Jak prawie udało mi się dołączyć do Iluminatów
Ilustracja: AK Rockefeller via Flickr

Jak prawie udało mi się dołączyć do Iluminatów

„Wielki Mistrz” Larry obiecywał mi nowy samochód, sto tysięcy dolarów i „moce” – wszystko to za jedyne 500 złotych wpisowego. Kto by nie skorzystał z takiej okazji?
Mack Lamoureux
Toronto, Canada
ZK
tłumaczenie Zuzanna Krasowska
20.12.17

Artykuł pierwotnie pojawił się na VICE Canada

Pierwsza wiadomość, jaką wysłał mi na Twitterze pan Johnson Larry, wyglądała dość niewinnie. Druga już nie za bardzo.

„Witaj” – napisał, zanim zrobił krótką przerwę. „Czy chcesz dołączyć do Iluminatów, gdzie będziemy płacić ci 100 tysięcy dolarów (356 tysięcy złotych)? Jeśli tak, skontaktuj się z nami, aby uzyskać więcej informacji”.

Podobnie jak chyba każdy na moim miejscu, odpowiedziałem, że tak, cholernie chciałbym dołączyć do iluminatów.

Witaj. Czy chcesz dołączyć do iluminatów, gdzie będziemy płacić ci 100 tysięcy dolarów?
– Jasne, chciałbym dostać 100 tysięcy brudnych, masońskich pieniędzy.
Jeszcze nigdy z taką niecierpliwością nie czekałem na odpowiedź.

No bo kto nie chciałby dołączyć do Iluminatów? Nie tylko znalazłbym się w elitarnej grupie osób, które rządzą światem (jak Beyoncé, Henry Kissinger czy brytyjska królowa), ale do tego dostałbym 100 tysięcy dolarów – i to amerykańskich! (Zrozumcie, zarabianie w amerykańskich dolarach to naprawdę wielka sprawa dla Kanadyjczyka).

Nie mogłem zmarnować takiej szansy.

Podczas naszej pogawędki dowiedziałem się, że pan Larry należał do Iluminatów od 19 lat, był „Wielkim Mistrzem”, a jego praca polegała na rekrutowaniu ludzi. Poprosił mnie, żebyśmy przenieśli rozmowę na WhatsAppa – oficjalną aplikację tajnego podziemia.

Pan Larry podał mi swój numer, żebym do niego tam napisał. Po wrzuceniu go w Google (jak widać, Iluminaci mają gównianą politykę bezpieczeństwa), odkryłem, że numer pochodzi z Nigerii. Zacząłem mieć wątpliwości, czy pan Larry na pewno jest tak wpływowy, jak mi to powiedział.

– Panie Larry, należy pan do Iluminatów, czy jedynie jest pośrednikiem?
– Tak. Jestem wielkim mistrzem.
– Wow, sam mistrz mnie rekrutuje? To musi być poważna sprawa.

Jak wszyscy wiemy, internetowe przestępstwa dokonywane przez Nigeryjczyków nie są niczym nowym. Nigeryjski szwindel posiada wiele odmian, ale wszystkie sprowadzają się do wyłudzenia pewnej sumy pieniędzy (rzędu kilku tysięcy dolarów).

Oszustwa działają w ten sposób: ich cel otrzymuje maila od kogoś, kto reprezentuje zamożną osobę (księcia) lub jakąś grupę (Iluminatów) i prosi o drobną zaliczkę, w zamian obiecując przesłanie małej fortuny. Scenariusze bywają różne – czasem diamenty oferuje ci nigeryjski książę, który został zakładnikiem, kiedy indziej jesteś nęcony złotem należącym do niedawno zmarłego bogacza. Każdego roku ludzie tracą na tym miliony dolarów – w 1997 roku Amerykanie przepuścili w ten sposób 100 milionów dolarów (356 mln złotych). Najczęściej nabierają się na to staruszkowie i takie głupki jak ja.


Tylko ciekawe historie. Polub fanpage VICE Polska i bądź z nami na bieżąco


Przeniesienie tego przekrętu do internetu (wcześniej dokonywano go poprzez listy), miało dla oszustów pewne zalety, ale też i wady. Początkowo sieć stanowiła dla nich kopalnię potencjalnych ofiar, jednak ludzie szybko się na tym poznali. Obecnie istnieje wiele stron internetowych, których celem jest ujawnianie takich osób i tym samym chronienie innych przed tym, żeby nie tracili oszczędności życia, płacąc okup za „nigeryjskiego księcia”. Z tego powodu nasze kłamczuszki musiały stać się bardziej kreatywne.

Najwyraźniej za dobry pomysł uznali wysłanie prywatnej wiadomości do znudzonego dziennikarza.

„Czy chcesz dołączyć do iluminatów, gdzie będziemy płacić ci 100 tysięcy dolarów? Jeśli tak, skontaktuj się z nami”. Wygląda wiarygodnie, prawda?

Tak swoją drogą: oprócz tego podejrzanego numeru kierunkowego były jeszcze dwie rzeczy, które nie przemawiały na korzyść pana Larry’ego. Po pierwsze, dzięki wyszukiwaniu po obrazie, odkryłem, że jego zdjęcie pochodziło z rosyjskiego serwisu matrymonialnego, na którym ogłaszały się osoby pragnące wyjść za cudzoziemca. W ten sposób dowiedziałem się, że pan Larry w rzeczywistości nie był panem Larrym, tylko Turkiem o imieniu Marko, który lubi Bruno Marsa, Rihannę, Robbiego Williamsa i czyta powieści Dana Browna. Po drugie, kiedy szukałem informacji o Iluminatach, znalazłem komunikat zamieszczony na absolutnie prawdziwej stronie grupy, w którym ostrzegano przed takimi ludźmi jak pan Larry.

