18+

Co wybrać: wibrator za dychę czy erotyczne cacko z górnej półki?

Czy to prawda, że im droższy wibrator, tym intensywniejszy orgazm? Nasza dziennikarka postanowiła to sprawdzić

tekst Gwen Poonani
29 Grudzień 2016, 11:15pm

Otwierające zdjęcie: „pocisk miłości” od Poundland. Wszystkie zdjęcia Gwen Poonani

Artykuł pierwotnie ukazał się na VICE UK

Zewsząd dociera do nas natarczywy przekaz – mamy inwestować w nowoczesne, drogie gadżety. Nowszy model to wyznacznik jakości. Jednak czy naprawdę powinniśmy ślepo podążać za trendami i trwonić pieniądze na sprzęty z najwyższej półki? Czy rzeczywiście każdy wart jest swojej ceny? Może powinniśmy wrócić do starych, dobrych czasów, gdy samochód był samochodem, telefon telefonem, a tani wibrator po prostu wibratorem?

Teoretycznie tak, ale tylko jeśli niska cena nie oznacza kiepskiej jakości. Nie ma sensu kupować taniochy, jeżeli produkt jest lichy. Twoja zabawka może być tania tylko wtedy, gdy sprawia ci realną przyjemność. Oszczędność nie popłaca, jeśli w rezultacie skończysz otoczona wadliwym szajsem.


VICE Polska ma fanpage. Możesz go polubić tutaj i być na bieżąco


Nadszedł czas, aby zbadać, czy cena produktu naprawdę przekłada się na jego jakość. Dzisiaj sprawdzimy to na wibratorach.

Zaczęłam od brytyjskiej sieciówki Poundland, która słynie z tego, że większość produktów sprzedaje za mniej niż jednego funta – jest odpowiednikiem tego, co w Polsce określa się mianem sklepu „wszystko za 5 złotych".

Gdy ja poszłam do pobliskiego Poundlandu kupić tak zwany „pocisk miłości", czyli mały wibratorek służący do stymulacji łechtaczki, VICE poruszył niebo i ziemię, by dostarczyć mi inne gadżety do przetestowania. Ich cena wahała się od 25 funtów (125 zł) do 339 funtów (1750 zł).

Oto i one, gotowe na jazdę próbną. Chciałabym zauważyć, że nigdy nie miałam na koncie tyle pieniędzy, żeby móc kupić je wszystkie naraz.

Widząc to zdjęcie, zapewne pomyślałaś, że gdybyś była mną, zrobiłabyś sobie masturbacyjny maraton i przetestowała wszystko w jeden wieczór. Ja jednak nie jestem jakimś pieprzonym zwierzęciem, a to miała być profesjonalna recenzja; każda zabawka zasługiwała na pełnię moich sił, podniecenia i wrażliwości. Tak też uczyniłam. Oto wyniki:

UROCZY POCISK MIŁOŚCI, POUNDLAND, no halo, jasne, że 5 zł (na Allegro chodzi za 8)

Szczerze mówiąc, nigdy nie myślałam, że będę testować tak tanie wibratory, ale 2016 to rok niespodzianek. Oczojebno-metaliczne opakowanie obiecywało jakość na poziomie zabawki z jajka niespodzianki.

To najtańsza rzecz, jaką kiedykolwiek zbliżyłam do mojej pochwy.

Zdecydowanie tam nie pasowała.

Pocisk był totalnie beznadziejny. Miałam wrażenie, że w każdej chwili może się zepsuć. Baterie klekotały jak stary fiat, przez co wielokrotnie miałam ochotę cisnąć go w kąt. Jeżeli którejś z was udało się osiągnąć choćby śladowe podniecenie za pomocą tej tandety, moje najszczersze gratulacje.

Werdykt: gówno. Zakup tego wibratora ma sens tylko wtedy, gdy na najbliższe trzydzieści lat chcecie mieć z głowy zabawę w firmowe mikołajki – w internecie można kupić zestaw 30 pocisków za jedyne 30 funtów (150 zł).

OCENA: -1/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 0/5

„Inspiruje kobiety do bycia sobą od 1992 roku". Masturbacja jako sens istnienia, podoba mi się.

WODOODPORNY WIBRATOR-KRÓLICZEK, 25 funtów (125 zł; w Polsce kosztuje 150 zł)

Takie wibratory trochę przywodzą na myśl lata 90. Dzięki Bogu, od tego czasu zabawki zdążyły zatracić swój falliczny kształt, mają więcej wypustek oraz lepiej przemyślaną krzywiznę. Króliczki od razu przywodzą na myśl wyluzowane ciotki, które całą swoją wiedzę o seksie czerpią z Seksu w wielkim mieście i kupują ci na urodziny brokatowe stringi.

