Tekst ukazał się na Munchies
Witamy w naszym cyklu restauracyjnych zwierzeń, gdzie publikujemy wyznania osób ze świata gastronomii – zarówno tych, którzy pracują na sali, jak i tych z kuchni – żeby dowiedzieć się, co naprawdę dzieje się za kulisami waszych ulubionych knajp. Tym razem rozmawiamy z szefem kuchni o miłości, która znalazła go podczas nocnej zmiany.
Videos by VICE
Kiedy pracujesz na kuchni, to nie masz czasu na miłość, więc szukasz jej wszędzie, gdzie tylko się da.
To właśnie dlatego nigdy nie spotkasz zbyt wielu rozwijających się szefów kuchni, którzy są żonaci i po pracy wracają do swoich rodzin. A nawet jeżeli poznasz małżeństwa kucharzy, to najprawdopodobniej oboje będą w ten czy inny sposób pracować dla restauracji.
Pewnej późnej nocy miłość znalazła mnie sama i przybrała formę fellatio podczas przygotowywaniu składników do dużego zamówienia na kolejny dzień. Wtedy nie myślałem o tym zbyt dużo, ale gdy teraz – jako szczęśliwie żonaty ojciec kilkorga dzieci – cofam się myślami do tej chwili, to był to jeden z najlepszych lodów, jakie ktokolwiek, kiedykolwiek mi zrobił.
Jeżeli zdarzyło ci się pracować w tym biznesie albo masz kumpla, który robi na kuchni, to prawdopodobnie już się zorientowałeś, że ta kariera może się szybko zmienić w uzależnienie od seksu. A to dlatego, że kiedy twoja pensja zależy od tego, czy wystoisz 14 godzin dziennie, to jest to ciężka praca. Co za tym idzie, melanż po robocie jest równie ostry jak seks. Nie mówię, że sam się uzależniłem od seksu, ale przeżyłem w pracy sześć miesięcy chwały i przygody z kelnerką z restauracji obok.
Poznałem w ją w restauracji, w której pracowała – miejsce było otwarta do późna i wpadałem tam po pracy. Za każdym razem to właśnie ona mnie obsługiwała. Nie powiedziałbym, że między nami była jakaś chemia albo że cokolwiek iskrzyło. Mimo to jednego wieczoru, bez żadnego wyraźnego powodu, zapytałem ją, czy nie chciałaby pójść ze mną na drinka, a w odpowiedzi usłyszałem „myślałam, że już nigdy nie spytasz”. Tym sposobem poszliśmy na kilka randek, ale przy dwóch pierwszych zachowywaliśmy się raczej z rezerwą, ponieważ ona w ogóle nie piła alkoholu. „Trochę mi odbija, kiedy piję” – przyznała mi się. „Nie sądzę, żebyś potrafił sobie ze mną poradzić, kiedy jestem pijana. Mógłbyś tego żałować”.
Oczywiście mogłem odpowiedzieć w tylko jeden sposób: „mogę się założyć, że sobie poradzę”. Kiedy na naszej trzeciej randce wypiła kilka drinków, to już wiedziałem, czemu nie pije: alkohol robił z niej wykręta.
Nasze przygody w łóżku nie do końca były uprawianiem miłości, a bardziej czymś na kształt klipu Nelly’ego w realu. Najdziwniejsze z tego wszystkiego było chyba to, że nigdy nie pozwalała mi wziąć prysznica przed naszymi seks randkami: lubiła mój zapach po 14 godzinach gotowania, bez względu na to, jak bardzo czuć mnie było cebulą, czosnkiem, surową rybą i potem.
Ruchaliśmy się wszędzie. W kuchni, w biurze, na zlewie do naczyń. Pewnej nocy obciągnęła mi przy filetowaniu młodego tuńczyka. Nigdy nie zapomnę tej nocy. W pracy byłem tylko ja, podkuchenny, jakaś dziewczyna, z którą się umawiał i moja kelnerka. Była druga nad ranem i jakieś 30 stopni w kuchni. Dodatkowo było super wilgotno i wszystko się kleiło, bo podkuchenny wyłączył na noc okap.
Piliśmy, kiedy nagle powiedziała: „Chce ci obciągnąć, kiedy kroisz rybę”. Odpowiedziałem: „Eeee, ok”. I to tyle, jeżeli chodzi o gadanie. Zapomnijcie o lodach przy prowadzeniu samochodu – to było mise en place, jej głowa była na swoim miejscu. Nie bałem się, że ktoś nas przyłapie, bo kuchnia była dla mnie jak dom. Później wylizała mi jeszcze tyłek przy grillu – i zrobiła to dobrze. Tak jak mówiłem, była wykrętem.
Mimo to, nasz romans szybko się skończył, kiedy dowiedziałem się, że ma męża. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Hej, muszę ci coś wyznać: jestem mężatką, a mój mąż jest w Afganistanie”. Szczęka mi opadła i wypaliłem: „Coooooooo… o człowieku, to pojebane. Szkoda, że nie powiedziałaś mi tego wcześniej”. Na szczęście nie wynikły z tego żadne konsekwencje. Po prostu pożegnałem się z nią, mówiąc „wszystkiego najlepszego, powodzenia w życiu”.
Nasz seksturnus trwał sześć wspaniałych miesięcy i jestem wdzięczny za to, że udało mi się wyjść z tej przygody z twarzą. Wyszalałem się (prawie) w całości. Teraz jestem w formie.
Nie widziałem jej od naszego pożegnania.
Historia wysłuchana i spisana przez Javiera Cabrala