imprezy

Rave, techno i wixa nie umarły

„Techno świata nie zmieniło, ale wystarczy spojrzeć, jak się dzisiaj bawimy, jak tańczymy, jak się spotykamy”. Wspólnie z Desperados Nocturno przyjrzeliśmy się, co polska scena rave zawdzięcza swoim korzeniom

W latach 90. krytycy lekceważyli muzykę elektroniczną, uważając ją za coś gorszego od rocka. Społeczeństwo bało się nowych technologii jako zagrożenia dla istniejących więzi, nadszarpywanych dodatkowo przez pędzącą transformację w kierunku upragnionego kapitalizmu. Jednak zepchnięta na margines przez oficjalny nurt klubowa kultura przyciągała niechętnych mainstreamowi artystów.

„To co, działo się w galeriach i muzeach uważali za nudne i nieinteresujące. Za to kluby, oferując wspólne doświadczenie, pozwalały ludziom łączyć się ze sobą" – mówi Zofia Krawiec, współautorka wystawy 140 uderzeń na minutę w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Sztuka i muzyka elektroniczna przenikały się w naturalny sposób: „Jarosław Fliciński próbował odnaleźć najbardziej współczesną i aktualną formułę malarstwa. Ustawiał swoje murale w klubie za DJ-em, tak żeby wspomagały doświadczenie optyczne w czasie rave'u" – mówi Zofia. Związani ze sceną klubową artyści sprzeciwiali się kulturze ekskluzywnych wernisaży, zamiast tego dążąc do jak największej otwartości – i szukając sposobów, by zainteresować sztuką osoby, które normalnie nie wybrałyby się na wystawę sztuki współczesnej.

Reklama

Nie tylko o melanżach. Obserwuj VICE Polska na Facebooku

Polska muzyka klubowa miała w dużej mierze raczej nieelitarny (czy wręcz, nie bójmy się powiedzieć, dresiarski) charakter. Do tego faktu odwołuje się praca Manieczki Dance Mission, nazywana też „wiksiarskim rydwanem". „Manieczki są bardzo stygmatyzowane w polskim myśleniu o muzyce klubowej. Ja uważam, że są unikalnym dziedzictwem polskiej transformacji i lat 90-tych, czymś niepodrabialnym" – mówi Mateusz Kazula, który razem z Gregorem Różańskim stuningował klasycznego Volkswagena Golfa na modłę pojazdów, które w każdą sobotę podjeżdżają pod lokalne dyskoteki w całej Polsce (z LED-owym podświetleniem i drzwiami a la Lamborghini włącznie).

Kazula, który od dekady aktywnie działa jako didżej, uważa, że wixa to kluczowej pojęcie dla opisu sceny klubowej na peryferiach. „Choć pochodzi od niemieckiego Wichser, nie jest używane nigdzie indziej. Wixa oznacza po prostu dobrą zabawę, ma też różne stopnie, po wixie jest luta albo czopa, następnie huta bądź dżumaga. Jest w tym coś przaśnego, ale też bardzo witalnego. Tańce ludowe też są bardzo proste, ale dziś nikt ich nie wyśmiewa, bo są usankcjonowane jako część kultury. Być może kiedyś tak będzie z Manieczkami?" – zastanawia się retorycznie Mateusz.

Mateusz Kazula przy „wiksiarskim rydwanie"

W kulturze rave (czy też polskiej wixy) każdy może znaleźć to, czego akurat szuka. Choć dla Mateusza najciekawsza jest możliwość wytworzenia wspólnoty, a Zofia podkreśla polityczny potencjał, jakiego artyści upatrywali w imprezach, to dla Sashy i Zoi – pochodzących z Ukrainy DJ-ek, które występowały podczas jednej z imprez towarzyszących wystawie w MSN – istotna jest możliwość pozytywnego wpływu na tańczących ludzi. „Jestem miłośniczką ruchu jako takiego. Chodzi o to, żeby wyciągnąć z ludzi energię, która nie jest obecna na co dzień" – mówi Zoi.

Wolność, z którą mogą się nam kojarzyć imprezy z lat 90., miała jednak swoje wyraźne granice. „Rafał Bujnowski na zamówienie klubu Roentgen namalował scenografię złożoną z czarnych pił, które kojarzyły mu się z muzyką techno, jej monotonią i powtarzalnością, ostrym brutalnym dźwiękiem" – mówi Zofia. Władzom klubu nie spodobał się ten pomysł, gdyż oczekiwali czegoś, co „pozytywnie wpłynie na trip imprezowiczów".

Techno powoli się komercjalizowało, tracąc swoją pachnącą rewolucją świeżość. Artyści zawiedli się też nowymi technologiami i komputeryzacją, które wbrew ich oczekiwaniom nie obróciły rzeczywistości do góry nogami. „Techno świata nie zmieniło, ale wystarczy spojrzeć, jak się dzisiaj bawimy, jak tańczymy, jak się spotykamy… Jeśli ktoś śledzi scenę klubową, widzi też wiele dyskusji na temat równouprawnienia czy kwestiach seksualnych w klubach – tam cały czas dzieją się postępowe rzeczy".

Jeżeli chcecie wziąć udział w imprezie, o jakiej w latach 90. nikomu się nie śniło, to już w tę środę wbijajcie na Facebooka Desperadosa na live stream z wyższego poziomu imprezy. To ostatnia szansa, że zdobyć podwójne zaproszenie na jedyny na świecie festiwal na wysokościach SKY FEST w Hiszpanii, którego sponsorem jest marka Desperados.