Miałam kiedyś króliczka, ale pozbyłam się go z chwilą ukończenia dwudziestu lat. Zdążyłam więc już zapomnieć, jaką frajdę mi sprawiał – mogę bez przesady stwierdzić, że odnowienie tej przyjaźni było prawdopodobniej najprzyjemniejszą rzeczą, jaka mnie w życiu spotkała. Duży wybór funkcji gwarantuje dokładnie takie doznania, jakich potrzebujesz. Masturbacja króliczkiem przypomina bycie zaspokajaną przez trzy osoby naraz. Fakt, zabawka jest trochę staroświecka i wymaga baterii, ale zawsze możesz podwędzić jakieś z pracy. Króliczek kosztuje 160 złotych; zaoszczędzisz na niego, nie jedząc przez tydzień na mieście albo rezygnując z jednego wypadu do klubu.

Chcesz odzyskać radość z życia – zainwestuj w króliczka.

OCENA: 5/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 5/5

SREBRNY POCISK W KSZTAŁCIE SZMINKI, 29 funtów (również 150 zł)

Porównanie go do małego młota pneumatycznego może wydawać się lekką przesadą, ale naprawdę zastanawiałam się, jakim cudem w tak małe urządzenie wsadzono tak wielką siłę. To ten typ zabawki, przed której użyciem na drugiej sobie najpierw należy zdobyć pisemną zgodę w trzech egzemplarzach.

Ten wibrator ma więcej ustawień niż normalnie „pociski miłości", ale w tym wypadku wszystkie sprowadzają się do jednego – NIESAMOWITA INTENSYWNOŚĆ. Jeśli o mnie chodzi, doznanie było trochę nieprzyjemne i jednocześnie bardzo satysfakcjonujące, idealne na drugą rundę, gdy jesteś gotowa na wszystko, byleby zapomnieć o wszelkich okropieństwach świata. Poleciłabym to również tym, którzy do końca życia chcą stracić czucie poniżej pasa.

No i ma ładowarkę, a to zawsze plus.

OCENA: 4/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 4/5

SIEDMIOFUNKCYJNY WIBRATOR MOTÖRHEAD, 29.99 funtów (w Polsce kosztuje 165 zł)

Wibratory sygnowane przez Motörhead pojawiły się na rynku trzy miesiące przed śmiercią Lemmy'ego (niech spoczywa w pokoju), więc akurat ten test potraktowałam jak swego rodzaju hołd złożony legendzie.

Zanim go wypróbowałam, przejrzałam opinie na jego temat na portalu Lovehoney. Większość brzmiała niezwykle entuzjastycznie: „Nie zdążyłem nawet powiedzieć Ace of Spades, a moja żona już leżała w łóżku. Pokryła zabawkę hojną warstwą wodnego lubrykantu i gładko wprowadziła do pochwy. Chciała zobaczyć, na co stać tego urwisa". Recenzja wydała mi się dość niepokojąca, ale i wielce obiecująca zarazem.

Niestety, moje doznania nie były równie satysfakcjonujące. Warto jednak wspomnieć, że ten wibrator zapamiętuje ostatnie ustawienia. Tak więc czysto teoretycznie, gdybyś musiała go błyskawicznie wyłączyć, ponieważ twoja współlokatorka właśnie wróciła do domu, następnym razem włączy się na poprzedniej intensywności.

Nie żebym mówiła z własnego doświadczenia.

OCENA: 3/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 3.5/5

SIRI 2, LELO, 129 funtów (ok. 670 zł, w Polsce kosztuje ok. 580 zł)

Faktycznie przypomina to produkt Apple'a, ale czy geniusze z Doliny Krzemowej kiedykolwiek wpadliby na pomysł, żeby stworzyć tak uroczy wibratorek? Jasne, że nie. Zabawka jest bardzo intuicyjna w użyciu, ale jej mały rozmiar sprawia pewne problemy – kiedy pokryłam ją lubrykantem, nieustannie wyślizgiwała mi się z ręki.

Ciekawostka: nie przeczytałam instrukcji przed włączeniem gadżetu, więc mocno się zdziwiłam, gdy pulsowanie SIRI 2 zsynchronizowało się z rytmem grającej muzyki. Zaintrygowana, wyłączyłam odtwarzacz i zaczęłam mówić oraz wydawać różnie dziwne dźwięki, żeby zobaczyć, co się stanie. Okazuje się, że mój głos był wystarczającym bodźcem, by wibrator zaczął pulsować; powstało pewnego rodzaju „seksualne echo". Nie mam pojęcia, czy taka funkcja jest w ogóle przydatna, ale na pewno stanowi spory kontrast między SIRI 2 a wibratorem za 5 złotych.

Jeżeli wydaje ci się to przesadną ceną za tak malutki masażer, śpieszę poinformować, że za niecałe 165 funtów (850 zł) można kupić zestaw dwóch luksusowych wibratorów, w skład którego wchodzą SIRI 2 i Ina 2.