„Oszuści masowo pojawiają się takich na portalach społecznościowych jak Facebook i Twitter, gdzie rozpowszechniają błędne informacje na temat naszych przekonań, często żądając przy tym pieniędzy za członkostwo” – czytamy na stuprocentowo prawilnej stronie Iluminatów, która na pewno nie jest jakimś chwytem marketingowym.

– Jak możemy sobie pomóc?
– Będziesz bogaty i znany i posiądziesz moce.
– Moce!!! Jakie dokładnie moce?
– Na początek kupimy ci auto.
– Ale jaki rodzaj mocy? Czy są one połączone z samochodem?
– Potem będziemy ci płacić 100 000 dolarów na osobę.
– Buduje pan napięcie tymi mocami. Jaki rodzaj mocy?
– Polityczne, jeżeli takich pragniesz.
– I członkostwo kosztuje tylko 150 [dolarów]? Jednorazowo czy miesięcznie tak jak na Netfliksie? Ogląda pan Netliksa, panie Larry? Czy będę miał moce jak Iron Fist? Kojarzy go pan? Zebrał kiepskie recenzje, ale to niezły serial. Oglądał go pan?

Kto by odrzucił taką ofertę?

Pomimo znalezionych w sieci ostrzeżeń, nie poddawałem się – nie miałem zamiaru stracić szansy na dołączenie do George'a Sorosa i innych grubych ryb w tym, co mój kolega nazywa „wprowadzaniem globalnej okultystycznej dystopii”. Na naszym nowo utworzonym czacie na WhatsAppie Pan Larry oficjalnie przywitał mnie w bractwie i zapytał, czy „umiem dochować tajemnicy”. Odpowiedziałem, że tak.

„Chcę, żebyś wiedział, że jesteś teraz członkiem. Będziemy ci płacić sumę 100 tysięcy dolarów miesięcznie i dostaniesz samochód” – napisał do mnie. „A jeśli chcesz być sławny, sprawimy, że będziesz sławny”.

Zaproponował mi też moce – a ja, będąc kompletnym idiotą, zapytałem go, czy przypominały one te, które ma Iron Fist i czy podobał mu się ten serial.

– Nie mamy czasu na więcej pytań. Tak, tylko 150 dolarów za formularz członkowski.
– Ojej, czemu nie? Czy trwa teraz jakiś kryzys? Powinienem wam pomóc? Mogę użyć moich nowy mocy Iron Fista.
– Wiedz kryzys.
– Wiedz kryzys?
– Nie mamy czasu na te wszystkie pytania.
– Czemu nie?
– Miłego dnia.

Wciąż czekam, żeby dowiedzieć się, czym jest „wiedz kryzys”.

Potem niestety nadeszło nieuniknione i pan Larry powiedział mi, że aby zdobyć samochód, pieniądze i moce, muszę zapłacić tycią opłatę członkowską w wysokości 150 dolarów – co, jeśliby się nad tym zastanowić, stanowiło całkiem niezły interes. Jednak pan Larry zaczął się już irytować tym, jak bardzo byłem podekscytowany perspektywą dołączenia do Iluminatów. Powiedział, żebym przestał zadawać pytania i po zwięzłym „Miłego dnia”, przestał się odzywać.

Zwaliłem to. Zaprzepaściłem moją szansę, żeby dołączyć do Iluminatów. Dzisiaj już lepiej poradziłbym sobie z takim odrzuceniem, ale wtedy naprawdę cierpiałem. Chyba rozumiecie, dlaczego tak się czułem. Szybko przeszedłem przez kolejne etapy żałoby i miejsce smutku zajęła wściekłość. Wysłałem panu Larry’emy mema, którego zrobiłem ze zdjęć ściągniętych z profilu Marko na serwisie randkowym. Poinformowałem go w nim, że moim najlepszym przyjacielem jest teraz David Icke, główny propagator idei, jakoby światem rządzili Reptilianie, czyli Jaszczuroludzie.

Przyjaźń z Panem Larrym zakończona. David Icke jest teraz moim najlepszym przyjacielem.

Dave, zadzwoń do mnie.

W chwili słabości przeprosiłem go jednak za tego mema i zacząłem błagać, by do mnie wrócił. Byłem załamany – nie zostałem członkiem Iluminatów, co oznacza, że nie dostanę zajebistego samochodu, pieniędzy i mocy.

Ech, kurwa.

– Hej, czy to pan Larry? Pan od Iluminatów?
– Jeśli tak, to wciąż bardzo chciałbym dołączyć do Iluminatów.
– Haaaaaalllllllooooo, panie Larry!! Co pan ilumi-na-to?
– Ok, ok, ok. Przestanę pytać, o ile dostanę moje moce Iron Fista. Jak mam zapłacić za członkostwo?
– Panie Larry, niech mnie pan tak nie zostawia.
– No stary, a co z bractwem?
– Jest tu nadal pan?
– Myślałem, że się zakumplujemy, panie Larry. Ale okazał się pan Fałszywym Przyjacielem.
– Nadal ilumi-pan-tu?
– Paaaaaaaaanieeeee Llllllllaaaaaarrrryyy.

Po prostu chciałem gdzieś przynależeć…

Musicie zrozumieć – jestem dziennikarzem i 100 tysięcy dolarów to dla mnie niewyobrażalna suma. Nie mogłem siedzieć z założonymi rękami. Wysłałem panu Larry’emu wiele wiadomości na Twitterze, WhatsAppie i nawet kilka SMS-ów, ale nigdy mi nie odpowiedział.

No to zjebałem sprawę. Pan Larry zapadł się pod ziemię. Trudno, na razie będą mi musiały wystarczyć czeki od Sorosa.


Więcej na VICE:

Jak podszywano się pod innych, zanim powstał internet