

Szkoda, że cały album nie wciąga od początku do końca, głównie przez nierówność materiału. Te mocne punkty przeważają, chętniej się słucha "Crickets" i minimalistycznego, skromnego wręcz "My family is on fire (part 3)" niż "Jacoba" czy aż za radosnego "Takidi". Ale to dobra zapowiedź przyszłości, która, jak się może wydawać, już nadeszła. Zwłaszcza że trio zebrało się w studiu ponownie. Zmienili miejsce i producenta, a przede wszystkim zwiększyli swoje szeregi. I tak powstał Pimpono Ensemble.

Reklama

Jeśli komukolwiek słowo/określenie (jak zwał, tak zwał) Pimpon nic nie mówi, to spieszę poinformować, to pseudonim/przezwisko Szymona Gąsiorka właśnie. Pomysłodawcy i założyciela projektu Pimpono Ensemble. "Hope Love Peace Faith" to album w pełni rozpisany przez młodego perkusistę stojącego i za wytwórnią Love and Beauty Music, i oboma zespołami. Student duńskiej uczelni zaprosił jedenastu innych muzyków, w tym swoich towarzyszy z The Love and Beauty Seekers, i w lutym 2016 roku przy czujnej kontroli Bjørna Gjessinga nagrali materiał składający się na "Hope Love Peace Faith". Kiedy na Bożonarodzeniowym Kiermaszu Płytowym, na prośbę Szymona, udostępniałem albumy Love & Beauty Music, wzrok odwiedzających Pardon, To Tu skupiał się na okładce wydawnictwa. Bo już sama okładka zwraca uwagę. Ładne zdjęcie, dwóch chłopaków w późnojesiennych swetrach, karabinki w dłoniach, radość na twarzach. Na zdjęciu jedną z postaci jest dziadek Gąsiorka, co dodatkowo podkręca osobisty wydźwięk płyty.

Szymon Gąsiorek z duńsko-polsko-norweskiego backgroundu, przy własnych pomysłach na wszystkie kompozycje, stworzył jeden z ciekawszych kolektywów jazzowych młodego pokolenia. Pikanterii dodaje już sama formuła. Dziewięciu muzyków, momentami i dwunastu, bo trzech występuje gościnnie w kilku nagraniach (choć nigdy w całości, rekordowe jest "Dziś upiję się wodą"). Przychodzi mi na myśl Large Unit, nie Fire!Orchestra, głównie dlatego, że orkiestralnego klimatu na "Hope Love Peace Faith" po prostu nie ma. Jest za to nośna improwizacja jazzowa, jest noise kipiący od niewyżytej, młodzieńczej twórczości. Jest też artystyczna pokora, gdy dziewięcioosobowa formacja decyduje się na melodie powolne, delikatne, choć stanowcze, ale w pełni ugładzone i zagrane jak od linijki ("No Expectations"). To wyjątek, zaledwie jeden z dwóch na osiem przygotowanych kawałków. Drugim jest "Free Birds On Post Rocks", utwór wręcz poetycki, z niesamowitymi partiami saksofonu, z piękną, po prostu piękną końcówką.

Pozostałe kompozycje to utwory silne, chaotyczne, nerwowe, w pełni improwizowane, momentami agresywne od nagromadzenia noise'u i instrumentalnych solówek. Perkusja Gąsiorka zdaje się mieć wsparcie, choć tak naprawdę jest tylko jeden zestaw perkusyjny. Męczenie instrumentów, wyciskanie z dęciaków najwięcej, ile tylko się da, zapętlanie niektórych motywów, krzyki ("Dziś upiję się wodą", "I Love My Mother") podbijają dynamizm kawałków, przebijające się spod kontrabasów partie gitary. Ciężar tuby współgra z lekkością trąbki, tworząc melodie pełne przestrzeni.

Ta siła, ta werwa, ilość instrumentów i dźwięków przypominają mi płyty Peter Brötzmann Chicago Tentet. Saksofony wariują w przestrzeni, kontrabas i perkusja nadają poszczególnym kompozycjom taktu. Przed Pimpono Ensemble naprawdę świetlana przyszłość, o przypadku tutaj nie może być w żadnym wypadku mowy. Mamy solidnych muzyków młodego pokolenia z głowami pełnymi pomysłów i, co jest najważniejsze, pasją. Bo tę pasję i zaangażowanie słuchać w każdym utworze.