OCENA: 3.5/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 3/5

RÓŻDŻKA MASUJĄCA LELO ‒ SMART WAND LARGE, 155 funtów (ok. 800 zł, w Polsce ceny wahają się od 764 do 1050 zł)

Zacznijmy od tego, że to cholerstwo jest olbrzymie – wielkością przypomina trochę policyjną pałkę. Bałabym się je zapakować do bagażu podręcznego, bo bez wątpienia przyciągnęłabym uwagę ochrony na lotniksu i trafiłabym do małego pokoiku na kontrolę osobistą. O takich rozmiarach mówimy.

Nie uważam tego jednak za jakąś wielką wadę. Fakt, zabawka była dla mnie trochę przyciężka. Musiałam jej też odjąć pół punktu za to, że siła wibracji (zajebiście mocna) pozbawiła mnie czucia w ręce. Jednak pomijając te małe minusy, gadżet jest cudowny. Zachwyci zarówno osoby uwielbiające wielofunkcyjność, jak i modelki z Instagrama, dla których minimalistyczna elegancja stanowi sposób na życie. Różdżka LELO nadaje się do wszystkiego – możesz nią rozluźnić spięte plecy, zrobić sobie dobrze, ubić śmietanę, wykorzystać jako element przebrania na konwent fantastyki czy po prostu pomasować dowolny fragment ciała.

Nawet jeśli w tej chwili wydaje ci się, że go nie potrzebujesz, to gadżet, który warto mieć. Tak na wszelki wypadek. Raz mnie trochę poniosło i zrobiłam sobie masaż nogi. W niej też straciłam na pewien czas czucie.

Warto wspomnieć o bardzo ciekawej funkcji – im mocniej dociskasz różdżkę do ciała, tym bardziej zwiększasz intensywność wibracji. Jeżeli chodzi o rozumienie kobiecej anatomii, ten wibrator wygrywa z większością mężczyzn, których znam.

Zdecydowanie wart swojej ceny.

OCENA: 4/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 5/5

TIANI 24K, LELO, 339 funtów (1750 zł, w Polsce mniej więcej tyle samo)

Nie, oczy cię nie mylą – wibrator za 1750 zł.

To nie tylko kompletne przeciwieństwo wibratora z Poundlandu, ale i najdroższa rzecz, jaką kiedykolwiek: a) kupiłam; b) miałam w sobie. Nigdy w życiu tyle nie wydałam nawet na biżuterię.

TIANI 24K to wibrator dla par, co może tłumaczyć jego cenę. Rodzi to jednak wiele pytań: co się stanie, gdy ze sobą zerwą? Kto będzie się nim zajmował na co dzień, a komu przypadnie opieka w weekendy? Co, jeżeli nowa dziewczyna tatusia go nie polubi? Nie bój nic – jeśli twój związek zakończy się w ciągu roku od zakupu gadżetu, bez problemu możesz go zwrócić (nawet jeżeli był używany) i wymienić na nowszy model.

Zabawka jest bardzo mała. Jedno „ramię" stymuluje cię od wewnątrz, drugie od zewnątrz; dostarcza to przyjemnego uczucia wypełnienia oraz jednocześnie pobudza cię wibracjami. Wszystko fajnie, tylko na początku trochę trudno się połapać, w jaki sposób go używać. Musisz zaczynać od najniższego ustawienia i dopiero potem stopniowo zwiększać intensywność. Nie martw się, szybko to opanujesz. Druga osoba może używać pilota, żeby zmieniać prędkość zgodnie z twoimi instrukcjami, ale w pojedynkę gadżet też się dobrze sprawdza.

Nie oszukujmy się, przede wszystkim myślałam o jego cenie. Czy użyłaby go Rihanna? Pewnie nie, nawet nie spojrzałaby w stronę takiej tandety. Może któraś z dziewczyn z Fifth Harmony albo ¥O-LANDI z Die Antwoord? Doda na pewno ma taki. Tak czy inaczej, jarał mnie fakt, że mojej cipki dotyka właśnie 24-karatowe złoto, a chyba właśnie to jest celem takiego zakupu. W końcu luksus to stan umysłu. W tym wypadku płaci się za to, żeby poczuć się zamożniejszym; innymi słowy, wibrator ma połechtać również ego kupującej. Sprawiając sobie TIANI 24K, tak naprawdę kupujesz świadomość, że jesteś warta wibratora za prawie dwa tysiące.

Najzabawniejsze, że i tak był gorszy od królika.

OCENA: 4.5/5

STOSUNEK JAKOŚCI DO CENY: 3.5/5

Podsumowując, chociaż najtańsze wibratory rzeczywiście są beznadziejne, na naprawdę dobrą zabawkę nie trzeba wcale wydać fortuny. Ten króliczek za 150 złotych sprawił, że już nigdy nie spojrzę na mężczyzn w ten sam sposób.

Jeżeli miałabym powiedzieć, czego nauczyło mnie to doświadczenie – a wydaje mi się, że wszyscy wyciągnęliśmy z niego jakieś wnioski – to chyba tego, że w 2016 roku za piątaka możesz kupić co najwyżej rozczarowanie.